Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#91333

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Wychowuję sama syna. Wyszło tak, a nie inaczej i nie mam zamiaru się nad sobą użalać, choć wiadomo - bywa ciężko. Problem leży w niedoszłej teściowej. Zaczęła opowiadać na mój temat plotki, a że mieszkamy w małym mieście to wiadomości rozchodzą się błyskawicznie.

1. Żyję z alimentów, które jej ciężko pracujący synek musi płacić.

Po pierwsze - alimenty w pełni wykorzystuję na potrzeby dziecka i sama ze swoich pieniędzy również je realizuję. Jak mogłabym "żyć z alimentów", które wynoszą 500 zł miesięcznie? Po drugie - pracuję, co prawda na pół etatu, ale jednak. Chętnie poszłabym do pracy na cały etat, ale najzwyczajniej w świecie ktoś musi zaprowadzić młodego do przedszkola, odebrać go i później się nim zająć. Moja mama pomaga, jak może, ale sama pracuje na 3 zmiany i nie zawsze jest w stanie pomóc.

2. Kupuję dziecku używane ubrania.

Fakt - młody mniej więcej połowę szafy ma z drugiej ręki, jednak nie widzę w tym nic złego. Czterolatek brudzi się: farbki, trawa, błoto, jedzenie. Nie wszystkie plamy da się sprać, a używanych ubrań nie jest mi szkoda. Nie są to ubrania wyciągnięte czy dziurawe. Są w bardzo dobrym stanie, tyle, że odkupione od kogoś.

3. Zdradziłam ojca dziecka.

Niedoszła teściowa wyciągnęła taki wniosek po tym, jak widziała mnie wsiadającą do samochodu znajomego. Szkoda, że nie zauważyła tego, że najpierw wsiadł jej wnuk, który musiał odbyć wizytę u lekarza w mieście oddalonym o 50 km. Kolega po prostu zawiózł nas do lekarza, żebyśmy nie musieli denerwować się, czy zdążymy na pociąg powrotny.

4. Robię za duże zakupy.

To mnie najbardziej rozbawiło. Czterolatek je sporo, bo po prostu rośnie i ciągle jest w ruchu. Moim zdaniem 2 spore torby zakupów, które starczają na tydzień dla dwóch osób to nie jest jakaś imponująca liczba. Z czegoś trzeba przecież ugotować obiad, zrobić śniadanie, kolację i do tego przekąski "na szybko".

5. Odżywianie dziecka.

Nie dość, że robię wielkie zakupy to w dodatku niezdrowe, bo kiedyś stała za mną a kolejce w sklepie i widziała, jak wykładam na taśmę "kolorowe" jogurty, czekoladę i chrupki kukurydziane. Szkoda, że nie zauważyła kalafiora, marchewki, ziemniaków, dobrej jakościowo szynki i wielu innych "normalnych" produktów. Staram się gotować zdrowo i różnorodnie, ale jestem zdania, że od kawałka czekolady raz na jakiś czas dziecku krzywda się nie stanie.

A wiecie, co jest najbardziej piekielne? Widzi we mnie te wszystkie "wady", a nikomu nie powiedziała, dlaczego rozstałam się z jej synem. Otóż pił, po prostu. Po pracy przychodził do domu, jadł obiad i albo pił u kolegi, albo w domu. W końcu powiedziałam "dość" i kazałam mu się wyprowadzić. Według niej on jest dobrym ojcem.

Czy dobry ojciec nie kontaktuje się z dzieckiem? Czy dobry ojciec robi awantury przy dziecku? To już pozostawiam do Waszej oceny.

dom rozwód

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (191)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…