Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#91278

przez ~linea ·
| Do ulubionych
Opiszę wam pewną historię. Nie zdradzę, kim jestem dla bohaterów, bo chcę to opisać obiektywnie. Jestem ciekawa waszego zdania, kto tu był piekielny.

Na wsi mieszkali sobie Babcia i Dziadek. Mieli oni czwórkę dzieci: dwie córki i dwóch synów. Trójka wyprowadziła się do miast, a jeden syn, Antek, został na wsi, ożenił się i mieszkał w domu rodziców, podzielonym na pół.

Babcia i Dziadek niby mieli drobne gospodarstwo, ale raczej utrzymywali się z pracy gdzie indziej. Hodowanie drobiu czy królików traktowali trochę jak hobby. Antek chciał rozbudować gospodarstwo, gdyż rodzice posiadali trochę ziemi. Rodzice postanowili więc podarować tę ziemię jemu i jego żonie. Rolnictwo jednak nie szło im za bardzo, więc ziemia leżała odłogiem, a Antek i jego żona poszli do pracy.

Przez wiele lat cała rodzina: Babcia, Dziadek i wszystkie ich dzieci żyli ze sobą w zgodzie. Rodzeństwo, które układało sobie życie w miastach, ziemia podarowana Antkowi niespecjalnie interesowała. Wartość też przedstawiała niezbyt dużą, więc nikt nie miał pretensji.

W pewnym momencie Antek zaczął pić. Dziadek też pił, ale pieniądze do domu zawsze przynosił. Antek niestety nie - z czasem wszystko, co zarobił, przepijał. Po alkoholu był niezwykle miły i kochany, ale cóż po tym, skoro pieniędzy nie było. Żona, Kalina, sama musiała pracować na całą ich czwórkę (ona, Antek i dwójka dzieci). Kalina więc zaczęła nosić się z zamiarem zostawienia Antka i wyprowadzenia się z dziećmi do miasta. Dziadek i Babcia chcieli za wszelką cenę temu zapobiec - co by wstydu we wsi nie było. Zaproponowali więc przepisanie domu na Antka i Kalinę w zamian za dożywotnią opiekę. Sprawa została przedyskutowana z resztą rodzeństwa, które było przeciw. Mniejszym problemem była tu kwestia spadku, a tego, że nie mogli uwierzyć, że Antek i Kalina byliby chętni do opieki nad Babcią i Dziadkiem, a oni na pewno by się nie skarżyli. Babcia i Dziadek jednak postawili na swoim.

Lata mijały, Antek nadal pił, choć starał się coś tam jednak do domu przynosić. Kalina była coraz bardziej znerwicowana i wykończona. Gdy Dziadek miał 70 lat, nagle diagnoza - rak, ostatnie stadium. W ciągu pół roku - był człowiek, nie ma człowieka... Tu dodać trzeba, że cały czas pielęgnowała go Babcia, bo jak mówiła - przecież ma siłę, a dzieci pracują... Antek i Kalina nawet nie wozili Dziadka do lekarza, bo akurat praca, termin nie pasuje. Przyjeżdżały dzieci z miasta i ojca woziły.

W tym mniej więcej czasie dwójka dzieci Antka i Kaliny wyjechała na studia na drugi koniec Polski. Między Antkiem a Kaliną coraz częściej dochodziło do awantur, szczególnie że Antek ze względów zdrowotnych musiał przestać pić. Brak alkoholu mu doskwierał i szukał zaczepki albo u żony, albo u matki. Trwało to kilka miesięcy, aż się uspokoił. Jak się jednak okazało, małżeństwa nie udało się naprawić - Kalina odeszła do innego mężczyzny i wyprowadziła się.

Na wsi został więc Antek i Babcia. Żyli w zgodzie kilkanaście lat. Antek nie pił, pracował. Babcia jednak zaczęła mocno niedomagać, a on sobie z opieką ewidentnie nie radził. Konieczne było zaangażowanie reszty rodzeństwa. I tu nagle przypomniano sobie o Kalinie, która przecież nadal była właścicielką połowy domu, a jednocześnie była zobowiązana do opieki nad Babcią. Rodzeństwo Antka postanowiło się z nią rozmówić - albo wywiązuje się z obowiązku wobec Babci na spółkę z Antkiem, albo sprawę trzeba rozwiązać oficjalnie przed sądem.

Kalina niby przyjechała raz czy dwa na wieś do byłej teściowej, nieustannie wykłócając się z byłym mężem, że ona jest tylko synową i on powinien się matką opiekować. Babcia, niestety podobnie jak Dziadek, zmarła dość szybko. Na tyle, że umowy już nie dało się cofnąć i tak Kalina i Antek stali się jedynymi właścicielami domu.

Wspomniałam wyżej, że Antek chorował na skutek długotrwałego nadużywania alkoholu - finalnie dożył tylko 55 lat, odszedł 3 lata po Babci, a jego połowę domu odziedziczyły jego dzieci, Marta i Kamil.

Oboje ułożyli już sobie życie setki kilometrów od domu. Kalina również nie interesowała się domem na wsi. Postanowili dom sprzedać. Ponieważ był on w kiepskim stanie, a przyległa ziemia została już wcześniej przez Antka sprzedana, był wart jakieś 200 000 zł. Trzeba jednak dodać, że dom był miejscem spotkań dzieci i wnuków Babci za jej życia, w związku z czym jej dzieciom zależało na tym, aby dom nie został sprzedany i zaorany. Zaproponowali wykupienie go od Kaliny, Marty i Kamila, chcąc go odremontować i robić z niego swego rodzaju domek letniskowy i miejsce spotkań rodzinnych. Marta i Kamil nawet byli chętni się go pozbyć, Kalina niby też, ale twierdziła, że 200 000 zł to za mało. Obie strony zatrudniły rzeczoznawców, którzy dom wyceniali na między 180 a 250 tysięcy. Kalina więc zażądała kwoty z górnej granicy.

Rodzeństwo Antka negocjowało, wypominając jej, że dom w zasadzie fartem wpadł jej w ręce. Ona z kolei wyciągała argument, że przez lata męczyła się z Antkiem, dzieci sama musiała odchowywać, więc coś jej się teraz należy.

Ostatecznie umówili się na 220 000 zł. Sprzedaż doszła do skutku. Rodzeństwo ma poczucie krzywdy, że Kalina ich naciągnęła. Kalina ma im za złe, że wymienili bramę, zamki i ona już tam nie ma wstępu, nie jest zapraszana na rodzinne zjazdy, nawet gdy zapraszane są jej dzieci.

Patrząc na to z boku - w tej sprawie są sami przegrani...

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 64 (78)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…