Skoro mowa o rozmowach kwalifikacyjnych, opowiem Wam jedną z świeższych historii. Jeszcze jakieś 2 miesiące temu szukałam pracy. Z wykształcenia jestem marketingowcem i szukałam szeroko pojętej pracy biurowej i w takowej mam doświadczenie - jako sekretarka, stricte marketingowiec oraz w obsłudze klienta. Wysłałam sporo zgłoszeń na różne stanowisko, ale ta rozmowa była moim absolutnym hitem.
Ogłoszenie: poszukiwana osoba do pracy biurowej, obowiązki: przygotowanie dokumentów dla księgowości, telefoniczna i mailowa obsługa klienta, zarządzanie personelem. Firma - sklep internetowy. PONADPRZECIĘTNE WYNAGRODZENIE. No dobra, dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę od bardzo miłego pana.
W terminie zgłaszam na podany adres i przeżywam lekki szok - dosłownie stoję przed czymś, co przypomina ogromny barak/pawilon z szyldami przeróżnych firm typu jakiś sklep meblowy, buda z kebabem, kasyno. Totalny misz-masz. Po moim telefonie z zapytaniem gdzie dokładnie mam iść, wyszedł do mnie młody facet, mówiąc, że zaprowadzi mnie do biura. Weszliśmy do czegoś, co wyglądało jak opuszczony supermarket. Przeszliśmy przez magazyn i zostałam postawiona przed obliczem nalanego faceta 60+, siedzącego przy rozklekotanym biurku, w pomieszczeniu, w którym panował smrodek stęchlizny i potu.
Teraz wyobraźcie sobie, że spędziłam tam ponad 2h, choć po 30 min wiedziałam, że to jakaś pomyłka. Słuchając jednak tego gościa bawiłam się setnie.
Zacznijmy od tego, że dobre 15 min słuchałam, jaka to firma jest cudowna, bogata, że gość prywatnie pływa w hajsie i chce swoim pracownikom dobrze płacić, ale wymaga zaangażowania i chęci do pracy. Gdy próbowałam coś wtrącić, nawet coś w stylu "jasne, to zrozumiałe" byłam uciszana jak dziecko odzywkami typu:
- Pssst! Teraz ja mówię!
Potem zaczęła się seria pytań w stylu
- "a jakby się pani zareklamowała"
- "a dlaczego akurat panią mam zatrudnić"
- "proszę wymienić swoich 5 najgorszych i najlepszych cech"
Moje odpowiedzi były w większości kwitowane ironicznymi odzywkami, podśmiechujkami lub łajaniem, że czegoś takiego nie mówi się na rozmowie.
Właśnie po mniej więcej 30min zaczęłam pytać o warunki pracy (wynagrodzenie, możliwości podwyżek, godziny pracy, konieczność nadgodzin etc) usłyszałam:
- pani się chyba coś pomyliło, to pani się u mnie ubiega o pracę, a nie na odwrót.
Gdy doszłam na dłużej do głosu, powiedziałam gościowi, że informowałam się na temat firmy i mam kilka pytań odnośnie pewnych negatywnych opinii. Facet najpierw się żachnął, potem się roześmiał i stwierdził, że mam się nie przejmować, bo to tylko opinie rozgoryczonych eks pracowników, którzy zostali zwolnieni. Logicznym więc było, że zapytałam o rotację pracowników. Żeby nie przedłużać, na jakiekolwiek moje pytania facet reagował śmiechem i zbywaniem tematu.
Następnie okazało się, że owszem, facet płaci 10 000 brutto, co jest niezłą pensją, ALE:
- jeśli nie wyrabiasz się z obowiązkami, siedzisz tak długo aż się wyrobisz. Nieodpłatnie
- O tym, jakie obowiązki na dany dzień dowiadujesz się rano. Jednego dnia masz obsługiwać maile od klientów (do 500! dziennie), innego dnia przygotować raport za poprzedni rok.
- Zwolnienie lekarskie to "fanaberia"
- Home office - fanaberia
- Jakiekolwiek bonusy, dodatki, premie - fanaberia
- Urlop dostajesz wtedy, kiedy firmie akurat pasuje ci go dać, czyli na przykład cały styczeń, bo wtedy jest mało zamówień.
- Jak szef zwróci ci uwagę, że źle pracujesz (cytat "ja czasem muszę powiedzieć coś dosadnie, krzyknąć, upomnieć i nie chcę słyszeć dyskusji") możesz tylko potaknąć i przeprosić.
Następnie tysiąc uwag krytycznych pod moim adresem (raz "pani jest bezczelna" za chwilę "co pani taka nieśmiała"), teksty typu, że dostał tysiąc zgłoszeń i wybrał tylko 5 kandydatów, których zaprosił na rozmowę i za sam ten fakt powinnam okazać jakąś wdzięczność, a nie tylko interesować się hajsem (o pensję zapytałam RAZ).
Na koniec stwierdził:
- Pani mi się podoba, zapraszam na jutro na 7 do pracy.
Odparłam:
- Przykro mi, ale nie jestem już zainteresowana. Pan szuka niewolnika i lizodupa, a nie pracownika. Gość się zagotował i wycedził tonem ojca chrzestnego:
- Nawet pani nie wie, jaką szansę pani właśnie wyrzuciła do śmieci!
Wychodząc zwróciłam uwagę na to, że na open space'ie, gdzie siedziało jakieś 30 osób panowała ABSOLUTNA cisza.
Ogłoszenie: poszukiwana osoba do pracy biurowej, obowiązki: przygotowanie dokumentów dla księgowości, telefoniczna i mailowa obsługa klienta, zarządzanie personelem. Firma - sklep internetowy. PONADPRZECIĘTNE WYNAGRODZENIE. No dobra, dostałam telefon z zaproszeniem na rozmowę od bardzo miłego pana.
W terminie zgłaszam na podany adres i przeżywam lekki szok - dosłownie stoję przed czymś, co przypomina ogromny barak/pawilon z szyldami przeróżnych firm typu jakiś sklep meblowy, buda z kebabem, kasyno. Totalny misz-masz. Po moim telefonie z zapytaniem gdzie dokładnie mam iść, wyszedł do mnie młody facet, mówiąc, że zaprowadzi mnie do biura. Weszliśmy do czegoś, co wyglądało jak opuszczony supermarket. Przeszliśmy przez magazyn i zostałam postawiona przed obliczem nalanego faceta 60+, siedzącego przy rozklekotanym biurku, w pomieszczeniu, w którym panował smrodek stęchlizny i potu.
Teraz wyobraźcie sobie, że spędziłam tam ponad 2h, choć po 30 min wiedziałam, że to jakaś pomyłka. Słuchając jednak tego gościa bawiłam się setnie.
Zacznijmy od tego, że dobre 15 min słuchałam, jaka to firma jest cudowna, bogata, że gość prywatnie pływa w hajsie i chce swoim pracownikom dobrze płacić, ale wymaga zaangażowania i chęci do pracy. Gdy próbowałam coś wtrącić, nawet coś w stylu "jasne, to zrozumiałe" byłam uciszana jak dziecko odzywkami typu:
- Pssst! Teraz ja mówię!
Potem zaczęła się seria pytań w stylu
- "a jakby się pani zareklamowała"
- "a dlaczego akurat panią mam zatrudnić"
- "proszę wymienić swoich 5 najgorszych i najlepszych cech"
Moje odpowiedzi były w większości kwitowane ironicznymi odzywkami, podśmiechujkami lub łajaniem, że czegoś takiego nie mówi się na rozmowie.
Właśnie po mniej więcej 30min zaczęłam pytać o warunki pracy (wynagrodzenie, możliwości podwyżek, godziny pracy, konieczność nadgodzin etc) usłyszałam:
- pani się chyba coś pomyliło, to pani się u mnie ubiega o pracę, a nie na odwrót.
Gdy doszłam na dłużej do głosu, powiedziałam gościowi, że informowałam się na temat firmy i mam kilka pytań odnośnie pewnych negatywnych opinii. Facet najpierw się żachnął, potem się roześmiał i stwierdził, że mam się nie przejmować, bo to tylko opinie rozgoryczonych eks pracowników, którzy zostali zwolnieni. Logicznym więc było, że zapytałam o rotację pracowników. Żeby nie przedłużać, na jakiekolwiek moje pytania facet reagował śmiechem i zbywaniem tematu.
Następnie okazało się, że owszem, facet płaci 10 000 brutto, co jest niezłą pensją, ALE:
- jeśli nie wyrabiasz się z obowiązkami, siedzisz tak długo aż się wyrobisz. Nieodpłatnie
- O tym, jakie obowiązki na dany dzień dowiadujesz się rano. Jednego dnia masz obsługiwać maile od klientów (do 500! dziennie), innego dnia przygotować raport za poprzedni rok.
- Zwolnienie lekarskie to "fanaberia"
- Home office - fanaberia
- Jakiekolwiek bonusy, dodatki, premie - fanaberia
- Urlop dostajesz wtedy, kiedy firmie akurat pasuje ci go dać, czyli na przykład cały styczeń, bo wtedy jest mało zamówień.
- Jak szef zwróci ci uwagę, że źle pracujesz (cytat "ja czasem muszę powiedzieć coś dosadnie, krzyknąć, upomnieć i nie chcę słyszeć dyskusji") możesz tylko potaknąć i przeprosić.
Następnie tysiąc uwag krytycznych pod moim adresem (raz "pani jest bezczelna" za chwilę "co pani taka nieśmiała"), teksty typu, że dostał tysiąc zgłoszeń i wybrał tylko 5 kandydatów, których zaprosił na rozmowę i za sam ten fakt powinnam okazać jakąś wdzięczność, a nie tylko interesować się hajsem (o pensję zapytałam RAZ).
Na koniec stwierdził:
- Pani mi się podoba, zapraszam na jutro na 7 do pracy.
Odparłam:
- Przykro mi, ale nie jestem już zainteresowana. Pan szuka niewolnika i lizodupa, a nie pracownika. Gość się zagotował i wycedził tonem ojca chrzestnego:
- Nawet pani nie wie, jaką szansę pani właśnie wyrzuciła do śmieci!
Wychodząc zwróciłam uwagę na to, że na open space'ie, gdzie siedziało jakieś 30 osób panowała ABSOLUTNA cisza.
praca rozmowa szef
Ocena:
149
(157)
Komentarze