W przerwie między Świętami, a Sylwestrem spotkałem się z kumplami na piwie. Organizatorem spotkania był kolega Jacek, który ponad 10 lat temu wyemigrował do wielkiego miasta położonego w innej części naszego kraju. Jacek przyjeżdża do naszego miasteczka sporadycznie, ale nadal interesuje go co się u nas dzieje.
No i tym razem zainteresował się chodnikiem, który położono na jednej z ulic, po to by po pewnym czasie go rozebrać. To wywołało dyskusję o inwestycjach lokalnych władz. Zaczęło się wspominanie słynnego kieleckiego lustra i czerwonej rzeźby w Busku o czym było głośno we wszystkich mediach. Ktoś dorzucił temat warszawskiej toalety w cenie mieszkania, a ktoś inny jakiegoś przystanku za „miliony monet”. Jacek uraczył nas natomiast opowieścią, o której jakoś nikt z nas w mediach nie przeczytał, być może dlatego, że „inwestycja” była rozciągnięta w czasie.
Zanim przejdę do opowieści Jacka, kilka słów wyjaśnienia. Od momentu przeprowadzki do wspomnianego wielkiego miasta, Jacek cały czas pracuje w tej samej firmie. Firma jest zlokalizowana w centrum miasta, w biurowcu stojącym przy dużym placu. Plac jest otoczony samymi biurowcami i hotelami. W bocznych uliczkach sytuacja wygląda podobnie. Pierwsze domy mieszkalne są oddalone od placu spory kawałek. W momencie podjęcia pracy w ww. firmie, plac pełnił rolę parkingu, z wytyczonymi miejscami, przedzielonymi rosnącymi starymi drzewami, dającymi cień.
Czas na przedstawienie opowieści Jacka. Pozwoliłem sobie zrobić to w aktach.
Akt I – wycięto drzewa, powiększając parking o jakieś +/- 30 miejsc.
Akt II – zlikwidowano parking, a na jego miejsce powstał park z placem zabaw dla dzieci. Park podobno piękny, plac zabaw wypasiony, granitowe alejki, śliczne ławeczki, ale za to bez drzew. W lecie patelnia. Żadnych dzieci Jacek tam nie widział, gdyż jak pisałem wokół placu same biura i hotele. Generalnie park cieszył się powodzeniem wśród meneli i bezdomnych, którzy upodobali sobie ławeczki do spania.
Akt III – w parku postawiono drzewa. Postawiono, nie posadzono. Podobno spore, w olbrzymich donicach. Na placu zabaw czasami pojawiały się dzieci z pobliskiego przedszkola. Reszta bez zmian, czyli królestwo meneli i bezdomnych.
Akt IV – zlikwidowano park. Rozpoczęto budowę parkingu… tyle, że podziemnego.
Akt V – po zakończeniu budowy parkingu, pozostał spory teren do zagospodarowania, do którego nawieziono ziemię, wyrównano i obsiano. Jacek i jego współpracownicy byli bardzo zainteresowani, co tam zasiano i prześcigali się w domysłach, wśród których dominowały różnego rodzaju kwiatki. Teren był codziennie pieczołowicie podlewany i po pewnym czasie wzeszły na nim jakieś trudne do zidentyfikowania chwasty. Towarzystwo Jacka uznało, że to chyba tzw. łąka kwietna, ale generalnie kwiatów tam było jak na lekarstwo. Skończyło się podlewanie, zaczęły letnie upały i wszystko co tam rosło uschło.
Akt VI – we wrześniu Jacek wrócił z urlopu i przed biurem zastał koparki likwidujące ww. łąkę, czy co to w ogóle było. Po pewnym czasie pojawiły się ekipy budowlane i rozpoczęto jakieś prace. Któryś z kolegów Jacka podpytał się robotników, co tu będzie i dowiedział się, że park. Ok, współpracownicy Jacka wyszli z założenia, że nastąpi powrót zlikwidowanego parku, opisanego w akcie II i III. Ale ktoś był dociekliwy i wygooglał, że a i owszem park, ale zupełnie inny, według nowego projektu.
Dodam, że wydarzenia opisywane w poszczególnych aktach, za wyjątkiem „łąki”, która funkcjonowała 4 miesiące, dzieli odstęp czasu od 1 roku do dwóch lat.
No i tym razem zainteresował się chodnikiem, który położono na jednej z ulic, po to by po pewnym czasie go rozebrać. To wywołało dyskusję o inwestycjach lokalnych władz. Zaczęło się wspominanie słynnego kieleckiego lustra i czerwonej rzeźby w Busku o czym było głośno we wszystkich mediach. Ktoś dorzucił temat warszawskiej toalety w cenie mieszkania, a ktoś inny jakiegoś przystanku za „miliony monet”. Jacek uraczył nas natomiast opowieścią, o której jakoś nikt z nas w mediach nie przeczytał, być może dlatego, że „inwestycja” była rozciągnięta w czasie.
Zanim przejdę do opowieści Jacka, kilka słów wyjaśnienia. Od momentu przeprowadzki do wspomnianego wielkiego miasta, Jacek cały czas pracuje w tej samej firmie. Firma jest zlokalizowana w centrum miasta, w biurowcu stojącym przy dużym placu. Plac jest otoczony samymi biurowcami i hotelami. W bocznych uliczkach sytuacja wygląda podobnie. Pierwsze domy mieszkalne są oddalone od placu spory kawałek. W momencie podjęcia pracy w ww. firmie, plac pełnił rolę parkingu, z wytyczonymi miejscami, przedzielonymi rosnącymi starymi drzewami, dającymi cień.
Czas na przedstawienie opowieści Jacka. Pozwoliłem sobie zrobić to w aktach.
Akt I – wycięto drzewa, powiększając parking o jakieś +/- 30 miejsc.
Akt II – zlikwidowano parking, a na jego miejsce powstał park z placem zabaw dla dzieci. Park podobno piękny, plac zabaw wypasiony, granitowe alejki, śliczne ławeczki, ale za to bez drzew. W lecie patelnia. Żadnych dzieci Jacek tam nie widział, gdyż jak pisałem wokół placu same biura i hotele. Generalnie park cieszył się powodzeniem wśród meneli i bezdomnych, którzy upodobali sobie ławeczki do spania.
Akt III – w parku postawiono drzewa. Postawiono, nie posadzono. Podobno spore, w olbrzymich donicach. Na placu zabaw czasami pojawiały się dzieci z pobliskiego przedszkola. Reszta bez zmian, czyli królestwo meneli i bezdomnych.
Akt IV – zlikwidowano park. Rozpoczęto budowę parkingu… tyle, że podziemnego.
Akt V – po zakończeniu budowy parkingu, pozostał spory teren do zagospodarowania, do którego nawieziono ziemię, wyrównano i obsiano. Jacek i jego współpracownicy byli bardzo zainteresowani, co tam zasiano i prześcigali się w domysłach, wśród których dominowały różnego rodzaju kwiatki. Teren był codziennie pieczołowicie podlewany i po pewnym czasie wzeszły na nim jakieś trudne do zidentyfikowania chwasty. Towarzystwo Jacka uznało, że to chyba tzw. łąka kwietna, ale generalnie kwiatów tam było jak na lekarstwo. Skończyło się podlewanie, zaczęły letnie upały i wszystko co tam rosło uschło.
Akt VI – we wrześniu Jacek wrócił z urlopu i przed biurem zastał koparki likwidujące ww. łąkę, czy co to w ogóle było. Po pewnym czasie pojawiły się ekipy budowlane i rozpoczęto jakieś prace. Któryś z kolegów Jacka podpytał się robotników, co tu będzie i dowiedział się, że park. Ok, współpracownicy Jacka wyszli z założenia, że nastąpi powrót zlikwidowanego parku, opisanego w akcie II i III. Ale ktoś był dociekliwy i wygooglał, że a i owszem park, ale zupełnie inny, według nowego projektu.
Dodam, że wydarzenia opisywane w poszczególnych aktach, za wyjątkiem „łąki”, która funkcjonowała 4 miesiące, dzieli odstęp czasu od 1 roku do dwóch lat.
inwestycje
Ocena:
124
(132)
DonDiego
Komentarze