Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#90028

przez ~bananwbulce ·
| Do ulubionych
Żyję sobie spokojnie w moim świecie wolnym od patologii i toksycznych ludzi i pewne sytuacje są mi znane tylko z piekielnych i do tej pory z pewną rezerwą podchodziłam do różnych opisywanych tu historii, ale ostatnio przekonałam się, że tacy ludzie istnieją w realu.

Mam sobie znajomą, nazwijmy ją Martą. Laski nie widziałam do niedawna od jakichś pięciu lat, pamiętałam ją jako dość infantylną, głośną trzpiotkę - nie mój typ człowieka, to i relacji nie pielęgnowałam a jej życiorys znam prędzej z fejsunia niż z osobistych kontaktów.

Ostatnio dowiedziałam się z tegoż portalu, że Marta po pierwsze wyszła za mąż, po drugie zaczęła pracę w tym samym korpokołowrotku, w którym ja mam wątpliwy zaszczyt zachrzaniać od paru lat. Jak to w korpo - nim wypatrzyłam ją gdzieś w korpolabiryncie, to dowiedziałam się z fejsa, że tam pracuje. Nie miałam potrzeby jakoś szczególnie z tego powodu nawiązywać kontaktu, ale przecież nie odwrócę wzroku jak ją zobaczę - parę lat minęło, jesteśmy już 30+, to i pewnie Marta to i owo sobie w głowie poukładała, w końcu się ustabilizowała, tak prywatnie, jak i zawodowo.

I tak właśnie gdzieś między świętami a sylwkiem wpadłyśmy na siebie w okolicach firmy. Typowa wymiana uprzejmości, z mojej strony gratulacje z okazji zaobrączkowania. Marta dziękuje uprzejmie, po czym na szybko streszcza mi historię znajomości z świeżo upieczonym mężem.

Marta męża wyhaczyła na wakacyjnym wyjeździe w ubiegłym roku. 2022 znaczy się. Ona z koleżankami, on z żoną i dzieckiem. Parę głębokich spojrzeń w oczy, upojnych nocy na plaży i szanowny małżonek wrócił do domu z postanowieniem rozwodu z dotychczasową żoną. Nie wiem, jakim cudem poszło to tak szybko, według Marty, była już żona dowiedziawszy się o zdradzie, a szczególnie o tym, że jego nową wybranką jest zniewalająca Marta, od razu wiedziała, że nie ma szans i nawet nie podjęła rękawicy do walki o taki skarb. Moim zdaniem, chciała się typa chyba ekspresowo pozbyć, a i on chciał się ekspresowo z małżeństwa wymiskować, bo Marta zaznaczyła, że czas ją goni i wieczność na pierścionek czekać nie będzie. Zdawałoby się, że pewnym problemem może tu być kwestia opieki nad dzieckiem - ale skądże znowu. Małżonek bezproblemowo zgodził się na pozostawienie syna przy matce i płacenie alimentów. I tak już kilka tygodni po rozwodzie poślubił Martę.

Ale to bynajmniej nie koniec historii. Małżonek od początku nakręcał Marcie fazę, że jego była to zło wcielone, które przez lata go gnębiło. Złapała na dziecko, potrafiła tylko wymagać, nic nie dając od siebie, w ogóle zaniedbana, gruba i bez ambicji, bo kasjeruje w Biedronce czy innym Lidlu. Nie to co piękna Marta ze sztucznymi rzęsami, doczepianymi włosami i skromnymi 10kg nadwagi, która po latach bujania się od Maca do KFC załapała się w wieku 34 lat na pracę w korpo na najniższych możliwym stanowisku na najniższą krajową i multisporta.

Marta nie mogła znieść, że nawet po rozwodzie małżonek z tym złem wcielonym musi mieć kontakt ze względu na dziecko. Poza tym dzieciak to przecież balast finansowy, więc Marta kategorycznie zażądała zrzeczenia się praw rodzicielskich, na co małżonek ochoczo przystał. Trochę naszym dwóm tęgim głowom mina zrzedła, gdy adwokat poinformował, że zrzeczenie się praw rodzicielskich nie zwalnia z obowiązku alimentacyjnego. "Chore, nie? Przecież skoro on tego dzieciaka już nie chce, to czemu ma na niego płacić?"

Marta postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i nawiązała kurtuazyjny kontakt z byłą żoną swojego obecnego męża. Zaczęła się od uprzejmej prośby, ale była łaskawie odpier...dzieliła się od ukochanego Marty, a na swojego bachora zarobiła sobie sama. Odpowiedź chyba jej nie usatysfakcjonowała, bo jej nie było, więc Marta drążyła temat, że była to loserka, bo siedzi na kasie, a Marta to pani z korpo, która w lepsze dni nawet na firmowego pączka się załapie (no dobra, to ostatnie to moje dopowiedzenie). A w ogóle to gruba, ona ją widziała na plaży, jak jej nie wstyd to cielsko pokazywać, że Martę obrzydzenie bierze na myśl, że penis jej męża był kiedyś w jej pochwie.

I tak mi pokazuje te smsy, po czym mówi:
- Ale doje...chałam koorwie, nie? Aż nie wie co odpisać
- Zbiera dowody
- jakie dowody?
- Nie wiem, dla policji, prokuratury, sądu rodzinnego?
- Co?
- Co co?
- Ale w jakiej sprawie? O czym Ty mówisz?
- Nie wiem w jakiej sprawie, może nękanie, groźby... prawnikiem nie jestem, ale coś się znajdzie.
- Co? A ty po czyjej stronie jesteś?
- Co?
- No co? Może po jej stronie jesteś?
- No, w sumie na podstawie tej rozmowy to tak
- No, wiesz, ty to zawsze fałszywa byłaś!
- A ty głupia. Idź, bo się na tego piątkowego pączka z biedronki nie załapiesz.
- A spier...

Kurna. Mogłam jednak odwrócić wzrok.

ciezka patologia

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (237)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…