Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#9142

(PW) ·
| było | Do ulubionych
3 historie specjalnie dla was.
1. Tym razem historia nie związana z moją pracą a białostockimi babciami moherowymi i ich zachowaniem.
Jako że musiałem odstawić dostaw czaka do serwisu na wymianę klocków i oleju, a że było przed weekendem wiec zostawiłem go na ten weekend. Jako że mieszkam na wsi, umówiłem się z bratem który będzie wracał ze szkoły autem że spotkamy się w wyznaczonym miejscu i razem pojedziemy do domu. Wsiadam do autobusu MPK i wyruszam w podróż którą tutaj opisze. Jako że jadę z jednego krańca miasta na drugi, na dodatek w godzinach w których ludzie kończą prace, panował ścisk. Zawsze w okolicach dworca PKP w Białymstoku autobus trochę się przerzedza i właśnie w tym miejscu chciałbym zacząć swoją historię.
Stoję na kole (środek autobusu w przegubowcu) kiedy podjeżdżamy do przystanku przy PKP, dość dużo osób wysiada, jednak może 3 miejsca siedzące zostały wolne. Wsiada trochę osób w tym 3 babcie, 2 panów (prawdopodobnie budowlańców) i kobieta która prawdopodobnie właśnie nie dawno przyjechała pociągiem ponieważ była obładowana torbami podróżnymi. Jakież było moje zdziwienie jak te 3 babcie szybko wyznaczyły sobie cel (czyt. miejsca siedzące). Odległość miedzy siedzeniami miedzy jedną z pań moherowych, a kobietą z torbami wynosiła mniej więcej 4m do 1,5m. Jeszcze większe zdziwienie kiedy ta babcia (dodam że o kulach) szybciej zajęła miejsce niż ta pani z torbami, która musiała stać. Jakiś młody chłopak się poczuł i ustąpił miejsca tej pani.
Nie wiem skąd te babcie biorą taką werwę w walce o miejsce.
2. Teraz historia od kolegi który jest Księdzem.
Jako że powołanie objawia się w różnym wieku. Mój kolega „X” przed wstąpieniem do seminarium duchownego pracował jako grabarz w jednej z firm pogrzebowych w Białymstoku. Zawsze go denerwowało że jak Karawan stał na światłach to zazwyczaj moherowe berety zaglądały do środka i patrzyły czy jedzie „nieboszczyk”. Jako że przyszły ksiądz miał dzień dość stresujący (bura od szefa i wyśmiewanie się dzieciaków z jego roboty na jednym z pogrzebów oraz w/w babcie) postanowił wraz z kolegami z pracy ukrócić ten proceder zaglądania do karawanu.
Akurat był już koniec pracy i trzeba było jechać po nowe trumny. Nie było to duże zamówienie ponieważ chodziło o same duże trumny. 3 trumny zostały spakowane pod tak zwany drugi bagażnik i jedna była na wierzchu. Jako że mój kolega jest dość wysoki postanowił zrobić psikusa osobom zaglądającym.
Położył się do trumny, złożył ręce i zamknął oczy. Jego koledzy którzy siedzieli obok mieli dać znać jeżeli ktoś będzie zaglądał. Stanęli na światłach i babcia z chodzikiem zagląda przez szybę. Przyszły ksiądz wtedy otworzył oczy popatrzył na panią i pomachał ręką. Reakcja babci piorunująca, chodzik zarzuciła na plecy i biegiem na drugą stronę ulicy. Osoba która parę chwil wcześniej miała problemy z poruszaniem, teraz wykazała się iście sportowym duchem i nie wiemy czy nie pobiła rekordu świata na 100m.
3. Historia jest już o mojej pracy.
Parę tygodni wcześniej opisywałem historię z cwaniakiem, teraz opiszę troszeczkę inną.
W Bielsku Podlaskim mam parę punktów sprzedażowych, ale opiszę jeden. Zazwyczaj zaglądam tam raz na 3 tygodnie, zostawiam towaru na 300-500 zł na fakturę przelewową, jednak zazwyczaj do takiego przelewu nie dochodzi bo jak przyjeżdżam następnym razem dostaję pieniądze do ręki. Tym razem było inaczej ponieważ ostatnim razem zostawiłem trochę więcej towaru, ponieważ chciałem uderzyć trochę na Warszawę i okolicę gdzie klientów praktycznie nie mam. Co z tym się wiąże do owego sklepu nie zajeżdżałem ponad miesiąc. Jako że sklep mały i miał tylko jedną pracownicę i kierownika byłem z nimi na T, atmosfera zawsze radosna, można liczyć na kawę i ciastko. Zwyczajem zajeżdżałem tam na koniec tygodnia kiedy samochód miałem prawie pusty i wracałem z trasy na Lublin. Zajeżdżam w czwartek wchodzę, standardowe dzień dobry i miły dzień. Patrzę stoi młody chłopak i odpowiada, kierownika ani miłej pani sprzedawczyni nie ma. Troszkę zdziwiony przedstawiam się i mówię że przyjechałem zatowarować mój stojak.
[J]-Ja
[Ch]-chłopak
[Ch]- ale szef nie mówił że będzie dostawa, ja nie mogę w takim razie przyjąć towaru.
[J]- handluję drobnicą i zajeżdzam zazwyczaj co 3 tygodnie tutaj i zostawiam swój towar.- wskazuję na stojak.
[Ch]- ja tu pracuję od miesiąca i jakoś pana nie widziałem.
[J]- nie widziałeś bo dogadałem się z twoim szefem że zostawię więcej towaru, bo chce pojechać w nowe miejsca i otworzyć nowe punkty sprzedaży i być może nie będę zaglądał przez najbliższy miesiąc.
[Ch]- ale szef mówił że nie będzie dostawy.
[J]- zrozum, żeby kierownik Ci mówił że będzie dostawa towaru na 400zł to powinien chyba mówić Ci o wszystkim.
[Ch]- Szef mówi mi o wszystkim.
[J]- dobrze to przyjmiesz towar, bo widzę że stojak świeci pustkami?
[Ch]- ale ja nie mogę przyjąć towaru, bo szef by mnie poinformował.
Już wkurzony powiedziałem do chłopaka że za chwile wracam i wyszedłem do samochodu, odnalazłem wizytówkę właściciela sklepu i pokazuję ją chłopakowi.
[J]-To telefon szefa?
[Ch]- Tak.
[J]- To ja do niego zadzwonię i zapytam czy towarować.

[K]- Kierownik

[J]- Dzień dobry, tutaj D… z firmy XYZ, przyjechałem zatowarować stojak , jednak nie ma pani Basi, a stoi tu taki młody chłopak i nie chce żebym towarował sklep.
[K]-Dzień dobry, co? Ale dlaczego?
[J]- mówił że pan nic mu nie powiedział.
[K]- Dobra, nie będę pana nabijał na koszty, zaraz do niego przedzwonię.
Po chwili odzywa się telefon chłopaka i słyszę tyradę kierownika i chłopak po około 2 minutach wręcza mi telefon mówiąc że kierownik mi chce ze mną rozmawiać.
[J]-Tak?
[K]-Przepraszam Cię zatrudniłem chłopaka żeby się przyuczał, bo otwieram nowy sklep, Baska zachorowała i został sam, a ja nadzoruję pracę właśnie w nowym lokalu.
[J]- Nie ma problemu, zdarza się.
[K]- Mam nadzieję że nowy sklep też zatowarujesz?
[J]- Z największą przyjemnością.
Pożegnaliśmy się a chłopak z miną zbitego psa mówi.
[Ch]- to pan zatowaruję i wypisze fakturę a ja podpiszę. A szef powiedział że mam jeszcze oddać pieniądze za starą fakturę.
[J]- Dobrze nie ma problemu.
Zobaczymy jak sobie poradzi na nowym sklepie, który za około miesiąc ma być otwarty.

MPK Białystok, Usługi pogrzebowe i moja działanośc

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (72)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…