Mam rodzicielkę, bo matką, a tym bardziej mamą, tego nazwać nie można. Przez wiele lat żyłyśmy w stanie podobnym do zimnej wojny, aż pewnego dnia rodzicielka postanowiła okraść mnie z oszczędności odkładanych na studia za granicą. Był płacz, zgrzytanie zębami, dodatkowe dwa lata parszywej pracy z horrendalnymi nadgodzinami byle tylko uzbierać jak najszybciej na wymarzone studia.
Jak już odbiłam się od dna postanowiłam że tak tego nie zostawię i podałam rodzicielkę do sądu o alimenty i zwrot skradzionych pieniędzy. Pół roku oczekiwania na rozprawę, w międzyczasie zdążyłam zacząć studia i pech chciał że w dniu rozprawy wypadł ważny egzamin, którego nie dało się przełożyć. Pytam prawnika co możemy w związku z tym zrobić, a on zapewnia mnie że sprawa jasna jak słońce, mnie na rozprawie być nie musi i mogę spokojnie pisać egzamin. Super, to lecę na egzamin i czekam na wieści o wyniku rozprawy.
Wieczorem okazuje się że sąd jednak chciałby mnie widzieć i wyznaczyli następny termin rozprawy, parę miesięcy później. Tak się złożyło że poważnie się rozchorowałam i nie mogłam uczestniczyć w rozprawie, także została ona przełożona na parę miesięcy później. Tydzień przed nowym terminem dostałam praktyki, na które uczęszczanie było warunkiem ukończenia roku. Sprawa nie fajna bo nie było mnie stać na powtarzanie roku, pieniądze z alimentów bardzo by się przydały bo w tamtym czasie studiowałam dziennie i pracowałam wieczorami i weekendami, co było lekko mówiąc wykańczające. Wręcz zabiłabym za jedno wolne popołudnie w tygodniu. No i też już głupio przekładać rozprawę tyle razy. Skonsultowałam się z prawnikiem, kazał na praktyki jechać i nie przejmować się rozprawą. No to super, jadę.
Kiedy wróciłam okazało się że sąd jednak nie zgodził się na przełożenie poprzedniej rozprawy i wyznaczył mi ostateczny termin, prawie że półtora roku po złożeniu wniosku. Tym razem udało się, nic nie wyskoczyło i pojawiłam się na rozprawie planowo.
Smaczek? Pani sędzia upewniła się że ja to ja po czym powiedziała że ona w sumie nie wie po co ja tu jestem bo ona mnie do niczego nie potrzebuje :)
I na koniec smaczek numer dwa: od złożenia wniosku minęło przeszło 4 lata, ponad 2,5 od kiedy wyrok o przyznaniu mi alimentów jest prawomocny. Alimentów nie otrzymałam ani razu bo... Pani rodzicielka wyjechała za granicę i nie da się jej zlokalizować, mimo tego że mój prawnik posiada jej dokładne dane i adres zamieszkania.
A ja alimentów nie miałam kiedy musiałam pożyczać pieniądze po znajomych żeby nie głodować do końca miesiąca, mimo że się należały. Teraz to mi to już wisi, bo mam zapewnioną dobrze płatną pracę, ale dalej jestem ciekawa kiedy dostanę pierwsze alimenty, o ile ten dzień kiedykolwiek nadejdzie.
Jak już odbiłam się od dna postanowiłam że tak tego nie zostawię i podałam rodzicielkę do sądu o alimenty i zwrot skradzionych pieniędzy. Pół roku oczekiwania na rozprawę, w międzyczasie zdążyłam zacząć studia i pech chciał że w dniu rozprawy wypadł ważny egzamin, którego nie dało się przełożyć. Pytam prawnika co możemy w związku z tym zrobić, a on zapewnia mnie że sprawa jasna jak słońce, mnie na rozprawie być nie musi i mogę spokojnie pisać egzamin. Super, to lecę na egzamin i czekam na wieści o wyniku rozprawy.
Wieczorem okazuje się że sąd jednak chciałby mnie widzieć i wyznaczyli następny termin rozprawy, parę miesięcy później. Tak się złożyło że poważnie się rozchorowałam i nie mogłam uczestniczyć w rozprawie, także została ona przełożona na parę miesięcy później. Tydzień przed nowym terminem dostałam praktyki, na które uczęszczanie było warunkiem ukończenia roku. Sprawa nie fajna bo nie było mnie stać na powtarzanie roku, pieniądze z alimentów bardzo by się przydały bo w tamtym czasie studiowałam dziennie i pracowałam wieczorami i weekendami, co było lekko mówiąc wykańczające. Wręcz zabiłabym za jedno wolne popołudnie w tygodniu. No i też już głupio przekładać rozprawę tyle razy. Skonsultowałam się z prawnikiem, kazał na praktyki jechać i nie przejmować się rozprawą. No to super, jadę.
Kiedy wróciłam okazało się że sąd jednak nie zgodził się na przełożenie poprzedniej rozprawy i wyznaczył mi ostateczny termin, prawie że półtora roku po złożeniu wniosku. Tym razem udało się, nic nie wyskoczyło i pojawiłam się na rozprawie planowo.
Smaczek? Pani sędzia upewniła się że ja to ja po czym powiedziała że ona w sumie nie wie po co ja tu jestem bo ona mnie do niczego nie potrzebuje :)
I na koniec smaczek numer dwa: od złożenia wniosku minęło przeszło 4 lata, ponad 2,5 od kiedy wyrok o przyznaniu mi alimentów jest prawomocny. Alimentów nie otrzymałam ani razu bo... Pani rodzicielka wyjechała za granicę i nie da się jej zlokalizować, mimo tego że mój prawnik posiada jej dokładne dane i adres zamieszkania.
A ja alimentów nie miałam kiedy musiałam pożyczać pieniądze po znajomych żeby nie głodować do końca miesiąca, mimo że się należały. Teraz to mi to już wisi, bo mam zapewnioną dobrze płatną pracę, ale dalej jestem ciekawa kiedy dostanę pierwsze alimenty, o ile ten dzień kiedykolwiek nadejdzie.
Ocena:
125
(135)
Swistak
Komentarze