Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92413

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W poczekalni trafiłam na historię Swistaka o Amerykańskiej Firmie, która robiła problemy związane z formalnościami. Przypomniała mi się sytuacja z mojej pracy.

Pracuję w polskiej firmie (PL), która jest zleceniobiorcą europejskiej firmy (EU), która z kolei jest zleceniobiorcą amerykańskiej firmy (US). Mam normalną, "naszą" umowę o pracę z polską firmą (urlopy, zwolnienia lekarskie itp.) a w kontaktach z firmą US to firma EU jest stroną jeżeli chodzi o formalności - finanse, zadania, umowy itp.

Pewnego dnia dość mocno się pochorowałam, od lekarza dostałam antybiotyk, nakaz odpoczynku i zwolnienie na tydzień. Moja menadżerka na cotygodniowym spotkaniu z menadżerami firm EU i US składając cotygodniowy raport i przedstawiając plany na kolejny tydzień powiadomiła między innymi o moim zwolnieniu i nieobecności. Użyła przy tym sformułowania "l4, sick leave" zamiast bardziej oficjalnego określenia na zwolnienie lekarskie.

Panu Amerykańcowi będącemu na spotkaniu sprawa mojego zwolnienia się nie podobała. Zgłosił sprawę u siebie wyżej i między firmą US a EU doszło do konfliktu na tle finansowym, firma US zapowiedziała, że nie wypłaci pełnej kwoty za moją pracę.

Dlaczego?

Bo pan Amerykaniec słysząc nieznane sobie określenie "L4" postanowił je sobie sprawdzić. Znalazł informację, że L4 to stara forma/formularz zwolnienia lekarskiego. Zamiast włączyć mózg, doczytać dokładniej przetłumaczony translatorem artykuł na Wikipedii i się zorientować, że L4 jest potocznym zwrotem używanym w Polsce to geniusz intelektu stwierdził, że moje zwolnienie jest fałszywe bo jest, uwaga, wystawione na starym wzorze/na starych zasadach więc nie obowiązuje. A skoro nie obowiązuje to firma US nie ma obowiązku płacenia firmie EU (i w na końcu firmie PL) za moje nieprzepracowane godziny.

Do akcji wkroczyła Najwyższa Menadżerka z firmy EU i (niezbyt grzecznie) wytłumaczyła tumanom, że zwolnienie jak najbardziej obowiązuje, wszystko jest sprawdzone i legalne, więc niech nie próbują nawet czegoś kombinować. Do Wyższego Menadżerstwa firmy US dotarło, konflikt zakończony.

Do pana amerykańca nie dotarło. Próbował przekonywać, że firma EU powinna pokazać firmie US moje zwolnienie i oni sobie sami zweryfikują czy jest poprawne i legalne. Oczywiście nikt nie miał zamiaru (ani nie miał prawa) spełniać dziwnych żądań pana amerykańca i sprawa została zgłoszona do jego menadżerów z całą listą przepisów, których przy współpracy z firmą EU firma US musi przestrzegać choćby mieli się ze*rać. Dołączono również grzeczne zwrócenie uwagi, że za wszystkie kwestie związane z pracownikami z firmy PL odpowiada firma EU i firma US nie ma ani prawa ani powodu się do tego wtrącać. Wiadomość zakończono ubolewaniem, że podważane jest zaufanie do firmy EU i że firmie EU jest bardzo smutno z tego powodu.

Menadżer Wyższy Od Mojej Menadżerki wysłał jeszcze bardzo ładny, napisany korpo-mową mail, który sprowadzał się do "wiemy, że w USA pracownicy nie mają żadnych praw i możecie im zaglądać nawet w d*pę jak macie ochotę, ale w cywilizowanych państwach europejskich obowiązują pewne zasady".

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (168)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…