Historia #91871 ciąg dalszy.
Delegacja do Berlina.
Po odkryciu, że ten nasz Roland nie jest kryształowo czystym inwestorem, tylko średnio drobnym cwaniaczkiem trochę inaczej zaczęliśmy go postrzegać. Już nie był zbawcą firmy przysłanym z Zachodu, lecz takim lekkim lawirantem trochę na pograniczu prawa. Inną sprawą jest to, że nie był skąpy. Może nie szastał na prawo i lewo, ale bonusiki w Deutche Markach wpadały.
Pojechaliśmy we trójkę do Berlina na montaż konstrukcji. Na miejscu Roland nas odebrał, wprowadził na budowę, wszystko objaśnił, dał gotówkę na kilka dni i wskazał hotel do noclegu. Powiedział, że jest rezerwacja na hasło - nazwa jego firmy. Wówczas dla nas było jednoznaczne - jego to i naszej.
Wieczorem po robocie pojechaliśmy do hotelu - całkiem przytulnego. W recepcji meldował nas kolega niemieckojęzyczny. Wraca do nas i mówi, że hasło nie działa. My zaskoczeni, podchodzimy wszyscy do portiera i próbujemy odgadywać różne pokrewne hasła. Po trzeciej czy czwartej próbie gościu się wkurzył i wywalił nas stamtąd jako naciągaczy.
Roland wystawił nas do wiatru! Co robić?
Jesteśmy w centrum Berlina, zmęczeni, trochę brudni i bez widoków na nocleg.
W pobliżu świeci nieduży neon "Motel". Wchodzimy. Całkiem przytulny bar, nawet bardzo przytulny. Taki z atłasami i przyciemnionym światłem. Gotówkę mamy więc kolega wynajmuje pokój - przepiękny w dodatku ma łoże z baldachimem!
- Pany, a wiecie co to za miejsce?
- Nie, a co?
- A spałeś kiedyś w burdelu? No to masz okazję.
Na drugi dzień jak to opowiedzieliśmy Rolandowi to najpierw się szczerze roześmiał, a potem pytał dlaczego nie podaliśmy hasła. Okazało się, że hasłem była jego firma niemiecka, ale my o tym nie mieliśmy pojęcia i jej nie znaliśmy. Gościu już wtedy zainwestował w przyszłość. Dziś nazywamy to kupowaniem domen, a wtedy on pozakładał kilkanaście czy kilkadziesiąt firm z przyszłościowymi nazwami i czekał na kupców tych nazw.
Na przykład miał założoną firmę TESLA GMBH. I nic z tym nie robił - czekał na rozwój sytuacji.
Tylko skąd my mieliśmy o tym wiedzieć? On myślał, że to oczywiste, że jego pracownicy znają główną nazwę jego niemieckiej firmy, a my dopiero pierwszy raz wyjechaliśmy z naszego grajdołka na ZACHÓD
Delegacja do Berlina.
Po odkryciu, że ten nasz Roland nie jest kryształowo czystym inwestorem, tylko średnio drobnym cwaniaczkiem trochę inaczej zaczęliśmy go postrzegać. Już nie był zbawcą firmy przysłanym z Zachodu, lecz takim lekkim lawirantem trochę na pograniczu prawa. Inną sprawą jest to, że nie był skąpy. Może nie szastał na prawo i lewo, ale bonusiki w Deutche Markach wpadały.
Pojechaliśmy we trójkę do Berlina na montaż konstrukcji. Na miejscu Roland nas odebrał, wprowadził na budowę, wszystko objaśnił, dał gotówkę na kilka dni i wskazał hotel do noclegu. Powiedział, że jest rezerwacja na hasło - nazwa jego firmy. Wówczas dla nas było jednoznaczne - jego to i naszej.
Wieczorem po robocie pojechaliśmy do hotelu - całkiem przytulnego. W recepcji meldował nas kolega niemieckojęzyczny. Wraca do nas i mówi, że hasło nie działa. My zaskoczeni, podchodzimy wszyscy do portiera i próbujemy odgadywać różne pokrewne hasła. Po trzeciej czy czwartej próbie gościu się wkurzył i wywalił nas stamtąd jako naciągaczy.
Roland wystawił nas do wiatru! Co robić?
Jesteśmy w centrum Berlina, zmęczeni, trochę brudni i bez widoków na nocleg.
W pobliżu świeci nieduży neon "Motel". Wchodzimy. Całkiem przytulny bar, nawet bardzo przytulny. Taki z atłasami i przyciemnionym światłem. Gotówkę mamy więc kolega wynajmuje pokój - przepiękny w dodatku ma łoże z baldachimem!
- Pany, a wiecie co to za miejsce?
- Nie, a co?
- A spałeś kiedyś w burdelu? No to masz okazję.
Na drugi dzień jak to opowiedzieliśmy Rolandowi to najpierw się szczerze roześmiał, a potem pytał dlaczego nie podaliśmy hasła. Okazało się, że hasłem była jego firma niemiecka, ale my o tym nie mieliśmy pojęcia i jej nie znaliśmy. Gościu już wtedy zainwestował w przyszłość. Dziś nazywamy to kupowaniem domen, a wtedy on pozakładał kilkanaście czy kilkadziesiąt firm z przyszłościowymi nazwami i czekał na kupców tych nazw.
Na przykład miał założoną firmę TESLA GMBH. I nic z tym nie robił - czekał na rozwój sytuacji.
Tylko skąd my mieliśmy o tym wiedzieć? On myślał, że to oczywiste, że jego pracownicy znają główną nazwę jego niemieckiej firmy, a my dopiero pierwszy raz wyjechaliśmy z naszego grajdołka na ZACHÓD
praca delegacja
Ocena:
114
(138)
Komentarze