Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
poczekalnia

#89431

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Małżeństwo różnowierców.

Ja jestem totalną bezbożnicą, wyznająca jako boga nature. Aczkolwiek jestem w stanie przyjąć pogląd o istnieniu boga i szatana. Jednakże, nawet jeśli takowy istnieje, to uważam że człowiek jest dziełem tego drugiego. Jako zaraza, aby zniszczyć piękny idealny harmonijny boski świat.

Małżonek mój jest natomiast osobą wierzącą. W kościół jak deklaruje już nie wierzy (po latach bycia Ministrantem) ale wierzy w Boga.. chociaż w sumie do końca jednak nie ogarniam w co wierzy ...


Co ważne, mój małżonek pochodzi z bardzo religijnej rodziny.. Zgadnijcie co może tu pójść nie tak?

Najpierw nadmienie, że pomimo iż mam pobożną teściowa, to jest ona niegroźna religijnie. Owszem zdarzają się jej czasem próby ciągnięcia mnie do kościoła, ale wszystko w granicach normy.

Ponieważ wraz z teściową w pakiecie dostałam Ciocie męża, więc w przyrodzie równowaga jednak istnienie :)

Ciocia męża jest osoba bardzo... bardzo... bardzooo wierzącą. Tak wierzącą, że prawdopodobnie sam papież nie jest tak wierzący.

Bierzemy więc ślub jednostronny. A takowy nie może być konkordatowy. Dlatego ten kościelny będzie we wrześniu a cywilny odbył się w kwietniu.

Początkowo Ciocia Wielka Katoliczka zdawała się dobrze przyjąć wiadomość, ze jestem bezbożnicą. Nawet parę razy dyskutowaliśmy o tym. Wszystko się jednak zmieniło w dniu, w którym doszło do niej kiedy ma odbyć się nasz ślub cywilny.

A było to 12.04 ... czyli w WIELKI WTOREK!
No i się zaczęło. Wielki żal i ból, jak to można tak w WIELKIM Tygodniu urządzać imprezę!? Toż To pogarda dla jej wiary?! I ona sobie nie zdawała sprawy, że my tacy jesteśmy, tzn. głównie mój mąż. Bo on był taki religijny. Do kościoła chodził, był ministrantem i nagle w pół roku wszystko się skończyło. (Pół roku wcześniej poznał mnie).

Ja słuchając tego zerkałam to na nią to na męża, bo nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi. To wtedy jeszcze bardziej się wydarła, że ona nie rozumie, ze ja nie rozumiem. ZE TO JEST KULTURA.. KULTURA wiedzieć, że nie wolno w WIELKI WOTREK ślubu brać.

Ogólnie to 11.04 dzwoni do męża i prawi kazanie, że jej się to nie podoba, że ona to przyjdzie do Urzędu, ale zrobi to tylko w stroju sportowym, bo dla niej to nie jest uroczystość.

A tak, bo zapomniałam, ta Ciocia, jest świadkową męża. Zawsze byli blisko ponadto podobno zawsze mówiła że tak bardzo chciała być chrzestną a nie mogła, aż teściowa zaproponowała nam żebyśmy wzięli ją na świadka. (Oczywiście teraz tego się wypiera).

Nadchodzi dzień, wszystkich dni, czyli 12.04, ślub umówiony na 12, o 11:30 my już na miejscu, moja świadkowa czeka, rodzice czekają, brat męża też już się pojawił z rodziną... za 10 minut dwunasta, a świadkowej męża wciąż nie ma... Dzwoni on więc do niej z zapytaniem, gdzie jest?
- Ja zaraz będę, właśnie z domu wychodzę.

Mąż się już skłania by brata nie wziąć na świadka, ale o dziwo, świadkowa Kato Ciotka się pojawia... ubrana w jeansy, bluzę i minę jak byśmy zabili jej kota, psa i całą rodzinę.

Na uroczystości zaślubin mieliśmy również fotografa, by sobie to upamiętnić. Został on ochrzaniony przez nią, że ona sobie nie życzy by jej robił zdjęcia. W międzyczasie też zauważyłam, że o czymś rozmawiała z moją mamą, coś tam sobie szeptały przed wejściem na salę. Wycedziła
- To małżeństwo i tak niedługo się rozpadnie….

Podczas składania przysięgi z miną Rozalii Kiepskiej gdy patrzy na Ferdynanda spoglądała w odwrotną stronę. - Zostało to upamiętnione na zdjęciu. Chyba je sobie damy oprawić


Generalnie wyglądała tak jakby miała zaraz wykrzyczeć, że ona się na to nie zgadza. Po samych zaślubinach, po prostu wyparowała z urzędu nawet nam nie gratulując.

Miała żal w sumie chyba do wszystkich obecnych, że z radością obchodzą ten dzień.. te zbrodnie na Religi.. ten ślub w WIELKI WTOREK.. tę obrazę pana Jezusa…

Od tamtej pory widziałam ją raz, ponieważ postanowiła się od nas odgrodzić. A ten raz, to był w towarzystwie jej koleżanki, która gratulowała nam ślubu, przy czym ciocia traciła..
- Ale to nie był prawdziwy.. to nie.. ta PRAWDZIWA uroczystość będzie we wrześniu.

Do tego stopnia się odgrodziła.. że odmówiła przyjścia na komunie bratanicy męża. Tydzień przed komunią.

Ale to jeszcze nie wszystko. Jednakże najpierw należy się wam zarys sytuacji:

Popełniliśmy w ostatnim czasie parę złych, pochopnych decyzji finansowych. Po pierwsze wesele, które finansujemy głównie moim kredytem. Po drugie remont, o którym @Andrie pisał w innej historii. Generalnie sprzedaliśmy moje mieszkanie i za te pieniądze plus oszczędności męża, kupiliśmy większe mieszkanie do remontu. No i niestety ten remont nam bardzo dokucza i organizacyjnie i finansowo. Wszystko okazuje się być droższe niż miało być pierwotnie. I to nie jest różnica kilku tyś a kilkudziesięciu. A mówimy o samej robociźnie. Rodzina i ciocia znają nasza sytuacje. Jest ciężko ale staramy się sobie radzić mimo popełnianych błędów.

Dodatkowo we wrześniu zeszłego roku, czyli przed naszym poznaniem, Ciocia pożyczyła mężowi pewna sumę pieniędzy na kupno samochodu. Po to, aby ten nie musiał brać kredytu, co jest o tyle istotne, że jej deklaracja przyczyniła się do podjęcia przez niego decyzji o jego kupnie. Maż spłacał jej co miesiąc do ręki dług. Tak się umówili.

Jednakże po naszym ślubie stało się to w zasadzie niemożliwe. Co niedzielę odwiedzamy teściową, więc co niedziele próbowaliśmy nawiązać kontakt. Nikt nam nie otwierał, często nie odbierała telefonów.
Raz nawet powiedziała, że nie życzy sobie byśmy dzwonili w tym samym dniu, tylko mamy się zapowiadać z wyprzedzeniem. Mąż przypominał, że ma dla niej gotówkę, ale zawsze było że następnym razem. Że się umówimy. No i w końcu udało się umówić na piątek pod koniec czerwca.

Tego dnia dostaliśmy sms, że do spotkania nie dojdzie. A mąż ma czas do 15 września (na 2 tygodnie przed ślubem) zwrócić całość pożyczki co « przy szalejącej inflacji jest i tak odległym terminem ».
I nie .. nie są jej te pieniądze potrzebne na pilne leczenie. To celowy zabieg, zrobiony po to, by nam dokuczyć, dołożyć problem.. w sumie sama nie wiem po co..

PS. Pieniądze jej oddaliśmy jeszcze tego samego dnia. W całości, naruszając budżet remontowy.. potem będziemy kombinować jak to pospinać.

PS2. Pytałam moją przyjaciółke tez bardzo wierzacą o co chodzi z tym Wielkim Wtorkiem.. i też nie rozumiała jej oburzenia. A skoro moja przyjaciółka tańczy dla Jezusa, czy tam wielbi Jezusa poprzez taniec to jest chyba wystarczająco wierząca by być wiarygodnym źródłem informacji ?

religia; ślub

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (88)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…