Moja poprzednia dzisiejsza historia z czasów kanarskich przypomniała mi jeszcze jedną sytuację z pasażerami z Ameryki Południowej.
Razem z dwiema koleżankami rozpoczęliśmy kontrolę w autobusie. Sprawdzam państwa, którzy po odcieniu skóry można wnioskować, że są z Ameryki Południowej właśnie. Pan pokazuje dwa bilety całodzienne, które są nieskasowane. Pan łamanym polsko-angielskim na moje pytanie czemu bilety są nieskasowane odpowiada, że nie wiedział i że skasuje je teraz (a trzeba dodać, że siedział przy kasowniku).
Odpowiedziałem mu, że teraz już nie ma co kasować biletów, ponieważ trwa kontrola i bilety są nieskasowane, a gdy Pan zorientował się, że ani ja ani jedna z koleżanek nie odpuścimy, nagle zapomniał i polskiego, i angielskiego i dalsza rozmowa odbywała się za pomocą translatora Google. Pan twierdził, że nie mają dokumentów, że nie wiedzieli jeszcze jak kasować bilety (przypominam siedział przy kasowniku, a na tej linii jest duży przemiał pasażerów, więc na pewno widzieli, jak ludzie kasują bilety dosłownie pod ich nosem). Jego partnerka okazała się trochę mądrzejsza, bo na nasze pytanie czy mają chociaż zdjęcia swoich paszportów powiedziała, że tak. W związku z czym warunkowo zaczęliśmy wypisywać im wezwania na podstawie zdjęć paszportów.
Gdy koleżance brakowało już tylko którejś z danych pani, czy to daty wydania dokumentu czy daty urodzenia, pasażer nagle wyrwał jej telefon i powiedział, że nie, on chce poczekać na granicznych. Na nasze stwierdzenie, że może to załatwić polubownie, bo jego partnerka już jest zdenerwowana ewidentnie na niego, bo na niego krzyczy i żeby nie dokładać jej stresu niech odda jej ten telefon, wypisujemy wezwania, i oni mogą iść sobie w swoją stronę. W końcu dał się przekonać i oddał swoje partnerce telefon. Ta pokazała z powrotem zdjęcie swojego paszportu i potem jego paszportu.
Wezwania wypisane, wytłumaczyliśmy co i jak. Odwołaliśmy Straż Graniczną i sprawa mogłaby się tutaj zakończyć.
Po dojechaniu do krańcówki państwo zapytali nas jak mają teraz dojechać tam, gdzie chcieli się znaleźć. Powiedzieliśmy im, że muszą wsiąść w tramwaj tej i tej linii i pojechać nim aż do samego końca i będą na miejscu. Z braku laku też musieliśmy wsiąść w ten tramwaj, ponieważ nie mieliśmy innej możliwości. W tramwaju pan cały czas łaził za moją koleżanką i wypytywał ją, znowu po polsku, czyli umiał „to gdzie ta policja?” Gdy my wysiedliśmy na jednym z przystanków, oni wysiedli za nami. Powiedziałem im, że to jest tramwaj, którym mogą sobie jechać tam, gdzie chcieli, ale nie zdążyli już do niego wrócić.
Stojąc na przystanku, druga koleżanka zagaiła o coś siedzących tam pasażerów, a wspomniany Kolumbijczyk podszedł do nas i pyta co z tą Policją? Odpowiadamy mu więc przez translator Google, że już mówiliśmy, że Straż Graniczna jest odwołana, dostali wezwania i mogą je zapłacić później, więc nie wiemy po co oni z nami wysiadali z tramwaju, o którym mówiliśmy, że mogą nim dojechać do swojego celu. Pan zaczął w nerwach coś krzyczeć. Nie znam hiszpańskiego, ale wiem co znaczy w tym języku słowo perro (pies) więc analogicznie słowo perra będzie oznaczało suka. W tym momencie zarówno obie koleżanki jak i ja powiedzieliśmy panu już w paru dosadnych słowach, żeby uważał na słowa, bo koleżanki nie pozwolą sobie, żeby tak je nazywał, a ja tym bardziej stanę w ich obronie. Nagle pan stchórzył i razem ze swoją partnerką odeszli w siną dal.
Ja wiem, że to jest zawód, którego pasażerowie nie lubią, ale bez przesady. Nie masz biletu albo nie skasowałeś? Trudno, weź to na klatę, bo kombinowanie, zwłaszcza w głupi sposób i wyzywanie kontrolerów do niczego nie doprowadzi.
Razem z dwiema koleżankami rozpoczęliśmy kontrolę w autobusie. Sprawdzam państwa, którzy po odcieniu skóry można wnioskować, że są z Ameryki Południowej właśnie. Pan pokazuje dwa bilety całodzienne, które są nieskasowane. Pan łamanym polsko-angielskim na moje pytanie czemu bilety są nieskasowane odpowiada, że nie wiedział i że skasuje je teraz (a trzeba dodać, że siedział przy kasowniku).
Odpowiedziałem mu, że teraz już nie ma co kasować biletów, ponieważ trwa kontrola i bilety są nieskasowane, a gdy Pan zorientował się, że ani ja ani jedna z koleżanek nie odpuścimy, nagle zapomniał i polskiego, i angielskiego i dalsza rozmowa odbywała się za pomocą translatora Google. Pan twierdził, że nie mają dokumentów, że nie wiedzieli jeszcze jak kasować bilety (przypominam siedział przy kasowniku, a na tej linii jest duży przemiał pasażerów, więc na pewno widzieli, jak ludzie kasują bilety dosłownie pod ich nosem). Jego partnerka okazała się trochę mądrzejsza, bo na nasze pytanie czy mają chociaż zdjęcia swoich paszportów powiedziała, że tak. W związku z czym warunkowo zaczęliśmy wypisywać im wezwania na podstawie zdjęć paszportów.
Gdy koleżance brakowało już tylko którejś z danych pani, czy to daty wydania dokumentu czy daty urodzenia, pasażer nagle wyrwał jej telefon i powiedział, że nie, on chce poczekać na granicznych. Na nasze stwierdzenie, że może to załatwić polubownie, bo jego partnerka już jest zdenerwowana ewidentnie na niego, bo na niego krzyczy i żeby nie dokładać jej stresu niech odda jej ten telefon, wypisujemy wezwania, i oni mogą iść sobie w swoją stronę. W końcu dał się przekonać i oddał swoje partnerce telefon. Ta pokazała z powrotem zdjęcie swojego paszportu i potem jego paszportu.
Wezwania wypisane, wytłumaczyliśmy co i jak. Odwołaliśmy Straż Graniczną i sprawa mogłaby się tutaj zakończyć.
Po dojechaniu do krańcówki państwo zapytali nas jak mają teraz dojechać tam, gdzie chcieli się znaleźć. Powiedzieliśmy im, że muszą wsiąść w tramwaj tej i tej linii i pojechać nim aż do samego końca i będą na miejscu. Z braku laku też musieliśmy wsiąść w ten tramwaj, ponieważ nie mieliśmy innej możliwości. W tramwaju pan cały czas łaził za moją koleżanką i wypytywał ją, znowu po polsku, czyli umiał „to gdzie ta policja?” Gdy my wysiedliśmy na jednym z przystanków, oni wysiedli za nami. Powiedziałem im, że to jest tramwaj, którym mogą sobie jechać tam, gdzie chcieli, ale nie zdążyli już do niego wrócić.
Stojąc na przystanku, druga koleżanka zagaiła o coś siedzących tam pasażerów, a wspomniany Kolumbijczyk podszedł do nas i pyta co z tą Policją? Odpowiadamy mu więc przez translator Google, że już mówiliśmy, że Straż Graniczna jest odwołana, dostali wezwania i mogą je zapłacić później, więc nie wiemy po co oni z nami wysiadali z tramwaju, o którym mówiliśmy, że mogą nim dojechać do swojego celu. Pan zaczął w nerwach coś krzyczeć. Nie znam hiszpańskiego, ale wiem co znaczy w tym języku słowo perro (pies) więc analogicznie słowo perra będzie oznaczało suka. W tym momencie zarówno obie koleżanki jak i ja powiedzieliśmy panu już w paru dosadnych słowach, żeby uważał na słowa, bo koleżanki nie pozwolą sobie, żeby tak je nazywał, a ja tym bardziej stanę w ich obronie. Nagle pan stchórzył i razem ze swoją partnerką odeszli w siną dal.
Ja wiem, że to jest zawód, którego pasażerowie nie lubią, ale bez przesady. Nie masz biletu albo nie skasowałeś? Trudno, weź to na klatę, bo kombinowanie, zwłaszcza w głupi sposób i wyzywanie kontrolerów do niczego nie doprowadzi.
komunikacja_miejska pasażerowie
Ocena:
89
(97)
Kacek3city
Komentarze