Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89926

przez ~oburzona ·
| Do ulubionych
Wiem, że to nie może nie końca dobre miejsce na takie wpisy, ale uważam, że piekielna jest postawa części społeczeństwa na temat ostatnio głośnej sprawy matki mieszkającej z małym dzieckiem w namiocie. Czytając artykuły na temat zwróciłam uwagę na dwie informacje. Dziecko było ubrane w koszulkę z krótkim rękawem i siedziało z trójką dorosłych ludzi z zadymionym od papierochów namiocie.

Jestem w szoku jak wiele osób użala się nad madkoosobą. Tak, pewnie nie mieszkała w namiocie z czystej fanaberii. Tak, nie zabiła dziecka (co za argument), tylko trzymała przy sobie. I za to należy jej się gloryfikacja? Nie wierzę w to, że normalna matka trzyma małe dziecko na mrozie w letniej odzieży, nawet jeśli zrządzeniem losu stała się bezdomna. Na papierosy były pieniądze, a na kurtkę z lumpeksu za parę złotych już nie?
A ludzie rzucają się, bo "nikt nie pomógł". A czy szukała pomocy? Z najnowszych informacji wywnioskowałam, że nawet już po odebraniu jej dziecka trzeba było ją nakłaniać do łaskawego przyjęcia pomocy.

Żeby nie był to jedynie taki wywód, przedstawiam analogiczną historię sprzed parunastu lat z mojej rodzinnej wsi.

Na wsi mieszkała z rodzicami niejaka Ania. Bieda u nich w domu aż piszczała. Ania po szkole nie robiła nic, czasem dorobiła coś u sąsiadów na gospodarce, ale pomysłu na życie nie miała. Rodzice załamywali ręce i gonili ją do roboty, bo sami byli biedni, a tu jeszcze dorosła córka siedzi na utrzymaniu. Ania mając 19 czy 20 lat zaszła w ciążę z miejscowym oprychem. Rodzice już totalnie załamani, ale mimo "wstydu na całą wieś" powiedzieli Ani, że dziecko pomogą odchować, a jak podrośnie to Ania musi swoje życie przemyśleć, żeby kompletnie się nie pogubić. Warunkiem było zerwanie znajomości z opryszkiem (znanym zresztą z tego, że i wypić, i przyłożyć, i narobić dzieciaków lubi). Nie, bo oni się kochają.

Tak więc Ania jeszcze w ciąży wprowadziła się do lubego, który mieszkał w walącej się melinie bez prądu i bieżącej wody. Ania w ciąży chodziła po wsi posiniaczona, często po nocach łaziła po wsi, jak luby akurat za dużo wypił i kazał jej się wynosić. Dziecko urodziła i nawet opowiadała jak to luby pod wpływem ojcostwa zmienił się o 180 stopni.

Zmiana chyba długo nie trwała, bo gdy dziecko miało ledwie kilka tygodni sąsiedzi zaczęli znowu słyszeć awantury, wrzaski, a teraz dodatkowo - płacz dziecka. Wieś jak wieś - nic na policję nie dzwonił, ale doniósł rodzicom Ani, którzy zawiadomili opiekę społeczną. Mówili jasno - córka zrobiła, jak chciała, jest dorosła, ale na krzywdę wnuka się nie godzą. Opieka zrobiła najazd na melinę, zastali syf, brud, zimno, smród, pijanego lubego i przestraszoną Anię. Dziecko zabrano do pogotowia opiekuńczego. Ania oczywiście chodziła po wsi i płakała, że jej rodzice życie niszczą, że syna jej odebrali przez nich i dla niej już nie żyją.

Brat i bratowa Ani zostali dla dziecka rodziną zastępczą. A Ania? Dziecko od tej pory miała gdzieś. Jakiś czas lała jeszcze krokodyle łzy, a potem nawet nie odwiedziła. Została jeszcze jakiś czas z lubym, który w końcu ją wywalił na zbity pysk. Nie wiadomo dokąd się wyniosła, jej rodzice mówią, że raz na rok jej się przypomni o dziecku. Odwiedza, a gdy dziecko traktuje ją słusznie jak obcą osobę, wychodzi obrażona jak dziecko. Sprawa o odebranie praw rodzicielskich w trakcie.

Tak, że mówcie co chcecie - normalna matka nawet w ciężkiej życiowej sytuacji myśli przede wszystkim o dobru dziecka i zrobi wszystko, żeby nie cierpiało, a nie będzie się nad nim znęcać (tak, bo siedzenie z lekko ubranym dzieckiem na mrozie albo narażanie go na mieszkanie z katem jest znęcaniem się), a nie jojczyć, że nikt jej nie pomógł - wcale tej pomocy nie szukając.

patologiczne matki

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (176)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…