Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#89931

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia ta miała miejsce już ładnych kilka lat temu ale jakoś mnie korci ją opisać.
Wtedy nas nie śmieszyła ale po tym czasie…

Rzecz będzie o profesjonalistce.

Jakiś czas temu moja firma otrzymała dość prestiżową nagrodę miesięcznika X dla najlepszej firmy w kategorii coś tam coś tam, nieistotne. Ważne, że nagroda wiązała się z publikacją wizerunku Zarządu w publikacji dotyczącej nagrody. Męska część Zarządu zaprezentowała się elegancko aczkolwiek au naturel jak to mężczyźni. Żeńska część natomiast – w osobie pani Kasi – zdecydowała się na skorzystanie z usług profesjonalnej makijażystki i zaprezentowała się na zdjęciu jako ten anioł w niebiesiech. Cud urody podkreślonej dyskretnym makijażem uwydatniającym to, co w niej najpiękniejsze. Czyli krótko mówiąc – makijaż spełnił swoją rolę.

Firma zakończyła rok z wynikiem finansowym, od którego prezesowi nie schodził uśmiech z twarzy. Hucznym zakończeniem tego tłustego roku miała być wielka impreza bożonarodzeniowa dla całego zespołu. Uszczęśliwiony prezes pokazał gest i postanowił ufundować wszystkim pracującym w firmie paniom profesjonalny makijaż specjalnie na tę imprezę. Wziął od pani Kasi namiar na salon, który swego czasu zrobił ją na bóstwo i zamówił makijażystkę do firmy. Makijażystka miała przyjechać rano w dzień imprezy, zająć salę konferencyjną i po kolei brać panie na makijaż. Oczywiście były zrobione zapisy, która wchodzi po której. Ponieważ impreza miała początek dwie godziny od zakończenia naszej pracy, większość z nas nie miała zamiaru wracać do domu po pracy, tylko przywiozła imprezowe kreacje w tym dniu do firmy i po zakończeniu pracy miała zamiar się w nie przebrać i prosto z firmy jechać taksówką na imprezę.

Nadszedł ten wielki dzień. Punktualnie o 11:00 przybyła makijażystka. Nie była to jednak ta, która malowała naszą panią Kasię, ale inna pracownica tego samego salonu. Przywiozła ze sobą średniej wielkości walizkę pełną najróżniejszych kosmetyków, rozłożyła się w Sali konferencyjnej, zajmując ¾ 10-metrowego stołu i rozpoczęła pracę.

Cóż mogę powiedzieć... My byłyśmy w naszym dziale w piątkę. Każda inna. Posągowa, dość wyniosła Marta o chłodnej, północnej urodzie. Kruczoczarna, ognista Karolina o oliwkowej cerze i wydatnych, czerwonych ustach. Ognistoruda, temperamentna i zielonooka Sylwia o bladej poznaczonej piegami cerze. Wiotka, eteryczna Magda, jasna blondynka z bladoniebieskimi oczami, o porcelanowej cerze. No i ja – taka nijaka, szara mysz z bladoblond włosami, jasną karnacją i jasną oprawą oczu. Zupełnie inne typy urody. Dodatkowo makijażystka poprosiła aby każda z nas stawiła się w sali konferencyjnej z kreacją, którą miała zamiar włożyć na imprezę, aby również i do ubrania dopasować makijaż.

Brzmi profesjonalnie, prawda?

Tak też i my uważałyśmy do czasu gdy...

Ale nie uprzedzajmy faktów.

Fakt jest jeden. Taki, że pani pomalowała nas wszystkie w absolutnie jeden, identyczny sposób. Nie zwracając zupełnie uwagi na fakt, że każda z nas jest zupełnie inna. O dopasowaniu makijażu do kreacji nawet nie wspominam.

Wszystkie miałyśmy na twarzach tonę jasnego podkładu, na co nałożony był nieco ciemniejszy (ale nadal jednakowy i dość jasny, "rozświetlający") fluid i całe mnóstwo pudru. Nasze rzęsy zostały ozdobione kępkami sztucznych rzęs, których jednak nawet nie tknięto tuszem. Efekt był taki, ze widać było na kilometr, iż są to właśnie kępki, a nie rozmieszczone „w sposób naturalny” rzęsy. Nasze powieki zrobione były lekkim brązem, który nadaje się jedynie na makijaż codzienny (wyglądają dość naturalnie ale to miał być przecież makijaż wieczorowy!)

Dość powiedzieć, że jednej jedynej Marcie – tej, która miała klasyczną urodę – ten makijaż dość pasował. Ona zresztą nie przywiązywała do tego specjalnej uwagi. Spojrzała w lustro, wzruszyła ramionami i poszła się przebrać.

Karolina wyglądała jak blada śmierć. Jej oliwkowa twarz w połączeniu z jasnym fluidem sprawiała wrażenie jakiejś choroby. Długie, czarne rzęsy zdobione kępkami sztucznych wystawały niemal ponad brwi. Zerknęła w lustro i złapała za płyn do demakijażu. Na szczęście – siłą przyzwyczajenia - miała ze sobą paletę własnych kosmetyków.

Ruda Sylwia z brązowymi rzęsami przetykanymi kępkami sztucznych czarnych i piegowatymi policzkami obficie wymazanymi jasnym fluidem wyglądała jak nieomal klaun Pennywise.

Blada z natury Magda, wysmarowana fluidem, który jej porcelanowej twarzy nadawał wygląd zblazowanej Latynoski, zaklęła tylko i wskoczyła w samochód (mieszkała najbliżej z nas, mogła jechać do domu zmyć to paskudztwo z twarzy i umalować się na swój sposób).

Najgorzej miałam ja. Gdy popatrzyłam na siebie w lustrze... Jasny, rozświetlający podkład i lekko pomalowane na jasny brąz powieki sprawiały wrażenie, jakby małe oczka ginęły wprost w fałdach tłuszczu. Wielkie poliki, małe oczka, niepomalowane rzęsy przy ich jasne oprawie...

Dobrze, że Karolina była nieufna i zabrała ze sobą zestaw kosmetyków. I dobrze, że pozwoliła mi z nich skorzystać. Ja – wierząc w profesjonalistkę – nie zabrałam ze sobą nic.

Impreza jednak była udana. Pomimo profesjonalnej usługi.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (141)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…