Ostatnio wchodząc na piekielnych agresywnie wyświetlają mi się reklamy firmy, która skutecznie podniosła mi w tym roku ciśnienie. Skoro rok dobiega końca to zrzucę z siebie tę historię.
Słowem wstępu:
Na co dzień zajmuję się wysyłką zamówień internetowych oraz obsługą zwrotów.
Zwrot środków musi się odbyć w najbliższym możliwym czasie od otrzymania przesyłki zwrotnej, ale nie może przekroczyć 14 dni.
Paczki zwrotne zazwyczaj udaje nam się przerobić i pozwracać środki tego samego dnia, w którym je otrzymaliśmy lub w najgorszym wypadku następnego dnia. W zwrotach czasami zdarzą się paczki nieodebrane- jeśli klient nie zgłosił, że paczki omyłkowo nie odebrał/nie zdążył (w przypadku paczkomatu) to pieniądze również zwracamy od razu. Jeśli klient zgłosił nam taką sytuację, to paczkę przepakowujemy i leci ponownie do klienta.
I tu mogę przejść do sedna. W kwietniu przy zamawianiu swoich kosmetyków, mąż poprosił mnie o zakup jakiegoś smarowidła dla siebie. Zamówienie złożyłam przez Hebe, ale trafiło ono bezpośrednio do firmy skąd zamówiłam balsam dla męża. Wysyłka niby miała się odbyć w ciągu 2 dni roboczych. Minęły dwa tygodnie. Jedyny mail jaki dostałam był od Hebe z potwierdzeniem całości zamówienia i maile dotyczące drugiej części zamówienia z moimi kosmetykami- te przyszły planowo. Przyznam szczerze, miałam ogromny nawał roboty, a nie było to pilne, więc stwierdziłam okej, będziemy czekać dalej.
Po prawie miesiącu dostaję maila od inposta, że moja paczka wraca do nadawcy. Tylko w aplikacji nie było wprowadzonej paczki, jedyny mail jaki otrzymałam to ten o powrocie z linkiem do śledzenia, smsów żadnych- no ewidentny błąd na linii przewoźnika. Tego samego dnia napisałam bezpośrednio do sprzedawcy maila podając mu wszystkie możliwe informacje (które sama chciałabym dostawać) by ułatwić znalezienie zamówienia oraz numer paczki zwrotnej, by po otrzymaniu zwrotu nadali go ponownie. Byłam nawet chętna na opłacenie wysyłki paczki, chociaż nie zawiniłam- z drugiej strony oni również nie.
Tylko na odpowiedź czekałam ponad tydzień, a w odpowiedzi dostałam "proszę podać numer zamówienia i numer przesyłki"- ręce mi opadły i aż korciło, by odpisać "Proszę zapoznać się ponownie z treścią poprzedniej wiadomości". Stwierdziłam, że nie mam do tego cierpliwości, finalnie nie odpisałam im nic wiedząc, że przy braku kontaktu i tak zmuszeni będą zwrócić pieniądze.
Minęły ustawowe 14 dni (paczka już dawno była u nich), dałam im jeszcze swoje własne dodatkowe 7 dni i nasmarowałam kolejnego maila z zapytaniem o zwrot pieniędzy, zamieszczając screeny ze śledzenia paczki i ponownie numer zamówienia, zaznaczając, że termin zwrotu środków już dawno minął.
Odpowiedź dostałam i szczękę zbierałam z podłogi. "Jeśli nie napisała Pani, że paczka do nas wróciła to dlatego nie było zwrotu" - co proszę? To zwrotów się teraz nie otwiera? Przepisy nie dotyczą? To trzeba się anonsować, że coś zwracasz? Gdyby człowiek nie pracował przy wysyłce to może by się dał nabrać, przysięgam większej bzdury nie słyszałam. Żeby nie było, to nie jest tak, że pracuję w firmie krzak wysyłającej 5 paczek- to nadal jest firma krzak, ale paczki oscylują w granicach 500 dziennie w najgorętszym okresie marzec- wrzesień i ilości zwrotów są w okolicach 70 dziennie. Nie wyobrażam sobie nie otwierać zwrotów dopóki klient tego nie napisze, nie dość że bzdura to jeszcze niepraktyczne. Już pomijam fakt, że maila o tym, że paczka do nich wraca przecież napisałam.
Koniec końców zwrot środków zlecili, ale niesmak pozostał i patrząc na te reklamy, wciąż się zastanawiam jak ta firma funkcjonuje.
Słowem wstępu:
Na co dzień zajmuję się wysyłką zamówień internetowych oraz obsługą zwrotów.
Zwrot środków musi się odbyć w najbliższym możliwym czasie od otrzymania przesyłki zwrotnej, ale nie może przekroczyć 14 dni.
Paczki zwrotne zazwyczaj udaje nam się przerobić i pozwracać środki tego samego dnia, w którym je otrzymaliśmy lub w najgorszym wypadku następnego dnia. W zwrotach czasami zdarzą się paczki nieodebrane- jeśli klient nie zgłosił, że paczki omyłkowo nie odebrał/nie zdążył (w przypadku paczkomatu) to pieniądze również zwracamy od razu. Jeśli klient zgłosił nam taką sytuację, to paczkę przepakowujemy i leci ponownie do klienta.
I tu mogę przejść do sedna. W kwietniu przy zamawianiu swoich kosmetyków, mąż poprosił mnie o zakup jakiegoś smarowidła dla siebie. Zamówienie złożyłam przez Hebe, ale trafiło ono bezpośrednio do firmy skąd zamówiłam balsam dla męża. Wysyłka niby miała się odbyć w ciągu 2 dni roboczych. Minęły dwa tygodnie. Jedyny mail jaki dostałam był od Hebe z potwierdzeniem całości zamówienia i maile dotyczące drugiej części zamówienia z moimi kosmetykami- te przyszły planowo. Przyznam szczerze, miałam ogromny nawał roboty, a nie było to pilne, więc stwierdziłam okej, będziemy czekać dalej.
Po prawie miesiącu dostaję maila od inposta, że moja paczka wraca do nadawcy. Tylko w aplikacji nie było wprowadzonej paczki, jedyny mail jaki otrzymałam to ten o powrocie z linkiem do śledzenia, smsów żadnych- no ewidentny błąd na linii przewoźnika. Tego samego dnia napisałam bezpośrednio do sprzedawcy maila podając mu wszystkie możliwe informacje (które sama chciałabym dostawać) by ułatwić znalezienie zamówienia oraz numer paczki zwrotnej, by po otrzymaniu zwrotu nadali go ponownie. Byłam nawet chętna na opłacenie wysyłki paczki, chociaż nie zawiniłam- z drugiej strony oni również nie.
Tylko na odpowiedź czekałam ponad tydzień, a w odpowiedzi dostałam "proszę podać numer zamówienia i numer przesyłki"- ręce mi opadły i aż korciło, by odpisać "Proszę zapoznać się ponownie z treścią poprzedniej wiadomości". Stwierdziłam, że nie mam do tego cierpliwości, finalnie nie odpisałam im nic wiedząc, że przy braku kontaktu i tak zmuszeni będą zwrócić pieniądze.
Minęły ustawowe 14 dni (paczka już dawno była u nich), dałam im jeszcze swoje własne dodatkowe 7 dni i nasmarowałam kolejnego maila z zapytaniem o zwrot pieniędzy, zamieszczając screeny ze śledzenia paczki i ponownie numer zamówienia, zaznaczając, że termin zwrotu środków już dawno minął.
Odpowiedź dostałam i szczękę zbierałam z podłogi. "Jeśli nie napisała Pani, że paczka do nas wróciła to dlatego nie było zwrotu" - co proszę? To zwrotów się teraz nie otwiera? Przepisy nie dotyczą? To trzeba się anonsować, że coś zwracasz? Gdyby człowiek nie pracował przy wysyłce to może by się dał nabrać, przysięgam większej bzdury nie słyszałam. Żeby nie było, to nie jest tak, że pracuję w firmie krzak wysyłającej 5 paczek- to nadal jest firma krzak, ale paczki oscylują w granicach 500 dziennie w najgorętszym okresie marzec- wrzesień i ilości zwrotów są w okolicach 70 dziennie. Nie wyobrażam sobie nie otwierać zwrotów dopóki klient tego nie napisze, nie dość że bzdura to jeszcze niepraktyczne. Już pomijam fakt, że maila o tym, że paczka do nich wraca przecież napisałam.
Koniec końców zwrot środków zlecili, ale niesmak pozostał i patrząc na te reklamy, wciąż się zastanawiam jak ta firma funkcjonuje.
Zyx
Ocena:
109
(121)
Komentarze