W pobliżu mojego miejsca zamieszkania jest duży park ciągnący się przez obszar ładnych paru hektarów i przechodzący w las. Jest to więc bardzo częste miejsce spacerów mieszkańców, ale też organizowania imprez i wydarzeń kulturalnych.
Pewnego słonecznego dnia na jednej z polanek, dość znana w mojej miejscowości trenerka zwierząt, urządziła niewielki pokaz połączony z możliwością przeprowadzona treningu swojego psa. Jak dla mnie wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie, psy na smyczach, w kagańcach, przy właścicielach. Przechodziłam niedaleko i obserwowałam jak pokaz przerywa przypadkowy pies, który dobiegł do zgromadzenia, ewidentnie próbując zapoznać się z innymi psami. Trenerka zarządziła przerwę i poleciła brak reakcji na przypadkowego gościa.
Tymczasem pies nadal biegał luzem pomiędzy poszczególnymi uczestnikami, nie miał ani kagańca i nic nie wskazywał by zerwał się ze smyczy. Trwało to jakiś czas, stanowczo za długo, a uczestnicy spotkania spokojnie czekali. Właścicielkami okazały się dwie kobiety stojące w pewnej odległości na ścieżce, gdzie akurat przechodziłam. Najpierw przyglądały się sytuacji, nie podejmując żadnego działania, pomimo że pies (bez smyczy i kagańca) ewidentnie zakłócał zajęcia. Komentarz jednej z ich przebił jednak wszystko gdy zwróciła się od koleżanki - "Zabierz może "imię psa", bezczelnie robią takie zgromadzenia, ktoś powinien ich zamknąć". Tak, ich biegającemu luzem psu przeszkadzały zajęcia w publicznym parku.
Pewnego słonecznego dnia na jednej z polanek, dość znana w mojej miejscowości trenerka zwierząt, urządziła niewielki pokaz połączony z możliwością przeprowadzona treningu swojego psa. Jak dla mnie wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie, psy na smyczach, w kagańcach, przy właścicielach. Przechodziłam niedaleko i obserwowałam jak pokaz przerywa przypadkowy pies, który dobiegł do zgromadzenia, ewidentnie próbując zapoznać się z innymi psami. Trenerka zarządziła przerwę i poleciła brak reakcji na przypadkowego gościa.
Tymczasem pies nadal biegał luzem pomiędzy poszczególnymi uczestnikami, nie miał ani kagańca i nic nie wskazywał by zerwał się ze smyczy. Trwało to jakiś czas, stanowczo za długo, a uczestnicy spotkania spokojnie czekali. Właścicielkami okazały się dwie kobiety stojące w pewnej odległości na ścieżce, gdzie akurat przechodziłam. Najpierw przyglądały się sytuacji, nie podejmując żadnego działania, pomimo że pies (bez smyczy i kagańca) ewidentnie zakłócał zajęcia. Komentarz jednej z ich przebił jednak wszystko gdy zwróciła się od koleżanki - "Zabierz może "imię psa", bezczelnie robią takie zgromadzenia, ktoś powinien ich zamknąć". Tak, ich biegającemu luzem psu przeszkadzały zajęcia w publicznym parku.
Ocena:
126
(138)
FiletowyKolnierzyk
Komentarze