Moi byli teściowie wyróżnili się naprawdę piekielną postawą.
Mam działkę rekreacyjną z altanką i sławojką. Zwykłym drewnianym kibelkiem, ale jednak zadbanym. Zamontowałam tam oświetlenie na solar, automatyczny odświeżacz powietrza, zostawiłam zapas papieru, nawet gazetki i krzyżówki. Żaden pająk nie miał tam nigdy dostępu.
Pewnego razu wprosili się do nas teściowie. Byłam akurat do późna w pracy, więc mąż zaproponował im spędzenie czasu na mojej działce.
Nawet się ucieszyłam - wcześniej nie było zbytnio okazji do spędzania z nimi czasu, więc uznałam, że to dobra okazja.
Wyszłam z pracy, jadę na działkę spotkać się z mężem i teściami...
Od razu w oczy rzucił mi się biały obiekt na mojej wychuchanej grządce z ziołami. Chusteczka.
Podchodzę bliżej, schylam się.
Papierzak. Oznaczony na brązowo. Obok drugi, dokładnie przez środek rządka rozmarynu.
Od razu, powstrzymując mdłości, lecę do męża.
"Słuchaj... Nie uwierzysz! Ktoś narobił nam w kwiatki!"
On kiwa głową, łapie mnie za rękę.
"Tak, bo wiesz co? Moi rodzice powiedzieli, że ich ciśnie po podróży. No a ta toaleta jest ohydna. Nigdy by do niej nie weszli, zwłaszcza mama..."
Poczułam, jak wzbiera we mnie paw.
"...No to pokazałem im inne ustronne miejsce. Te kwiatki i tak były jakieś takie marne"
Przepłakałam resztę dnia. Do samego rozwodu mąż i jego rodzice wypominali mi tę sytuację, mówiąc, że jestem niestabilna emocjonalnie. Tyle płakałam, a przecież nic się nie stało. Kwiatki i tak były do wyrzucenia.
Mam działkę rekreacyjną z altanką i sławojką. Zwykłym drewnianym kibelkiem, ale jednak zadbanym. Zamontowałam tam oświetlenie na solar, automatyczny odświeżacz powietrza, zostawiłam zapas papieru, nawet gazetki i krzyżówki. Żaden pająk nie miał tam nigdy dostępu.
Pewnego razu wprosili się do nas teściowie. Byłam akurat do późna w pracy, więc mąż zaproponował im spędzenie czasu na mojej działce.
Nawet się ucieszyłam - wcześniej nie było zbytnio okazji do spędzania z nimi czasu, więc uznałam, że to dobra okazja.
Wyszłam z pracy, jadę na działkę spotkać się z mężem i teściami...
Od razu w oczy rzucił mi się biały obiekt na mojej wychuchanej grządce z ziołami. Chusteczka.
Podchodzę bliżej, schylam się.
Papierzak. Oznaczony na brązowo. Obok drugi, dokładnie przez środek rządka rozmarynu.
Od razu, powstrzymując mdłości, lecę do męża.
"Słuchaj... Nie uwierzysz! Ktoś narobił nam w kwiatki!"
On kiwa głową, łapie mnie za rękę.
"Tak, bo wiesz co? Moi rodzice powiedzieli, że ich ciśnie po podróży. No a ta toaleta jest ohydna. Nigdy by do niej nie weszli, zwłaszcza mama..."
Poczułam, jak wzbiera we mnie paw.
"...No to pokazałem im inne ustronne miejsce. Te kwiatki i tak były jakieś takie marne"
Przepłakałam resztę dnia. Do samego rozwodu mąż i jego rodzice wypominali mi tę sytuację, mówiąc, że jestem niestabilna emocjonalnie. Tyle płakałam, a przecież nic się nie stało. Kwiatki i tak były do wyrzucenia.
Wwwa
Ocena:
108
(128)
Komentarze