Mój brat (B) jest inżynierem, ja pracuję w korpo. On mi przykręca półki i wymienia baterie w czujnikach dymu, ja mu czytam listy z urzędów i tłumaczę z korpo-bełkotu na ludzki. Mieszkamy od wielu, wielu lat w Anglii.
Na początku października B dzwoni do mnie, niesamowicie wku... eh, zdenerwowany. Po pięciu minutach chaotycznych bluzgów udaje mi się w końcu z niego wyciągnąć jakieś w miarę sensowne szczegóły. Otóż do końca 2024 roku B był klientem BT, angielskiego odpowiednika Orange (czy raczej Telekomunikacji Polska jak to kiedyś było), gdzie miał umowę na telefon stacjonarny, telewizję i internet. Jak to na wolnym rynku bywa, znalazł lepszą ofertę z innym dostawcą, umowę BT wypowiedział zgodnie z warunkami, więc BT przyjęło do wiadomości i kazało oddać sprzęt. B wysłał modemy, kable i te inne ustrojstwa przesyłką z opcją śledzenia i potwierdzenia odbioru w grudniu 2024 i od stycznia tego roku śmigał na Wifi od nie-BT.
Również od stycznia tego roku, BT z uporem maniaka wysyłało B rachunki za kolejne miesiące usługi której już nie dostarczało. B uprzejmie dzwonił na infolinię po otrzymaniu rachunków, gdzie wyjaśniał sprawę i pytał o co kaman. Konsultant przyznawał mu rację, że rzeczywiście B już nie jest klientem, że system „miał błąd” i że on już to naprawia i rachunek będzie anulowany.
I tak co miesiąc. Jakoś co kwartał Brat zamiast dzwonić pisał maila, załączając potwierdzenie od BT że umowa została rozwiązana, plus dowód na to że sprzęt został zwrócony z potwierdzeniem odbioru. BT przepraszało, mówiło że poprawi w systemie. I co miesiąc B dostawał rachunek, więc powtarzał się paragraf wyżej.
I w końcu przyszedł Armagedon. W październiku B dostał maila, że jego znakomita zdolność kredytowa, jego duma i skarb, wychuchana i pielęgnowana latami płacenia rachunków na czas i ostrożnych decyzji finansowych – poszła się chędożyć. W skrócie – jest dłużnikiem BT w kwocie ponad tysiąca funtów brytyjskich, BT będzie przekazywało dług do egzekucji komornikowi czy jakoś tak, a B jest w ciemniej doopie bo ze zdolnością kredytową na zero nikt mu nawet funta na milion procent nie pożyczy.
B zadzwonił do Experiana (firma ktora monitoruje te zdolności kredytowe) gdzie mu powiedzieli że on to ma sobie wyjaśnić z BT. B zadzwonił do BT, gdzie mu powiedzieli że jest „błąd systemu” i on w sumie nie powinien dostawać tych rachunków, ale że nie odesłał sprzętu, oni mu dalej naliczali za serwis.
Tu B puściły nerwy i jak im w dosadnych słowach wyjaśnił ze już TRZY RAZY im wysyłał dowód zwrotu sprzętu, agent BT stwierdził że on musi porozmawiać z kierownikiem i się rozłączył.
Dzień później B dostał maila w którym BT potwierdza że bezpodstawnie naliczali mu rachunek co miesiąc za usługę i już to anulowali, ale jeszcze im musi zapłacić pięć dyszek za nieodesłany sprzęt i wtedy oni go usuną z listy dłużników i B może sobie od nowa budować zdolność kredytową.
To w tym momencie załamany B zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Ktoś mu podpowiedział ze z tym można się udać do Rzecznika Praw Konsumenta, ale on nie umie w pisanie i siostra pomóż. Siostra umie w pisanie, siostra znalazła odpowiednią stronę internetową, wypełniła formularz, napisała dramatyzowany esej o tragicznym rozpadzie związku Brata z BT, popartym dowodami w postaci załączonych maili. Było wszystko - zarówno potwierdzenie odbioru sprzętu, maile z BT przyznające się do kolejnych „błędów systemu” których i tak potem nie naprawiano, szkody emocjonalne i rozstrój nerwowy B, zakończone mało subtelnym zasugerowaniem że BT próbuje zastraszyć byłego klienta przez nielegalne wymuszenie opłat.
Tu szacun dla Rzecznika. W ciągu niecałych dwóch tygodni sprawa została rozpatrzona, z BT przyszedł email że konto jest wyzerowane i zamknięte (bez nawet jednego słowa „przepraszamy”) i po 24 godzinach zdolność kredytowa magicznie zmieniła się na „doskonałą” (excellent). Bratu została trauma i tik nerwowy za każdym razem razem jak widzi logo BT, a ja mam obiecany zestaw Lego od Mikołaja za bycie dobrym pomocnikiem. Tylko powiem Mikołajowi żeby nie zapomniał wysłać przesyłką ze śledzeniem i potwierdzeniem doręczenia.
Na początku października B dzwoni do mnie, niesamowicie wku... eh, zdenerwowany. Po pięciu minutach chaotycznych bluzgów udaje mi się w końcu z niego wyciągnąć jakieś w miarę sensowne szczegóły. Otóż do końca 2024 roku B był klientem BT, angielskiego odpowiednika Orange (czy raczej Telekomunikacji Polska jak to kiedyś było), gdzie miał umowę na telefon stacjonarny, telewizję i internet. Jak to na wolnym rynku bywa, znalazł lepszą ofertę z innym dostawcą, umowę BT wypowiedział zgodnie z warunkami, więc BT przyjęło do wiadomości i kazało oddać sprzęt. B wysłał modemy, kable i te inne ustrojstwa przesyłką z opcją śledzenia i potwierdzenia odbioru w grudniu 2024 i od stycznia tego roku śmigał na Wifi od nie-BT.
Również od stycznia tego roku, BT z uporem maniaka wysyłało B rachunki za kolejne miesiące usługi której już nie dostarczało. B uprzejmie dzwonił na infolinię po otrzymaniu rachunków, gdzie wyjaśniał sprawę i pytał o co kaman. Konsultant przyznawał mu rację, że rzeczywiście B już nie jest klientem, że system „miał błąd” i że on już to naprawia i rachunek będzie anulowany.
I tak co miesiąc. Jakoś co kwartał Brat zamiast dzwonić pisał maila, załączając potwierdzenie od BT że umowa została rozwiązana, plus dowód na to że sprzęt został zwrócony z potwierdzeniem odbioru. BT przepraszało, mówiło że poprawi w systemie. I co miesiąc B dostawał rachunek, więc powtarzał się paragraf wyżej.
I w końcu przyszedł Armagedon. W październiku B dostał maila, że jego znakomita zdolność kredytowa, jego duma i skarb, wychuchana i pielęgnowana latami płacenia rachunków na czas i ostrożnych decyzji finansowych – poszła się chędożyć. W skrócie – jest dłużnikiem BT w kwocie ponad tysiąca funtów brytyjskich, BT będzie przekazywało dług do egzekucji komornikowi czy jakoś tak, a B jest w ciemniej doopie bo ze zdolnością kredytową na zero nikt mu nawet funta na milion procent nie pożyczy.
B zadzwonił do Experiana (firma ktora monitoruje te zdolności kredytowe) gdzie mu powiedzieli że on to ma sobie wyjaśnić z BT. B zadzwonił do BT, gdzie mu powiedzieli że jest „błąd systemu” i on w sumie nie powinien dostawać tych rachunków, ale że nie odesłał sprzętu, oni mu dalej naliczali za serwis.
Tu B puściły nerwy i jak im w dosadnych słowach wyjaśnił ze już TRZY RAZY im wysyłał dowód zwrotu sprzętu, agent BT stwierdził że on musi porozmawiać z kierownikiem i się rozłączył.
Dzień później B dostał maila w którym BT potwierdza że bezpodstawnie naliczali mu rachunek co miesiąc za usługę i już to anulowali, ale jeszcze im musi zapłacić pięć dyszek za nieodesłany sprzęt i wtedy oni go usuną z listy dłużników i B może sobie od nowa budować zdolność kredytową.
To w tym momencie załamany B zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Ktoś mu podpowiedział ze z tym można się udać do Rzecznika Praw Konsumenta, ale on nie umie w pisanie i siostra pomóż. Siostra umie w pisanie, siostra znalazła odpowiednią stronę internetową, wypełniła formularz, napisała dramatyzowany esej o tragicznym rozpadzie związku Brata z BT, popartym dowodami w postaci załączonych maili. Było wszystko - zarówno potwierdzenie odbioru sprzętu, maile z BT przyznające się do kolejnych „błędów systemu” których i tak potem nie naprawiano, szkody emocjonalne i rozstrój nerwowy B, zakończone mało subtelnym zasugerowaniem że BT próbuje zastraszyć byłego klienta przez nielegalne wymuszenie opłat.
Tu szacun dla Rzecznika. W ciągu niecałych dwóch tygodni sprawa została rozpatrzona, z BT przyszedł email że konto jest wyzerowane i zamknięte (bez nawet jednego słowa „przepraszamy”) i po 24 godzinach zdolność kredytowa magicznie zmieniła się na „doskonałą” (excellent). Bratu została trauma i tik nerwowy za każdym razem razem jak widzi logo BT, a ja mam obiecany zestaw Lego od Mikołaja za bycie dobrym pomocnikiem. Tylko powiem Mikołajowi żeby nie zapomniał wysłać przesyłką ze śledzeniem i potwierdzeniem doręczenia.
zagranica
Ocena:
164
(172)
Komentarze