Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92007

przez ~marcy ·
| Do ulubionych
Historia #92006 skłoniła mnie do pewnego wyznania.
Muszę zacząć od tego, że jestem aż zażenowana tym, że po prawie 20 lat wspomnienie jednej sytuacji nadal boli.
Zacznę od tego, że mój start w szkole był nieudany.
POV: mama właśnie rozwiodła się z ojcem alkoholikiem. Mieszkaliśmy u babci w małym jednorodzinnym domku, który znajdował się na mini-osiedlu kilku domków, które oficjalnie było częścią większego osiedla z wielkiej płyty. Do szkoły na tym osiedlu było ok.2km, a bliższej nie było, więc tam też poszłam do pierwszej klasy. Większość dzieci już się znała z zerówki (ja chodziłam do innej, tam, gdzie wcześniej mieszkaliśmy z tatą. Więc była jedyną obcą, do tego szybko rozeszły się plotki o moim ojcu pijaku i samotnej matce. Tym sposobem uchodziłam w szkole trochę za dziwadło, zwłaszcza, że mieszkałam na "wiosce", jak określano tę część osiedla.
Nie byłam w szkole ani gnębiona ani szczególnie nielubiana. Byłam jednak swego rodzaju dziwadłem. Niby grupa mnie akceptowała, niby nawet byłam częścią jakiejś tam kliki, ale czułam częste szepty za plecami. I co ważne - nie miałam swojej BFF. Nie wiem, jak było u was, ale u mnie każdy w klasie miał swoją "parę". Nawet najgorsi łobuziacy mieli swojego wiernego kompana... a ja nie. Ja nigdy nie miałam pary, ze mną nigdy nikt nie siedział w ławce, ze mną nikt nie umawiał się na zabawę we 2 po szkole.
Pamiętam, że bardzo mi to doskwierało. Jakoś w okolicach 3. klasy coś się zmieniło. Otóż do innej szkoły przeniosła się jedna z dziewczynek i tym sposobem jedna z popularniejszych dziewczyn została bez swojej BFF. Lubiłyśmy się wcześniej, więc siłą rzeczy zajęłam miejsce jej najlepszej przyjaciółki.
Patrząc z perspektywy czasu, nigdy nie była to relacja równego z równym, byłam trochę jak piesek, który lata za swoją panią w wywieszonym językiem. Co Madzia wymyśliła - ja robiłam. Zawsze musiałam się postarać, aby spędziła ze mną czas, jakby poszła ze mną na przerwie do sklepiku, aby chciała spotkać się ze mną w sobotę itd.
Ta relacja jednak tak sobie trwała kolejne kilka lat. W szóstej klasie miałyśmy już swoją dość solidną paczkę, w której już nie odstawałam, ale ten mój poddańczy stosunek do Magdy też się trochę zmienił. W międzyczasie zaprzyjaźniłam się z kilkoma innymi dziewczynami i już nie zabiegałam tak o jej czas, choć nadal byłyśmy dobrymi koleżankami.
W każdym razie na wakacje po podstawówce Magda wyjeżdżała na jakieś kolonie i zaproponowała mi wspólny wyjazd. Co może śmieszne, byłby to mój pierwszy wyjazd. Nie pamiętam z czego to wynikało, na pewno z kasą nie było zbyt dobrze, ale chyba też nigdy mnie na takie wyjazdy nie ciągnęło, może właśnie ze względu na brak takiej dobrej kumpeli.
Dałam się więc Magdzie namówić.
Co tu dużo mówić. Już w autokarze zaczęłam tęsknić za mamą. Bycie wśród tylu obcych ludzi okazało się być dla mnie naprawdę niekomfortowe. To doprowadziło do tego, że pierwszego dnia, gdy światła zgasły cicho popłakiwałam w swoim łóżku.
Nie umknęło to uwadze moich współlokatorek i już następnego dnia tematem nr 1 było, że ktoś w nocy płakał i dywagacje, kto to mógł być.
W ciągu dnia widziałam kilkukrotnie, jak Magda szepcze innym dziewczynom coś do ucha. Myślę, że domyślacie się co to było.
No więc zostałam kolonijną beksą. Dziewczyny co i rusz przypominały mi, że się zbeczałam. To i fakt, że Magda olewała mnie na rzecz innych koleżanek sprawił, że cały ten pobyt był dla mnie jedną wielką męczarnią i odliczałam dni albo i godziny do końca. W drugiej połowie kolonii było jakoś tak milej, bo złapałam kontakt z paroma osobami. Z Magdą praktycznie ze sobą nie rozmawiałyśmy.
Pamiętam, że jakoś pod koniec kolonii poszłam do łazienki i zostawiłam uchylone drzwi do pokoju. Słyszałam, jak Magda inicjuje obgadywanie mnie, co jakoś nie spotkało się z wielkim entuzjazmem, a po krótkiej rozmowie, jedna z dziewczyn zapytała Magdy:
- Ale czemu ty jej tak nie lubisz. Przecież przyjechałyście tu jako przyjaciółki?
- Co? Jakie przyjaciółki? Ja z nią tylko do szkoły chodziłam, ledwo ją znam, to taka dziwaczka klasowa.
Co dziwne, nawet nie doprowadziło mnie to do płaczu. Wręcz przeciwnie, o ile wcześniej było mi smutno i miałam nadzieję po kolonii odnowić przyjaźń z Magdą, tak wtedy wiedziałam już, że nie ma to sensu i możemy bez żalu się rozejść.
Jak ktoś się mnie zapyta, kiedy pierwszy raz miałam złamane serce to właśnie wtedy. Nie w sensie romantycznym, ale pierwszy raz poczułam, że ktoś zdeptał moje uczucia i takiego żalu jak do niej nie mam nawet do własnego ojca pijaka.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 123 (143)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…