Dobra, miałam tego nie wrzucać... Ale historia w poczekalni... (dalej wiesz, co chcę napisać).
W miejscowości na tyle bliskiej od mojego miasta, żeby to się znalazło na naszym portalu informacyjnym, pies pogryzł dziecko. Może ktoś skojarzy (jak nie, to żaden problem), czterolatek pogryziony przez buldoga francuskiego.
Jako "psiara" - właścicielka i miłośniczka psów i tak stanowczo protestuję przeciwko zrzucaniu winy na dziecko bądź jego opiekunów! Od razu mówię, nie byłam świadkiem, informacje czerpałam z kilku postów i artykułów, z których przynajmniej dwa rzetelnie opisywały przebieg sytuacji.
"Ha, ha, ha, jak buldog francuski mógłby aż tak dotkliwie kogoś pogryźć, mam takiego psa, to jakaś ściema!". No fajnie, że masz buldożka francuskiego. Zdajesz sobie sprawę, że mimo wielu lat modyfikacji w hodowli nadal masz BULDOGA? Psa o ogromnej sile zacisku szczęk? Owszem, skrócenie kufy na pewno ten zacisk nieco zminimalizowało, ale to nadal buldog. Tak samo jak york nadal jest terierem, a nie maskotką do noszenia w torebce.
"Pies nie zaatakuje bez przyczyny". Owszem. Znasz swojego psa na tyle, żeby wiedzieć, co może być powodem do ataku? Tutaj dziecko siedziało na trawniku, bawiło się. Może wykonało gest przez psa odebrany jako agresja w jego stronę. Może sięgnął po zabawkę, którą chwile wcześniej pies dostrzegł jako "porzuconą" i uznał za "swoją"? Może zrobiło cokolwiek innego, dla ludzi normalnego, przez psa odebranego jako zagrożenie/atak?
"Pies powinien być na smyczy!". Powinien. Tylko że był. Na smyczy typu flexi, która daje zerową kontrolę nad psem. Nie będę się rozwodzić nad tym typem smyczy, powiem krótko - BMW to nie jest złe auto, tylko trzeba pamiętać, że posiada kierunkowskazy. Flexi to nie jest zła smycz, tylko trzeba pamiętać, ze posiada BLOKADĘ. Jednego i drugiego UŻYWAMY. Tak na marginesie - pies nie musi być na smyczy. Pies ma być pod kontrolą właściciela. Ja osobiście mam większe zaufanie do psa, który na komendę "noga" idzie grzecznie przy nodze właściciela nawet jak mu się stado kotów przespaceruje pod nosem, niż do psa na smyczy flexi bez włączonej blokady, który na pierwszy-lepszy bodziec odskakuje na dwa metry - co zrobicie, jeśli prosto pod jadący samochód???
"Co zrobiło to dziecko, że pies go pogryzł?". Wiecie co? G*wno. Cokolwiek by nie zrobiło, wina jest właściciela psa. Mam psa małej, "słodkiej" rasy. I po ostatnim spacerze, kiedy dopadło mnie stado dzieciaków, nie pozwalam psa brać na ręce. Owszem, sunia zadowolona i zachwycona, że jest głaskana i przytulana, lizała dzieciaki po twarzach, ale co, jeśli któryś ją mocniej ściśnie? To szczeniak, na zagrożenie/ból zareaguje ząbkami, może ugryźć w tą twarz, którą przed chwilą lizała... To JA jestem dorosłą osobą i właścicielką psa i to JA mam nie dopuścić do takich sytuacji. Nawet jeśli otrzymam łatkę "tej wrednej pani, co nie pozwala słodziaka brać na ręce".
Wydaje mi się, że brakuje zrozumienia z obu stron. Od właścicieli psów, że NIGDY nie poznasz swojego psa tak na 100%, czy nie zareaguje niewłaściwie w jakiejś sytuacji, jak i od dzieci i ich rodziców, że np. ciągnięcie psa za ogon lub "przytulanie" z całej siły to nie jest dobry pomysł...
Szanujmy się nawzajem. Starajmy się zrozumieć. I naprawdę będzie się nam lepiej żyło.
P.S. Sytuacja będąca podstawą historii zakończyła się odnalezieniem właściciela psa (uciekł z miejsca zdarzenia). Niestety, za późno, aby uchronić dziecko przed przyjęciem szczepionek p/wściekliźnie - pies okazał się szczepiony. Grozi mu (właścicielowi, nie psu) do trzech lat pozbawienia wolności. Psu zapewne grozi uśpienie, o czym nikt nie wspomina. Bo ma debila, nie właściciela...
W miejscowości na tyle bliskiej od mojego miasta, żeby to się znalazło na naszym portalu informacyjnym, pies pogryzł dziecko. Może ktoś skojarzy (jak nie, to żaden problem), czterolatek pogryziony przez buldoga francuskiego.
Jako "psiara" - właścicielka i miłośniczka psów i tak stanowczo protestuję przeciwko zrzucaniu winy na dziecko bądź jego opiekunów! Od razu mówię, nie byłam świadkiem, informacje czerpałam z kilku postów i artykułów, z których przynajmniej dwa rzetelnie opisywały przebieg sytuacji.
"Ha, ha, ha, jak buldog francuski mógłby aż tak dotkliwie kogoś pogryźć, mam takiego psa, to jakaś ściema!". No fajnie, że masz buldożka francuskiego. Zdajesz sobie sprawę, że mimo wielu lat modyfikacji w hodowli nadal masz BULDOGA? Psa o ogromnej sile zacisku szczęk? Owszem, skrócenie kufy na pewno ten zacisk nieco zminimalizowało, ale to nadal buldog. Tak samo jak york nadal jest terierem, a nie maskotką do noszenia w torebce.
"Pies nie zaatakuje bez przyczyny". Owszem. Znasz swojego psa na tyle, żeby wiedzieć, co może być powodem do ataku? Tutaj dziecko siedziało na trawniku, bawiło się. Może wykonało gest przez psa odebrany jako agresja w jego stronę. Może sięgnął po zabawkę, którą chwile wcześniej pies dostrzegł jako "porzuconą" i uznał za "swoją"? Może zrobiło cokolwiek innego, dla ludzi normalnego, przez psa odebranego jako zagrożenie/atak?
"Pies powinien być na smyczy!". Powinien. Tylko że był. Na smyczy typu flexi, która daje zerową kontrolę nad psem. Nie będę się rozwodzić nad tym typem smyczy, powiem krótko - BMW to nie jest złe auto, tylko trzeba pamiętać, że posiada kierunkowskazy. Flexi to nie jest zła smycz, tylko trzeba pamiętać, ze posiada BLOKADĘ. Jednego i drugiego UŻYWAMY. Tak na marginesie - pies nie musi być na smyczy. Pies ma być pod kontrolą właściciela. Ja osobiście mam większe zaufanie do psa, który na komendę "noga" idzie grzecznie przy nodze właściciela nawet jak mu się stado kotów przespaceruje pod nosem, niż do psa na smyczy flexi bez włączonej blokady, który na pierwszy-lepszy bodziec odskakuje na dwa metry - co zrobicie, jeśli prosto pod jadący samochód???
"Co zrobiło to dziecko, że pies go pogryzł?". Wiecie co? G*wno. Cokolwiek by nie zrobiło, wina jest właściciela psa. Mam psa małej, "słodkiej" rasy. I po ostatnim spacerze, kiedy dopadło mnie stado dzieciaków, nie pozwalam psa brać na ręce. Owszem, sunia zadowolona i zachwycona, że jest głaskana i przytulana, lizała dzieciaki po twarzach, ale co, jeśli któryś ją mocniej ściśnie? To szczeniak, na zagrożenie/ból zareaguje ząbkami, może ugryźć w tą twarz, którą przed chwilą lizała... To JA jestem dorosłą osobą i właścicielką psa i to JA mam nie dopuścić do takich sytuacji. Nawet jeśli otrzymam łatkę "tej wrednej pani, co nie pozwala słodziaka brać na ręce".
Wydaje mi się, że brakuje zrozumienia z obu stron. Od właścicieli psów, że NIGDY nie poznasz swojego psa tak na 100%, czy nie zareaguje niewłaściwie w jakiejś sytuacji, jak i od dzieci i ich rodziców, że np. ciągnięcie psa za ogon lub "przytulanie" z całej siły to nie jest dobry pomysł...
Szanujmy się nawzajem. Starajmy się zrozumieć. I naprawdę będzie się nam lepiej żyło.
P.S. Sytuacja będąca podstawą historii zakończyła się odnalezieniem właściciela psa (uciekł z miejsca zdarzenia). Niestety, za późno, aby uchronić dziecko przed przyjęciem szczepionek p/wściekliźnie - pies okazał się szczepiony. Grozi mu (właścicielowi, nie psu) do trzech lat pozbawienia wolności. Psu zapewne grozi uśpienie, o czym nikt nie wspomina. Bo ma debila, nie właściciela...
miejsce_publiczne
Ocena:
165
(187)
Komentarze