Przeczytałam dziś historię użytkownika DonDiego https://piekielni.pl/92315 i mam własną, świeżutką, z dzisiaj:
Mój mąż, przed przejściem na emeryturę, ze względów zawodowych bardzo dużo podróżował po Polsce. Miał sprawdzone, wypróbowane knajpki przydrożne, z pysznym jedzeniem w przystępnej cenie, gdzie zawsze jadał podróżując daną trasą. Między innymi knajpkę X. Taki typowy grill - karkówka, szaszłyki, kiełbasa. Buda była uboga i zgrzebna ale jedzenie świeżutkie, przepyszne, znakomicie przyprawione i w dobrej cenie.
Minęło kilka lat, mąż przeszedł na emeryturę, ale adresy w pamięci pozostały. No i traf chciał, że wracając z wakacji mieliśmy przejeżdżać koło tej właśnie knajpki. Mąż, oczywiście, z radością zarządził obiad w tamtym miejscu ciesząc się na dawne smaki.
Pojechaliśmy.
Uboga knajpka rozrosła się do rozmiarów sporego, piętrowego knajpiszcza. Zamówiliśmy karkówkę i szaszłyczek. Dostaliśmy. Mięso było przesuszone, gumowate i łykowate, zabrakło chrupiących frytek - knajpka z nich zrezygnowała, zastąpiły je przypiekane bułki, twarde jak nieszczęście, aż sobie dziąsła pokaleczyłam. Karkówka i szaszłyk były identycznie przyprawione i miały ten sam smak. Za porcję suchej, przepieczonej, podeszwowatej karkówki z twardą bułką oraz równie wysuszony i przepieczony, gumowaty szaszłyk z twardą bułką (obie potrawy z ogórkiem kiszonym) szklankę kompotu oraz piwo zapłaciliśmy łącznie 200 zł.
No cóż, chętnie bym tyle zapłaciła, ale za smaczne jedzenie.
Po posiłku mąż stwierdził ze smutkiem, że "poszli w komercję zamiast w jakość" i skreśliliśmy miejsce z listy tych, które jeszcze odwiedzimy.
Jak widać, właściciel się dorobił i przestał dbać o jakość, nastawiając się na ludzi przejeżdżających tamtędy jeden raz.
Mój mąż, przed przejściem na emeryturę, ze względów zawodowych bardzo dużo podróżował po Polsce. Miał sprawdzone, wypróbowane knajpki przydrożne, z pysznym jedzeniem w przystępnej cenie, gdzie zawsze jadał podróżując daną trasą. Między innymi knajpkę X. Taki typowy grill - karkówka, szaszłyki, kiełbasa. Buda była uboga i zgrzebna ale jedzenie świeżutkie, przepyszne, znakomicie przyprawione i w dobrej cenie.
Minęło kilka lat, mąż przeszedł na emeryturę, ale adresy w pamięci pozostały. No i traf chciał, że wracając z wakacji mieliśmy przejeżdżać koło tej właśnie knajpki. Mąż, oczywiście, z radością zarządził obiad w tamtym miejscu ciesząc się na dawne smaki.
Pojechaliśmy.
Uboga knajpka rozrosła się do rozmiarów sporego, piętrowego knajpiszcza. Zamówiliśmy karkówkę i szaszłyczek. Dostaliśmy. Mięso było przesuszone, gumowate i łykowate, zabrakło chrupiących frytek - knajpka z nich zrezygnowała, zastąpiły je przypiekane bułki, twarde jak nieszczęście, aż sobie dziąsła pokaleczyłam. Karkówka i szaszłyk były identycznie przyprawione i miały ten sam smak. Za porcję suchej, przepieczonej, podeszwowatej karkówki z twardą bułką oraz równie wysuszony i przepieczony, gumowaty szaszłyk z twardą bułką (obie potrawy z ogórkiem kiszonym) szklankę kompotu oraz piwo zapłaciliśmy łącznie 200 zł.
No cóż, chętnie bym tyle zapłaciła, ale za smaczne jedzenie.
Po posiłku mąż stwierdził ze smutkiem, że "poszli w komercję zamiast w jakość" i skreśliliśmy miejsce z listy tych, które jeszcze odwiedzimy.
Jak widać, właściciel się dorobił i przestał dbać o jakość, nastawiając się na ludzi przejeżdżających tamtędy jeden raz.
gastronomia
Ocena:
127
(135)
Komentarze