Kiedyś wspominałem że prowadzę sklep/biuro z mojej branży, oprócz serwisów u klienta. Dzisiaj o problemach z parkowaniem.
W gwoli wyjaśnienia. Lokal znajduje się w budynku w którym jest x lokali, budynek jest długim prostokątem, a lokale układają się w literę J, cześć lokali ma wejście od zaplecza od drugiej strony. Mój lokal znajduje się na jednym z rogów wejście jest od frontu i drugie wejście z boku budynku jest wejściem pracowniczym/dla dostawców. Dodatkowo z jednej strony budynku jest duży parking na około 40-50 aut co ważne bezpłatny, jest to druga strona od mojego lokalu. Od drzwi frontowych idzie droga osiedlowa która jest około półtora metra niżej niż stoi budynek i wyżej przy drzwiach jest pieszy ciąg komunikacyjny. Natomiast od strony dostaw jest plac manewrowy dla dostawców i można dodatkowo wynająć sobie miejsce do dostawy bądź parkingu. Myślę że jest to już trochę jasne.
Wracając do historii.
Przy wynajmie lokalu nie pomyślałem od razu o wynajmie miejsca, dodatkowo w sumie nikt z sąsiadów tych miejsc nie wynajmował bo zakres usług w budynku był bardzo szeroki, od usług gastronomicznych poprzez sklepy, piekarnie, apteki czy biura projektowe i nie potrzebowali bo jest spory parking z drugiej strony. Mój lokal jest lokalem w sumie ostatnim z witryną przy ulicy, za mną jest już tylko biuro projektowe które jest już od strony tak zwanej dostaw w którym siedzi jeden facet. Od początku po wynajmie zauważyłem że tuż przy moich drzwiach do wejścia parkują auta, drzwi są dwu skrzydłowe, a samochód parkując praktycznie zasłaniał całe światło i przejście, przez co jeżeli miałem coś wnieść bądź wynieść zaczął robić się problem. Dodatkowo jest brak możliwości wyładowywania rzeczy od frontu z powodu różnicy poziomów między ulicą a lokalem, dodatkowo mamy jeszcze kawałek terenu zielonego i chodnik.
Zacząłem chodzić po lokalach ościennych i pytać czyj jest Mercedes blokujący wejście do mego lokalu. Nie otrzymałem odpowiedzi więc ruszyłem do Spółdzielni, która znajduje się obok i od której tenże lokal wynająłem. Okazało się, że Mercedes jest mieszkańca bloku który znajduje się za ulicą. Oczywiście danych mi nie podali bo RODO, polecili zostawić kartkę bo tenże człowiek dba o auto i dość mocno je obserwuje.
Zostawiłem kartkę. Na drugi dzień w drzwiach do lokalu miałem ja kartkę z napisem "SPIER*ALAJ", a Mercedes dalej znajduje się na tym samym miejscu. Wynająłem lokal a rzeczy taszczę uważając na to auto, bo zaraz będzie raban. Udałem się do spółdzielni i pytam czy jest możliwość wynajęcia miejsca przy lokalu, wyrysowaniu koperty i postawieniu tabliczki. W odpowiedzi usłyszałem że muszą to uzgodnić na radzie osiedla. Poczekam. Czekając na radę osiedla, od czasu do czasu udało mi się zaparkować na magicznym miejscu Mercedesa, to Pan po złości stawał mi na zderzaku żebym nie wyjechał (przede mną chodnik i schody do ulicy oraz pisał kartki "To moje miejsce", "Miejsce prywatne".
Po jakimś miesiącu, może dwóch, rada osiedla uchwaliła że można wynająć miejsce i wyrysować kopertę. Od razu poszedłem, zapłaciłem umówioną kwotę i Spółdzielnia napisała fajną kartkę "W związku z prowadzonymi pracami proszę o nie parkowanie w wyznaczonych miejscach w dniach" (też nie lubili tego Pana). Mercedes zniknął na tym miejscu pojawiła się koperta, oraz na ścianie tabliczka "Miejsce prywatne lokalu U-X i firmy Nyorda".
Facet przyszedł pokrzyczał, mówił coś o zafajdanych prywaciarzach, że on to miejsce sobie dawno upatrzył, że on z okna widzi swoje cacko (przegnity 20 letni Mercedes co ledwo palił), on tego tak nie zostawi. Poszedł do spółdzielni, usłyszał że miejsce jest wynajęte i jeżeli zaparkuje wynajmujący może wezwać lawetę na jego koszt i facet odpuścił. Myślałem że mamy happy end.
Aż przyszła zima, a jako że mieszkam na wschodzie naszego pięknego kraju, w tym roku mamy bardzo dużo śniegu to kopertę niestety zasypało, dodatkowo skuł ją lód. Wróciłem do pracy 7 stycznia i niestety znowu mamy do czynienia z Mercedesem na wynajętym miejscu. Tabliczki brak, zostały tylko dziury w ścianie. Jako że już wiedziałem co to za jegomość udałem się do niego do mieszkania i zadzwoniłem domofonem grzecznie prosząc o przepakowanie auta bo mam sporo dostaw, jest początek roku i nie bardzo mi się uśmiecha nosić albo od frontu albo nad jego autem. Tutaj odzywa się kobieta, że mąż wyjechał za granice kluczyki zabrał i wróci pewnie za pół roku, ona prawa jazdy nie ma, mamy impas.
Wezwana straż miejska nie może odholować auta bo auto ma ważne badania i ubezpieczenie i auto stoi prawidłowo zaparkowane bo nie blokuje wyjazdu. Mówię ze blokuje mi lokal, muszę wszystko nosić przez sklep. Na co straż: "a to ma Pan drugie wejście to my problemu nie widzimy". Zgłosiłem sprawę na Policję razem ze spółdzielnią, ale też oni nie mogą nic zrobić, bo nie ma właściciela, nie ma kluczyków, nie można odholować. Od 7 stycznia nie mogę korzystać z głównych drzwi magazynu, bo Pan sobie wymanił miejsce.
Obecnie więcej jestem w terenie ale w lutym mamy sporo zamówień i będzie trzeba nosić od frontu co nie bardzo mi się kalkuluje. Co mogę zrobić oprócz zerwania tablic? Trochę lipa, obok dwa lokale mają monitoring.
W gwoli wyjaśnienia. Lokal znajduje się w budynku w którym jest x lokali, budynek jest długim prostokątem, a lokale układają się w literę J, cześć lokali ma wejście od zaplecza od drugiej strony. Mój lokal znajduje się na jednym z rogów wejście jest od frontu i drugie wejście z boku budynku jest wejściem pracowniczym/dla dostawców. Dodatkowo z jednej strony budynku jest duży parking na około 40-50 aut co ważne bezpłatny, jest to druga strona od mojego lokalu. Od drzwi frontowych idzie droga osiedlowa która jest około półtora metra niżej niż stoi budynek i wyżej przy drzwiach jest pieszy ciąg komunikacyjny. Natomiast od strony dostaw jest plac manewrowy dla dostawców i można dodatkowo wynająć sobie miejsce do dostawy bądź parkingu. Myślę że jest to już trochę jasne.
Wracając do historii.
Przy wynajmie lokalu nie pomyślałem od razu o wynajmie miejsca, dodatkowo w sumie nikt z sąsiadów tych miejsc nie wynajmował bo zakres usług w budynku był bardzo szeroki, od usług gastronomicznych poprzez sklepy, piekarnie, apteki czy biura projektowe i nie potrzebowali bo jest spory parking z drugiej strony. Mój lokal jest lokalem w sumie ostatnim z witryną przy ulicy, za mną jest już tylko biuro projektowe które jest już od strony tak zwanej dostaw w którym siedzi jeden facet. Od początku po wynajmie zauważyłem że tuż przy moich drzwiach do wejścia parkują auta, drzwi są dwu skrzydłowe, a samochód parkując praktycznie zasłaniał całe światło i przejście, przez co jeżeli miałem coś wnieść bądź wynieść zaczął robić się problem. Dodatkowo jest brak możliwości wyładowywania rzeczy od frontu z powodu różnicy poziomów między ulicą a lokalem, dodatkowo mamy jeszcze kawałek terenu zielonego i chodnik.
Zacząłem chodzić po lokalach ościennych i pytać czyj jest Mercedes blokujący wejście do mego lokalu. Nie otrzymałem odpowiedzi więc ruszyłem do Spółdzielni, która znajduje się obok i od której tenże lokal wynająłem. Okazało się, że Mercedes jest mieszkańca bloku który znajduje się za ulicą. Oczywiście danych mi nie podali bo RODO, polecili zostawić kartkę bo tenże człowiek dba o auto i dość mocno je obserwuje.
Zostawiłem kartkę. Na drugi dzień w drzwiach do lokalu miałem ja kartkę z napisem "SPIER*ALAJ", a Mercedes dalej znajduje się na tym samym miejscu. Wynająłem lokal a rzeczy taszczę uważając na to auto, bo zaraz będzie raban. Udałem się do spółdzielni i pytam czy jest możliwość wynajęcia miejsca przy lokalu, wyrysowaniu koperty i postawieniu tabliczki. W odpowiedzi usłyszałem że muszą to uzgodnić na radzie osiedla. Poczekam. Czekając na radę osiedla, od czasu do czasu udało mi się zaparkować na magicznym miejscu Mercedesa, to Pan po złości stawał mi na zderzaku żebym nie wyjechał (przede mną chodnik i schody do ulicy oraz pisał kartki "To moje miejsce", "Miejsce prywatne".
Po jakimś miesiącu, może dwóch, rada osiedla uchwaliła że można wynająć miejsce i wyrysować kopertę. Od razu poszedłem, zapłaciłem umówioną kwotę i Spółdzielnia napisała fajną kartkę "W związku z prowadzonymi pracami proszę o nie parkowanie w wyznaczonych miejscach w dniach" (też nie lubili tego Pana). Mercedes zniknął na tym miejscu pojawiła się koperta, oraz na ścianie tabliczka "Miejsce prywatne lokalu U-X i firmy Nyorda".
Facet przyszedł pokrzyczał, mówił coś o zafajdanych prywaciarzach, że on to miejsce sobie dawno upatrzył, że on z okna widzi swoje cacko (przegnity 20 letni Mercedes co ledwo palił), on tego tak nie zostawi. Poszedł do spółdzielni, usłyszał że miejsce jest wynajęte i jeżeli zaparkuje wynajmujący może wezwać lawetę na jego koszt i facet odpuścił. Myślałem że mamy happy end.
Aż przyszła zima, a jako że mieszkam na wschodzie naszego pięknego kraju, w tym roku mamy bardzo dużo śniegu to kopertę niestety zasypało, dodatkowo skuł ją lód. Wróciłem do pracy 7 stycznia i niestety znowu mamy do czynienia z Mercedesem na wynajętym miejscu. Tabliczki brak, zostały tylko dziury w ścianie. Jako że już wiedziałem co to za jegomość udałem się do niego do mieszkania i zadzwoniłem domofonem grzecznie prosząc o przepakowanie auta bo mam sporo dostaw, jest początek roku i nie bardzo mi się uśmiecha nosić albo od frontu albo nad jego autem. Tutaj odzywa się kobieta, że mąż wyjechał za granice kluczyki zabrał i wróci pewnie za pół roku, ona prawa jazdy nie ma, mamy impas.
Wezwana straż miejska nie może odholować auta bo auto ma ważne badania i ubezpieczenie i auto stoi prawidłowo zaparkowane bo nie blokuje wyjazdu. Mówię ze blokuje mi lokal, muszę wszystko nosić przez sklep. Na co straż: "a to ma Pan drugie wejście to my problemu nie widzimy". Zgłosiłem sprawę na Policję razem ze spółdzielnią, ale też oni nie mogą nic zrobić, bo nie ma właściciela, nie ma kluczyków, nie można odholować. Od 7 stycznia nie mogę korzystać z głównych drzwi magazynu, bo Pan sobie wymanił miejsce.
Obecnie więcej jestem w terenie ale w lutym mamy sporo zamówień i będzie trzeba nosić od frontu co nie bardzo mi się kalkuluje. Co mogę zrobić oprócz zerwania tablic? Trochę lipa, obok dwa lokale mają monitoring.
parking firma
Ocena:
69
(73)
Nyord
Komentarze