Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92517

przez ~RitaMarino ·
| Do ulubionych
Moja mama ma osobowość narcystyczną. Razem z moimi siostrami dzieciństwo miałyśmy ciężkie, głównie z uwagi na jej przemoc psychiczną, karanie ciszą i nastawianie nas przeciwko sobie.

Za każdym razem gdy coś się działo w rodzinie, co jej nie dotyczyło bezpośrednio, to zawsze starała się być w centrum uwagi. Gdy zdradzała naszego ojca, to z siebie zrobiła ofiarę, a z niego okropnego człowieka, który to on zdradził ją wcześniej. Dodam że nigdy takiej sytuacji nie było i tata był spokojnym człowiekiem, którego interesowały wyłącznie praca i dom.

Oczywiście rozwiedli się, a mama z ówczesnym kochankiem zaczęła pomieszkiwać raz u niego a raz u nas w domu. Z biegiem czasu jednak przenieśli się do niego i tu zaczęły trochę dziać się cyrki. Moje siostry gdy zakładały rodziny były zdane głównie na siebie. Gdy najbardziej potrzebowałyśmy jej - była zajęta sobą i swoim kochankiem. Po jakimś czasie wzięli ślub, żadnej z nas na nim nie było.

Z biegiem czasu nauczyłyśmy się radzić sobie bez niej i każdej z nas jakoś się układało. Za każdym razem gdy już było dobrze i czułam stabilizację, wracała znów i robiła bajzel. Znów się człowiek pozbierał i znów zaczynało się od nowa. I tak w kółko. Jak wspominałam, nasza mama uwielbia być w centrum uwagi i uwielbia robić z siebie ofiarę. Nie potrafiła nawet pozwolić mi cieszyć się przygotowaniami do ślubu. Umówiłam jej makijaż i fryzjera w tym samym miejscu co i sobie, przy czym powiedziałam jej że wszystkie koszty biorę na siebie. Zmieniła zdanie raz, że jednak nie chce. Uznałam że nie będę jej męczyć, bo wiem że nie lubi się malować. Jakiś czas później gdy z nią rozmawiałam, stwierdziła że jednak skorzysta. Więc po raz kolejny zmieniałam ustalenia z makijażystką i fryzjerką. Powtarzałam jej wielokrotnie że miesiąc przed weselem musimy podać listę gości, bo wszystko jest organizowane w sali weselnej i właścicielka musi zaplanować wszystko.

Nie podobało jej się to, że musi się określić, bo jak stwierdziła "przecież są sytuacje losowe" albo "nie wiadomo jak to będzie". W międzyczasie pokłóciła się ze swoim drugim mężem i stwierdziła że zrobi mu karę i go nie weźmie, pech jednak chciał że musiałam podać już listę gości. Pytałam jej trzy razy czy jest pewna, cały czas utrzymywała że tak. Jednak tydzień później znów odezwała się z informacją, że ona jednak nie chce ani makijażu ani fryzjera, a na salę nie przyjdzie, tylko do kościoła. Zapytałam co się nagle stało, stwierdziła że ona nie chce aby ktokolwiek się do niej dokładał i że jak ja to sobie wyobrażam że ona ma przyjść sama bez męża. Zapytałam - czy nie przeszło jej przez myśl, że gdy powiedziała mi, że przychodzi sama, to że jego nie będzie, stwierdziła że - ale jak my to sobie wyobrażamy że każdy przyjdzie z kimś a ona sama.

Robiła problem o błogosławieństwo przed ślubem. Szalę goryczy przelał fakt, że oczerniała mnie i mojego męża do sióstr i jej mężów. Mówiła naprawdę niestworzone rzeczy, do tego stopnia, że gdy to usłyszałam byłam naprawdę wściekła. Mówiła, że to nasza wina, że jej mąż nie idzie, bo nie wpisaliśmy go na listę gości, że dla mojego męża liczy się wyłącznie jego rodzina bo ma pieniądze, że ona nie lubi do nas przyjeżdżać bo źle się u nas czuję. A to tylko czubek góry lodowej. To że gadała na mnie to jedno, ale nie mogłam przeżyć faktu, że zaczęła mówić na mojego męża, od którego miała wiele pomocy, i w żaden sposób nie wypowiedział się o niej źle.

Napisałam do niej litanie, aby wyprostować wszystko i nie pozostawić jej żadnych wątpliwości. Poprosiłam żeby nie fatygowała się ani na błogosławieństwo, ani do kościoła. Od tamtej pory nie rozmawiamy ze sobą i chyba pierwszy raz od dłuższego czasu czuję ulgę.

Kujawsko-pomorskie

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (163)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…