Dzisiaj będą gorzkie żale pt. "domofon". Fajne urządzenie, nie? Nikt niepożądany ci nie wejdzie na klatkę, no chyba że...
Ja rozumiem sytuację, kiedy ktoś wnosi/wynosi dużą ilość rzeczy z mieszkania i w związku z tym "blokuje" czymś drzwi od klatki (stopka przy drzwiach dawno została zdemontowana, ciekawe dlaczego?). Wchodzę/wychodzę, widzę zablokowane drzwi, nie reaguję, może ktoś potrzebuje mieć przez jakiś czas otwarte... Ale jeśli po dwóch godzinach znowu widzę zablokowane drzwi, no to sorry, usuwam blokadę i zamykam, taka wredna jestem.
Dzwonek domofonu. "Słucham?". "Pani otworzy". Yyyy, pani otworzy, bo??? W odpowiedzi najczęściej pełne oburzenia "no bo ja chcę wejść!". Aha. A "ja" to kto? Najczęstsze odpowiedzi:
"Ulotki!". No sorry, nie życzę sobie ulotek w skrzynce. "Ale inni mogą chcieć!" - fajnie, proszę zadzwonić do tych "innych", ja nie wpuszczę.
"Ja tu mieszkam, tylko klucza zapomniałem". Proszę zadzwonić do sąsiadów albo do kogoś z parteru, żeby mógł wyjrzeć i sprawdzić, kto wchodzi, bo ja nie będę z 10-go piętra leciała na dół, żeby sprawdzić, czy to faktycznie sąsiad, który zapomniał klucza, czy cwaniaczek próbujący się dostać na klatkę (nie wiem w jakim celu, nie interere mnie to).
"Ja do znajomych, ale chyba ich nie ma, chciałem kartkę zostawić, że byłem". Jw. Do najbliższych sąsiadów "znajomego".
"Poczta". Nie zamawiam Pocztą Polską, ale czasem nie ma innej opcji i wiem, że nasz listonosz ma w doopie, że cię nie ma w domu. Nawet awiza nie zostawi, jak nie reagujesz na domofon, wrzuci je do skrzynki po paru dniach, jak z jakąś inną przesyłką dotrze na klatkę.
"Kurier". "A do kogo ma pan przesyłkę?". "Pod nr XX" ( czwarte piętro, ja mieszkam na 10). No sorry, ja nie odbiorę przesyłki dla kompletnie nie znanego mi mieszkańca czwartego piętra, jeśli kurier jest na tyle uprzejmy, że chce zostawić sąsiadom, to niech do nich dzwoni. (P.S. czasem zamawiam coś i nie ma mnie w domu, kiedy przyjedzie kurier - mając na mailu/sms powiadomienie o dostawie, to ja dzwonię do kuriera i proszę o pozostawienie przesyłki pod drzwiami, jeśli mam podany kod odbioru przesyłki, to go podaję i nie ma problemu, aha, podaje kurierowi kod otwierający domofon).
"Jak pani myśli, czy bóg nadal rządzi tym światem?"... No cóż, myślę, że powinien pan jednak pod inny numer mieszkania zadzwonić...
I ostatnia sytuacja, kiedy wpuściłam... Jako usprawiedliwienie podam tylko to, że byłam po nieprzespanej nocy, miałam jakieś zatrucie pokarmowe i co chwilę latałam do łazienki wymiotować, niewyspana i wymęczona po zdrzemnięciu się na niecałą godzinkę zostałam obudzona dźwiękiem domofonu, po jaką cholerę poszłam odebrać, do dzisiaj nie wiem... "Słucham?" "ja z informacją ze spółdzielni, proszę otworzyć". No dobra, ze spółdzielni, to otworzę. Wróciłam do łóżka, gdzie poraził mnie fakt, że Z JAKIEJ KU*WA spółdzielni??? WSZYSTKIE mieszkania w moim bloku należą do Wspólnoty Lokatorskiej + kilka sztuk jeszcze nie wykupionych, podlegających pod zarząd ZGM...
I jeszcze coś, na co nikt nie był w stanie nic poradzić, no dobra, można było wezwać policję. Otóż ze dwa lata temu panowie żule (i jedna pani żulietta) urządzili sobie noclegownię na naszej klatce schodowej. Kto ich wpuszczał? Nikt. Pani żulietta była kiedyś mieszkanką jednego z lokali w naszym bloku, więc miała swój własny kod do domofonu. I na ten kod wchodziła wraz z kolegami-żulami...
Podsumowując - jeśli z jakiś ważnych powodów chcesz się dostać na klatkę schodową danego bloku, to dlaczego dzwonisz na 10-te piętro, zamiast do kogoś na parterze??? Ja jestem wredna i nie wpuszczę. No chyba że jestem wymęczona, niewyspana i "łyknę" twoją historyjkę, ale serio, byłam gotowa lecieć na dół i sprawdzać kto i po co wszedł na hasło "ja ze spółdzielni". Ale pilnie musiałam do łazienki...
Ja rozumiem sytuację, kiedy ktoś wnosi/wynosi dużą ilość rzeczy z mieszkania i w związku z tym "blokuje" czymś drzwi od klatki (stopka przy drzwiach dawno została zdemontowana, ciekawe dlaczego?). Wchodzę/wychodzę, widzę zablokowane drzwi, nie reaguję, może ktoś potrzebuje mieć przez jakiś czas otwarte... Ale jeśli po dwóch godzinach znowu widzę zablokowane drzwi, no to sorry, usuwam blokadę i zamykam, taka wredna jestem.
Dzwonek domofonu. "Słucham?". "Pani otworzy". Yyyy, pani otworzy, bo??? W odpowiedzi najczęściej pełne oburzenia "no bo ja chcę wejść!". Aha. A "ja" to kto? Najczęstsze odpowiedzi:
"Ulotki!". No sorry, nie życzę sobie ulotek w skrzynce. "Ale inni mogą chcieć!" - fajnie, proszę zadzwonić do tych "innych", ja nie wpuszczę.
"Ja tu mieszkam, tylko klucza zapomniałem". Proszę zadzwonić do sąsiadów albo do kogoś z parteru, żeby mógł wyjrzeć i sprawdzić, kto wchodzi, bo ja nie będę z 10-go piętra leciała na dół, żeby sprawdzić, czy to faktycznie sąsiad, który zapomniał klucza, czy cwaniaczek próbujący się dostać na klatkę (nie wiem w jakim celu, nie interere mnie to).
"Ja do znajomych, ale chyba ich nie ma, chciałem kartkę zostawić, że byłem". Jw. Do najbliższych sąsiadów "znajomego".
"Poczta". Nie zamawiam Pocztą Polską, ale czasem nie ma innej opcji i wiem, że nasz listonosz ma w doopie, że cię nie ma w domu. Nawet awiza nie zostawi, jak nie reagujesz na domofon, wrzuci je do skrzynki po paru dniach, jak z jakąś inną przesyłką dotrze na klatkę.
"Kurier". "A do kogo ma pan przesyłkę?". "Pod nr XX" ( czwarte piętro, ja mieszkam na 10). No sorry, ja nie odbiorę przesyłki dla kompletnie nie znanego mi mieszkańca czwartego piętra, jeśli kurier jest na tyle uprzejmy, że chce zostawić sąsiadom, to niech do nich dzwoni. (P.S. czasem zamawiam coś i nie ma mnie w domu, kiedy przyjedzie kurier - mając na mailu/sms powiadomienie o dostawie, to ja dzwonię do kuriera i proszę o pozostawienie przesyłki pod drzwiami, jeśli mam podany kod odbioru przesyłki, to go podaję i nie ma problemu, aha, podaje kurierowi kod otwierający domofon).
"Jak pani myśli, czy bóg nadal rządzi tym światem?"... No cóż, myślę, że powinien pan jednak pod inny numer mieszkania zadzwonić...
I ostatnia sytuacja, kiedy wpuściłam... Jako usprawiedliwienie podam tylko to, że byłam po nieprzespanej nocy, miałam jakieś zatrucie pokarmowe i co chwilę latałam do łazienki wymiotować, niewyspana i wymęczona po zdrzemnięciu się na niecałą godzinkę zostałam obudzona dźwiękiem domofonu, po jaką cholerę poszłam odebrać, do dzisiaj nie wiem... "Słucham?" "ja z informacją ze spółdzielni, proszę otworzyć". No dobra, ze spółdzielni, to otworzę. Wróciłam do łóżka, gdzie poraził mnie fakt, że Z JAKIEJ KU*WA spółdzielni??? WSZYSTKIE mieszkania w moim bloku należą do Wspólnoty Lokatorskiej + kilka sztuk jeszcze nie wykupionych, podlegających pod zarząd ZGM...
I jeszcze coś, na co nikt nie był w stanie nic poradzić, no dobra, można było wezwać policję. Otóż ze dwa lata temu panowie żule (i jedna pani żulietta) urządzili sobie noclegownię na naszej klatce schodowej. Kto ich wpuszczał? Nikt. Pani żulietta była kiedyś mieszkanką jednego z lokali w naszym bloku, więc miała swój własny kod do domofonu. I na ten kod wchodziła wraz z kolegami-żulami...
Podsumowując - jeśli z jakiś ważnych powodów chcesz się dostać na klatkę schodową danego bloku, to dlaczego dzwonisz na 10-te piętro, zamiast do kogoś na parterze??? Ja jestem wredna i nie wpuszczę. No chyba że jestem wymęczona, niewyspana i "łyknę" twoją historyjkę, ale serio, byłam gotowa lecieć na dół i sprawdzać kto i po co wszedł na hasło "ja ze spółdzielni". Ale pilnie musiałam do łazienki...
blok_mieszkalny
Ocena:
109
(121)
Komentarze