poczekalnia
Skomentuj
(15)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Retrospekcje z dzieciństwa #6
Temat: szkoła
1. Rymowanka dla naszej pani
Jedną z nauczycielek zostawił mąż i to podobno dla innej nauczycielki z innej szkoły. Nabawiła się ona przez to ostrego syndromu niedopchnięcia i dokumentnie znienawidziła cały męski gatunek, co dawała nam odczuć na każdej lekcji. Dziewczyny traktowała normalnie, a nas - chłopaków - gnębiła na wszystkie możliwe sposoby. Jej nazwisko kończyło się na -yłek, powiedzmy Pyłek. Któregoś razu, gdy przyszła na lekcję, na tablicy przywitał ją napis: "PYŁEK C**J CI W TYŁEK". Oburzyła się niesamowicie, my powtarzaliśmy tę akcję regularnie co kilka lekcji.
2. Kreatywna księgowość
Nauczyciele kazali nam czasami przynosić dziennik, gdy został w innej sali albo pokoju nauczycielskim. Cyfrę 1 można łatwo przerobić na 4. Tak też gdy dziennik przenosiła osoba wtajemniczona, to poprawiała oceny innym wtajemniczonym i kilku niewtajemniczonym również, dla niepoznaki. Działało to z powodzeniem przez rok, aż pewnego razu ktoś przesadził z tym poprawianiem i nauczyciele się zorientowali. Była wielka afera, śledztwa, groźby, straszenie, ale nikt się nie rozpruł i nikogo nie ukarano. Zabroniono jednak noszenia dzienników przez uczniów i skończyło się El Dorado.
3. Papierosy, które jaram
W liceum dobre pół szkoły jarało szlugi. Nauczyciele chcieli jakoś temu zaradzić i jako że paliliśmy na dworze, to wpadli na genialny pomysł zamknięcia szkoły na cztery spusty. Postawili ciecia przy drzwiach i wypuszczał on tylko te klasy, które kończyły lekcje. Rozwiązanie idiotyczne, bo w piękną pogodę nikt nie mógł wyjść sobie na dwór na przerwie, tylko wszyscy kisili się w budynku. A co z paleniem? Oczywiście zaczęliśmy palić w kiblach. Na każdej przerwie, w każdym kiblu, było tak gęsto od dymu, że nie było widać dalej niż na metr do przodu. Gdy otwierało się drzwi, to fala dymu dosłownie wylewała się na korytarz. Nauczyciele robili oczywiście naloty na kible, ale co oni mogli zrobić jak tam ponad 20 osób jarało? Wszystkich nie zatrzymają, a podczas nalotu po prostu gasimy szlugi, wychodzimy i mogą nam naskoczyć. Na godzinie wychowawczej zawsze było pitolenie:
- Przestańcie palić w ubikacjach, bo cała szkoła śmierdzi dymem.
My na to:
- No to zacznijcie nas znowu wypuszczać na zewnątrz, to tam będziemy palić.
- Ale nie wypuszczamy was właśnie dlatego, żebyście nie palili!
- No to będziecie dalej mieć zadymione kible.
Taka to logika. Temat był podnoszony wiele razy i nigdy nie udało się osiągnąć konsensusu. Do końca szkoły paliliśmy w kiblach, a po napisaniu matury zapaliliśmy triumfalnie w palarni nauczycielskiej.
Temat: szkoła
1. Rymowanka dla naszej pani
Jedną z nauczycielek zostawił mąż i to podobno dla innej nauczycielki z innej szkoły. Nabawiła się ona przez to ostrego syndromu niedopchnięcia i dokumentnie znienawidziła cały męski gatunek, co dawała nam odczuć na każdej lekcji. Dziewczyny traktowała normalnie, a nas - chłopaków - gnębiła na wszystkie możliwe sposoby. Jej nazwisko kończyło się na -yłek, powiedzmy Pyłek. Któregoś razu, gdy przyszła na lekcję, na tablicy przywitał ją napis: "PYŁEK C**J CI W TYŁEK". Oburzyła się niesamowicie, my powtarzaliśmy tę akcję regularnie co kilka lekcji.
2. Kreatywna księgowość
Nauczyciele kazali nam czasami przynosić dziennik, gdy został w innej sali albo pokoju nauczycielskim. Cyfrę 1 można łatwo przerobić na 4. Tak też gdy dziennik przenosiła osoba wtajemniczona, to poprawiała oceny innym wtajemniczonym i kilku niewtajemniczonym również, dla niepoznaki. Działało to z powodzeniem przez rok, aż pewnego razu ktoś przesadził z tym poprawianiem i nauczyciele się zorientowali. Była wielka afera, śledztwa, groźby, straszenie, ale nikt się nie rozpruł i nikogo nie ukarano. Zabroniono jednak noszenia dzienników przez uczniów i skończyło się El Dorado.
3. Papierosy, które jaram
W liceum dobre pół szkoły jarało szlugi. Nauczyciele chcieli jakoś temu zaradzić i jako że paliliśmy na dworze, to wpadli na genialny pomysł zamknięcia szkoły na cztery spusty. Postawili ciecia przy drzwiach i wypuszczał on tylko te klasy, które kończyły lekcje. Rozwiązanie idiotyczne, bo w piękną pogodę nikt nie mógł wyjść sobie na dwór na przerwie, tylko wszyscy kisili się w budynku. A co z paleniem? Oczywiście zaczęliśmy palić w kiblach. Na każdej przerwie, w każdym kiblu, było tak gęsto od dymu, że nie było widać dalej niż na metr do przodu. Gdy otwierało się drzwi, to fala dymu dosłownie wylewała się na korytarz. Nauczyciele robili oczywiście naloty na kible, ale co oni mogli zrobić jak tam ponad 20 osób jarało? Wszystkich nie zatrzymają, a podczas nalotu po prostu gasimy szlugi, wychodzimy i mogą nam naskoczyć. Na godzinie wychowawczej zawsze było pitolenie:
- Przestańcie palić w ubikacjach, bo cała szkoła śmierdzi dymem.
My na to:
- No to zacznijcie nas znowu wypuszczać na zewnątrz, to tam będziemy palić.
- Ale nie wypuszczamy was właśnie dlatego, żebyście nie palili!
- No to będziecie dalej mieć zadymione kible.
Taka to logika. Temat był podnoszony wiele razy i nigdy nie udało się osiągnąć konsensusu. Do końca szkoły paliliśmy w kiblach, a po napisaniu matury zapaliliśmy triumfalnie w palarni nauczycielskiej.
dzieciństwo retrospekcje
Ocena:
16
(118)
Cut_a_phone
Komentarze