W pewnym stopniu kontynuacja historii #91682 z moimi sąsiadami i ich numerem telefonu którego nie mają, a w zasadzie mają, ale nie podają do kontaktu komórkowy tylko wyrejestrowany stacjonarny.
Sąsiadowi padła pompa w prywatnej studni. Baaardzo głębokiej.
W sumie jest podłączony do wodociągu gminnego, ale raz że to kosztuje, dwa- ta z wodociągu jest tak nafaszerowana chlorem*, że zwyczajnie śmierdzi i jeśli jej się nie przegotuje to wypić się nie da. Jeśli ktoś ma uczulenie na chlor, tak jak ja, to nawet skutki kąpieli są opłakane.
Ad meritum: w związku z awarią pompy, sąsiad musiał, a bardziej chciał i wezwał swojego kuzyna (siostrzeńca matki) mieszkającego w sąsiedniej gminie, żeby jakimś tam dźwigiem z długim wysięgnikiem wyciągnął ze studni pompę z rurą doprowadzającą wodę. Mógł to sam zrobić ręcznie, ale wyciąganą rurę musiałby ciąć, a było mu szkoda, bo może by jeszcze się nadawała do ponownego użytku. Kuzyn przyjechał, wyciągnął i wrócił do domu, bo sąsiad musiał przemyśleć czy kupić nową i jaką, a może jednak naprawić starą.
Ponieważ facet ma mnóstwo zamówień i ciężko go złapać, naiwnie poprosił mojego sąsiada o podanie numeru komórki. Jak trafi mu się jakiś wolny dzień to zadzwoni i się umówi na montaż rury w studni.
I spotkał się ze ścianą. Nie. Absolutnie, bezwarunkowo NIE!!! Nie dostanie. A po co mu? Może dzwonić na stacjonarny (przypominam, odłączony ładnych parę lat temu).
Nie pomogło wyjaśnienie, że przecież w jaki sposób da znać o wolnym terminie. To nie w jego interesie jest dokończenie roboty, bo tylko symboliczną opłatę wziął za paliwo.
No ma dać znać. Może być na stacjonarny sic!
Popieklił się trochę i wpieniony pojechał do domu.
Sąsiad właśnie żali się, że musi tyle płacić za wodę z wodociągu i taka niedobra. Bo kuzyn nie przyjeżdża, rury leżą na podwórku.
Teoretycznie kuzyn mógłby przyjechać w swoim wolnym dniu, ale gdyby okazało się, że w domu u sąsiada akurat nikogo nie ma, a tak się czasem zdarza, to radości by nie było. Targanie ciężkiego sprzętu przez kilkanaście kilometrów za friko, bo przecież za niewykonaną robotę sąsiad nie zapłaci i tracenie wolnego dnia, nikomu się nie uśmiecha.
I mamy przysłowiowy pat. Sąsiad nie ma wody ze studni, bo pompa z rurą nie wpuszczona. Jego kuzyn nie przyjedzie, bo nie ma możliwości się umówić.
I tak sobie trwają w zawieszeniu. Od wiosny:)
*poziom chloru w naszym wodociągu został wyśrubowany po skażeniu wody bakterią ecoli kilka lat temu. Dla mnie woda prosto z wodociągu wyczuwalnie śmierdzi chlorem. Po wypiciu mam mdłości, ale ja jestem na niego uczulona i może dlatego.
Sąsiadowi padła pompa w prywatnej studni. Baaardzo głębokiej.
W sumie jest podłączony do wodociągu gminnego, ale raz że to kosztuje, dwa- ta z wodociągu jest tak nafaszerowana chlorem*, że zwyczajnie śmierdzi i jeśli jej się nie przegotuje to wypić się nie da. Jeśli ktoś ma uczulenie na chlor, tak jak ja, to nawet skutki kąpieli są opłakane.
Ad meritum: w związku z awarią pompy, sąsiad musiał, a bardziej chciał i wezwał swojego kuzyna (siostrzeńca matki) mieszkającego w sąsiedniej gminie, żeby jakimś tam dźwigiem z długim wysięgnikiem wyciągnął ze studni pompę z rurą doprowadzającą wodę. Mógł to sam zrobić ręcznie, ale wyciąganą rurę musiałby ciąć, a było mu szkoda, bo może by jeszcze się nadawała do ponownego użytku. Kuzyn przyjechał, wyciągnął i wrócił do domu, bo sąsiad musiał przemyśleć czy kupić nową i jaką, a może jednak naprawić starą.
Ponieważ facet ma mnóstwo zamówień i ciężko go złapać, naiwnie poprosił mojego sąsiada o podanie numeru komórki. Jak trafi mu się jakiś wolny dzień to zadzwoni i się umówi na montaż rury w studni.
I spotkał się ze ścianą. Nie. Absolutnie, bezwarunkowo NIE!!! Nie dostanie. A po co mu? Może dzwonić na stacjonarny (przypominam, odłączony ładnych parę lat temu).
Nie pomogło wyjaśnienie, że przecież w jaki sposób da znać o wolnym terminie. To nie w jego interesie jest dokończenie roboty, bo tylko symboliczną opłatę wziął za paliwo.
No ma dać znać. Może być na stacjonarny sic!
Popieklił się trochę i wpieniony pojechał do domu.
Sąsiad właśnie żali się, że musi tyle płacić za wodę z wodociągu i taka niedobra. Bo kuzyn nie przyjeżdża, rury leżą na podwórku.
Teoretycznie kuzyn mógłby przyjechać w swoim wolnym dniu, ale gdyby okazało się, że w domu u sąsiada akurat nikogo nie ma, a tak się czasem zdarza, to radości by nie było. Targanie ciężkiego sprzętu przez kilkanaście kilometrów za friko, bo przecież za niewykonaną robotę sąsiad nie zapłaci i tracenie wolnego dnia, nikomu się nie uśmiecha.
I mamy przysłowiowy pat. Sąsiad nie ma wody ze studni, bo pompa z rurą nie wpuszczona. Jego kuzyn nie przyjedzie, bo nie ma możliwości się umówić.
I tak sobie trwają w zawieszeniu. Od wiosny:)
*poziom chloru w naszym wodociągu został wyśrubowany po skażeniu wody bakterią ecoli kilka lat temu. Dla mnie woda prosto z wodociągu wyczuwalnie śmierdzi chlorem. Po wypiciu mam mdłości, ale ja jestem na niego uczulona i może dlatego.
Sąsiad
Ocena:
134
(140)
Komentarze