Dobra, jak ktoś zaczyna mieć wrażenie, że strach konserwę (tzn. Piekielnych) otworzyć, bo wszędzie Xynthia, to proszę nie czytać, ale nic nie poradzę na to, że kolejne przeczytane historie nasuwają mi skojarzenia, a dodatkowo mam wenę do pisania.
Tym razem historia o chłopcu, który ma talent do piłki nożnej, ale nie ma do tego zamiłowania przypomniała mi Manuelę (imię oczywiście zmyślone, ale prawdziwe równie pretensjonalne).
Manuela miała talent do tańca. Widziałam ją parę razy i serio, jej taniec zapierał dech, odbierał mowę i co tam jeszcze chcecie, był niezapomnianym przeżyciem artystycznym i pozostawiał widzów niemalże w ekstazie. Niestety, Manuela miała talent, ale "serca" do tańca już nie miała. Tzn. trochę inaczej - wychowywana przez matkę w przeświadczeniu, że jest najlepszą z najlepszych, gwiazdą na firmamencie i ósmym cudem świata, bardzo chętnie brała udział w różnych zawodach i konkursach tanecznych, gdzie zgarniała nagrody i należne jej hołdy. Oczywiście sam talent to za mało, więc Manuela naprawdę dużo czasu poświęcała na treningi.
Niestety, najlepszy nawet mistrz zawsze może trafić na kogoś lepszego od siebie, a Manuela trafiła na kilku takich "ktosiów". Na zawodach najwyższej już rangi okazało się, że więcej osób tańczy genialnie i zjawiskowo, nie weszła nawet do finału, co może jeszcze by przełknęła, ale przy okazji jej matka zrobiła koszmarną awanturę trenerce, że jak to tak, dlaczego Manueli tak słabo poszło? Awantura zakończyła się wypisaniem dziewczyny ze szkoły tańca, a ponieważ była to jedna z najlepszych szkół w Polsce, żadna inna nie wchodziła w grę. Manuela już nie tańczy...
Piekielność niech każdy "wydłubie" sobie z historii sam, ja dostrzegam kilka, ale dla mnie największą jest to, że już nigdy nie zobaczę, jak Manuela tańczy. Tak bardzo subiektywnie i pewnie nieadekwatnie do sytuacji, ale to moje odczucie.
Tym razem historia o chłopcu, który ma talent do piłki nożnej, ale nie ma do tego zamiłowania przypomniała mi Manuelę (imię oczywiście zmyślone, ale prawdziwe równie pretensjonalne).
Manuela miała talent do tańca. Widziałam ją parę razy i serio, jej taniec zapierał dech, odbierał mowę i co tam jeszcze chcecie, był niezapomnianym przeżyciem artystycznym i pozostawiał widzów niemalże w ekstazie. Niestety, Manuela miała talent, ale "serca" do tańca już nie miała. Tzn. trochę inaczej - wychowywana przez matkę w przeświadczeniu, że jest najlepszą z najlepszych, gwiazdą na firmamencie i ósmym cudem świata, bardzo chętnie brała udział w różnych zawodach i konkursach tanecznych, gdzie zgarniała nagrody i należne jej hołdy. Oczywiście sam talent to za mało, więc Manuela naprawdę dużo czasu poświęcała na treningi.
Niestety, najlepszy nawet mistrz zawsze może trafić na kogoś lepszego od siebie, a Manuela trafiła na kilku takich "ktosiów". Na zawodach najwyższej już rangi okazało się, że więcej osób tańczy genialnie i zjawiskowo, nie weszła nawet do finału, co może jeszcze by przełknęła, ale przy okazji jej matka zrobiła koszmarną awanturę trenerce, że jak to tak, dlaczego Manueli tak słabo poszło? Awantura zakończyła się wypisaniem dziewczyny ze szkoły tańca, a ponieważ była to jedna z najlepszych szkół w Polsce, żadna inna nie wchodziła w grę. Manuela już nie tańczy...
Piekielność niech każdy "wydłubie" sobie z historii sam, ja dostrzegam kilka, ale dla mnie największą jest to, że już nigdy nie zobaczę, jak Manuela tańczy. Tak bardzo subiektywnie i pewnie nieadekwatnie do sytuacji, ale to moje odczucie.
talent
Ocena:
93
(105)
Komentarze