Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92509

przez ~muyz ·
| Do ulubionych
Ja tylko chciałam przestrzec...

Moje dzieciątko potrzebowało jakiś czas temu korepetycji z matmy. Sama w czasach studenckich dawałam korki, więc wiem, że zazwyczaj wygląda to tak, że najniższe stawki mają studenci czy uczniowie, którzy dopiero uczą się wdzięcznego zawodu edukatora, zaś doświadczeni nauczyciele cenią się wyżej. Wyszłam więc założenia, że lepiej zapłacić więcej za profesjonalną robotę.

Ale w ostatnich czasach chyba coś się zmieniło.

Otóż polecono mi pewną panią, powiedzieć, że gwiazda to za dużo, ale powiedzmy, że pani znana, aktywna na social mediach, nowoczesna, kilkanaście lat doświadczenia. Cena 200 zł/h, więc powinna iść za tym jakaś jakość. Na pierwszych zajęciach z synem był mąż, lekcja w 90% składała się z czynności zapoznawczych (gdzie syn ma zaległości, co obecnie przerabiają w szkole itd - ale to zajęło 10 min), w tym większość to narzekania pani nauczycielki... na wszystko. Na szkołę, na rodziców, na uczniów, na jej pracę. Oczywiście, za tę przyjemność skasowała regularną stawkę, ale to jeszcze ok. Gorzej, że kolejna lekcja (już bez obecności rodziców), zdaniem syna wyglądała podobnie, rozwiązanie 2-3 zadań (równań w sensie), po czym gadka na tematy prywatne.

Na trzecią lekcję zawiozłam syna ja, więc przy okazji poprosiłam panią, aby możliwe przerobiła z synem chociaż jedno całe zadanie z podręcznika (kilka równań), na co pani żachnęła się, że jak wiem lepiej, jak ma wykonywać swoją pracę, to mogę to robić sama. Dobra, zamknęłam się. Kilka następnych lekcji - syn zdaje się lepiej kumać, wydaje się być zadowolony, więc pomyślałam, że to ja się myliłam i niepotrzebnie się wtrącałam. Udało napisać się sprawdzian na 3 (gdzie wcześniej 1 byłoby murowane), więc myślę sobie, super, lekcje się opłacają.

Tyle, że... nie. Otóż, słuchajcie jak fantastycznie pani korepetytorka postanowiła zorganizować sobie pracę i optymalizować zarobki.

Syn bowiem powiedział, że lekcje wyglądały mniej więcej tak - korepetytorka przerabiała z nim na szybko 1-2 przykłady, po czym zasadzała go na zasadzie "to ty teraz zrób, a ja zaraz sprawdzę". po czym wychodziła sobie z pokoju na pół godziny. W tym czasie z synem w pokoju siedział syn nauczycielki, dwa lata starszy od niego i pomagał w razie trudności. Nauczycielka wracała pod koniec lekcji, pokazywała jeszcze to i owo na przykładach, i cyk. 60 min. minęło, 200 zł się należy.

Skonfrontowałam korepetytorkę, a on odparła, że owszem, czasem pomaga jej syn, który jej zdaniem jest tak samo kompetentny jak ona (chłopak wtedy chodził do 2 klasy liceum) i ona ma prawo organizować sobie pracę, tak jak uważa za stosowne.

A teraz coś o sile social mediów.
Otóż jak napisałam, nauczycielka była w tym obszarze aktywna. Po rezygnacji z jej usług, napisałam komentarz pod postem, opisując praktyki, z którymi mieliśmy do czynienia i wiecie co? Mało kto widział w tym coś złego. Zostałam nazwaną hejterką, roszczeniową madką i do tej pory nie wiem? Czy te komentarze pisały boty czy ludzie, którzy mają tak sprane łby, że nie widzą nic złego w tym, że osoba oferująca usługi w górnej półce cenowej, argumentując to doświadczeniem i kompetencjami, za plecami osób płacących obsadza do pracy dzieciaka, który nie ma żadnych kompetencji.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (145)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…