Przygoda wakacyjna.
Kierunek wakacyjnej podróży w tym roku spowodował, że miałam przesiadkę na dworcu autobusowym w stolicy Małopolski.
Jak jest przesiadka, to się idzie zazwyczaj w najbliższe "miejsce ustronne" i się korzysta. Pech chciał, że akurat na dolnej płycie dworca autobusowego było z tym trochę gorzej.
Wchodzę, standardowa bramka, wrzucam 4 zł, bramka mnie przepuszcza, idę i tuż za zakrętem nagle wchodzę w wodę, jakieś 1,5 cm wysokości. Stanęłam jak wryta, bądź co bądź sytuacja niecodzienna. Ale patrzę na tą wodę, czysta, jakby rura pękła. Nie byłam ani w klapkach, ani w sandałach tylko w butach sportowych, myślę, dam radę. I poszłam dalej.
Będąc już w kabinie usłyszałam krzyk pani, czyli najwyraźniej jednak ktoś tam był z obsługi. Pani krzyczała na jakiegoś pana, który podobnie jak ja wszedł nieświadomy sytuacji, zapłacił i potrzebował tej wizyty. Pani miała pretensje, że pan nie ma nad nią litości, cokolwiek to znaczy.
I teraz nie wiem, czy pani nie mogła zwyczajnie zamknąć drzwi wejściowych na klucz, bo ma nie zamykać choćby się waliło, paliło czy też lało... czy nie miała na stanie długopisu i kartki, żeby wyjaśnić chętnym do skorzystania, że jest awaria... nie wiem, nie pytałam. Zapłaciłam, skorzystałam, wyszłam, a co tam się stało i dlaczego, tego się już nie dowiem.
Kierunek wakacyjnej podróży w tym roku spowodował, że miałam przesiadkę na dworcu autobusowym w stolicy Małopolski.
Jak jest przesiadka, to się idzie zazwyczaj w najbliższe "miejsce ustronne" i się korzysta. Pech chciał, że akurat na dolnej płycie dworca autobusowego było z tym trochę gorzej.
Wchodzę, standardowa bramka, wrzucam 4 zł, bramka mnie przepuszcza, idę i tuż za zakrętem nagle wchodzę w wodę, jakieś 1,5 cm wysokości. Stanęłam jak wryta, bądź co bądź sytuacja niecodzienna. Ale patrzę na tą wodę, czysta, jakby rura pękła. Nie byłam ani w klapkach, ani w sandałach tylko w butach sportowych, myślę, dam radę. I poszłam dalej.
Będąc już w kabinie usłyszałam krzyk pani, czyli najwyraźniej jednak ktoś tam był z obsługi. Pani krzyczała na jakiegoś pana, który podobnie jak ja wszedł nieświadomy sytuacji, zapłacił i potrzebował tej wizyty. Pani miała pretensje, że pan nie ma nad nią litości, cokolwiek to znaczy.
I teraz nie wiem, czy pani nie mogła zwyczajnie zamknąć drzwi wejściowych na klucz, bo ma nie zamykać choćby się waliło, paliło czy też lało... czy nie miała na stanie długopisu i kartki, żeby wyjaśnić chętnym do skorzystania, że jest awaria... nie wiem, nie pytałam. Zapłaciłam, skorzystałam, wyszłam, a co tam się stało i dlaczego, tego się już nie dowiem.
Toaleta publiczna
Ocena:
79
(91)
Komentarze