Mam wrażenie, że w Tauronie pracują jakieś bezrozumne orangutany.
Pokrótce: kupiliśmy z mężem mieszkanie z rynku wtórnego. Poprzedni właściciel poszedł do Tauronu i rozwiązał z nimi umowę, przy czym jego agent nieruchomości polecił nam udać się do Tauronu najlepiej tego samego dnia, żeby odczytali sobie licznik, rozliczyli zaległość z byłym właścicielem i zostawili nam ten sam licznik, bo po co przepinać.
Udaliśmy się więc do punktu Tauronu, gdzie kilkukrotnie usłyszeliśmy jasno od konsultantki zawierającej z nami umowę, że taki scenariusz nie może mieć miejsca, oni i tak ściągną stary licznik i założą nowy. Instalacja licznika przy nowej umowie jest bezpłatna z tego co pamiętam, więc nie robiło nam to różnicy. Podpisaliśmy umowę w listopadzie. Rzecz w tym, że mieszkanie stoi na razie zupełnie puste, nie ma podłączonych żadnych sprzętów, czeka aż dojdziemy z architektem do ostatecznej wersji projektu, a potem wchodzimy z remontem.
Dostaliśmy rachunek z Tauronu na 600 zł. Otwieramy ich platformę, na fakturze "korekcja stanu licznika". Dzwonimy, składamy reklamacje i dowiadujemy się, że Tauron licznika wcale nie wymienił, odczytali stan teraz po miesiącu i wyszło im, że się 600 zł nie zgadza. Zareklamowalismy, bo jak mamy płacić za nierozliczony licznik poprzedniego wlasciciela? Odrzucili reklamację. Nie zdążyliśmy skontaktować się ponownie, teraz dostaliśmy kolejny rachunek... Na 1400 zł. Tauron uważa, że zużyliśmy 1200kWh w ciągu 3 miesięcy w pustym mieszkaniu, w którym spędziliśmy jedno popołudnie, w trakcie którego może dwa razy uruchomiliśmy czajnik (który przywieźliśmy ze sobą, wiec nawet biernie nie ciągnie prądu z gniazdka na co dzień) i nawet lodówka nie jest podłączona. Powiedziałabym, że nic z tego nie rozumiem, mimo że studiowałam energetykę, ale chyba wiem co zaszło. Ten rachunek wystawili na zasadzie prognozy i na początku opierają się po prostu na poprzednich rachunkach, więc pewnie założyli, że w tym miesiącu też wyjdzie 600 zł (te 1400 to za całe 3 miesiące). Tylko sami to opisali jako korektę stanu licznika, czyli co, prognosta zakłada, że co miesiąc będzie korekta licznika o 600 zł? Nie mówiąc o tym, że dalej nas próbują rozliczać za czyjąś starą umowę. Jutro jedziemy do punktu wyjaśniać całą tę sytuację, ale jak tak dalej pójdzie, to chyba skończy się w sądzie.
Zabawne, bo jak zawieraliśmy umowę, zapytałam o polecenie zapłaty i konsultantka powiedziała, że to już musimy załatwić w innym punkcie (chyba jakimś lokalnym, bliżej mieszkania czy coś, w każdym razie nie u niej). Dobrze się stało, bo po tych akcjach już bym się w życiu na to nie zdecydowała. Zaczyna mnie to męczyć, że każdą rozmowę z każdym konsultantem wypadałoby nagrywać, bo to, co opowiadają można najwyraźniej włożyć między bajki (nie mam pretensji do konsultantki, tylko do firmy, bo pewnie źle ich informują).
Pokrótce: kupiliśmy z mężem mieszkanie z rynku wtórnego. Poprzedni właściciel poszedł do Tauronu i rozwiązał z nimi umowę, przy czym jego agent nieruchomości polecił nam udać się do Tauronu najlepiej tego samego dnia, żeby odczytali sobie licznik, rozliczyli zaległość z byłym właścicielem i zostawili nam ten sam licznik, bo po co przepinać.
Udaliśmy się więc do punktu Tauronu, gdzie kilkukrotnie usłyszeliśmy jasno od konsultantki zawierającej z nami umowę, że taki scenariusz nie może mieć miejsca, oni i tak ściągną stary licznik i założą nowy. Instalacja licznika przy nowej umowie jest bezpłatna z tego co pamiętam, więc nie robiło nam to różnicy. Podpisaliśmy umowę w listopadzie. Rzecz w tym, że mieszkanie stoi na razie zupełnie puste, nie ma podłączonych żadnych sprzętów, czeka aż dojdziemy z architektem do ostatecznej wersji projektu, a potem wchodzimy z remontem.
Dostaliśmy rachunek z Tauronu na 600 zł. Otwieramy ich platformę, na fakturze "korekcja stanu licznika". Dzwonimy, składamy reklamacje i dowiadujemy się, że Tauron licznika wcale nie wymienił, odczytali stan teraz po miesiącu i wyszło im, że się 600 zł nie zgadza. Zareklamowalismy, bo jak mamy płacić za nierozliczony licznik poprzedniego wlasciciela? Odrzucili reklamację. Nie zdążyliśmy skontaktować się ponownie, teraz dostaliśmy kolejny rachunek... Na 1400 zł. Tauron uważa, że zużyliśmy 1200kWh w ciągu 3 miesięcy w pustym mieszkaniu, w którym spędziliśmy jedno popołudnie, w trakcie którego może dwa razy uruchomiliśmy czajnik (który przywieźliśmy ze sobą, wiec nawet biernie nie ciągnie prądu z gniazdka na co dzień) i nawet lodówka nie jest podłączona. Powiedziałabym, że nic z tego nie rozumiem, mimo że studiowałam energetykę, ale chyba wiem co zaszło. Ten rachunek wystawili na zasadzie prognozy i na początku opierają się po prostu na poprzednich rachunkach, więc pewnie założyli, że w tym miesiącu też wyjdzie 600 zł (te 1400 to za całe 3 miesiące). Tylko sami to opisali jako korektę stanu licznika, czyli co, prognosta zakłada, że co miesiąc będzie korekta licznika o 600 zł? Nie mówiąc o tym, że dalej nas próbują rozliczać za czyjąś starą umowę. Jutro jedziemy do punktu wyjaśniać całą tę sytuację, ale jak tak dalej pójdzie, to chyba skończy się w sądzie.
Zabawne, bo jak zawieraliśmy umowę, zapytałam o polecenie zapłaty i konsultantka powiedziała, że to już musimy załatwić w innym punkcie (chyba jakimś lokalnym, bliżej mieszkania czy coś, w każdym razie nie u niej). Dobrze się stało, bo po tych akcjach już bym się w życiu na to nie zdecydowała. Zaczyna mnie to męczyć, że każdą rozmowę z każdym konsultantem wypadałoby nagrywać, bo to, co opowiadają można najwyraźniej włożyć między bajki (nie mam pretensji do konsultantki, tylko do firmy, bo pewnie źle ich informują).
Tauron
Ocena:
143
(151)
leksd
Komentarze