Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#91877

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Rubin

Piszę niniejszą pastę ze zwykłej ludzkiej wdzięczności. Dziękuję konferencji episkopatu polski (kep), który dzielnie namawia prawdziwych polaków do tłumnego uczestnictwa we mszach oraz w szczególności proboszczowi z Witoszowa Dolnego, który wykazuję się niezwykłą obywatelską odwagą i pomimo zagrożenia pandemicznego i w ogóle szalejącego wirusa zdecydował się jak prawdziwy mąż stanu wyruszyć po pełne koperty po parafii. Ten heroizm i odwagę mogę jedynie przyrównać do wielkiej polki i patriotki Natalii Siwiec, która pomimo setek milionów fanów na insta pokazała się na zdjęciu z nieumalowanymi paznokciami od nóg. (szczególnie podziękowania należą się wybitnej lekarce „mamie ginekolog”, która pomimo empatii i walki o zdrowie pacjentów w szpitalu, znalazła czas, żeby wspomnieć o tym podniosłym wydarzeniu. Wg. Mojego kryterium takie akty odwagi mogą być powodem do wyznaczenia wspomnianych bohaterów do pokojowej nagrody nobla).

Za co jestem wdzięczny kepowi? Przede wszystkim za nostalgiczne wspomnienia z przeszłości. Bliżej mi do 40 niż 30stki, zatem robię się stary i zgorzkniały. Mój psycholog powtarza, że najlepszą terapią jest nostalgia i powrót do szczęśliwych chwil z przeszłości. Dzięki postawie dzielnych księży przypomniały mi się lata 90te i w zasadzie obraz dziecięcego raju, czyli odpusty w naszej wsi. Do tej pory czuję zapach cukierków, kręgli lub innych smakołyków, które można było nabyć w trakcie odpustów zupełnych. Zabawki, które wylewały się z półek sprzedawców, którzy za zgodą biskupa wystawiali swoje kramiki, były niedoścignionymi marzeniami każdego młodego dzieciaka z naszej małej wioski. (raz się zsikałem z radości, bo przyśniło mi się, że mama kupiła mi czapkę ze spidermanem z odpustu)

Szczególnie pamiętam jeden z nich. Miałem 9 lat i Rodzice zabrali mnie do kościoła na sumę na 10.30. Tego dnia przyjechał również biskup. Ależ miał piękną suknię. Przepiękną. Dzisiaj z perspektywy dorosłego już człowieka wyobrażam sobie, że biskup pojechał ze swoim kolegą biskupem do sklepu z dewocjonaliami w większym mieście. Pewnie jak to bywa w wybieraniu sukienek spędzili tam 3h. Tak mogła wyglądać ich rozmowa:
- Stasiu jak w tej?
- Janku troszkę zbyt opaśna.
10 min później.
- Stasiek a zobacz tą z takim haftowanym podwiązaniami. Nie jest krzykliwa co myślisz?
- Janku przecież musisz się wyróżnić. Wiesz nie możesz wyglądać jak proboszcz bo co ludzie powiedzą.
- No dobra. Nie patrz, teraz zaszaleje.
20 min później.
-Tadam!!
-Janie. Wyglądasz fenomenalnie. A ten złoty Krzyż, i ten krój. Zwala z nóg. Już sobie wyobrażam jak wszystkie oczy ministrantów będą zwrócone w Twoją stronę... Będą Ci zazdroscić klasy.
- Stasiek, a nie jest zbyt krzykliwa. O jej i ta cena. 6200zł.
- Janek to jest cena świetnego wyglądu. Chcesz się wyróżnić - zapłać. I opaska pasuje do Twojego rubinowego sygnetu. To jest znak.
- Dobra biorę. Za tydzień mam odpust w Kolbuszowej to ich zwalę z nóg!

No a w kościele czuć było podniosłą atmosferę. Kościół pękał w szwach. Niestety dla mnie jak zwykle zabrakło miejsca siedzącego. Ale to nic całą mszę patrzyłem na Martynkę. Moją koleżankę z podstawówki. Kochałem się w niej od dzieciństwa. Wyobrażałem sobie nawet, że całuje ją w usta.

Powoli dochodziło do kulminacyjnej części mszy czyli momentu, w którym cały kościół wstaje i w wielkim okregu podchodzi do biskupa całować sygnet. Nie ukrywam był naprawdę piekny, widziałem go z odległości 15 metrów. Miał taki wielki zielony rubin. Był tak zjawiskowy, że w sumie nie dziwiłem się, że ludzie chcieli go całować. W kosciele były 20 rzędy ławek po 15 osób z każdej strony. Czyli jakieś 600 osób plus 100 stojących podchodziło do biskupa i całowało sygnet.

W tym zamieszaniu wpadłem na szalony plan. Ustawiłem się jak najbliżej martynki, żeby pocałować pierścień po niej. Pomiędzy nami była tylko nauczycielka biologii tak starsza szczupła zestresowana pani. Próbowałem wejść przed nią ale bezskutecznie.
Byłem już coraz bliżej, po pół godziny przesuwania się ślimaczym tempem przede mną była martynka i nauczycielka. Martynka całuje pierścień i idzie dalej, ehh co bym dał, żeby wskoczyć przed nauczycielkę… Potem pochyla się nauczycielka i już podchodzę do ławki z biskupem( na tronie się nie zmieścił, bo miał około 180kg wagi, więc siedział na szerokiej ławce). Już chce całować, nachylam się i…. Biskup ożywia się i woła do nauczycielki Halo!!!! Przed Bogiem uciekasz. Albowiem chcesz być potępiona???!!!

Konsternacja… O co chodzi…. Nauczycielka robi minę dziecka przyłapanego na gorącym uczynku. Wraca kilka kroków w tył i całuje raz jeszcze pierścień, zatapiając go głęboko w swoich ustach. Tak, że biskup nie miał już wątpliwości. Był zadowolony i dał znak, że nauczycielka może iść dalej.

Trochę mnie to zirytowało bo chciałem całować po Martynce, ale bałem się reakcji biskupa dlatego zrobiłem to co nauczycielka. Wyobrażałem sobie, że całuje martynkę. Widać reszta kościoła również wystraszyła się reakcji i całowała pierścień zgodnie z należytym uznaniem dla pozycji biskupa. Mój tata nota bene wykształcony facet, pracujący w Krakowie w miedzynarodowej firmie również okazał w ten sposób szacunek biskupowi. Pamietam, że wtedy byłem dumny z jego postawy. Jeszcze potem szepnął do mamy w ławce, że jak mogła (ta nauczycelka) nie pocałować pierścienia.

Po całej trwającej 40 minut akcji rubin lśnił jak gwiazda na ciemnym niebie. Myślę, że biskup był zadowolony. A to ważne, bo już go z nami nie ma, a były głosy, że chcą go zrobić swiętym, bo zawsze był blisko ludzi i nie siadał na tronie przygotowanym dla niego tylko na ławce jak zwykły apostoł.

To piękne wspomnienie odpustu jest ze mną do chwili obecnej. To były piękne młodzieńcze czasy.

Czy nadal chcesz takiej Polski?

episkopat

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -1 (53)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…