Kolejna przygoda z portalu randkowego. Będzie trochę długo.
Poznałem wspaniałą dziewczynę. Piękna, inteligentna, wykształcona (dwa kierunki studiów), 34 lata, mądra życiowo i doświadczona, bez dzieci i byłego męża, świetnie się dogadywaliśmy i pod każdym względem się układało. Ukrainka, od trzech lat w Polsce.
Pierwsza Ukrainka z jaką miałem okazję się spotkać. Wiele słyszałem i czytałem o tym, że Ukrainki podobno ciągną od facetów hajs na potęgę, że taka ich mentalność i tak są nauczone. Nie zamierzam oceniać całej nacji, ale w moim przypadku się to sprawdziło co do joty.
Pierwszy raz pojechała z grubej rury. Chce żebym ją zabrał do Warszawy na weekend i żebyśmy mieszkali w takim wysokim hotelu, żebyśmy mieli z okna widok na panoramę miasta. No, jest kilka takich hoteli w Warszawie, nawet byłoby to w moim budżecie, ale nie będę tam zabierał kobiety, z którą spotykam się od dwóch miesięcy. Uśmiechnąłem się i powiedziałem tylko: "Wszystko przed nami."
Później zaczęło się sępienie o ubrania i kosmetyki. Na początku w żartach, a potem coraz poważniej. Nie chciała żebym jej kupował, tylko żebym jej przelewał hajs, a ona pójdzie i sama sobie kupi. Powiedziałem, że to chore i nie mam zamiaru tego robić.
Eskalacja nastąpiła trzy dni temu. Była na shoppingu, wysłała mi zdjęcie w pięknej sukience, w której wyglądała niesamowicie. Pytam, czy ją kupiła. Ona, że nie. Ja mówię, że pojedziemy tam jutro i jej kupię, bo jest piękna.
Przyszło jutro, a ona mi mówi, że jednak nie może się spotkać, ale żebym wysłał jej hajs, to ona pójdzie i kupi, bo później może nie być już tej sukienki. Odmówiłem i zaczęła się litania.
Kobieta ma dużo wydatków. Ubrania, kosmetyki, zabiegi kosmetyczne, paznokcie, rzęsy, fryzjer, farbowanie, itd, nawet podpaski na tej liście wymieniła. Jej zdaniem facet powinien pokrywać te koszty lub przynajmniej w nich partycypować, skoro "korzysta" z tego.
Powtórzyłem, że to chore i jak żyję nigdy od żadnej kobiety czegoś takiego nie usłyszałem. Ona na to, że w takim razie po co jej facet, skoro nie chce jej dawać pieniędzy? Ja na to:
- To jesteś z facetem tylko dlatego, żeby ci dawał pieniądze? A jak nazywa się taka relacja? Sponsoring, albo mówiąc dobitniej, prostytucja.
Powiedziała, że niczego nie rozumiem i że to nie to samo, że jestem skąpy i że jej żałuję wszystkiego.
Od kiedy się spotykamy zabierałem ją w różne miejsca, do restauracji, do teatru, na wycieczki, itd., zawsze za wszystko płaciłem jako że skoro ja zapraszam, to ja płacę. To dla mnie normalne. Tak samo jak normalne jest, że od czasu do czasu kupię kobiecie coś ładnego, żeby jej sprawić przyjemność. Ale sponsorowanie jej wysyłając przelewy - absolutnie nie.
Tak też jej powiedziałem, na co się sfochowała, rozpłakała i powiedziała, że skoro jej teraz wypominam ile na nią wydałem, to ona mi wszystko odda. Tłumaczę, że powiedziałem to po to by jej uzmysłowić, że się myli mówiąc, że jestem skąpy i jej żałuję, oraz że chciałem jej wskazać różnicę między tym, a sponsoringiem.
Nie dotarło, rozhisteryzowała się jeszcze bardziej i powiedziała, że ona już nie będzie ze mną rozmawiać, bo przeze mnie tylko płacze. To było trzy dni temu i od tamtego czasu się nie odzywa. Ja też nie zamierzam. Ale szkoda mi, bo to w gruncie rzeczy dobra kobieta.
Jestem jednak w szoku, bo pierwszy raz trafiłem na takie podejście. Kobiety z którymi spotykałem się dotychczas, Polki, wręcz podkreślały swoją niezależność i samodzielność finansową, nie chciały ode mnie żadnych pieniędzy, wszędzie się upierały żeby płacić za siebie, albo robiliśmy tak że raz płaciłem ja, a raz ona. A tutaj takie odmienne podejście.
Poznałem wspaniałą dziewczynę. Piękna, inteligentna, wykształcona (dwa kierunki studiów), 34 lata, mądra życiowo i doświadczona, bez dzieci i byłego męża, świetnie się dogadywaliśmy i pod każdym względem się układało. Ukrainka, od trzech lat w Polsce.
Pierwsza Ukrainka z jaką miałem okazję się spotkać. Wiele słyszałem i czytałem o tym, że Ukrainki podobno ciągną od facetów hajs na potęgę, że taka ich mentalność i tak są nauczone. Nie zamierzam oceniać całej nacji, ale w moim przypadku się to sprawdziło co do joty.
Pierwszy raz pojechała z grubej rury. Chce żebym ją zabrał do Warszawy na weekend i żebyśmy mieszkali w takim wysokim hotelu, żebyśmy mieli z okna widok na panoramę miasta. No, jest kilka takich hoteli w Warszawie, nawet byłoby to w moim budżecie, ale nie będę tam zabierał kobiety, z którą spotykam się od dwóch miesięcy. Uśmiechnąłem się i powiedziałem tylko: "Wszystko przed nami."
Później zaczęło się sępienie o ubrania i kosmetyki. Na początku w żartach, a potem coraz poważniej. Nie chciała żebym jej kupował, tylko żebym jej przelewał hajs, a ona pójdzie i sama sobie kupi. Powiedziałem, że to chore i nie mam zamiaru tego robić.
Eskalacja nastąpiła trzy dni temu. Była na shoppingu, wysłała mi zdjęcie w pięknej sukience, w której wyglądała niesamowicie. Pytam, czy ją kupiła. Ona, że nie. Ja mówię, że pojedziemy tam jutro i jej kupię, bo jest piękna.
Przyszło jutro, a ona mi mówi, że jednak nie może się spotkać, ale żebym wysłał jej hajs, to ona pójdzie i kupi, bo później może nie być już tej sukienki. Odmówiłem i zaczęła się litania.
Kobieta ma dużo wydatków. Ubrania, kosmetyki, zabiegi kosmetyczne, paznokcie, rzęsy, fryzjer, farbowanie, itd, nawet podpaski na tej liście wymieniła. Jej zdaniem facet powinien pokrywać te koszty lub przynajmniej w nich partycypować, skoro "korzysta" z tego.
Powtórzyłem, że to chore i jak żyję nigdy od żadnej kobiety czegoś takiego nie usłyszałem. Ona na to, że w takim razie po co jej facet, skoro nie chce jej dawać pieniędzy? Ja na to:
- To jesteś z facetem tylko dlatego, żeby ci dawał pieniądze? A jak nazywa się taka relacja? Sponsoring, albo mówiąc dobitniej, prostytucja.
Powiedziała, że niczego nie rozumiem i że to nie to samo, że jestem skąpy i że jej żałuję wszystkiego.
Od kiedy się spotykamy zabierałem ją w różne miejsca, do restauracji, do teatru, na wycieczki, itd., zawsze za wszystko płaciłem jako że skoro ja zapraszam, to ja płacę. To dla mnie normalne. Tak samo jak normalne jest, że od czasu do czasu kupię kobiecie coś ładnego, żeby jej sprawić przyjemność. Ale sponsorowanie jej wysyłając przelewy - absolutnie nie.
Tak też jej powiedziałem, na co się sfochowała, rozpłakała i powiedziała, że skoro jej teraz wypominam ile na nią wydałem, to ona mi wszystko odda. Tłumaczę, że powiedziałem to po to by jej uzmysłowić, że się myli mówiąc, że jestem skąpy i jej żałuję, oraz że chciałem jej wskazać różnicę między tym, a sponsoringiem.
Nie dotarło, rozhisteryzowała się jeszcze bardziej i powiedziała, że ona już nie będzie ze mną rozmawiać, bo przeze mnie tylko płacze. To było trzy dni temu i od tamtego czasu się nie odzywa. Ja też nie zamierzam. Ale szkoda mi, bo to w gruncie rzeczy dobra kobieta.
Jestem jednak w szoku, bo pierwszy raz trafiłem na takie podejście. Kobiety z którymi spotykałem się dotychczas, Polki, wręcz podkreślały swoją niezależność i samodzielność finansową, nie chciały ode mnie żadnych pieniędzy, wszędzie się upierały żeby płacić za siebie, albo robiliśmy tak że raz płaciłem ja, a raz ona. A tutaj takie odmienne podejście.
Ocena:
123
(137)
mofayar
Komentarze