Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#91383

przez ~klasasrednianizsza ·
| Do ulubionych
Niedawno u mnie w mieście był koncert pewnego polskiego piosenkarza, który zdaje się być ostatnio na topie i bilety na jego koncerty sprzedają się jak świeże bułeczki. No dobra, wszyscy wiedzą, że chodzi o Dawida Podsiadło.
Mam szczęście mieszkać ok.1km od obiektu, w którym koncert miał miejsce.

Szczęście nieco zezowate, jak się okazało. Zacznijmy od tego, że już po południu zauważyłam, że w okolicy kręcą się auta na nie tutejszych blachach i parkują u nas na ulicy (i zapewne też na sąsiednich). Nic w tym złego, gdyby nie to, że gdy miejsc zaczęło brakować zaczęło się parkowanie za chodnika bez pozostawienia miejsca dla pieszych, parkowanie na trawnikach, parkowanie za skrzyżowaniach. Do 18 cała ulica, trawniki, chodniki były już zastawione. Wyszłam sobie z psem na dwór. No i widzę gwiazdę w SUV-ie... jedzie, jedzie, klnie, bo nie ma gdzie zaparkować i nagle skręca na trawnik, po którym spacerowałam z psem, dosłownie pół metra od mojej twarzy. Staje i stoi, po czym z auta wysiada piękna para po trzydziestce.

Ja: Yyy, halo? Proszę pani tu jest trawnik, tu się nie parkuje, to raz, a dwa prawie mnie pani przejechała!
Facet: Wypier... ty kur..., spieszymy się na koncert!
Teraz pewnie zapytacie czy zadzwoniłam po straż miejską. Nie, bo szkoda mojego czasu. Wiele osób wcześniej już dzwoniło przy okazji różnych imprez, straż przyjeżdżała i nic nie robiła albo nie przyjeżdżała wcale. Dlaczego? Nieoficjalnie wiem, że włodarze miejscy kazali przymknąć oko na takie parkowanie osób przyjeżdżdżających na koncerty, bo to zniechęci do miasta i ludzie nie będą przyjeżdżać...

Inna sprawa - godzina 1 czy 2 w nocy, zaczynają się powroty do aut z koncertu. O ile większość ludzi zachowuje się spokojnie, tak i tym razem, jak zwykle, zdarzyły się kwiatki, które po prostu darły ryje pod moimi oknami. I co najlepsze - to nie były jakieś pijackie wrzaski. Nie. Przykładowo, obudziła mnie głośna rozmowa, patrzę z okna - stoją dwa auta w odległości może 30-40m. Przy jednym samochodzie jedna para, przy drugim druga. I tak sobie gadają, krzycząc do siebie z odległości kilkudziesięciu metrów. Najpierw myślałam, że to szybka wymiana jakichś ważnych informacji. Ale nie, odczekałam parę minut i rozmowa o pierdołach radośnie się toczy. Wyjrzałam więc z okna i krzyknęłam do nich, że jest środek nocy i mieszkają tu ludzie, którzy w większości śpią, więc proszę o ciszę. Gromki śmiech, po czym komentarze do siebie, że jakaś pier..nięta baba się zes...ła.

Ale przynajmniej z ich strony nastąpiła cisza. Niestety, to nie był jedyny taki incydent tej nocy.
Jeśli są tu osoby lubiące jeździć na koncerty - rozumiem, że dla Was to dobra zabawa i impreza, ale pamiętajcie, że dla nas mieszkańców to dzień jak co dzień i uszanujcie nasze miejsce zamieszkania. Mieszkam przy spokojnej ulicy, nie ma tu wielkiego ruchu, nie ma patologii, nie ma wrzasków po nocach, wandalizmu - chyba, że na koncerty przyjeżdża kultura wyższa...

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (173)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…