Niedawno porzuciłem swoje międzynarodowe korpo na rzecz pewnego startupu.
Od początku bieżącego roku miałem zaplanowanych kilka urlopów, o czym poinformowałem panią rekruterkę podczas jednego z etapów rozmowy kwalifikacyjnej.
Pierwszego dnia pracy dostałem plik, do którego miałem wpisać swoje planowane urlopy. Tak też zrobiłem. Oficjalnie zaakceptować je miał dopiero kierownik, który miał dołączyć do naszego działu za jakieś dwa miesiące.
Kierownik przyszedł, witając się z nami tekstem: „Zrezygnowałem z pracy, w której miałem dwa razy lepszą wypłatę, wygodny fotel i filiżankę kawy, żeby być tutaj z wami”.
No okej. Jeden urlop odhaczyłem, wracam z niego i widzę na portalu HR-owym powiadomienie, że kolejny urlop, z zaliczką opłaconą od prawie roku, został odrzucony.
Argumentacja była taka, że kierownik przewiduje, iż na ten termin przypadnie "gorący okres", a poza tym nie przedyskutowałem tego urlopu z nim. (Ciężko było by to zrobić kiedy podczas planowania pracowałem gdzie indziej, a w nowej pracy dołączył do zespołu jako ostatni.) Dodał też, że w historii edycji pliku widział, iż pierwszego dnia już wszystko wpisałem, i uznał, że to nie fair wobec moich kolegów z zespołu, bo rozplanowałem urlopy na cały rok (?).
Ugryzłem się w język i zapytałem, czy w takim razie mogę przełożyć to wolne na grudzień. W odpowiedzi usłyszałem, że wykorzystałem już połowę dni wolnych na ten rok, podczas gdy inni mniej, i „wrócimy do tego”.
Do kierownika moje argumenty o wcześniejszych ustaleniach z dyrektorem i rekruterką nie trafiają. Poruszyłem z nimi ten temat, ale dziwnym trafem każdy nabiera wody w usta albo nie pamięta, że o tym rozmawialiśmy.
No cóż. Mam nauczkę, żeby nigdy nie ustalać takich rzeczy na gębę. Już pół biedy zaliczka, która przepadła.
W tym wszystkim najbardziej szkoda mi mojej partnerki, która bardzo liczyła na ten urlop, a nie chciała lecieć sama więc odpuściła.
W każdym razie na pewno nie dam sobie wmówić, że mam wykorzystać cały urlop do końca roku. Będę kurczowo trzymać się tych kilku dni żeby przenieść je na kolejny rok. A w międzyczasie zrobię sobie certyfikaty przydatne w moim zawodzie i albo odejdę z końcem umowy, albo nasze skargi na niego (bo to nie jest jedyna historia z Kierownikiem w roli głównej) przyniosą jakiś pozytywny efekt.
Od początku bieżącego roku miałem zaplanowanych kilka urlopów, o czym poinformowałem panią rekruterkę podczas jednego z etapów rozmowy kwalifikacyjnej.
Pierwszego dnia pracy dostałem plik, do którego miałem wpisać swoje planowane urlopy. Tak też zrobiłem. Oficjalnie zaakceptować je miał dopiero kierownik, który miał dołączyć do naszego działu za jakieś dwa miesiące.
Kierownik przyszedł, witając się z nami tekstem: „Zrezygnowałem z pracy, w której miałem dwa razy lepszą wypłatę, wygodny fotel i filiżankę kawy, żeby być tutaj z wami”.
No okej. Jeden urlop odhaczyłem, wracam z niego i widzę na portalu HR-owym powiadomienie, że kolejny urlop, z zaliczką opłaconą od prawie roku, został odrzucony.
Argumentacja była taka, że kierownik przewiduje, iż na ten termin przypadnie "gorący okres", a poza tym nie przedyskutowałem tego urlopu z nim. (Ciężko było by to zrobić kiedy podczas planowania pracowałem gdzie indziej, a w nowej pracy dołączył do zespołu jako ostatni.) Dodał też, że w historii edycji pliku widział, iż pierwszego dnia już wszystko wpisałem, i uznał, że to nie fair wobec moich kolegów z zespołu, bo rozplanowałem urlopy na cały rok (?).
Ugryzłem się w język i zapytałem, czy w takim razie mogę przełożyć to wolne na grudzień. W odpowiedzi usłyszałem, że wykorzystałem już połowę dni wolnych na ten rok, podczas gdy inni mniej, i „wrócimy do tego”.
Do kierownika moje argumenty o wcześniejszych ustaleniach z dyrektorem i rekruterką nie trafiają. Poruszyłem z nimi ten temat, ale dziwnym trafem każdy nabiera wody w usta albo nie pamięta, że o tym rozmawialiśmy.
No cóż. Mam nauczkę, żeby nigdy nie ustalać takich rzeczy na gębę. Już pół biedy zaliczka, która przepadła.
W tym wszystkim najbardziej szkoda mi mojej partnerki, która bardzo liczyła na ten urlop, a nie chciała lecieć sama więc odpuściła.
W każdym razie na pewno nie dam sobie wmówić, że mam wykorzystać cały urlop do końca roku. Będę kurczowo trzymać się tych kilku dni żeby przenieść je na kolejny rok. A w międzyczasie zrobię sobie certyfikaty przydatne w moim zawodzie i albo odejdę z końcem umowy, albo nasze skargi na niego (bo to nie jest jedyna historia z Kierownikiem w roli głównej) przyniosą jakiś pozytywny efekt.
startup
Ocena:
138
(154)
Komentarze