Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany

#91949

przez ~Niczyja ·
| było | Do ulubionych
Moją główną wadą jest dobre serce.

Studiuję na kierunku inżynierskim. Rok temu poznałam dwa lata młodszą koleżankę, była wtedy na pierwszym roku. Siłą rzeczy nie studiowałyśmy razem. Ot, typowa relacja dwóch koleżanek. Jak rozmawiałyśmy o studiach to chyba z milion razy mi powiedziała, że jest ambitna, że bardzo dużo się uczy, że zależy jej na tym by być dobrym inżynierem.

Na drugim roku jest bardzo ciężki przedmiot. Materiału jest dużo, ciężko zrozumieć obliczenia, bo "chłopski rozum" zawodzi. Profesor nie ma litości, choć jest sprawiedliwy, nie lituje się i jak ktoś nie opanował dobrze materiału, to po prostu nie zdaje. Koledzy zdolniejsi ode mnie brali warunki. Ja zdałam, ale wycierpiałam się bardzo i mam z tym przedmiotem złe wspomnienia. Jednakże opanowałam materiał na tyle, że mogę udzielać korepetycji moim młodszym kolegom.

W wakacje koleżanka zaczęła się bardzo użalać nad tym, że musi zdać ten przedmiot. Żeby ją uspokoić, obiecałam jej, że ją nauczę i jakoś to będzie. Skoro mówiła, że jest zdolna, to uznałam, że się nie przemęczę, ucząc jej.

Wakacje się skończyły i zapanował terror wśród studentów drugiego roku. Koleżanka nadal zapewniała mnie, że dużo się uczy, jednakże pod koniec grudnia okazało się, że są tematy, których ona nie rozumie, a trzeba ich się nauczyć. Tych tematów wiele osób nie rozumie, więc przeszłam do nauczania jej. I tu zaczęły się schody. Jedno proste zadanie tłumaczyłam jej po 5-10 razy nieskutecznie. Gdy tylko zmieniałam liczby w zadaniu, to ona rozwiązywała je kompletnie źle. W tym momencie powinnam była się poddać, ale że ją lubiłam i nie chciałam by się męczyła jak ja kiedyś, to kontynuowałam. Po próbie wyjaśnienia jej, jak to działa, kazałam jej rozwiązać zadanie samemu. Ona rozwiązywała je kompletnie źle i gdy jej wytykałam kardynalne błędy, to była na mnie zła i mnie obrażała. Mówiła, że czepiam się nie wiadomo czego. Ale że jestem przyzwyczajona do bycia obrażaną, to to zignorowałam.

Nie bardzo chciała się uczyć, ciągle musiała sprzątać swoje mieszkanie. Nie chodziło o samo odkurzenie, umycie podłogi i zrobienie prania, nie, ona musiała robić regularnie dokładne, wielogodzinne sprzątanie mieszkania. Można było odnieść wrażenie, że dorabia sobie jako sprzątaczka, mimo że nie pracowała (utrzymywali ją rodzice). Ostatecznie nauczyłam ją chyba tylko trzech możliwych rodzajów zadań na kilkadziesiąt możliwych. Martwiłam się, bo bywało, że koledzy znali 80% możliwych kombinacji a i tak nie zdawali.

W końcu dzień przed kolokwium przycisnęłam ją. Okazało się, że ma GIGANTYCZNE braki z liceum i nie wiadomo jakim cudem się w ogóle dostała. Przez te braki nie była w stanie zrozumieć prostych obliczeń, a co dopiero bardziej skomplikowanych. Nie wiem, jakim cudem zaliczyła pierwszy rok. Gdyby od razu powiedziała, że ma takie i takie braki, to bym się pewnie nie podjęła próby uczenia jej.


Zdała, ale to tylko dlatego, że profesor wyjątkowo w tym roku się zlitował i dał proste zadania. Nie wiem dlaczego, może dziekan go przycisnął, może profesorowi się nie chciało. Reszta sesji też jej dobrze poszła, bo sporo przedmiotów to projekty, które robi się w parach i oddaje przed sesją. Ja swoje przedmioty też zdałam bez problemu, więc w czasie, gdy inni walczyli, my obie miałyśmy dużo wolnego. Przestałam do niej zagadywać i ona po paru dniach zapytała się, czy skończyły mi się tematy do rozmów. Odpowiedziałam, że nie, że jestem obrażona, że mnie oszukała i że kompletnie nie docenia pomocy. Była bardzo zaskoczona, że przecież nic nie zrobiła i nie prosiła mnie o pomoc. Nie prosiła wprost, ale użalała się, że nie zda, przez co niejako wymusiła moją pomoc.

Kontynuowałam ignorowanie jej i po paru dniach przeprosiła mnie i zapytała jak mi się odwdzięczyć tj. zapytała się, co mi kupić, jakie słodycze/alkohol. Ja nie chciałam ani słodyczy, ani alkoholu. Kazałam jej obejrzeć jeden z moich ulubionych seriali dostępny na jutubie. Mocno hejtowany, moim zdaniem niesłusznie, a ona uznała, że skoro jest hejtowany, to nie warto go oglądać. Dlaczego tak postanowiłam? Bo skoro ja się poświęciłam dla niej, to niech ona poświęci się dla mnie. Niech pokaże, że w razie czego ja mogę na nią liczyć. Poza tym ten serial jest dość krótki.


OBIECAŁA, że obejrzy. Mijały dni, a nie obejrzała nawet pierwszego odcinka, bo nie miała czasu. Tak, znowu sprzątanie. Ferie się kończyły, a ona nic, mimo że jej przypominałam. Przecież jak będzie semestr, to tym bardziej nie będzie miała czasu. W końcu doszłam do wniosku, że ona bierze mnie na przeczekanie i wcale nie ma zamiaru jakkolwiek mi się odwdzięczać za pomoc. Doszłam do wniosku, że ta relacja nie ma sensu i przestałam się z nią zadawać. Ona nie rozumie, czemu się obraziłam.

A ja zrozumiałam, czemu korepetycje są takie drogie (sama nie udzielam). Nikomu nie zamierzam pomagać za darmo. Spokojnie ten kierunek studiów to NIE jest ani architektura, ani budownictwo, ani nic medycznego. Poza tym jest spora szansa, że ktoś ją ostatecznie uwali i zostanie wyrzucona ze studiów. Przed sobą ma jeszcze kilka bardzo trudnych przedmiotów.

studia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (28)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…