Ponad rok temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka. Decyzja była przemyślana, ani razu jej nie żałowałam, bo niestety wyrządził mi dużo złego, ojcem też był mocno średnim, więc argument "zostańmy razem dla dobra dziecka" nie wchodził w grę.
1. Spotykanie się z dzieckiem
Od początku mówiłam mu, że nie mam zamiaru ograniczać mu kontaktów z dzieckiem - jak chce, możemy się umówić, przyjdzie do młodego lub weźmie go na spacer/plac zabaw. Do swojego lokum nie mógł go zabierać, ponieważ nie ma tam warunków. Ile razy w ciągu roku skontaktował się w sprawie dziecka? Zero.
2. Dogadanie się polubownie
W kwestii opieki nad dzieckiem i ewentualnych alimentów chciałam porozumieć się z nim bez sądu, bo uważałam, że kiedyś jednak coś nas łączyło i można się dogadać jak dorośli. Powiedział mi, że nie, bo on chce mieć wszystko na piśmie, bo ja na pewno nie będę się trzymać naszych ustaleń. Złożyłam do sądu pismo o alimenty. Na sprawie się nie pojawił, sędzia wydał wyrok na posiedzeniu niejawnym.
3. Alimenty
Dziecko skończyło 3 lata i poszło do przedszkola, a ja od razu znalazłam nową pracę. Na początku pracowałam na cześć etatu, później na cały. Rano odprowadzałam młodego do przedszkola, szłam do pracy, po pracy go odbierałam, sprzątałam, prałam, generalnie robiłam w domu wszystko, co związane z dbaniem o dom, oprócz tego oczywiście zajmowałam się dzieckiem, spędzałam z nim czas, zabierałam go na plac zabaw itp.
Złożyłam pismo o alimenty i to był jedyny raz, gdy ojciec dziecka się ze mną skontaktował. Zarzucił mi, że pieniądze chcę dla siebie i na swoje zachcianki, bo "całymi dniami nic nie robię". Czy alimenty płaci? Oczywiście, że nie. Sprawa jest u komornika, niedługo będzie miał sprawę w sądzie. Na fundusz alimentacyjny jestem za bogata, bo uczciwie pracuję. Wychodzi na to, że tylko ja zajmuję się dzieckiem i utrzymuję go.
4. Robienie z siebie ofiary
Tatuś na mieście rozpowiada plotki, że on płaci regularnie alimenty, a ja nie pozwalam mu (!) widywać się z dzieckiem. Co z tego, że nie wie nawet, kto jest wychowawcą dziecka w przedszkolu, jakie leki przyjmuje na stałe, kto jest jego najlepszym przyjacielem, jaką zupę najbardziej lubi. I to są raczej fakty, które normalny, kochający rodzic wie, bo interesuje się dzieckiem.
5. Pozbawienie władzy rodzicielskiej
Kilka miesięcy temu pozbawiam go władzy rodzicielskiej. Przedstawiłam w sądzie dowody na to, że informowałam go o chorobach dziecka, wydatkach związanych z wychowaniem, o wycieczkach dodatkowo płatnych, o wizytach u lekarzy itp. Oprócz tego miałam dokumenty od komornika, że owszem, nie płaci od ponad roku. Szczerze mówiąc na początku nie chciałam tego robić, ale po roku braku jakiegokolwiek zainteresowania dzieckiem - musiałam to zrobić. Na umowie podpisanej z przedszkolem potrzebny był jego podpis, oczywiście nie podpisał dokumentów i na szczęście po odebraniu władzy rodzicielskiej wystarczy wszędzie mój podpis.
Musiałam to z siebie wyrzucić, bo niejednokrotnie słyszałam opowieści o tym, jak to matka nie pozwala ojcu spotykać się z dzieckiem, a "ciągnie" od ojca pieniądze. Oczywiście, że takie przypadki się zdarzają, ale są też takie sytuacje, jak moja.
1. Spotykanie się z dzieckiem
Od początku mówiłam mu, że nie mam zamiaru ograniczać mu kontaktów z dzieckiem - jak chce, możemy się umówić, przyjdzie do młodego lub weźmie go na spacer/plac zabaw. Do swojego lokum nie mógł go zabierać, ponieważ nie ma tam warunków. Ile razy w ciągu roku skontaktował się w sprawie dziecka? Zero.
2. Dogadanie się polubownie
W kwestii opieki nad dzieckiem i ewentualnych alimentów chciałam porozumieć się z nim bez sądu, bo uważałam, że kiedyś jednak coś nas łączyło i można się dogadać jak dorośli. Powiedział mi, że nie, bo on chce mieć wszystko na piśmie, bo ja na pewno nie będę się trzymać naszych ustaleń. Złożyłam do sądu pismo o alimenty. Na sprawie się nie pojawił, sędzia wydał wyrok na posiedzeniu niejawnym.
3. Alimenty
Dziecko skończyło 3 lata i poszło do przedszkola, a ja od razu znalazłam nową pracę. Na początku pracowałam na cześć etatu, później na cały. Rano odprowadzałam młodego do przedszkola, szłam do pracy, po pracy go odbierałam, sprzątałam, prałam, generalnie robiłam w domu wszystko, co związane z dbaniem o dom, oprócz tego oczywiście zajmowałam się dzieckiem, spędzałam z nim czas, zabierałam go na plac zabaw itp.
Złożyłam pismo o alimenty i to był jedyny raz, gdy ojciec dziecka się ze mną skontaktował. Zarzucił mi, że pieniądze chcę dla siebie i na swoje zachcianki, bo "całymi dniami nic nie robię". Czy alimenty płaci? Oczywiście, że nie. Sprawa jest u komornika, niedługo będzie miał sprawę w sądzie. Na fundusz alimentacyjny jestem za bogata, bo uczciwie pracuję. Wychodzi na to, że tylko ja zajmuję się dzieckiem i utrzymuję go.
4. Robienie z siebie ofiary
Tatuś na mieście rozpowiada plotki, że on płaci regularnie alimenty, a ja nie pozwalam mu (!) widywać się z dzieckiem. Co z tego, że nie wie nawet, kto jest wychowawcą dziecka w przedszkolu, jakie leki przyjmuje na stałe, kto jest jego najlepszym przyjacielem, jaką zupę najbardziej lubi. I to są raczej fakty, które normalny, kochający rodzic wie, bo interesuje się dzieckiem.
5. Pozbawienie władzy rodzicielskiej
Kilka miesięcy temu pozbawiam go władzy rodzicielskiej. Przedstawiłam w sądzie dowody na to, że informowałam go o chorobach dziecka, wydatkach związanych z wychowaniem, o wycieczkach dodatkowo płatnych, o wizytach u lekarzy itp. Oprócz tego miałam dokumenty od komornika, że owszem, nie płaci od ponad roku. Szczerze mówiąc na początku nie chciałam tego robić, ale po roku braku jakiegokolwiek zainteresowania dzieckiem - musiałam to zrobić. Na umowie podpisanej z przedszkolem potrzebny był jego podpis, oczywiście nie podpisał dokumentów i na szczęście po odebraniu władzy rodzicielskiej wystarczy wszędzie mój podpis.
Musiałam to z siebie wyrzucić, bo niejednokrotnie słyszałam opowieści o tym, jak to matka nie pozwala ojcu spotykać się z dzieckiem, a "ciągnie" od ojca pieniądze. Oczywiście, że takie przypadki się zdarzają, ale są też takie sytuacje, jak moja.
Sąd rodzinny
Ocena:
176
(188)
RedWolf
Komentarze