Opowieść o współlokatorach z piekła rodem.
Tuż po pandemii z kasą było bardzo krucho, więc mimo wieku dorosłego postanowiłem spróbować, jak na studiach, zmienić lokum i znaleźć sobie współlokatorów.
Dość szybko na grupce zrzeszającej ludzi o podobnych zainteresowaniach znalazłem ogłoszenie dwóch kolesi. Nazwijmy ich Krętacz i Bałwan. Zagadaliśmy, no super, dogadujemy się, wszystko pasuje, szukamy razem mieszkania.
Wybraliśmy wreszcie lokal, obliczyliśmy, ile wyjdzie po równym podziale kosztów. Ustalone było że kolega Krętacz umowę bierze na siebie a my się z nim rozliczamy.
Pokoje były trzy- powiedziałem, żeby wybierali pierwsi. Przypadł mi największy, bo Krętacz miał lęk wysokości i nie chciał tak dużych okien. Spoko, nie będę narzekał.
Pomogłem chłopakom się przeprowadzić z sąsiedniego miasteczka, przewiozłem ich autem, pomogłem nosić trochę kartonów, bo koledzy chorowici. Sam miałem jeszcze tydzień umowy z poprzednim lokalu, więc postanowiłem sprowadzać się na raty.
I tu już zaczęły się pojawiać małe...a potem coraz większe problemy.
Problem 1: Przez cały pierwszy tydzień chłopaki składowali swoje rzeczy w moim pokoju, więc miałem problem ze wprowadzeniem się. Ok, nic wielkiego, dezorganizacja, ale byli jakoś dziwnie zirytowani tym, że chcę mieć dostęp do przestrzeni, za którą już płacę.To, że nikt mi nie pomagał niczego nosić to drobnostka, nie ma obowiązku.
Problem 2: Po kilku dniach okazało się, że Krętacz ma różne fobie (nie kwestionuję, choroba to choroba), i nie możemy przebywać w kuchni w tym samym czasie. Kazano mi określić, w jakich godzinach zamierzam z niej korzystać.Ponieważ moje godziny pracy są niestałe, było to kłopotliwe, ale jakiś tam grafik zrobiliśmy.
Problem 3: Krętacz i Bałwan stwierdzili, że skoro mam większy pokój, powinienem więcej płacić. Zdziwiło mnie, że mówią o tym dopiero teraz, bo gdy wybieraliśmy pokoje nie było mowy o różnych kwotach, a w dodatku największy pokój dostałem nie z własnego wyboru ale dlatego, że oni chcieli mniejsze. Chłopaki wzruszyli ramionami i stwierdzili, że nieważne jak się umawialiśmy, większy metraż to płacę więcej. Przystałem.
Problem 4: Krętacz i Bałwan nie stosowali się do grafiku kuchennego. Przesiadywali w czasie przeznaczonym dla mnie. Kiedy zwróciłem im uwagę, stwierdzili, że to ja pierwszy, bo wszedłem do kuchni rano, kiedy był ich czas. Nieważne, że spali do południa.
Problem 5: Krętacz okazał się despotą czystości, przy czym tylko mój 'brud' był zbrodnią. On mógł zostawiać brudne talerze, patelnię na kuchni, okruchy na stole, wodę po kąpieli w wannie- ja nie miałem prawa nawet zachlapać wodą zlewu. Krętacz lubił wtedy opierniczać mnie jakbym był niegrzecznym dzieckiem.
Problem 6: Mimo ustalonego harmonogramu sprzątania, dwa dni przed upływem ‘terminu’ znajdywałem na drzwiach kartki z tekstami ‘Proszę sprzątnąć łazienkę’.
Problem 7: Chłopaki nie chcieli segregować śmieci w domu tylko woleli nosić zmieszane do śmietnika, i tam dopiero w nich przebierać. Powiedziałem, że ja nie mam na to czasu i że będę swoje śmieci segregował u siebie w pokoju. Byli zdziwieni, że w związku z tym nie zamierzam wynosić ich nieposegregowanych śmieci.
I z tym wszystkim da się żyć, no przecież nie będę się po półtora miesiąca wyprowadzał…
Ale pewnego dnia zrobiło się grubo.
Wracam wieczorem po pracy, chłopaki już śpią. Widzę, że nie ma internetu. Zaglądam na korytarz- routera brak. Router należał do Krętacza, ale oczywiście składaliśmy się na niego.
Piszę wiadomość na grupkę z pytaniem, czy coś się stało z routerem, zepsuł się?
Po chwili ostre pukanie do drzwi. Otwieram. A tam Krętacz z mordą do mnie.
„Powiedz, co zostawiłeś w kuchni?”
Ja nie kumam o co mu chodzi, a on znowu to samo. I jak do dzieciaka. „Co tu przy zlewie jest? No? No powiedz, w jakim stanie zostawiłeś zlew?”
Ja idę, patrzę, a tam…. Niewielka kałuża wody na blacie. Może wielkości paczki kart do gry.
„Krętacz, co ty odwalasz?”
„Co ja Ci mówiłem? Jak nie potrafisz utrzymywać porządku, to nie będzie internetu.”
Przyznam, że trochę go wtedy zwyzywałem, po czym natychmiast zadzwoniłem do kumpla, który miał wolne mieszkanie w stanie remontu. Następną noc spędziłem już tam, zabrałem kompa i najważniejsze rzeczy, bo nie chciałem ryzykować, że Krętacz wymyśli jeszcze jakąś ‘karę’.
A wiecie, że to nie koniec?
Powiedziałem chłopakom, że sorry, ale wyprowadzam się, nie da się żyć w takiej atmosferze. Przyjadę po rzeczy w piątek.
A Bałwan na to „Ej wiesz bo nas w piątek nie będzie a Krętacz nie chce, żebyś tu wchodził pod naszą nieobecność.”
Zgłupiałem po raz kolejny. Przypomniałem mu, że ja do końca miesiąca mam opłacony pokój i mam prawo przebywać w mieszkaniu bo TAM MIESZKAM.
Przyjeżdżam więc w piątek. I co? Nie mogę otworzyć drzwi. W zamku klucz.
Dobijam się, dzwonię, nic. Wreszcie krzyknąłem, że zadzwonię na policję, to Krętacz otworzył drzwi i z fochem powiedział „To wchodzisz, czy nie??”
Zacząłem wynosić swoje rzeczy. Trochę to zajęło, korytarz, winda, samotne dźwiganie. Przez cały czas, około dwóch godzin chyba, Krętacz stał w korytarzu z założonymi rękami i wbijał we mnie wzrok, jakbym był złodziejem, którego trzeba pilnować.
Skończyłem wynoszenie, zachciało mi się sikać. Idę do toalety- zamknięta. Ale…Krętacz w korytaczu, Bałwan w pokoju…nikogo w kibelku nie ma, więc jakim cudem zamknięta?
Okazało się, że Krętacz postanowił, że nie mam prawa wysikać się w mieszkaniu za które płacę, i przekręcił zamek od zewnątrz śrubokrętem.
Na szczęście ja też posiadam śrubokręt. Po skorzystaniu z łazienki przekręciłem zamek z powrotem, żeby nie było, że zostawiam po sobie bałagan. ;)
Kilka dni później wpadłem, żeby wysprzątać po sobie pokój, bo po pierwsze nie jestem chamem, po drugie chciałem dostać zwrot mojej części kaucji.
Nadzieja matką głupich. Nie dostałem. Krętacz odmówił obejrzenia pokoju, odmówił wyjścia do mnie, odmówił rozmowy, odmówił oddania mojej części kaucji, a kiedy powiedziałem, że w takim razie nie oddam kluczy, zaczął mi grozić, że zniszczy mi życie, że będzie dręczył moją rodzinę i że naopowiada im o mnie różnych kompromitujących rzeczy.
Klucze oddałem sąsiadce. Krętacz powiedział, że kaucji i tak nie dostanę bo on teraz się mnie boi. Przecież mogłem zrobić kopię kluczy, i przyjdę go w nocy zamordować. On musi wymienić zamek, więc moja część kaucji pójdzie na to.
Nie miałem nerwów dalej kopać się z koniem. Powiedziałem, że jest złodziejem, i poszedłem w swoją stronę. Przez miesiąc spałem w niewyremontowanym do końca mieszkaniu kolegi (chwała mu za tę pomoc), potem znalazłem wreszcie kawalerkę. Teraz znów mieszkam zupełnie gdzie indziej- ale za każdym razem, gdy mijam budynek w którym mieszkają (być może?) Krętacz i Baran, pokazuję ich oknom środkowy palec. Czasami żałuję, że jestem łagodnym człowiekiem...
Tuż po pandemii z kasą było bardzo krucho, więc mimo wieku dorosłego postanowiłem spróbować, jak na studiach, zmienić lokum i znaleźć sobie współlokatorów.
Dość szybko na grupce zrzeszającej ludzi o podobnych zainteresowaniach znalazłem ogłoszenie dwóch kolesi. Nazwijmy ich Krętacz i Bałwan. Zagadaliśmy, no super, dogadujemy się, wszystko pasuje, szukamy razem mieszkania.
Wybraliśmy wreszcie lokal, obliczyliśmy, ile wyjdzie po równym podziale kosztów. Ustalone było że kolega Krętacz umowę bierze na siebie a my się z nim rozliczamy.
Pokoje były trzy- powiedziałem, żeby wybierali pierwsi. Przypadł mi największy, bo Krętacz miał lęk wysokości i nie chciał tak dużych okien. Spoko, nie będę narzekał.
Pomogłem chłopakom się przeprowadzić z sąsiedniego miasteczka, przewiozłem ich autem, pomogłem nosić trochę kartonów, bo koledzy chorowici. Sam miałem jeszcze tydzień umowy z poprzednim lokalu, więc postanowiłem sprowadzać się na raty.
I tu już zaczęły się pojawiać małe...a potem coraz większe problemy.
Problem 1: Przez cały pierwszy tydzień chłopaki składowali swoje rzeczy w moim pokoju, więc miałem problem ze wprowadzeniem się. Ok, nic wielkiego, dezorganizacja, ale byli jakoś dziwnie zirytowani tym, że chcę mieć dostęp do przestrzeni, za którą już płacę.To, że nikt mi nie pomagał niczego nosić to drobnostka, nie ma obowiązku.
Problem 2: Po kilku dniach okazało się, że Krętacz ma różne fobie (nie kwestionuję, choroba to choroba), i nie możemy przebywać w kuchni w tym samym czasie. Kazano mi określić, w jakich godzinach zamierzam z niej korzystać.Ponieważ moje godziny pracy są niestałe, było to kłopotliwe, ale jakiś tam grafik zrobiliśmy.
Problem 3: Krętacz i Bałwan stwierdzili, że skoro mam większy pokój, powinienem więcej płacić. Zdziwiło mnie, że mówią o tym dopiero teraz, bo gdy wybieraliśmy pokoje nie było mowy o różnych kwotach, a w dodatku największy pokój dostałem nie z własnego wyboru ale dlatego, że oni chcieli mniejsze. Chłopaki wzruszyli ramionami i stwierdzili, że nieważne jak się umawialiśmy, większy metraż to płacę więcej. Przystałem.
Problem 4: Krętacz i Bałwan nie stosowali się do grafiku kuchennego. Przesiadywali w czasie przeznaczonym dla mnie. Kiedy zwróciłem im uwagę, stwierdzili, że to ja pierwszy, bo wszedłem do kuchni rano, kiedy był ich czas. Nieważne, że spali do południa.
Problem 5: Krętacz okazał się despotą czystości, przy czym tylko mój 'brud' był zbrodnią. On mógł zostawiać brudne talerze, patelnię na kuchni, okruchy na stole, wodę po kąpieli w wannie- ja nie miałem prawa nawet zachlapać wodą zlewu. Krętacz lubił wtedy opierniczać mnie jakbym był niegrzecznym dzieckiem.
Problem 6: Mimo ustalonego harmonogramu sprzątania, dwa dni przed upływem ‘terminu’ znajdywałem na drzwiach kartki z tekstami ‘Proszę sprzątnąć łazienkę’.
Problem 7: Chłopaki nie chcieli segregować śmieci w domu tylko woleli nosić zmieszane do śmietnika, i tam dopiero w nich przebierać. Powiedziałem, że ja nie mam na to czasu i że będę swoje śmieci segregował u siebie w pokoju. Byli zdziwieni, że w związku z tym nie zamierzam wynosić ich nieposegregowanych śmieci.
I z tym wszystkim da się żyć, no przecież nie będę się po półtora miesiąca wyprowadzał…
Ale pewnego dnia zrobiło się grubo.
Wracam wieczorem po pracy, chłopaki już śpią. Widzę, że nie ma internetu. Zaglądam na korytarz- routera brak. Router należał do Krętacza, ale oczywiście składaliśmy się na niego.
Piszę wiadomość na grupkę z pytaniem, czy coś się stało z routerem, zepsuł się?
Po chwili ostre pukanie do drzwi. Otwieram. A tam Krętacz z mordą do mnie.
„Powiedz, co zostawiłeś w kuchni?”
Ja nie kumam o co mu chodzi, a on znowu to samo. I jak do dzieciaka. „Co tu przy zlewie jest? No? No powiedz, w jakim stanie zostawiłeś zlew?”
Ja idę, patrzę, a tam…. Niewielka kałuża wody na blacie. Może wielkości paczki kart do gry.
„Krętacz, co ty odwalasz?”
„Co ja Ci mówiłem? Jak nie potrafisz utrzymywać porządku, to nie będzie internetu.”
Przyznam, że trochę go wtedy zwyzywałem, po czym natychmiast zadzwoniłem do kumpla, który miał wolne mieszkanie w stanie remontu. Następną noc spędziłem już tam, zabrałem kompa i najważniejsze rzeczy, bo nie chciałem ryzykować, że Krętacz wymyśli jeszcze jakąś ‘karę’.
A wiecie, że to nie koniec?
Powiedziałem chłopakom, że sorry, ale wyprowadzam się, nie da się żyć w takiej atmosferze. Przyjadę po rzeczy w piątek.
A Bałwan na to „Ej wiesz bo nas w piątek nie będzie a Krętacz nie chce, żebyś tu wchodził pod naszą nieobecność.”
Zgłupiałem po raz kolejny. Przypomniałem mu, że ja do końca miesiąca mam opłacony pokój i mam prawo przebywać w mieszkaniu bo TAM MIESZKAM.
Przyjeżdżam więc w piątek. I co? Nie mogę otworzyć drzwi. W zamku klucz.
Dobijam się, dzwonię, nic. Wreszcie krzyknąłem, że zadzwonię na policję, to Krętacz otworzył drzwi i z fochem powiedział „To wchodzisz, czy nie??”
Zacząłem wynosić swoje rzeczy. Trochę to zajęło, korytarz, winda, samotne dźwiganie. Przez cały czas, około dwóch godzin chyba, Krętacz stał w korytarzu z założonymi rękami i wbijał we mnie wzrok, jakbym był złodziejem, którego trzeba pilnować.
Skończyłem wynoszenie, zachciało mi się sikać. Idę do toalety- zamknięta. Ale…Krętacz w korytaczu, Bałwan w pokoju…nikogo w kibelku nie ma, więc jakim cudem zamknięta?
Okazało się, że Krętacz postanowił, że nie mam prawa wysikać się w mieszkaniu za które płacę, i przekręcił zamek od zewnątrz śrubokrętem.
Na szczęście ja też posiadam śrubokręt. Po skorzystaniu z łazienki przekręciłem zamek z powrotem, żeby nie było, że zostawiam po sobie bałagan. ;)
Kilka dni później wpadłem, żeby wysprzątać po sobie pokój, bo po pierwsze nie jestem chamem, po drugie chciałem dostać zwrot mojej części kaucji.
Nadzieja matką głupich. Nie dostałem. Krętacz odmówił obejrzenia pokoju, odmówił wyjścia do mnie, odmówił rozmowy, odmówił oddania mojej części kaucji, a kiedy powiedziałem, że w takim razie nie oddam kluczy, zaczął mi grozić, że zniszczy mi życie, że będzie dręczył moją rodzinę i że naopowiada im o mnie różnych kompromitujących rzeczy.
Klucze oddałem sąsiadce. Krętacz powiedział, że kaucji i tak nie dostanę bo on teraz się mnie boi. Przecież mogłem zrobić kopię kluczy, i przyjdę go w nocy zamordować. On musi wymienić zamek, więc moja część kaucji pójdzie na to.
Nie miałem nerwów dalej kopać się z koniem. Powiedziałem, że jest złodziejem, i poszedłem w swoją stronę. Przez miesiąc spałem w niewyremontowanym do końca mieszkaniu kolegi (chwała mu za tę pomoc), potem znalazłem wreszcie kawalerkę. Teraz znów mieszkam zupełnie gdzie indziej- ale za każdym razem, gdy mijam budynek w którym mieszkają (być może?) Krętacz i Baran, pokazuję ich oknom środkowy palec. Czasami żałuję, że jestem łagodnym człowiekiem...
mieszkanie
Ocena:
127
(131)
Komentarze