Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89399

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym, dlaczego stereotypy o paniach z dziekanatu nie znikną jeszcze przez długi czas.

Potrzebowałem "Zaświadczenia o ukończeniu studiów" do ZUSu.
Zadzwoniłem do dziekanatu, wyłuszczyłem sprawę.
Oto zapis rozmowy w skrócie:
- OK nie ma problemu. Możemy wysłać to Panu pocztą.
- Dziękuję, ale przyjadę i odbiorę osobiście. Zależy mi na czasie.
- Proszę jeszcze napisać maila z danymi, bo koleżanka będzie musiała pójść do archiwum, a ono jest w innym budynku. Zajmie to 2-3 dni.
- Dobrze, już piszę. Dziękuję i do widzenia.
Było to w środę w tygodniu poprzedzającym święto Bożego Ciała.

Po paru dniach, dzień przed świętem przyjeżdżam na miejsce.
Dziekanat dalej w tym samym miejscu, ba! nawet dziewczyna "opiekująca się" wydziałem od 10 lat się nie zmieniła.
Mówię po co jestem, że kontaktowałem się wcześniej.

- "Ale ja nic nie wiem"
Świetnie. Po prostu świetnie.

Dziewczyna pyta się koleżanki obok czy wie coś na ten temat.
- "Ach tak, już daję. Proszę jeszcze podpisać odbiór i to będzie wszystko".

Czytam kwit, który dostałem.

Mając wszystkie moje dane z archiwum i maila pi***nęły się w dacie i miejscu urodzenia.
- "Pan przyjechał specjalnie po ten dokument? Możemy poprawioną wersję wysłać pocztą".
- "Niestety, zależy mi na czasie. Proszę go poprawić na tyle, na ile się da".

- "Dobrze, ale na wszelki wypadek prześlemy jeszcze poprawioną wersję pocztą".

Profilaktycznie zapisałem im jeszcze raz adres, bo Bóg jeden wie, gdzie mogłyby wysłać ten papier.

Mam nadzieję, że ZUS nie będzie robił mi problemów, że zaświadczenie jest pokreślone i opieczętowane od góry do dołu.

ZUS dziekanat

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (147)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…