Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#92586

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zawsze czytałem, śmiałem się... No cóż. Czas na historię ode mnie, chociaż historia bardziej smutna niż piekielna, ale przyznaję, że coś mnie trafiło i trochę we mnie pękło...

Kojarzycie zapewne wszyscy szlachetną paczkę i całą ideę zachowywania się po ludzku w okresie świątecznym, prawda? No cóż. Szkoda, że u wielu osób działa to w święta, a u innych nawet w święta nie. Ale do historii...

Wraz z moją lubą od paru lat staramy się wspierać inicjatywę, bo my mamy dużo z tego co byśmy chcieli mieć, a wiele osób po prostu nie ma nawet godziwych warunków do życia. Parę lat temu udało się wkręcić też pracodawcę lubej, więc firma dorzuca się do akcji całkiem niezłym groszem, do tego znajomi też pomagają rzeczowo, finansowo, nawet angażują się w wybór rodziny, której się pomaga.

W tym roku paczka jechała circa 100 km od nas do magazynu szlachetnej paczki. Wszystko dowiezione - trzeba było 2 aut plus dostawy z firm zewnętrznych. Wiadomo jak to w magazynach fundacji - kawa, herbata, jakiś drobny poczęstunek, rozmowy jak to wygląda co roku i ilu rodzinom udało się pomóc. Generalnie bez szczegółów, bo kontaktu do rodzin udostępniać nie wolno (choć kiedyś sam wiozłem bezpośrednio do rodziny i było mega fajnie się z tą Panią obdarowaną spotkać, super fest babka), bo niektórzy darczyńcy nie potrafili się zachować.

Teraz po drodze między darczyńcami, a obdarowanymi są dodatkowi wolontariusze, którzy filtrują ludzi i ich potrzeby z jednej strony, a z drugiej kontaktują się z darczyńcami. Z naszej strony trafiliśmy na super człowieka, który sam niewiele miał, ale się udzielał jak mógł. Trzeba tu podkreślić, że wiele potrzeb sprowadza się do żywności, opału, ubrań i środków czystości, czyli rzeczy potrzebnych do funkcjonowania na co dzień. I pewnie zapytacie gdzie pojawia się piekielność w tej historii.

Otóż właśnie przy takich rozmowach w magazynie usłyszeliśmy od naszego wolontariusza, że jedna rodzina została wybrana raz i ktoś się wycofał. Rodzina dostaje informację o tym, że jest dla niej darczyńca, a tu cyk, darczyńca znika. Pojawił się drugi. Wiadomo termin na ogarnięcie paczki krótszy, ale jest. I co? I ktoś się wycofał bez słowa, po prostu nie dostarczył absolutnie nic, więc rodzina, która czeka na dostawę w ten weekend półtora tygodnia przed świętami, dla której często paczka, to w ogóle możliwość przetrwania świąt, zostaje z niczym. Po ki uj było się zgłaszać... Zastanawiam się, jaką mendą społeczną trzeba być, żeby zrobić komuś takie świństwo przed świętami. Osobiście miałbym problem z higieną zębów po czymś takim - ciężko by mi było patrzeć w lustro...

Historia ma happy end.
W tydzień udało się przygotować niepełną, ale sporą paczuchę dla tej rodziny. Firma dorzuciła drugi raz hajs, znajomi po wysłuchaniu historii też się zrzucili i mieliśmy całkiem niezły budżet, więc poza tematem drogim jak opał udało się spełnić większość potrzeb, a paczka dotarła już nie do magazynu, a do wolontariusza, 22 grudnia. I napiszę to tutaj. Jestem mega dumny z moich przyjaciół, którzy włożyli serducho, żeby coś jednak zdążyć przygotować.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (122)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…