Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89909

przez ~uciekajacypanmlody ·
| Do ulubionych
Była tu jakiś czas temu historia o facecie, który zostawił narzeczoną praktycznie przed ołtarzem.

Opowiem Wam o tym, jak o mało co ja nie zostałem takim uciekającym panem młodym. Będzie długo i dla niektórych pewnie nudnawo. Mimo wszystko zapraszam do lektury.

Kilka lat temu, mając prawie 30 lat na karku, zacząłem nosić się z myślą ustatkowania się. Większość kumpli miała już rodziny lub co najmniej długoletnie partnerki, tylko ja, wieczny singiel. Nie był to mój wybór. Miałam kilka krótszych i dłuższych znajomości z kobietami, w tym jeden poważny związek, z którego moja była wymiksowała się z dnia na dzień wyprowadzając się ze wspólnego mieszkania i pisząc mi sms-a, że mam się z nią więcej nie kontaktować.

Sytuacja na tyle mnie dobiła, że poniekąd zablokowałem się z kontaktach z płcią przeciwną i każda taka znajomość kończyła się na tym, że dochodziłem do wniosku, że nie wyleczyłem się z byłej, bo ciągle obawiałem się podobnego scenariusza w nowym związku.

No, ale stało się. Impreza u znajomych. Koleżanka z pracy żony kumpla, Magda. Śliczna, uśmiechnięta, błyskotliwa Magda. Od razu zwróciłem na nią uwagę, ale nawet nie próbowałem swoich sił w podrywie - po prostu wydawała mi się tak idealna, tak perfekcyjna, że nie liczyłem na nic innego niż spuszczenie mnie na drzewo.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka dni później kumpel zabronował wspólną kolację w czwórkę - okazało się, że i Magda zwróciła na mnie uwagę i z żoną wpadli na pomysł zaaranżowania kolejnego spotkania.

Do kolejnych spotkań nie potrzebowaliśmy już pośredników. Magda była inteligentna, piękna, do tego pracowała w zawodzie, w który była mocno zaangażowana, miała różne zainteresowania. Świetnie nam się rozmawiało, ujęła mnie swoim poczuciem humoru, ale też niezależnością.

Tu muszę coś wtrącić, choć obawiam się, że zostanę źle zrozumiany. W związku mógłbym zaakceptować różne konstelacje, jednak wcześniej zdarzało mi się kilkakrotnie poznawać kobiety, które ewidentnie szukały faceta, na którym mogłyby się uwiesić. Zdarzało się, że kobieta już na drugiej czy trzeciej randce dawała znać, że oczekuje drogich prezentów, najchętniej wcale by nie pracowała, gdyby miała taką możliwość, jednocześnie ma nie wyobraża sobie bycia kurą domową, a od faceta oczekuje "zadbania o nią". Byłbym gotowy sam utrzymywać rodzinę, jeśli żona wolałaby zająć się domem i dziećmi, ale gdybym miał utrzymywać kobietę, tylko dlatego, że ona nie chce pracować, jednocześnie miałbym opłacić sprzątaczkę, jedzenie z cateringu i niańkę do dzieci to nie wiem, gdzie tu wkład drugiej strony we wspólne życie.

Tyle mojej filozofii życiowej. Ważne jest, że Magda była zupełnie inna. Nie pozwalała za siebie płacić na randkach, robiła mi prezenty przy różnych drobnych okazjach, każdy prezent ode mnie sprawiał jej radość, nie traktowała tego, jak coś, co jej się po prostu należy. Jednocześnie była ambitna, angażowała się w pracę, inwestowała na giełdzie, myślała o rozkręceniu własnego biznesu, ciągle się dokształcała. Również mnie motywowała do ciągłego rozwoju i choć zarabiałem już wtedy całkiem nieźle, dawała mi poczucie, że nie powinien spoczywać na laurach. Jednocześnie, gdy rozmawialiśmy o przyszłości, nasze plany były zbieżne. Oboje chcieliśmy stabilizacji, założenia rodziny. Czasami aż nie wierzyłem, że spotkało mnie takie szczęście, bo Magda była kobietą po prostu idealną.

Kiedy powstały w związku pierwsze rysy? Mniej więcej po roku. Z Magdą mieszkaliśmy, co prawda, w tym samym mieście, ale prawie 20km od siebie. W dodatku Magda dojeżdżała do pracy za miasto w przeciwną stronę. Często udawało nam się widywać tylko w weekend, bo po pracy, ogarnięciu się w domu i łącznie z dojazdem , musielibyśmy się w tygodniu spotykać ok.21:00.

Miałem swoje dwupokojowe mieszkanie na kredyt, podobnie zresztą jak Magda, z tym, że jej mieszkanie było większe. W końcu zaproponowałem jej wspólne zamieszkanie. Magdzie nie spodobało się, że musiałaby o wiele dłużej dojeżdżać do pracy ode mnie - powiedziałem, że jeśli o mnie chodzi, mogę się przeprowadzić do niej. Tu trochę się zdziwiłem, bo Magda pierwszy raz nakrzyczała na mnie! Powiedziała, że usiłuję jej zabrać jej przestrzeń życiową i zacząć kontrolować. Kompletnie zszokowany przeprosiłem ją i do tematu już nie wracałem. Jednak jakiś czas później Magda stwierdziła, że byłaby gotowa się do mnie przeprowadzić, bo ma zamiar zmienić pracę i ma nadzieję na zatrudnienie w firmie niemal w moim sąsiedztwie. Bardzo się ucieszyłem i postanowiliśmy wrócić do tematu, gdy dostanie tę pracę. Już niebawem świętowaliśmy jej nowe stanowisko szampanem i rozpoczęliśmy dyskusję o przeprowadzce. Magda miała wynająć swoje mieszkanie i przeprowadzić się do mnie.

Dla mnie dość oczywistym było, że kredyty nadal będziemy spłacać na własną rękę, a opłatami za mieszkanie będziemy się dzielić. Ale Magda miała inne wyobrażenie. Powiedziała, że nie rozumie, czemu oczekuje, że ona będzie płacić za moje mieszkanie, w końcu to ja chciałem, aby się przeprowadziła. Ta dyskusja była dla mnie bardzo nieprzyjemna, ale jednocześnie chciałem jej przedstawić swój punkt widzenia - w końcu nie będzie stratna na przeprowadzce, bo swoje mieszkanie wynajmie, a ja chciałbym podzielić się po połowie rachunki za mieszkanie, w którym będziemy wspólnie mieszkać. Zarzuciła mi, że dla mnie zaczęła szukać innej pracy, aby ze mną zamieszkać i powinienem jej być wdzięczny, a nie jeszcze brać od niej pieniądze. Przypomniałem, że sama chciała zmienić pracę i pierwsze słyszę, aby robiła to, aby ze mną zamieszkać. Stanęło na tym, że będzie płacić 1/3 rachunków, bo mniej zarabia. Przy czym Magda zarabiała jakieś 5% mniej niż ja.

Mijały kolejne miesiące i sielanka nadal trwała. Co prawda, zdarzały się nam nieporozumienia, ale żadnych większych kłótni. Pewnego dnia wspomniałem Magdzie, że chciałbym poznać jej rodziców - ona moich już znała. Magda bardzo tego nie chciała, w końcu obiecała, że nas pozna, ale poprosiła abym nie wspominał, że razem mieszkamy. Wtedy myślałem, że to kwestia konserwatywnych poglądów jej rodziny, ale nie.
Zaprosiłem rodziców Magdy za wspólny obiad. Byli sympatycznymi, choć faktycznie dość konserwatywnymi ludźmi. Jednak doszło między nimi a Magdą do pewnej rozmowy, która mnie nieco zdziwiła. Mianowicie rodzice Magdy rzucili coś o remoncie w mieszkaniu na Piekielnej - tam, gdzie Magda miała swoje mieszkanie. Że planują, że trzeba będzie się dogadać, co kiedy i jak, a na ten czas Magda może zamieszkać u nich. Magda szybko ucięła rozmowę, ale nie mogłem się powstrzymać i po spotkaniu zapytałem Magdę, czemu jej rodzice planują remont jej mieszkania - i to takim tonem jakby mieli święte prawo decyzji. Magda skwitowała tylko, że tacy są, lubią decydować i trochę lipa, bo musi teraz wyrzucić stamtąd lokatorów i nie będzie miała kasy z wynajmu. Nie taką Magdę znałem. Naprawdę wydawało mi się to bardzo nieprawdopodobne, żeby taka wygadana, niezależna kobieta dała tak wchodzić sobie na głowę rodzicom.
Zagadałem ten temat z kumplem - tym, który nas poznał - i dowiedziałem się, że przecież mieszkanie to na Piekielnej nie należy do Magdy, tylko do jej rodziców. Magda miała młodszego brata, rodzice chcieli niebawem to mieszkanie sprzedać i podzielić pieniądze między rodzeństwo, aby każdemu dołożyć do własnych 4 kątów.

Nie wytrzymałem - skonfrontowałem Magdę z tą wiedzą. Nie byłem w sumie zły - chciałem tylko wiedzieć, po co mnie okłamała, przecież mieszkanie w mieszkaniu rodziców to żaden wstyd. Skończyło się na tym, że ją przepraszałem, bo Magda zarzuciła mi, że wtykam nos w nieswoje sprawy.
Jakiś czas później Magda coraz częściej zaczęła narzekać na swoją pracę, do tej pory była bardzo zaangażowana i podejrzewałem wypalenie zawodowe. Zaprosiłem ją na wspólny urlop, aby odpoczęła. Do tej pory zawsze fajnie spędzało nam się czas na krótkich wycieczkach za miasto, kilka razy byliśmy w Grecji czy Chorwacji, tym razem zaproponowałem Turcję. Tu dodam, że za urlop zawsze płaciłem ja - bo Magda mówiła, że szkoda jej pieniędzy na takie rzeczy.

Tym razem Magda oburzyła się, że znowu chcę ją zabrać na jakieś biedawakacje po taniości, podczas gdy jej koleżanki jeżdżą na Malediwy albo Seszele i chyba mógłbym choć raz ją zabrać na porządny urlop. Poczułem się jak dziad. Pomyślałem, że może faktycznie to destynacje dobre dla studentów, a w końcu my byliśmy parą dobrze zarabiających trzydziestoparolatków. Ostatecznie polecieliśmy na Zanzibar.

Jakiś czas po tym urlopie z Magdą było lepiej, znów mówiła o założeniu własnego biznesu, twierdząc, że jej zmęczenie i niechęć do pracy wynika z słabych kontaktów z zespołem, w którym pracuje. Przyklasnąłem temu i obiecałem ją wspierać. Magda natychmiast przyznała, że owszem wsparcie by jej się przydało, bo już wszystko kalkulowała i trochę jej brakuje kasy na start. Obiecałem pomóc i dołożyłem jej kilkanaście tysięcy.

Magda nigdy swojego biznesu nie założyła. Kupiła jakieś sprzęty niby do pracy, ale końcem końców stwierdziła, że ją to przerasta i boi się ryzyka i wszystko sprzedała. Pieniędzy oczywiście nigdy z tego nie zobaczyłem. Podczas jednej z kłótni Magda rozpłakała się, zaczęła użalać się nad sobą, że jest nieudacznicą i pewnie ją zostawię. Sam nie wiem jak to się stało - w tym momencie jej się oświadczyłem. Nie żałowałem tej decyzji. De facto nosiłem się z takim zamiarem od kilku miesięcy, a to był po prostu ten moment, kiedy poczułem, że ona potrzebuje teraz wiedzieć, że będę przy niej na dobre i na złe.
Magda oświadczyny przyjęła. Od tego czasu jej humor się poprawił - postanowiła zmienić pracę i z zapałem planowała naszą przyszłość.

Magda zwolniła się z pracy, nie mając kolejnej. Powiedziała, że musi trochę odpocząć. Poparłem to, w końcu poduszkę finansową mieliśmy, a w zasadzie - miałem. Magda od pewnego czasu nie miała w zasadzie żadnych oszczędności. Nie miałem pojęcia, co robi ze swoją wypłatą. Rachunki stanowiły może 10% jej wypłaty, w dodatku rzadko kiedy robiła zakupy do domu. Kiedyś rzuciłem jej okiem przez ramię, gdy akurat logowała się banku i zapytałem, czemu ostatni przelew od jej pracodawcy był taki mały - ledwie 50% wypłaty. Magda oczywiście najpierw oburzyła się, że gapię się jej w komputer, a potem powiedziała, że po prostu skończyła pracę w połowie miesiąca. Tym razem byłem pewien, że coś ukrywa. Drążyłem aż w końcu po awanturze przyznała, że ona po prostu tyle zarabiała. Zapytałem po raz kolejny już - dlaczego mnie okłamywała i po co. Powiedziała, że doskonale wiedziała, ile zarabiam, w końcu pracuję z mężem jej koleżanki i chciała mi zaimponować. Po początkowej złości, znów machnąłem na to ręką, szczególnie, że Magda znów zagrała kartą typu "pewnie mnie teraz zostawisz". Oczywiście, że nie. W końcu nie bez powodu się oświadczyłem.

Mijały miesiące. Magda nadal nie miała pracy. Ślub planowaliśmy na następny rok i właśnie szukaliśmy sali.
Tymczasem Magda coraz więcej mówiła o tym, że chciałaby podróżować i zwiedzać świat. Wymieniała kolejne cele podróży i w końcu skwitowałem z uśmiechem, że nie wiem czy znam życia starczy. Magda odparła ze złością, że właśnie to ją denerwuje, że jeździmy tylko na jakieś beznadziejne urlopy raz do roku, zamiast czerpać z życia garściami i zobaczyć cały świat. Wtedy sądziłam, że to po prostu takie gadanie, ale...

Kilka tygodni później Magda zaczęła rozmowę od tego, czy ją kocham i chcę z nią być na zawsze. Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Dalej przeszła do tego, że w zasadzie to ona nie chce zakładać rodziny i w sumie to nigdy nie było jej marzeniem, ale widząc, że ja chcę, powiedziała, że ona też chce. Kolejnym punktem było to, że czuje się wypalono zawodowo i w sumie to nie wie, czy do zawodu chce wracać. Ale też nie wie, co innego mogłaby robić i potrzebuje czasu, aby to przemyśleć. A przede wszystkim chce podróżować. Oczywiście, wie, że podróżuje kosztują i nie ma na to póki co kasy.

Zaproponowała mi wyłożenie kilkunastu tysięcy złotych na start na jej podróże. Chciała dorabiać sobie "po drodze" w różnych krajach. Potrzebuje tylko pożyczki na start. Równocześnie, z racji tego, że jej nie będzie na miejscu, bo najchętniej to wyjechałaby już jutro, prosi o zorganizowanie nam ślubu. Może być bez wesela, bo jej nie zależy. Na ślub zrobi sobie przerwę w podróżach. W sumie to ma plan zostać sławną podróżniczką i w końcu konkretnie zarabiać. Kazała mi się nie martwić, bo co najmniej 3 miesiące w roku planuje spędzać w kraju.
Słuchałem tego i słuchałem, oczy robiły się coraz większe, a szczęka opadała coraz niżej. Nie wytrzymałem i zapytałem, czy to żarty.

Nie, Magda nie żartowała. Planowała spędzić życie na podróżach finansowanych najpierw z mojej kieszeni, potem z drobnych prac u miejscowych, a na koniec z bycia podróżniczką-influencerką. Ja miałbym siedzieć w kraju sam i pracować, a ona zaszczyci mnie obecnością kilka razy do roku. Dzieci niet, bo to dla kobiety niewola, stałej pracy niet, bo to niewola. Ślub też jej w sumie niepotrzebny, ale chyba lepiej będzie wziąć, bo to jakieś zabezpieczenie dla niej, gdyby MI coś przyszło do głowy.
Myślałem, że śnię. Zamiast się awanturować powiedziałem, że muszę ochłonąć i wyszedłem z mieszkania. Tego wieczoru nie wróciłem do domu, poszedłem do kumpla. Chlać. Bo na trzeźwo nie mogłem tego ogarnąć.

Następnego dnia postanowiłem z Magdą porozmawiać. Dla mnie to była jakaś abstrakcja i nie było mowy, żebym zgodził się na takie życie.
Oczywiście zdaniem Magdy, po pierwsze wcale jej nie kocham, bo gdybym kochał to pozwoliłbym jej robić, to co chce. Po drugie jestem controlfreakiem, bo przez cały czas ciągle ją sprawdzałem i testowałem. Po trzecie nienawidzę kobiet, bo marzy mi się zrobienie z żony prywatnej służącej. Po czwarte jestem sknerą, który zawsze na niej oszczędzał i nigdy jej nie adorował, tak jak na to zasługuje. Na koniec przybrała postawę typu change my mind, licząc na... w sumie nie wiem na co. Przeprosiny? Gorące zaprzeczanie i obietnicę dozgonnej miłości za wszelką cenę?

Powiedziałem, że niestety, nie w takiej kobiecie się zakochałem. Jakkolwiek było mi przykro - już nawet nie chodziło o to, aby wycofała się z tego pomysłu zarabiania na życie podróżowaniem. Po prostu poczułem jakby stała przede mną obca kobieta. Powiedziałem, że niestety, ale nie ma sensu dalej dyskutować i po prostu musimy się rozstać. Najwyraźniej Magda nie tego się spodziewała - rozpłakała się, pytała, czemu obiecywałem jej miłość, czemu się oświadczyłem, skoro nie akceptuje jej taką jaka jest.

Czemu? Pewnie dlatego, że przez prawie 3 lata związku tak naprawdę ciągle coś udawała. Kochałem kobietę, która była tylko teatralną rolą.

Nie wiem do dziś, czy Magda robiła to z wyrachowania, naiwnej wiary, że gdy już raz kogoś złowi na ten haczyk, to zatrzyma go na zawsze, a może jakieś zaburzenia psychiczne.
Z drugiej strony - wszyscy wspólni znajomi znali ją taką, jaka była na początku naszej znajomości. Dopiero parę lat później, gdy na jakimś spotkaniu wspominaliśmy moją znajomość z Magdą, jedna z dziewczyn tam obecnych zaśmiała się, że "Madzia to zawsze lubiła bajki opowiadać".

A gdyby tak Magda na tę rozmowę zdecydowała się dzień czy dwa przed ślubem? Wiałbym sprzed ołtarza.

byla

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 159 (169)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…