Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89669

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Urlop. Kraj oficjalnie muzułmański, ale z tych podobno liberalnych. Hotel: zachodnia sieciówka. Zanim zaczniemy zwiedzać, chcemy parę dni odpocząć. Plaża niestety jest paskudna, więc relaksujemy się nad basenem. Menedżment hotelu chciał być bardzo „zachodni” i niekonserwatywny, z tym że poszedł w drugie ekstremum i na terenie basenu wprowadzono zakaz noszenia nie tylko burkini czy chust na głowach, ale również jakiejkolwiek odzieży - sukienek plażowych, T-shirtów czy nawet pareo. Dozwolony jest jedynie strój kąpielowy.

Tuż nad brzegiem basenu jest barek z napojami, a obok niego stanowisko ratownika i stróża porządku w w jednej osobie. Idę po wodę, chcę zamówić, lecz barman prawie wpadając w histerię i mocno gestykulując, każe się zakryć. Wracam w sukience, podchodzę do barku i dostaję zjebkę od ratownika, że nie wolno, bo dress code i mam zdjąć. Jednocześnie barman każe mi zakryć jeszcze ramiona i nogi, inaczej nie obsłuży. Po czym jeden z drugim pokłócili się między sobą. Cyrk. Po picie wysłałam męża, jego w kąpielówkach obsłużono bez problemu. Za każdym razem, kiedy jakakolwiek kobieta podeszła do barku, następowała powtórka z rozrywki. Obsłudze coś ewidentnie nie wychodzi „połączenie tradycji z nowoczesnością”.

Efekt? Panie leżą i się grzeją, panowie biegają jako chłopcy na posyłki. Mnie nie jest źle, mąż niezbyt zadowolony.

Urlop

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (220)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…