Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89358

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Trochę mi się w tym tygodniu nazbierało tematów (to już ostatni).

Lato w Skandynawii zapowiada się bezrestrykcyjnie, więc wszystko wskazuje na to, że nasze przekładane od 2 lat wesele (jeżeli można to tak nazwać) w końcu dojdzie do skutku. Niestety pod koniec przygotowań wystąpił problem, z którym mierzy się chyba większość par, czyli kwestia potwierdzania obecności.

Kiedy jedno z nas pochodzi z jednego kraju, drugie z drugiego, mieszkamy w trzecim, a rodzinę i znajomych mamy jeszcze w paru innych, wiadomo było, że nie istnieje coś takiego jak uniwersalna miejscówka, optymalna dla wszystkich. Czego byśmy nie wybrali, zawsze ponad 50% gości musiałoby dojechać z innych krajów, więc byliśmy w pełni świadomi, że niektórym lokalizacja nie będzie odpowiadała i nie będą mieli ochoty na podróż. Liczyliśmy się z tym, że mniej więcej 1/3 odpowiedzi na zaproszenia będzie odmowna (kilka zostało wręczonych czysto "informacyjnie"). Oczywiście szkoda, ale rozumiemy i szanujemy decyzję, nikogo nie ciśniemy, że "jak nie przyjedzie, to się obrazimy".

Kiedy sama dostaję zaproszenie na ślub, który odbędzie się daleko od mojego miejsca zamieszkania, w zasadzie już w momencie otrzymania zaproszenia - po rozważeniu czynników jak urlop, koszt wyjazdu, brak innych zobowiązań w tym terminie, oraz czy w ogóle mam na ten wyjazd ochotę - jestem w stanie podjąć decyzję, czy będę mogła z niego skorzystać czy nie. Chcę i mogę jechać - potwierdzam obecność i kupuję bilety na samolot zanim będą za drogie; nie mogę lub nie chcę - dziękuję za zaproszenie, przepraszam, ze niestety nie będę mogła z korzystać, w terminie ślubu wysyłam kartkę z życzeniami (i ewentualnie kwiaty), i po temacie. Wydawało mi się, że inni ludzie funkcjonują podobnie. No jednak nie. Owszem, większość gości potwierdziło obecność natychmiast, niektórzy odmówili (bo odległość, bo koszty, bo inne plany, bo nie ma się czym dostać - wiadomo), natomiast od kilku par nie doczekaliśmy się odpowiedzi.

Zaczęliśmy do nich pisać/dzwonić, żeby dowiedzieć się, czy możemy liczyć na ich obecność. Reakcje były takie:

1. Niezdecydowani (kolega męża z partnerką)
Najpierw za każdym razem kolega poproszony o decyzję pisał, że da znać wieczorem, po czym nie dawał znać. Sytuacja powtarzała się co kilka dni. W końcu się odezwał:
- My jeszcze nie wiemy
- A kiedy będziecie wiedzieć? Ślub jest za kilka tygodni, musimy podać ostateczną liczbę gości, poza tym nie wiemy, czy trzymać dla was nocleg.
- Naprawdę nie umiemy odpowiedzieć na to pytanie. Jeszcze nie wiemy, co będziemy robić w tym czasie
Pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że kolega już od dłuższego czasu ma na ten okres zaplanowane wczasy w Azji, więc raczej na pewno ich nie będzie. A czy nie można normalnie odpowiedzieć "nie będzie nas, będziemy wtedy na wakacjach", bez zabawy w podchody?

2. Spontaniczni (koleżanka z czasów irlandzkich)
- "Bardzo chętnie byśmy przyjechali, bo Szwecję uwielbiamy, ale w tej chwili nic ci jeszcze nie odpowiem. My nie lubimy planować podróży i zawsze decydujemy spontanicznie. Zachce nam się, to kupujemy bilety, wsiadamy w samolot i lecimy. Pełny spontan"
No niestety nie jesteśmy w stanie dopasować całej logistyki do ich pełnego spontanu, więc liczę jako "nie". Najwyżej obsługa spontanicznie nie wpuści ich do lokalu, bo nie będzie ich na liście gości.

3. Niezorientowani (przyjaciółka od czasów dzieciństwa, kiedyś bardzo bliska, w ostatnich latach znajomość bardzo się rozluźniła; początkowo nawet nie była przewidziana na liście gości - kiedy dowiedziała się o ślubie, wprosiła się sama, co jest osobną piekielnością, ale już mniejsza z tym)
- Oooo, a kiedy to będzie?
- Tego i tego dnia
- A gdzie?
- Tu i tu.
- A to w Szwecji? To ja nie wiedziałam.
- Jak nie wiedziałaś? Sama mówiłaś, że nie wyobrażasz sobie, że mogłyby cię tam nie być i że w końcu będziesz miała okazję wybrać się do Szwecji. Poza tym w zaproszeniu miałaś informacje na temat daty i miejsca.
- A nie wiem… czekaj, chyba coś przyszło, nie wiem, czy nie skasowałam. To może przyślij jeszcze raz, a ja potem porozmawiam z chłopem i musimy to sobie przemyśleć i ewentualnie damy znać.
Nie wysłałam jeszcze raz, wykreśliliśmy z listy gości, odpuszczam sobie tę znajomość. Jeżeli ktoś ma mnie do tego stopnia gdzieś, że zaproszenie na mój ślub kasuje bez czytania, mimo że najpierw sama się na niego wprasza, to ja jej tam nie chcę.

4. Milczący (kuzyn z żoną)
Otrzymawszy zaproszenie bardzo się ucieszyli, wylewnie podziękowali, zadeklarowali, że zrobią wszystko, żeby tam być i na tym kontakt się urwał. Nie odbierają telefonu, nie odpisują na wiadomości.

5. Problem w związku (znajomi z Monachium)
Ucieszyli się z zaproszenia i od razu potwierdzili obecność. Po czym on zmienił zdanie. "Bo od tego ma dom, żeby w nim mieszkać, a nie gdzieś się włóczyć, poza tym jego żona nie będzie kręcić dupą przez obcymi facetami, a on nie będzie siedział i na to patrzył, jeżeli ona aż tak bardzo ma ochotę potańczyć, to on jej włączy w domu radio". Teraz ona zapewnia, że on ma chyba jakiś trudny okres, ale na pewno się zaraz ogarnie i na bank przyjadą, a on mówi, że na pewno ich nie będzie, on się nigdzie nie wybiera, a jej samej też nie puści.
No i zgaduj zgadula, będą czy nie?

6. Układacze cudzego życia (kuzynka - chyba jako pierwsza podsunęła nam pomysł, żebyśmy imprezę robili w Szwecji)
- A dlaczego robicie akurat w Szwecji? Przecież to daleko
- Tak zdecydowaliśmy, bo stamtąd jest najwięcej gości. Zresztą sami nas na to namawialiście. To jak, będziecie?
- Serio? Nie pamiętam. A dlaczego nie chcieliście zrobić w Niemczech, tam gdzie mieszkacie?
- Nie chcieliśmy, nie leży nam to. To przyjeżdżacie czy nie?
- A skoro już robicie w Szwecji, to nie mogliście w jakimś większym mieście, tylko musicie na takim zadupiu?
- Bo chcieliśmy na plaży. Wybieracie się czy nie?
- A ja w ogóle nie rozumiem, jaki jest sens robienia wesela. Kasę tylko wydacie i nic nie będziecie z tego mieć. Po co wam to? Nie wolicie zamiast tego polecieć na jakąś egzotyczną wyspę?
- To jest nasza decyzja. Zresztą mamy od 2 lat podpisane umowy, więc nasze chcenie nie ma już znaczenia. Możesz odpowiedzieć na pytanie?
- A w ogóle to na co wam ten ślub? W dzisiejszych czasach to nikomu do niczego niepotrzebne.
- Po ślubie to my już jesteśmy 2 lata, więc już trochę późno na takie pytania. Zresztą, jak nie chcesz przyjeżdżać to po prostu powiedz i nie będzie tematu. Po co mi układasz życie?
- No nie wiem, przemyślcie to. Cześć.
I nadal brak odpowiedzi.

Nie rozumiem czegoś takiego. Zaproszenie to nie nakaz osobistego stawiennictwa. Nie chcesz lub nie możesz przyjść, to po prostu powiedz, że nie dasz rady i tyle, i nie odstawiaj cyrku. Czy dorosłym osobom naprawdę jest tak trudno wysłać choćby SMS o treści "nie będzie nas"?

Termin potwierdzania obecności po coś jest - hotel chce wiedzieć, czy w środku sezonu turystycznego ma trzymać pokoje, czy też może je zwolnić, trzeba przygotować plan stołów, zamówić dekoracje, druk winietek itp. Wstrzymywanie organizatora z logistyką w imię własnych humorków i zmuszanie go, żeby cię ścigał niczym egzekutor z parabanku, jest lekceważące i skrajnie egoistyczne.

Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że nie będziemy się narzucać i wszystkich niezdecydowanych wpisaliśmy jako odmowę. Jeśli jednak się pojawią - ich problem.

wesele

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (186)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…