Długo będzie, bo mnie SZLAG TRAFIA.
ZUS nasz ukochany - instytucja o mentalności rodem z głębokiej komuny, biurokratyczny potworek, w którym 90% pracowników czuje się absolutnie zwolnionych z obowiązku myślenia.
Sam problem już tu chyba kiedyś opisywałem, ale za każdym razem wraca w bardziej absurdalnej formie.
Tytułem wstępu: jestem wdowcem (w tym roku minęło 10 lat), mam troje dzieci. Dzieci w chwili śmierci Mamy miały lat 13, 11 oraz 7. Obecnie (jak łatwo obliczyć) mają 23, 21 i 17.
Dzieciom przysługuje renta rodzinna po zmarłej Mamie. Rentę taką dostaje się do ukończenia 18. roku życia - chyba, że się człowiek dalej uczy, wtedy do końca nauki, ale max. do 26. roku życia.
ZUS co roku wymaga zaświadczenia, że dane dziecko się uczy. O ile rozumiem konieczność takiego zaświadczenia dla pełnoletnich, o tyle w Polsce jest OBOWIĄZEK NAUKI do 18. r.ż., więc gdyby dziecko wcześniej "wypadło z systemu", to odpowiednie instytucje raczej by o tym wiedziały. Ergo - ZUS może bez kłopotu SPRAWDZIĆ, czy dziecko się uczy. Ale nie: rodzic dostaje list (papierowy, mimo, że rodzic dawno ma konto na platformie PueZUS…), żeby dostarczyć zaświadczenie. Oczywiście w każdym takim liście jest cała litania przepisów i paragrafów, na podstawie których rodzic MUSI to zrobić, bo jak nie, to.
Rzecz prosta po 18. urodzinach stosowne listy dostaje już nie rodzic, a sam delikwent. No i OK, tu rozumiem: skoro warunkiem otrzymywania renty po 18. r.ż. jest kontynuowanie nauki, to ZUS sprawdza, czy ją kontynuujesz.
Ale…
Od czasu pandemii ZUS ma dodatkowe hobby: otóż oprócz corocznego wezwania do zaświadczenia o kontynuowaniu nauki, co roku we wrześniu czy październiku żąda także zaświadczenia, że młody człowiek UCZYŁ SIĘ (czas przeszły) w poprzednim roku szkolnym / akademickim. Trzeba więc iść oddzielnie do sekretariatu szkoły / do dziekanatu po papierek potwierdzający, że w POPRZEDNIM roku szkolnym nie przerwało się nauki. Teoretycznie (!) taką kontrolę ZUS przeprowadza "wyrywkowo". W praktyce od 2021 CO ROKU żąda dostarczania takich papierków od całej trójki moich dzieci.
Kiedy mój starszy syn skończył liceum i poszedł na studia - oczywiście było to samo. Próbowaliśmy nawet dyskutować z panią na ZUSowskiej infolinii, że skoro we wrześniu 2020 dostarczył zaświadczenie, że się uczy w klasie maturalnej, a w październiku 2021 - że jest studentem pierwszego roku, to wynika z tego jednoznacznie, że SIĘ UCZYŁ przez cały poprzedni rok szkolny (2020/2021) i zdał maturę - przecież gdyby jej nie zdał, to NA LITOŚĆ BOSKĄ nie byłby teraz studentem, prawda?! Czyli ZUS żąda zaświadczenia z informacją, którą JUŻ MA.
Jak grochem o ścianę. Trać czas, idź po papierek (bo oczywiście jakiekolwiek zaświadczenie w formie elektronicznej / wydruk z PDF nie wchodzi w grę, papierek ma być, pieczątka, no!). Więc syn musiał pojechać do szkoły, w której już się nie uczył, tracąc na to dwie godziny w Warszawskich korkach.
Nie wiem - może dałoby się to jakoś przewalczyć, ale kto ma siły i czas użerać się z instytucją o właściwościach lotnych bloku betonu i ciągać się potem po sądach…
Teraz jednak mam sytuację, w której chyba będę zmuszony do użerania się i toczenia wojny.
Moja córka - jak tu już kiedyś pisałem - studiuje za granicą. Przez trzy lata studiowała w Wielkiej Brytanii (studia licencjackie, czyli college). I tak, co roku dostarczała zaświadczenie że dalej studiuje - i co roku kolejne zaświadczenie, że w poprzednim roku TEŻ studiowała (bo oczywiście - jak wyżej - sama informacja, że w poprzednim roku była na 1. roku, a teraz jest na 2. roku, ZUSowi nie wystarcza do wydedukowania, że ten pierwszy rok skończyła i go nie przerwała).
W lipcu tego roku córka skończyła college - i dostała się na studia magisterskie. I tu, proszę wycieczki, zaczyna się problem.
Bo studia magisterskie, które robi moja córka, są nie tylko na innej uczelni - są w innym kraju. Ba - są na innym kontynencie…
Oczywiście zaświadczenie z nowej uczelni, że córka studiuje, już do ZUS trafiło (z tłumaczeniem w wykonaniu tłumacza przysięgłego, bo takie są wymagania).
Ale to za mało. Właśnie odebrałem list z ZUS z żądaniem zaświadczenia, że córka uczyła się w roku 2024/2025 (na szczęście przed wyjazdem do UK podpisała stosowne papierki w ZUS, że mogę ją reprezentować). Trzeba dostarczyć w ciągu 14 dni.
Dzwonię na infolinię ZUS. Czekam 25 minut na połączenie z konsultantem. Jest.
Tłumaczę pani po drugiej stronie słuchawki: córka skończyła w tym roku studia licencjackie w Wielkiej Brytanii. Obecnie jest na studiach magisterskich w USA. Nie ma fizycznej możliwości pojechania do UK, żeby w Cambridge dostać zaświadczenie, że uczyła się pilnie w poprzednim roku.
A nie może tego załatwić on-line? No nie bardzo, bo wymagacie PAPIERKA, a nie zaświadczenia w PDF przesłanego mailem.
A nie może jej TAM (w Cambridge) ktoś odebrać i przesłać do Polski? No też nie bardzo, bo tam (podobnie zresztą jak u nas) kwestie związane z danymi osobowymi traktuje się dość poważnie i nikt nie wyda zaświadczenia zawierającego takie dane dowolnej osobie postronnej.
A czy, do jasnej cholery, sam fakt, że zaświadczenie sprzed roku mówiło o ostatnim roku studiów licencjackich, a obecnie przysłane - o studiach magisterskich, nie jest wystarczający, żeby stwierdzić, że przez CAŁY poprzedni rok moja córka studiowała?
Nie, bo nie.
Przestałem już liczyć, ile razy w ciągu tej rozmowy usłyszałem, że "ZUS ma prawo do przeprowadzenia kontroli wstecznej". Mojego pytania o sens kontrolowania (wstecznie) czegoś, co do czego nie ma żadnych wątpliwości, pani ewidentnie nie zrozumiała. Pytania o to, czy PRAWO do kontroli zwalnia z OBOWIĄZKU myślenia już nawet nie zadałem.
Jutro rano idę do ZUS w moim mieście - na szczęście pracujące tam urzędniczki znam jako przyjazne i pomocne. Zobaczymy - czy zaproponują jakieś sensowne rozwiązanie, czy rzeczywiście trzeba będzie iść na wojnę...
ZUS nasz ukochany - instytucja o mentalności rodem z głębokiej komuny, biurokratyczny potworek, w którym 90% pracowników czuje się absolutnie zwolnionych z obowiązku myślenia.
Sam problem już tu chyba kiedyś opisywałem, ale za każdym razem wraca w bardziej absurdalnej formie.
Tytułem wstępu: jestem wdowcem (w tym roku minęło 10 lat), mam troje dzieci. Dzieci w chwili śmierci Mamy miały lat 13, 11 oraz 7. Obecnie (jak łatwo obliczyć) mają 23, 21 i 17.
Dzieciom przysługuje renta rodzinna po zmarłej Mamie. Rentę taką dostaje się do ukończenia 18. roku życia - chyba, że się człowiek dalej uczy, wtedy do końca nauki, ale max. do 26. roku życia.
ZUS co roku wymaga zaświadczenia, że dane dziecko się uczy. O ile rozumiem konieczność takiego zaświadczenia dla pełnoletnich, o tyle w Polsce jest OBOWIĄZEK NAUKI do 18. r.ż., więc gdyby dziecko wcześniej "wypadło z systemu", to odpowiednie instytucje raczej by o tym wiedziały. Ergo - ZUS może bez kłopotu SPRAWDZIĆ, czy dziecko się uczy. Ale nie: rodzic dostaje list (papierowy, mimo, że rodzic dawno ma konto na platformie PueZUS…), żeby dostarczyć zaświadczenie. Oczywiście w każdym takim liście jest cała litania przepisów i paragrafów, na podstawie których rodzic MUSI to zrobić, bo jak nie, to.
Rzecz prosta po 18. urodzinach stosowne listy dostaje już nie rodzic, a sam delikwent. No i OK, tu rozumiem: skoro warunkiem otrzymywania renty po 18. r.ż. jest kontynuowanie nauki, to ZUS sprawdza, czy ją kontynuujesz.
Ale…
Od czasu pandemii ZUS ma dodatkowe hobby: otóż oprócz corocznego wezwania do zaświadczenia o kontynuowaniu nauki, co roku we wrześniu czy październiku żąda także zaświadczenia, że młody człowiek UCZYŁ SIĘ (czas przeszły) w poprzednim roku szkolnym / akademickim. Trzeba więc iść oddzielnie do sekretariatu szkoły / do dziekanatu po papierek potwierdzający, że w POPRZEDNIM roku szkolnym nie przerwało się nauki. Teoretycznie (!) taką kontrolę ZUS przeprowadza "wyrywkowo". W praktyce od 2021 CO ROKU żąda dostarczania takich papierków od całej trójki moich dzieci.
Kiedy mój starszy syn skończył liceum i poszedł na studia - oczywiście było to samo. Próbowaliśmy nawet dyskutować z panią na ZUSowskiej infolinii, że skoro we wrześniu 2020 dostarczył zaświadczenie, że się uczy w klasie maturalnej, a w październiku 2021 - że jest studentem pierwszego roku, to wynika z tego jednoznacznie, że SIĘ UCZYŁ przez cały poprzedni rok szkolny (2020/2021) i zdał maturę - przecież gdyby jej nie zdał, to NA LITOŚĆ BOSKĄ nie byłby teraz studentem, prawda?! Czyli ZUS żąda zaświadczenia z informacją, którą JUŻ MA.
Jak grochem o ścianę. Trać czas, idź po papierek (bo oczywiście jakiekolwiek zaświadczenie w formie elektronicznej / wydruk z PDF nie wchodzi w grę, papierek ma być, pieczątka, no!). Więc syn musiał pojechać do szkoły, w której już się nie uczył, tracąc na to dwie godziny w Warszawskich korkach.
Nie wiem - może dałoby się to jakoś przewalczyć, ale kto ma siły i czas użerać się z instytucją o właściwościach lotnych bloku betonu i ciągać się potem po sądach…
Teraz jednak mam sytuację, w której chyba będę zmuszony do użerania się i toczenia wojny.
Moja córka - jak tu już kiedyś pisałem - studiuje za granicą. Przez trzy lata studiowała w Wielkiej Brytanii (studia licencjackie, czyli college). I tak, co roku dostarczała zaświadczenie że dalej studiuje - i co roku kolejne zaświadczenie, że w poprzednim roku TEŻ studiowała (bo oczywiście - jak wyżej - sama informacja, że w poprzednim roku była na 1. roku, a teraz jest na 2. roku, ZUSowi nie wystarcza do wydedukowania, że ten pierwszy rok skończyła i go nie przerwała).
W lipcu tego roku córka skończyła college - i dostała się na studia magisterskie. I tu, proszę wycieczki, zaczyna się problem.
Bo studia magisterskie, które robi moja córka, są nie tylko na innej uczelni - są w innym kraju. Ba - są na innym kontynencie…
Oczywiście zaświadczenie z nowej uczelni, że córka studiuje, już do ZUS trafiło (z tłumaczeniem w wykonaniu tłumacza przysięgłego, bo takie są wymagania).
Ale to za mało. Właśnie odebrałem list z ZUS z żądaniem zaświadczenia, że córka uczyła się w roku 2024/2025 (na szczęście przed wyjazdem do UK podpisała stosowne papierki w ZUS, że mogę ją reprezentować). Trzeba dostarczyć w ciągu 14 dni.
Dzwonię na infolinię ZUS. Czekam 25 minut na połączenie z konsultantem. Jest.
Tłumaczę pani po drugiej stronie słuchawki: córka skończyła w tym roku studia licencjackie w Wielkiej Brytanii. Obecnie jest na studiach magisterskich w USA. Nie ma fizycznej możliwości pojechania do UK, żeby w Cambridge dostać zaświadczenie, że uczyła się pilnie w poprzednim roku.
A nie może tego załatwić on-line? No nie bardzo, bo wymagacie PAPIERKA, a nie zaświadczenia w PDF przesłanego mailem.
A nie może jej TAM (w Cambridge) ktoś odebrać i przesłać do Polski? No też nie bardzo, bo tam (podobnie zresztą jak u nas) kwestie związane z danymi osobowymi traktuje się dość poważnie i nikt nie wyda zaświadczenia zawierającego takie dane dowolnej osobie postronnej.
A czy, do jasnej cholery, sam fakt, że zaświadczenie sprzed roku mówiło o ostatnim roku studiów licencjackich, a obecnie przysłane - o studiach magisterskich, nie jest wystarczający, żeby stwierdzić, że przez CAŁY poprzedni rok moja córka studiowała?
Nie, bo nie.
Przestałem już liczyć, ile razy w ciągu tej rozmowy usłyszałem, że "ZUS ma prawo do przeprowadzenia kontroli wstecznej". Mojego pytania o sens kontrolowania (wstecznie) czegoś, co do czego nie ma żadnych wątpliwości, pani ewidentnie nie zrozumiała. Pytania o to, czy PRAWO do kontroli zwalnia z OBOWIĄZKU myślenia już nawet nie zadałem.
Jutro rano idę do ZUS w moim mieście - na szczęście pracujące tam urzędniczki znam jako przyjazne i pomocne. Zobaczymy - czy zaproponują jakieś sensowne rozwiązanie, czy rzeczywiście trzeba będzie iść na wojnę...
ZUS
Ocena:
170
(184)
janhalb
Komentarze