Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92380

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mamy wrzesień. Niby jeszcze do zimy i Świąt daleko, ale jednak, nie wiedzieć czemu, historia właśnie bożonarodzeniowa mi się przypomniała.

Otóż, jak niektórzy z Was wiedzą, mam szczęście (lub nieszczęście) pracować w korpo. Korpo, jak to korpo, rządzi się swoimi prawami, a nade wszystko liczy się wizerunek. Zatem, w ramach wizerunku korpo wymyśla mniej lub bardziej sensowne "akcje społeczne". Akcje te mają dwa cele - budowę wizerunku oraz integrację pracowników. W zasadzie oba pojęcia powinnam umieścić w nawiasie ale nie robię tego, bo znam Was i wiem, że właściwe intencje odczytacie.

Razu pewnego, lat temu dobre parę, korpo postanowiło ufundować prezenty bożonarodzeniowe dla domu dziecka (innymi słowy - sierocińca). Idea chwalebna. Ale chyba użyłam złego słowa. "Ufundować" oznaczałoby, że firma płaci ze swoich zysków, ale tak nie było. Firma połączyła "wizerunek" z "integracją", pobrała od domu dziecka listę wychowanków wraz z listą pożądanych przez nich prezentów i pracownikom swoim nakazała wybór - każdy z wychowanków miał dostać wskazane na liście prezenty od konkretnego pracownika. Wyglądało to mniej więcej tak:

Wojtuś lat 4 - pluszowy królik, koszulka ze Spidermanem.
Krzysio lat 8 - piórnik z Pokemonem, długopis wielokolorowy.
Ania lat 15 - bluza czarna z Astusko rozm M, czarne spinka do włosów z koronkowym motywem.
Grzesiek lat 16 - konsola do gier, adidasy rozmiar 42
itp.

Wiecie już, o co chodzi.

Chodziło o to, że im dziecko młodsze, tym tańsze i łatwiejsze do kupienia prezenty.

No i oczywiście - wybór dzieci do kupienia prezentów zaczynał się od góry. Zarząd i najwyżsi rangą dyrektorzy wybrali sobie najmłodsze dzieci, które miały najtańsze marzenia. Im niżej - tym starsze dzieci i droższe, trudniejsze do zakupienia prezenty. Daliśmy radę. Każde dziecko dostało to, co chciało. Integracja, kurna, zaliczona.

Zbiórka prezentów dla dzieci z domu dziecka w szkole, do której uczęszczał swego czasu mój, dorosły już, syn:
Zbiórka ogólna: potrzebne: zabawki, ubrania, kosmetyki itp itd. Słowem - wszystko. Rodzice przynosili, co mogli. Niektórzy rzeczy droższe, markowe, niektórzy tańsze. A niektórzy... brudne zabawki z oberwanymi uszami/ogonami, 20-letnie pluszaki z wyłażącą sierścią, częściowo zużyte kosmetyki, które "nie podpasowały. Moim osobistym hitem była mamusia, która z wielkodusznym uśmiechem przyniosła rozerwaną paczkę podpasek bez jednej bo "sobie wypróbowała te nowe i jej nie pasowały". Jak mi nie uwierzycie, to nie będę miała pretensji, bo sama własnym oczom wtedy nie wierzyłam.

Nawiasem mówiąc podczas tej zbiórki ogólnej miałam dylemat - chciałam kupić nastolatkom żele pod prysznic i strasznie długo się zastanawiałam czy wziąć tańsze, a więcej czy takie trochę bardziej luksusowe a mniej...

Ostatecznie wzięłam luksusowe a mniej. Bo przecież dziewczyny z domu dziecka też mają się prawo poczuć trochę bardziej luksusowo, nie?

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (149)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…