https://piekielni.pl/92210 - ta historia przypomniała mi o "przygodzie" mojego przyjaciela podczas poszukiwania nowej pracy.
Był on zatrudniony na dwuletniej umowie, która właśnie dobiegała końca. Otrzymał propozycję przedłużenia jej, ale bez podwyżki, więc postanowił rozejrzeć się po rynku pracy. Jego uwagę przykuła oferta pewnego znanego producenta wanien, sedesów, brodzików i tym podobnych elementów wyposażenia łazienek. Wysłał CV, oddzwoniła do niego pani z rekrutacji. Paweł powiedział wyraźnie, że aktualnie zarabia X i szuka pracy za co najmniej taką samą kwotę, z wolnymi weekendami (na nadgodziny może przyjść, ale nie interesują go żadne formy regularnej pracy w weekendy), na magazynie i jeśli nie są w stanie spełnić tych warunków, to niech pani rekruterka od razu to powie, bo szkoda czasu. Pani powiedziała, że oczywiście rozumie i zaprasza na rozmowę.
Przyjaciel wziął urlop, pojechał na rozmowę (urlop niestety był konieczny, bo pracował wtedy około 30 km na północ od domu, a nową pracę miałby mieć około 20 km od domu w stronę południową, a pani rekruterka pracowała w tych samych godzinach, co on). Na miejscu niewiasta owa zaprowadziła go na produkcję, gdzie miałby się zajmować procesem nakładania akrylu na brodziki, w systemie czterobrygadowym, za najniższą krajową (czyli jakieś 25% niższy zarobek niż miał obecnie). Kiedy wku** powiedział jej, co o tym myśli i zapytał, dlaczego ściągnęła go na rozmowę, choć mówił otwarcie, czego oczekuje i na co się nie zgodzi, pani odpowiedziała "aaaa bo ja myślałam, że jak pan to wszystko zobaczy, to pan zmieni zdanie... a jeszcze kartę Multisport by pan za darmo dostał..."
Zbaraniał, wyszedł bez pożegnania.
Był on zatrudniony na dwuletniej umowie, która właśnie dobiegała końca. Otrzymał propozycję przedłużenia jej, ale bez podwyżki, więc postanowił rozejrzeć się po rynku pracy. Jego uwagę przykuła oferta pewnego znanego producenta wanien, sedesów, brodzików i tym podobnych elementów wyposażenia łazienek. Wysłał CV, oddzwoniła do niego pani z rekrutacji. Paweł powiedział wyraźnie, że aktualnie zarabia X i szuka pracy za co najmniej taką samą kwotę, z wolnymi weekendami (na nadgodziny może przyjść, ale nie interesują go żadne formy regularnej pracy w weekendy), na magazynie i jeśli nie są w stanie spełnić tych warunków, to niech pani rekruterka od razu to powie, bo szkoda czasu. Pani powiedziała, że oczywiście rozumie i zaprasza na rozmowę.
Przyjaciel wziął urlop, pojechał na rozmowę (urlop niestety był konieczny, bo pracował wtedy około 30 km na północ od domu, a nową pracę miałby mieć około 20 km od domu w stronę południową, a pani rekruterka pracowała w tych samych godzinach, co on). Na miejscu niewiasta owa zaprowadziła go na produkcję, gdzie miałby się zajmować procesem nakładania akrylu na brodziki, w systemie czterobrygadowym, za najniższą krajową (czyli jakieś 25% niższy zarobek niż miał obecnie). Kiedy wku** powiedział jej, co o tym myśli i zapytał, dlaczego ściągnęła go na rozmowę, choć mówił otwarcie, czego oczekuje i na co się nie zgodzi, pani odpowiedziała "aaaa bo ja myślałam, że jak pan to wszystko zobaczy, to pan zmieni zdanie... a jeszcze kartę Multisport by pan za darmo dostał..."
Zbaraniał, wyszedł bez pożegnania.
praca rekrutacja
Ocena:
188
(196)
Absurdarium
Komentarze