Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92332

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kilkuaktowa historia o piekielności apteki sieciowej.

Drobne wprowadzenie z poprzedniej historii:
Moja mama ze względu na chorobę musiała brać silne przeciwbóle w tabletkach oraz w plastrach i z tego powodu chodziła do poradni leczenia bólu. Lekarz tam przyjmujący pisze ręcznie recepty, a jego charakter pisma jest tragiczny a nawet gorzej, przez co farmaceuci z kilkudziesięcioletnim stażem mieli problem z jego rozczytaniem i potrafił też źle wypisać receptę. Przy tego typu lekach apteka wpisuje to w specjalny zeszyt a recepta musi się zgadzać dokładnie i nie może być sytuacji, że farmaceuta wie jakie są dawki leku i opakowania więc się domyśla, że chodzi np. o dawkę 400 mikrogramów, 2 razy dziennie, 2 opakowania po 56 sztuk, czyli dawka 800 dziennie razem do wydania 44800.

AKT I:
Farmaceutki w aptece blisko naszego domu wyrozumiałe, więc widząc jak mamie się chce ryczeć, bo wie, że leków nie dostanie a chodzi o naprawdę silne, zaproponowały, że zamówią lek, bo i tak nie ma go na stanie a my jutro doniesiemy poprawioną receptę, bo do zamówienia recepta nie jest potrzebna więc nawet nam na rękę. Przez kilka miesięcy robiliśmy tak, że jeśli recepta była źle wypisana to zamawiały panie leki, a my ogarnialiśmy poprawioną receptę na następny dzień. My zadowoleni, bo była pewność, że lek będzie, a farmaceutki mają dobrą opinię, bo było nie było, pomagają w ten sposób. Podobnie było w aptece tej sieci w galerii, w której wówczas pracowałem, obsługa mnie znała i wiedzieli o jakie leki i w jakich ilościach chodzi więc często widząc mnie w kolejce tylko pokazali 4 palce, ja kiwnąłem głową, że tak a farmaceuta kciuk w górę, że ok a następnego dnia odbierałem medykamenty.

Gdyby tak było ciągle to nie pisałbym tej historii tutaj. W tej pierwszej aptece paniom się nagle odwidziało i w żywe oczy kłamały, że nie, tak nie wolno, nigdy tak nie robiły, one muszą mieć receptę etc. Tam, gdzie pracowałem (przypominam, ta sama sieć) problemu nie robili i byli zdziwieni, że ich koleżanki zmieniają zdanie. W związku z tym leki zamawialiśmy tam, gdzie pracowałem, bez żadnego problemu.

AKT II:
W piątek po oddaniu osocza poszedłem do swojej lekarz rodzinnej z prośbą o wypisanie recepty na żelazo ze zniżką dla krwiodawcy. Pani Doktor tabletki wypisała, uprawnienie na receptę naniosła a ja udałem się do apteki je zakupić uzbrojony w legitymację ZHDK i zamówić mamy opatrunki. Panie farmaceutki debatowały kilka minut nad moją receptą, a na moje pytanie czy coś nie tak z receptą nie odpowiedziały (przychodnia kilkaset metrów dalej co widać na recepcie po adresie przychodni, po drodze do domu więc jeśli coś nie tak to idę i proszę o poprawienie recepty). W końcu wydały mi tabletki z paragonem na 0.00 zł a mamy opatrunki do odbioru jutro, bo na zamówienie, co mnie nie dziwi, wiadomo, że nie mają wszystkich rodzajów wszystkich produktów. Dzień później, czyli sobota, idę po zamówione opatrunki.

Farmaceutka z wczoraj mnie zaprasza do swojej kasy i tako rzecze:
[F]: Jest problem z pana receptą, bo lekarka napisała na 100% a nie na bezpłatne dla ZHDK. Teraz trzeba poprawić, bo mamy tylko kilka dni na naprawienie tego.
[J]: To najwcześniej w poniedziałek, bo dzisiaj lekarki nie ma
[F]: Dobrze, ale to trzeba załatwić
[J]: No ok. A mamy opatrunki?
[F]: Nie mogę ich wprowadzić do systemu, bo nie mam karty produktu założonej a tym się zajmują w Warszawie a nikt tam już nie pracuje dzisiaj.
[J]: To co mam teraz zrobić?
[F]: A potrzebne to panu tak pilnie?
[J]: No, dobrze byłoby je mieć a też nie chcę chodzić 10 razy po to.
[F]: No to mogę panu dać jeden, pan zostawi pieniądze i nabiję całość w poniedziałek jak pan z tą receptą na żelazo przyjdzie
[J]: (lekko już podirytowany, bo to nie jest pierwsza taka sytuacja z nimi, a te opatrunki regularnie u nich zamawiam) Czyli mam w poniedziałek znowu przyjść to może już będzie w systemie?
[F]: No tak a ja panu dzisiaj jeden dam tak nieoficjalnie a nabiję, jak załatwi pan z tym żelazem
No cóż, dała ten jeden więc jedno na plus. W drodze do domu poszedłem do przychodni, wyłuszczyłem sprawę i w poniedziałek ma dzwonić Doktor.

AKT III:
Lekarka nie zadzwoniła, ale dostałem kod recepty na żelazo. Dzwonię więc do apteki. Raz nikt nie odbiera i włącza się w końcu „abonent nie może odebrać”. Dzwonię drugi raz, w końcu ktoś odebrał. Mówię o co chodzi, ale pani nic nie wie, nie rozumie, zawoła kierowniczkę. Kierowniczka też nic nie wie, nie rozumie. Mówię, że oddzwonię za chwilę, bo jestem w pracy i mam klientkę. Dzwonię po niecałych 5 minutach, 3 razy nikt nie odbiera więc stwierdzam, że to nie ja potrzebuję tej recepty więc mam to gdzieś. We wtorek idę po mamy opatrunki. Czekam 5 minut aż w końcu któraś z pań zobaczy kolejkę do kas. Podchodzi farmaceutka ta co wyżej. Opatrunki nabiła a recepta wg niej dalej źle, pokazuje mi, że odpłatność 100% i uprawnienie ZK a powinno być odpłatność B. Już mocniej poirytowany, ale nic nie mówię o tym pytam co teraz i otrzymuję odpowiedź „musi lekarka poprawić”. Dobra dusza jestem i po drodze mam tę przychodnię więc wchodzę i mówię w recepcji co i jak. „Pani Doktor jest w gabinecie”. Streszczając całą nadprogramową wizytę: w systemie recept nie da się tego żelaza inaczej wypisać niż na 100% i dopisać uprawnienie ZK, bo ten środek nie jest refundowany a to, że jest darmowy wynika z Ustawy tak jak leki dla seniorów, odpłatność 100% i uprawnienie S więc lek darmowy. Pokazała mi nawet w systemie jak to wygląda na przykładzie tego żelaza i innego leku. Stwierdza, że się tam po pracy przejdzie, skoro panie nie wiedzą co mają zrobić a po co mają mnie męczyć i ścigać o to. Mówię jej, że to nie powinien być mój problem a tym bardziej jej, bo w końcu przeszło na 0.00 zł, skoro paragon taki wydrukowało, ale Pani Doktor chyba tam poszła faktycznie albo apteka to olała lub było za późno, bo nie dzwonili do mnie więcej.

Mnie tylko w tej sytuacji z żelazem zastanawia jedno: gdyby nie mamy opatrunki ja do teraz nie miałbym potrzeby iść do apteki więc by nie miały opcji mi o tym problemie powiedzieć a na recepcie nie ma nr telefonu pacjenta. Co by apteka zrobiła gdybym się po to nie zjawił? A z opatrunkami zastanawia mnie jakim cudem nie mają karty produktu skoro zamawiają ten produkt i wydają go regularnie od kilku miesięcy?

apteka

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (145)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…