poczekalnia
Skomentuj
(39)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Jest takie jedno pytanie, którego nienawidzę słyszeć od lekarzy. Może i się czepiam, ale uważam, że odpowiedź na nie nie ma znaczenia.
"A dlaczego Pani dopiero teraz z tym przyszła"
Te 20 lat temu to słuchałam tego ochrzaniania z głową w dół i przepraszałam po sto razy.
A dziś wygląda to tak:
W Polsce chodzę do lekarzy tylko prywatnie. W moim kręgu zainteresowań są usługi dentystyczne, ginekologiczne, laryngologiczne oraz okulistyczne. I niestety często muszę znajdywać nowego lekarza, bo:
LARYNGOLOG:
"No ale jak to, to znaczy, że z takim zapchanym nosem to już pani ponad rok chodzi i do tej pory pani nie przyszła z tym?"
"Tak"
"Ale dlaczego?"
"Bo nie miałam czasu." (Chciałam uciąć temat)
"No ale jak to nie miała Pani czasu?"
Patrzę jej prosto w oczy przez kilka sekund, po czym pytam:
"Czy może mi pani sprawdzić, co tam się w tym moim nosku dzieje?"
Pani laryngolog przewróciła oczami i łaską sprawdziła mi nos. Powiedziała, że mam nieżyt nosa, muszę smarować przepisaną maścią i przyjść na kontrolę za dwa tygodnie.
"Niestety za dwa tygodnie nie będę mogła się pojawić u Pani, ale jak tylko będzie taka możliwość, to się zapiszę."
"No ale niby dlaczego?"
(ciśnienie mi skacze)
"Bo mieszkam za granicą"
"A gdzie dokładnie? To kiedy Pani będzie mogła przylecieć?"
"Niestety trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej za dwa miesiące"
"No to nie może Pani tam pójść do lekarza?"
Patrzę jej prosto w oczy i ze szczerym uśmiechem, mówię:
"Oczywiście, że mogę, ale z doświadczenia wiem, że w Polsce lekarze są lepsi."
Fakt, było to trochę sarkastyczne..
GINEKOLOG:
"No ale to jak ma pani taki problem z [tu nazwa problemu], to przecież trzeba zapisać się wcześniej."
"Wizyta u ginekologa nie należy do przyjemnych"
"Aaa tam, trzeba się przemóc, na sali porodowej też przecież nie ma wstydu"
"Może też czasem okres się rozregulować"
"No przecież mówiła Pani, że ma regularne cykle!"
Na tym zakończyłam polemikę i zapytałam o zalecenia.
"Ale wie pani, że trzeba do ginekologa chodzić regularnie tak?"
"No przecież jestem"
"Ale musi Pani regularnie"
"Tak, wiem"
"No to skoro Pani wie, to dlaczego Pani nie chodzi?"
[cierpliwość się wyczerpała]
"Przepraszam, czy od odpowiedzi na to pytanie coś zależy?"
"Po prostu uważam, że nie chodzenie na regularne wizyty jest ważne"
"A ja po prostu uważam, że powinien pan przestać skupiać się na moim życiu prywatnym"
"Jeśli nie będzie się pani stosować do zaleceń, to leczenie Pani nie będzie łatwe"
Ok, tu akurat miał rację, nie można pomóc osobie, która nie wykonuje zaleceń.
"A pan wcale mi tego nie ułatwia"
Pan doktor się obraził i wyprosił. Za wizytę zapłaciłam, bo badanie zostało wykonane jednak.
DENTYSTA:
no to już jest klasyka:
"To pani takich zębów sobie jeszcze nie wyleczyła?"
"Nie"
"Ale dlaczego?"
"Nie stać mnie"
"To jest żadna wymówka, można się zapisać na NFZ"
"Wtedy takie kliniki jak ta nie byłyby pewnie potrzebne".
No tu się lekarz troszkę zapowietrzył.
I wtedy powiedziałam mu tak:
"Panie doktorze, powiem to tylko raz. Mam złe doświadczenia z dentystami od dziecka, a musiałam chodzić często. Na widok gabinetu chce mi się płakać a na zapach - wymiotować. Owszem mogłam przyjść wcześniej, ale ciągle muszę się tłumaczyć ze stanu swojego uzębienia, jakbym miała 10 lat. A jednak przyszłam tu do pana na wizytę, tak? Mimo mojej traumy, tak? Chyba widać, że staram się coś zmienić, prawda? I powiem panu, że moje leczenie trwa długo również dlatego, bo dentyści bardziej są zainteresowani dlaczego mam takie zęby, a nie tym jak je wyleczyć".
W 2018 postanowiłam wyleczyć zęby pod narkozą i zapewniano mnie, że będzie miło i że się mną zajmą. Kiedy tylko się obudziłam, to usłyszałam: Pani mucho, dzień dobry, już po wszystkim, zapraszam do recepcji na uregulowanie rachunku. Ja, ledwo przytomna, poczłapałam do recepcji i tam mój przyjaciel prawie nie mógł mnie utrzymać w pozycji stojącej, a miejsca siedzące były zajęte. Mój przyjaciel, M., był osobą, która miała mnie odebrać, to jest warunek wykonania zabiegu, nie możesz sobie sam wyjść i zamówić ubera. Podaje się numer do takiej osoby do kontaktu. Także stoimy sobie i czekamy na moją kolej, w międzyczasie błagam M, żeby skombinował mi wodę, ale automat w recepcji nie miał uzupełnionych kubeczków. Czuję, że ludzie się na mnie patrzą i jest mi dodatkowo wstyd. W końcu kiedy podchodzimy do recepcji, to ja już mdleje praktycznie, w buzi mam nie dość że kapcia to jeszcze jakieś tam waty nie waty, coś chyba, żeby zatamować krwawienie lub ślinę, w każdym razie ledwo i niewyraźnie mówię. Pani recepcjonistka mówi "Pani mucho, to będzie [tu kwota], płatność będzie kartą czy gotówką?" Wtedy M nie wytrzymał: "Czy nie widzi pani, że ona jest ledwo przytomna?" Ktoś mi wtedy chyba ustąpił miejsca, ale pamiętam, że powiedziałam coś w stylu, że nie mam tyle na koncie" Nie wiem, dlaczego, pewnie dlatego, że źle usłyszałam kwotę, ale naprawdę ledwo kontaktowałam. Pani w recepcji podniosła głos, mówiąc, że miałam kwotę podaną przed zabiegiem (to jest nieprawda), i że w takim razie muszę podpisać oficjalne oświadczenie, że dopłacę. Ja już wtedy zupełnie się poddałam, zaczęłam płakać. Na szczęście M wysyczał recepcjonistce, że on zapłaci. Pultała się podobno, ale M stanowczo powiedział, że albo przyjmie jego kartę, albo wezwie służby.
I takie to moje szczęście z dentystami, a jeszcze długa ortodontyczna droga przede mną. Chciałabym mieć ładny uśmiech, ale ponieważ genetycznie nie mam jednego zęba na przodzie, leczenie jest mega kosztowne.
OKULISTA:
"Ostatni raz była pani 4 lata temu się zbadać? A dlaczego?"
Już mu nawet nie odpowiedziałam.
Może mnie nazwać nadwrażliwą, ale ja nie lubię tracić czasu na tłumaczenie się, bo odechciewa mi się wtedy leczyć się u kogokolwiek. Tym bardziej, że po takich wizytach jak opisałam, szukam sobie innych lekarzy i trwa to jeszcze dłużej...
A wystarczyłoby po prostu zwykłe "jeśli nie będzie pani regularnie, może to skutkować znacznym pogorszeniem stanu zdrowia, dlatego warto o to zadbać".
Wy też tak macie, że was to denerwuje? cy tylko ja jestem nadwrażliwa?
"A dlaczego Pani dopiero teraz z tym przyszła"
Te 20 lat temu to słuchałam tego ochrzaniania z głową w dół i przepraszałam po sto razy.
A dziś wygląda to tak:
W Polsce chodzę do lekarzy tylko prywatnie. W moim kręgu zainteresowań są usługi dentystyczne, ginekologiczne, laryngologiczne oraz okulistyczne. I niestety często muszę znajdywać nowego lekarza, bo:
LARYNGOLOG:
"No ale jak to, to znaczy, że z takim zapchanym nosem to już pani ponad rok chodzi i do tej pory pani nie przyszła z tym?"
"Tak"
"Ale dlaczego?"
"Bo nie miałam czasu." (Chciałam uciąć temat)
"No ale jak to nie miała Pani czasu?"
Patrzę jej prosto w oczy przez kilka sekund, po czym pytam:
"Czy może mi pani sprawdzić, co tam się w tym moim nosku dzieje?"
Pani laryngolog przewróciła oczami i łaską sprawdziła mi nos. Powiedziała, że mam nieżyt nosa, muszę smarować przepisaną maścią i przyjść na kontrolę za dwa tygodnie.
"Niestety za dwa tygodnie nie będę mogła się pojawić u Pani, ale jak tylko będzie taka możliwość, to się zapiszę."
"No ale niby dlaczego?"
(ciśnienie mi skacze)
"Bo mieszkam za granicą"
"A gdzie dokładnie? To kiedy Pani będzie mogła przylecieć?"
"Niestety trudno mi powiedzieć, ale najprawdopodobniej za dwa miesiące"
"No to nie może Pani tam pójść do lekarza?"
Patrzę jej prosto w oczy i ze szczerym uśmiechem, mówię:
"Oczywiście, że mogę, ale z doświadczenia wiem, że w Polsce lekarze są lepsi."
Fakt, było to trochę sarkastyczne..
GINEKOLOG:
"No ale to jak ma pani taki problem z [tu nazwa problemu], to przecież trzeba zapisać się wcześniej."
"Wizyta u ginekologa nie należy do przyjemnych"
"Aaa tam, trzeba się przemóc, na sali porodowej też przecież nie ma wstydu"
"Może też czasem okres się rozregulować"
"No przecież mówiła Pani, że ma regularne cykle!"
Na tym zakończyłam polemikę i zapytałam o zalecenia.
"Ale wie pani, że trzeba do ginekologa chodzić regularnie tak?"
"No przecież jestem"
"Ale musi Pani regularnie"
"Tak, wiem"
"No to skoro Pani wie, to dlaczego Pani nie chodzi?"
[cierpliwość się wyczerpała]
"Przepraszam, czy od odpowiedzi na to pytanie coś zależy?"
"Po prostu uważam, że nie chodzenie na regularne wizyty jest ważne"
"A ja po prostu uważam, że powinien pan przestać skupiać się na moim życiu prywatnym"
"Jeśli nie będzie się pani stosować do zaleceń, to leczenie Pani nie będzie łatwe"
Ok, tu akurat miał rację, nie można pomóc osobie, która nie wykonuje zaleceń.
"A pan wcale mi tego nie ułatwia"
Pan doktor się obraził i wyprosił. Za wizytę zapłaciłam, bo badanie zostało wykonane jednak.
DENTYSTA:
no to już jest klasyka:
"To pani takich zębów sobie jeszcze nie wyleczyła?"
"Nie"
"Ale dlaczego?"
"Nie stać mnie"
"To jest żadna wymówka, można się zapisać na NFZ"
"Wtedy takie kliniki jak ta nie byłyby pewnie potrzebne".
No tu się lekarz troszkę zapowietrzył.
I wtedy powiedziałam mu tak:
"Panie doktorze, powiem to tylko raz. Mam złe doświadczenia z dentystami od dziecka, a musiałam chodzić często. Na widok gabinetu chce mi się płakać a na zapach - wymiotować. Owszem mogłam przyjść wcześniej, ale ciągle muszę się tłumaczyć ze stanu swojego uzębienia, jakbym miała 10 lat. A jednak przyszłam tu do pana na wizytę, tak? Mimo mojej traumy, tak? Chyba widać, że staram się coś zmienić, prawda? I powiem panu, że moje leczenie trwa długo również dlatego, bo dentyści bardziej są zainteresowani dlaczego mam takie zęby, a nie tym jak je wyleczyć".
W 2018 postanowiłam wyleczyć zęby pod narkozą i zapewniano mnie, że będzie miło i że się mną zajmą. Kiedy tylko się obudziłam, to usłyszałam: Pani mucho, dzień dobry, już po wszystkim, zapraszam do recepcji na uregulowanie rachunku. Ja, ledwo przytomna, poczłapałam do recepcji i tam mój przyjaciel prawie nie mógł mnie utrzymać w pozycji stojącej, a miejsca siedzące były zajęte. Mój przyjaciel, M., był osobą, która miała mnie odebrać, to jest warunek wykonania zabiegu, nie możesz sobie sam wyjść i zamówić ubera. Podaje się numer do takiej osoby do kontaktu. Także stoimy sobie i czekamy na moją kolej, w międzyczasie błagam M, żeby skombinował mi wodę, ale automat w recepcji nie miał uzupełnionych kubeczków. Czuję, że ludzie się na mnie patrzą i jest mi dodatkowo wstyd. W końcu kiedy podchodzimy do recepcji, to ja już mdleje praktycznie, w buzi mam nie dość że kapcia to jeszcze jakieś tam waty nie waty, coś chyba, żeby zatamować krwawienie lub ślinę, w każdym razie ledwo i niewyraźnie mówię. Pani recepcjonistka mówi "Pani mucho, to będzie [tu kwota], płatność będzie kartą czy gotówką?" Wtedy M nie wytrzymał: "Czy nie widzi pani, że ona jest ledwo przytomna?" Ktoś mi wtedy chyba ustąpił miejsca, ale pamiętam, że powiedziałam coś w stylu, że nie mam tyle na koncie" Nie wiem, dlaczego, pewnie dlatego, że źle usłyszałam kwotę, ale naprawdę ledwo kontaktowałam. Pani w recepcji podniosła głos, mówiąc, że miałam kwotę podaną przed zabiegiem (to jest nieprawda), i że w takim razie muszę podpisać oficjalne oświadczenie, że dopłacę. Ja już wtedy zupełnie się poddałam, zaczęłam płakać. Na szczęście M wysyczał recepcjonistce, że on zapłaci. Pultała się podobno, ale M stanowczo powiedział, że albo przyjmie jego kartę, albo wezwie służby.
I takie to moje szczęście z dentystami, a jeszcze długa ortodontyczna droga przede mną. Chciałabym mieć ładny uśmiech, ale ponieważ genetycznie nie mam jednego zęba na przodzie, leczenie jest mega kosztowne.
OKULISTA:
"Ostatni raz była pani 4 lata temu się zbadać? A dlaczego?"
Już mu nawet nie odpowiedziałam.
Może mnie nazwać nadwrażliwą, ale ja nie lubię tracić czasu na tłumaczenie się, bo odechciewa mi się wtedy leczyć się u kogokolwiek. Tym bardziej, że po takich wizytach jak opisałam, szukam sobie innych lekarzy i trwa to jeszcze dłużej...
A wystarczyłoby po prostu zwykłe "jeśli nie będzie pani regularnie, może to skutkować znacznym pogorszeniem stanu zdrowia, dlatego warto o to zadbać".
Wy też tak macie, że was to denerwuje? cy tylko ja jestem nadwrażliwa?
słuzba_zdrowia
Ocena:
24
(76)
Komentarze