Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#92514

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Bardzo jestem ciekaw, jak tym razem ideowi obrońcy ZUS będą bronić tej instytucji…

Sytuacja opisana wcześniej (wdowiec, troje dzieci, dzieci dostają rentę po mamie). Jak wiecie, w naszym kraju emeryci i renciści dostają dwa razy w roku dodatkową emeryturę lub rentę (13. i 14.). Dotyczy to także rent rodzinnych. 13. emerytura / renta wypłacana jest zwykle razem z kwietniową, 14. - razem z wrześniową.

Przedwczoraj (piątek, 22 listopada) wyciągam ze skrzynki pocztowej dwa listy od ZUS. Nie ukrywam, że już samo logo tej instytucji na kopercie wywołuje we mnie odruch irytacji "…czego znowu ode mnie chcą". Kolejne zaświadczenie? Coś gdzieś nie dotarło i trzeba jeszcze raz?

Nie, nic z tych rzeczy. Listy są dwa. Jeden adresowany do mnie (dotyczy młodszego, niepełnoletniego syna, oraz córki, której jestem przedstawicielem, bo ona jest za granicą). Drugi do starszego syna.

Oba zawierają to samo.

DECYZJĘ o przyznaniu "dodatkowego świadczenia" (czyli rzeczonej 14. renty).

Tak, tego samego "dodatkowego świadczenia", które zostało już wypłacone. WE WRZEŚNIU. Dwa miesiące temu.

Absurd ma tu trzy poziomy.

Po pierwsze - jaki ma sens informowanie obywatela o DECYZJI, która dawno już została wykonana? Skoro we wrześniu moje dzieci dostały to dodatkowe świadczenie, to chyba logiczne, że decyzja o jego przyznaniu zapadła. Racjonalne byłoby wysłanie informacji o tym, że świadczenie NIE zostało przyznane (choć wtedy także dostanie tej informacji po dwóch miesiącach trochę nie ma już sensu…).


Po drugie - ręce opadają - w liście datowanym na 12 listopada (!), poza "decyzją" znajduje się informacja, że "dodatkowe świadczenie" ZOSTANIE WYPŁACONE WE WRZEŚNIU 2025 wraz z normalną rentą za wrzesień. No dobrze wiedzieć, będę czekał. A nie, zaraz…

No i do tego oczywiście dochodzi klauzula, że "jeśli nie zgadzamy się z podjętą decyzją, to możemy składać odwołanie…" etc. Ja wiem, oczywiście, że to dodatek "z automatu", ale kiedy dotyczy czegoś, co już się wydarzyło, to naprawę zaczyna się czuć jak w skeczu Monty Pythona.


Po trzecie - nie do przeskoczenia… - dlaczego, do licha ciężkiego, dostaję tę wiadomość w formie papierowej, do skrzynki, skoro od dawna mam konto w serwisie PUE ZUS i mógłbym odebrać ją elektronicznie? O kwestiach ekologicznych i marnowaniu papieru już nawet nie wspominam, ale - do licha! - jeden taki list (zwykły) to 4,90 zł. W Polsce mamy koło 8 milionów emerytów i rencistów, z których zdecydowana większość dostaje te "dodatkowe świadczenia". Czyli dwa razy do roku ZUS wywala lekką ręką jakieś trzydzieści parę milionów złotych (z naszych pieniędzy!) na wysyłanie informacji, która nie tylko nikomu nie jest potrzebna (bo każdy już ją zna), ale jest spóźniona o dwa miesiące.


Na koniec: BŁAGAM, nie piszcie mi w kometarzach, że "to nie wina ZUS / urzędników, takie są przepisy" etc. Tak, WIEM, że takie są przepisy - i nie mam pretensji do urzędniczki z ZUS, która te pisma bez sensu wysyła, bo to jej praca. Piszę właśnie o piekielności SYSTEMU, w którym przewala się grube miliony (bo przecież koszty pocztowe to nie wszystko, dochodzą jeszcze koszty pracy urzędników…) na absolutnie, kompletnie zbędne działania.

ZUS

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (152)

#92521

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielna praktyka sklepów.

Żeby poznać faktyczną cenę produktu, trzeba się niemal bawić w detektywa. Na cenówkach zwykle są dwie albo trzy ceny. Największą czcionką i najbardziej widoczna jest cena po spełnieniu pewnych warunków, czyli przy zakupie iluś tam sztuk i/lub po zeskanowaniu aplikacji. Druga cena jest ceną za kilogram - nie wiem po jakiego grzyba, jeśli produkt jest sprzedawany na sztuki. Chyba tylko po to, żeby dodatkowo rozproszyć klienta. Ostatnia cena, napisana najmniejszą czcionką i w najmniej widocznym miejscu, jest ceną faktyczną za sztukę, bez żadnych promocji, aplikacji i innych sracji.

Jest to wyjątkowo perfidne działanie mające na celu skołowanie i wprowadzenie w błąd klienta. Mimo, że jest to legalne, dla mnie jest to zwyczajne oszustwo.

Tak jak nasze państwo lubi regulować wszelkie aspekty życia, tak tutaj nie robić nic, choć akurat tutaj regulacje by się przydały. Nałożyć na sklepy obowiązek robienia cenówek tak, by największą i najbardziej widoczną czcionką podana była podstawowa cena za jedną sztukę towaru, a niżej niech sobie napiszą cenę z aplikacją albo przy zakupie x sztuk. Za nieprzestrzeganie oczywiście surowo karać.

Wchodząc do sklepu chciałbym móc jednym rzutem oka dowiedzieć się, ile co kosztuje, a nie być zmuszanym do analizowania każdej cenówki.

oszustwo sklepy

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (117)

#92520

przez ~KaraBee ·
| Do ulubionych
Mój brat (B) jest inżynierem, ja pracuję w korpo. On mi przykręca półki i wymienia baterie w czujnikach dymu, ja mu czytam listy z urzędów i tłumaczę z korpo-bełkotu na ludzki. Mieszkamy od wielu, wielu lat w Anglii.

Na początku października B dzwoni do mnie, niesamowicie wku... eh, zdenerwowany. Po pięciu minutach chaotycznych bluzgów udaje mi się w końcu z niego wyciągnąć jakieś w miarę sensowne szczegóły. Otóż do końca 2024 roku B był klientem BT, angielskiego odpowiednika Orange (czy raczej Telekomunikacji Polska jak to kiedyś było), gdzie miał umowę na telefon stacjonarny, telewizję i internet. Jak to na wolnym rynku bywa, znalazł lepszą ofertę z innym dostawcą, umowę BT wypowiedział zgodnie z warunkami, więc BT przyjęło do wiadomości i kazało oddać sprzęt. B wysłał modemy, kable i te inne ustrojstwa przesyłką z opcją śledzenia i potwierdzenia odbioru w grudniu 2024 i od stycznia tego roku śmigał na Wifi od nie-BT.

Również od stycznia tego roku, BT z uporem maniaka wysyłało B rachunki za kolejne miesiące usługi której już nie dostarczało. B uprzejmie dzwonił na infolinię po otrzymaniu rachunków, gdzie wyjaśniał sprawę i pytał o co kaman. Konsultant przyznawał mu rację, że rzeczywiście B już nie jest klientem, że system „miał błąd” i że on już to naprawia i rachunek będzie anulowany.
I tak co miesiąc. Jakoś co kwartał Brat zamiast dzwonić pisał maila, załączając potwierdzenie od BT że umowa została rozwiązana, plus dowód na to że sprzęt został zwrócony z potwierdzeniem odbioru. BT przepraszało, mówiło że poprawi w systemie. I co miesiąc B dostawał rachunek, więc powtarzał się paragraf wyżej.

I w końcu przyszedł Armagedon. W październiku B dostał maila, że jego znakomita zdolność kredytowa, jego duma i skarb, wychuchana i pielęgnowana latami płacenia rachunków na czas i ostrożnych decyzji finansowych – poszła się chędożyć. W skrócie – jest dłużnikiem BT w kwocie ponad tysiąca funtów brytyjskich, BT będzie przekazywało dług do egzekucji komornikowi czy jakoś tak, a B jest w ciemniej doopie bo ze zdolnością kredytową na zero nikt mu nawet funta na milion procent nie pożyczy.
B zadzwonił do Experiana (firma ktora monitoruje te zdolności kredytowe) gdzie mu powiedzieli że on to ma sobie wyjaśnić z BT. B zadzwonił do BT, gdzie mu powiedzieli że jest „błąd systemu” i on w sumie nie powinien dostawać tych rachunków, ale że nie odesłał sprzętu, oni mu dalej naliczali za serwis.

Tu B puściły nerwy i jak im w dosadnych słowach wyjaśnił ze już TRZY RAZY im wysyłał dowód zwrotu sprzętu, agent BT stwierdził że on musi porozmawiać z kierownikiem i się rozłączył.
Dzień później B dostał maila w którym BT potwierdza że bezpodstawnie naliczali mu rachunek co miesiąc za usługę i już to anulowali, ale jeszcze im musi zapłacić pięć dyszek za nieodesłany sprzęt i wtedy oni go usuną z listy dłużników i B może sobie od nowa budować zdolność kredytową.

To w tym momencie załamany B zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc. Ktoś mu podpowiedział ze z tym można się udać do Rzecznika Praw Konsumenta, ale on nie umie w pisanie i siostra pomóż. Siostra umie w pisanie, siostra znalazła odpowiednią stronę internetową, wypełniła formularz, napisała dramatyzowany esej o tragicznym rozpadzie związku Brata z BT, popartym dowodami w postaci załączonych maili. Było wszystko - zarówno potwierdzenie odbioru sprzętu, maile z BT przyznające się do kolejnych „błędów systemu” których i tak potem nie naprawiano, szkody emocjonalne i rozstrój nerwowy B, zakończone mało subtelnym zasugerowaniem że BT próbuje zastraszyć byłego klienta przez nielegalne wymuszenie opłat.

Tu szacun dla Rzecznika. W ciągu niecałych dwóch tygodni sprawa została rozpatrzona, z BT przyszedł email że konto jest wyzerowane i zamknięte (bez nawet jednego słowa „przepraszamy”) i po 24 godzinach zdolność kredytowa magicznie zmieniła się na „doskonałą” (excellent). Bratu została trauma i tik nerwowy za każdym razem razem jak widzi logo BT, a ja mam obiecany zestaw Lego od Mikołaja za bycie dobrym pomocnikiem. Tylko powiem Mikołajowi żeby nie zapomniał wysłać przesyłką ze śledzeniem i potwierdzeniem doręczenia.

zagranica

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (172)

#92504

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Po przeczytaniu historii Janhalb-a (chyba się odmienia) z poczekalni (o tej: https://piekielni.pl/92501), przypomniało mi się jak walczyłem w tym roku z Urzędem Skarbowym.

Jakoś w sierpniu dostałem telefon z Urzędu Skarbowego że chcą żebym się stawił tego i tego dnia w celu wyjaśnień dotyczących mojej poprzedniej firmy. Pani przez telefon nic więcej nie powiedziała. Jak mus to mus jedziemy.


Stawiam się w wyznaczonym terminie w wyznaczonym pokoju i słyszę od Pani oskarżycielskim tonem że okradłem skarb państwa bo za cały 2016 czy 2017 rok (już nie pamiętam) nie płaciłem podatków. Ja oczy jak 5zł, karpik na twarzy i pytam jak to możliwe. Pani do mnie że normalnie u niej w systemie jest że nie płaciłem i mam teraz zapłacić z odsetkami.

Tłumacze kobiecie że jest to nie możliwe bo na pewno płaciłem, bo jak dobrze pamiętam to jeden z najlepszych lat mojej firmy, po drugie w tamtym czasie brałem kredyt czy tam leasing i potrzebowałem od was zaświadczenia o nie zaleganiu. Po trzecie jakbym nie płacił przez cały rok podatków to jakbym miał prowadzić firmę aż do końca 2020 roku bez żadnych konsekwencji typu komornicy czy wykreślenie z rejestru przedsiębiorców czy płatników VAT. Mówię kobiecie że to nie możliwe.

Na ratunek przychodzi jej koleżanka z pokoju i mówi: "Ale nasz system tak pokazuje".

Odpowiadam na to: Proszę Pani na chłopski rozum jakbym nie płacił to po pierwsze przychodziłyby mi listy że nie płace, przyszedł by komornik wszedł na konto i ściągnął to kasę dla was. Tutaj wtrąca się kobieta: O właśnie konto, proszę sprawdzić historie konta. Odpowiadam że te konto zamknąłem zaraz po wyrejestrowaniu działalności, nie mam loginów i innych nie mam do niego dostępu.

Tutaj Pani znowu
[P]ani -Ale u nas w systemie jest że Pan nie płacił.
[J]a- Jak mam płacić za coś co już dawno jest zapłacone.
[P] - Ale Pan nie rozumie, system się nie myli. Musi Pan zapłacić!
[J] - Czy Pani siebie słyszy! Człowiek się myli, maszyna tym bardziej Ja za nic nie będę płacił. Jak na obecnej firmie pominąłem przez przypadek przelew z podatkiem 7 dni miałem od razu powiastkę od was to wierzy Pani że jakbym przez rok nie płacił nie ścigalibyście mnie komornikiem?
[P2]ani 2 - Musi Pan to udowodnić że Pan płacił, konta Pan nie ma, potrzebujemy jakiegoś potwierdzenia, dokumentów.
Wtedy sobie przypomniałem że Urząd może kontrolować do 5 lat wstecz tutaj mamy jakoś 8.
[J] - Ja dokumentów już nie posiadam, minął już czas ponad 5 lat od tej daty o którą się rozchodzi ja nic nie musze!
[P] - O Jezuu, mam pomysł, proszę Pana niech Pan zapłaci z obecnej działalności zaległy podatek.
[J] - Naprawdę? Ja mam płacić za wasz nie porządek? Że coś wam gdzieś przepadło nie ma takiej opcji. Dziękuje za rozmowę i żegnam ozięble.

Wyszedłem.


Po dwóch tygodniach przychodzi oficjalne zawiadomienie już listownie. Że oczekują dokumentów. Prawnik odpisał że kontrola jest bezzasadna minął okres przetrzymywania dokumentów. W między czasie prawnik polecił iść do banku i może uda mi się wyciągnąć wyciąg z konta, jeżeli ich jeszcze nie usunęli, bo Urząd nie odpuści. Po kolejnym piśmie z US wysłałem im wyciąg i się odczepili. Panie z Urzędu TOP!

W sumie każda instytucja powiązana z Państwem czy to ZUS, US czy spółki Energetyczne to w ogóle mają super pomysły, bo teraz przypomniała mi się inna historia, ale to może jutro.

Urząd Skarbowy

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (154)

#92516

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie zaznaczę, że nie wiem, czy to odgórne wytyczne w ZUS czy lokalny wymysł w moim mieście rodzinnym.

Moja matka musiała coś załatwić w ZUS. Pani urzędniczka poinformowała ją na wstępie, że tak, że ktoś sobie przychodzi i załatwia - to od przyszłego roku już nie będzie można. Trzeba sobie będzie zarezerwować wizytę przez Internet.

Na pierwszy rzut ucha brzmi dobrze. Aż sobie nie przypomnimy, jaka grupa wiekowa na ogół ma cokolwiek do załatwienia stacjonarnie w ZUS.

Na pytanie, czy będzie można zarezerwować wizytę telefonicznie - odpowiedź odmowna. Na miejscu też nie zarezerwujemy.

Co ma w takim razie zrobić emeryt nie obsługujący Internetu? Ma poprosić kogoś z rodziny.
Co jeśli nie ma rodziny? Ma poprosić kogoś innego.

A to wszystko dla ułatwienia życia petentom.

I ja się zgadzam, że sporej części życie ułatwi. Tylko zapomniano o pozostałych.

ZUS

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (137)

#92512

przez ~Radny ·
| Do ulubionych
W kwietniu ubiegłego roku zostałem radnym w pewnej gminie. Od tamtego czasu ludzie z okolicy zagadują do mnie w różnych sprawach, mniej i bardziej poważnych (co oczywiście jest ściśle związane z moją funkcją), ale hitem jest pewna Pani Piekielna.

Pani Piekielna mieszka pomiędzy dwoma przystankami autobusowymi, do każdego z nich ma około 300-400 metrów. Regularnie wydzwania do mnie, aby zrobić kolejny przystanek naprzeciwko jej domu (upatrzyła już miejsce), bo ona jest stara, schorowana i nie da rady taki kawał chodzić. Na nic tłumaczenia, że to nie miasto, i że nikt nie zrobi przystanku na który "przypadnie" około 10 domów, zwłaszcza kiedy coraz mniej osób podróżuje busikami i autobusami, przez co likwidowane są kolejne kursy. Zwłaszcza przy drodze krajowej, gdzie są to duże koszty związane z projektami, organizacją ruchu itd.

I teraz najlepsze- jeśli ktoś z Was myśli, że Piekielna, to jakaś biedna, samotna staruszka, która potrzebuje tego przystanku codziennie, aby dojechać do sklepu, lekarza, kościoła, to już spieszę z wyjaśnieniem. Piekielna mieszka z mężem, synem i rodziną syna. Mąż, syn i synowa mają prawo jazdy i swoje auta i wożą piekielną na zakupy, do lekarzy itd. Raz na miesiąc, czy dwa zdarzy się, że z powodu obowiązków nie może nikt z nich zawieźć, albo przywieźć i wtedy Piekielna musi skorzystać z transportu publicznego. Mogłaby skorzystać wtedy z taksówki, bo kurs około 10 km z pobliskiego miasta nie kosztuje nie wiadomo ile, a są naprawdę zamożnymi ludźmi, ale Piekielna to typ "na pokaz"- co tydzień w kościele jest w innej kreacji, co 2 tygodnie u fryzjerki i kosmetyczki, ale jakby miała wydać kilka dyszek na taksówkę, to prędzej by poszła na piechotę. Poważnie- wiem od jej kuzynki, że jak kiedyś syn i synowa wrócili z jakiegoś wesela taksówką, to Piekielna mało na zawał nie zeszła.

ludzie

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (144)

#92171

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W ostatnią niedzielę znajomy podesłał mi info o festiwalu baniek mydlanych w moim mieście, zachęcając do wspólnego wyjścia z dziećmi. Na fotce plakatu wielkimi literami:
Festiwal Baniek Mydlanych!
Dmuchańce!
Wata cukrowa!
Spotkanie i zdjęcia z Minionkiem, Stichem lub Bluey!
Wstęp bezpłatny!!! (Ta ostatnia informacja bardzo podkreślona, napisana wielkimi literami).

Poszliśmy. Okazało się że wstęp za bramkę owszem za darmo, ale wszystkie "atrakcje" już płatne. Pięć minut skakania na dmuchańcu 15 zł. W ramach "festiwalu baniek" sprzedaż takich "mieczy", które w Pepco są po 2 zł, w cenie 15 zł. Nie było żadnego pokazu. Ot, można było sobie samemu kupić płyn, pomachać, albo pooglądać jak inni amatorzy machają i puszczają bąbelki. Żeby podejść bliżej, trzeba oczywiście kupić jeden z "mieczy". Do tego głośnik z losowym disco. Ktoś w stroju Bluey pokazał się na chwilę i można było sobie za darmo zrobić zdjęcie. To w sumie jedyna rzecz, która rzeczywiście była bezpłatna.

Generalnie wiem, że wszystko zgodnie z literą prawa (bo sam wstęp na teren imprezy był bezpłatny), ale dawno już nie czułam się tak zmanipulowana i zrobiona w balona, jak wtedy, gdy stałam pod plakatem z napisem "Wstęp bezpłatny" czytając cennik, ile rzeczywiście kosztuje wstęp na dmuchańca... Tydzień wcześniej była podobna impreza, organizowana przez władze miejskie, gdzie naprawdę wszystko było za darmo. Te plakaty były utrzymane w podobnej kolorystyce, co tamte. Nieźle to ktoś wymyślił. Jak już rodzice z dziećmi przyszli, obiecali, to przecież się nie wykręcą i choć z niesmakiem i poczuciem "dałem się nabrać" jednak bilet kupią.

impreza dziecko

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (157)

#92503

przez ~Lucky123 ·
| Do ulubionych
Zawsze aspiruj na stanowisko lekko powyżej swoich kompetencji powiedział Jan Paweł w serialu 1670. Byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdziwe.

Pracuję w korpo, usługi finansowe, nazwa bez znaczenia. Ostatnio z mojego korpo odeszło dużo fachowców, powody można by wymieniać w nieskończoność. Sam jestem zdemotywowany i szukam pracy, w związku z czym robię teraz absolutne minimum. Mam jednak dość dużą wiedzę i kompetencje.
Przechodząc do rzeczy - na liczne wakaty w rekrutacji wewnętrznej dostali się piekielni, którzy połasili się na dobrze płatne, ale trudne stanowiska. Tutaj krzywdę wyrządziła im firma i HR dając np. stanowisko produktowca osobie, która nie ma o tym zielonego pojęcia. To mniej więcej tak jakby kazać hydraulikowi robić skomplikowaną elektrykę. Piekielni szukają jednak jelenia, który zrobi za nich robotę. Trochę takim jeleniem przez ostatnie lata byłem ja, niestety mam miękkie serce. Skala jednak przekroczyła wszelkie granice i słyszę np. kiedyś mi już pomogłeś, więc napisz za mnie umowę; wiem, że się znasz, to napisz za mnie procedurę; znalazłem regulamin u konkurencji, więc dostosuj go za mnie do naszej firmy. Odmawiam pracy za innych za co dużo przykrych słów słyszę. No cóż, nie jestem cukierkiem, aby mnie wszyscy lubili. Nie zamierzam też wychodzić poza moje obowiązki.

Ciekawe kiedy zarząd zda sobie sprawę, że tryby nabrały piachu. Ciekawe kiedy piekielni zrozumieją, że nie da się ukryć braku kompetencji. Życie to nie komedia.

Korpo

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (118)

#92509

przez ~muyz ·
| Do ulubionych
Ja tylko chciałam przestrzec...

Moje dzieciątko potrzebowało jakiś czas temu korepetycji z matmy. Sama w czasach studenckich dawałam korki, więc wiem, że zazwyczaj wygląda to tak, że najniższe stawki mają studenci czy uczniowie, którzy dopiero uczą się wdzięcznego zawodu edukatora, zaś doświadczeni nauczyciele cenią się wyżej. Wyszłam więc założenia, że lepiej zapłacić więcej za profesjonalną robotę.

Ale w ostatnich czasach chyba coś się zmieniło.

Otóż polecono mi pewną panią, powiedzieć, że gwiazda to za dużo, ale powiedzmy, że pani znana, aktywna na social mediach, nowoczesna, kilkanaście lat doświadczenia. Cena 200 zł/h, więc powinna iść za tym jakaś jakość. Na pierwszych zajęciach z synem był mąż, lekcja w 90% składała się z czynności zapoznawczych (gdzie syn ma zaległości, co obecnie przerabiają w szkole itd - ale to zajęło 10 min), w tym większość to narzekania pani nauczycielki... na wszystko. Na szkołę, na rodziców, na uczniów, na jej pracę. Oczywiście, za tę przyjemność skasowała regularną stawkę, ale to jeszcze ok. Gorzej, że kolejna lekcja (już bez obecności rodziców), zdaniem syna wyglądała podobnie, rozwiązanie 2-3 zadań (równań w sensie), po czym gadka na tematy prywatne.

Na trzecią lekcję zawiozłam syna ja, więc przy okazji poprosiłam panią, aby możliwe przerobiła z synem chociaż jedno całe zadanie z podręcznika (kilka równań), na co pani żachnęła się, że jak wiem lepiej, jak ma wykonywać swoją pracę, to mogę to robić sama. Dobra, zamknęłam się. Kilka następnych lekcji - syn zdaje się lepiej kumać, wydaje się być zadowolony, więc pomyślałam, że to ja się myliłam i niepotrzebnie się wtrącałam. Udało napisać się sprawdzian na 3 (gdzie wcześniej 1 byłoby murowane), więc myślę sobie, super, lekcje się opłacają.

Tyle, że... nie. Otóż, słuchajcie jak fantastycznie pani korepetytorka postanowiła zorganizować sobie pracę i optymalizować zarobki.

Syn bowiem powiedział, że lekcje wyglądały mniej więcej tak - korepetytorka przerabiała z nim na szybko 1-2 przykłady, po czym zasadzała go na zasadzie "to ty teraz zrób, a ja zaraz sprawdzę". po czym wychodziła sobie z pokoju na pół godziny. W tym czasie z synem w pokoju siedział syn nauczycielki, dwa lata starszy od niego i pomagał w razie trudności. Nauczycielka wracała pod koniec lekcji, pokazywała jeszcze to i owo na przykładach, i cyk. 60 min. minęło, 200 zł się należy.

Skonfrontowałam korepetytorkę, a on odparła, że owszem, czasem pomaga jej syn, który jej zdaniem jest tak samo kompetentny jak ona (chłopak wtedy chodził do 2 klasy liceum) i ona ma prawo organizować sobie pracę, tak jak uważa za stosowne.

A teraz coś o sile social mediów.
Otóż jak napisałam, nauczycielka była w tym obszarze aktywna. Po rezygnacji z jej usług, napisałam komentarz pod postem, opisując praktyki, z którymi mieliśmy do czynienia i wiecie co? Mało kto widział w tym coś złego. Zostałam nazwaną hejterką, roszczeniową madką i do tej pory nie wiem? Czy te komentarze pisały boty czy ludzie, którzy mają tak sprane łby, że nie widzą nic złego w tym, że osoba oferująca usługi w górnej półce cenowej, argumentując to doświadczeniem i kompetencjami, za plecami osób płacących obsadza do pracy dzieciaka, który nie ma żadnych kompetencji.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (145)

#92427

przez ~Adelajdanocna87 ·
| Do ulubionych
Moja matka jest manipulatorką i to czasem bardzo perfidną.

Zakomunikowałam jej, że nie przyjadę na wszystkich świętych, bo w piątek będę pracowała, a w święto mam dyżur (czyli jestem pod telefonem i w razie awarii muszę mieć komputer w pobliżu). Zaproponowałam, że przyjadę tydzień wcześniej i wtedy pojedziemy po wszystkich grobach w okolicy. Matka nie ma prawa jazdy, a z ojcem się nie odzywa (są w separacji).

Najpierw powiedziała, że jej to pasuje. Wieczorem zadzwoniła, że jednak to głupota, bo ona stroiki zamówiła na środę przed Wszystkimi Świętymi. Stroiki miały iść na nasz lokalny cmentarz, gdzie może podjechać rowerem.

Jeszcze raz powiedziałam, że jeśli chce mojej pomocy, to jestem do dyspozycji tydzień wcześniej i tak usłyszałam, że:
- Nie szanuję starej matki (ma 68 lat);
- Zmuszam ją do dźwigania, a ma chory kręgosłup;
- (Matka) pojedzie rowerem i na 100% ją ktoś potrąci;
- Na wioski to ona musi jechać dzień wcześniej, bo wtedy będzie widać, że był ktoś od nas, bo inaczej to będzie moja wina, że jej kuzynki będą jej głowę suszyć;
- Jak ja potrzebowałam pomocy to ona była pierwsza w kolejce, żeby mi pomóc (jej pomoc- dała mi w prezencie 5 tysięcy na mieszkanie, po czym, gdy już podpisałam akt - kazała je zwrócić, bo ona potrzebuje zrobić remont u siebie. Jednocześnie mojej chrzestnej mówi, że ona mi kupiła wszystkie meble w mieszkaniu).

Teraz już na mnie te zagrywki nie działają, więc powiedziałam jej, że będę tydzień wcześniej i albo z mojej pomocy skorzysta, albo będzie musiała prosić o pomoc kogoś innego.

Inne przykłady jej manipulacji:
- Separacja z ojcem to była wina w 100% ojca i mimo że miałam 24 lata, starała się mnie wciągnąć w ich konflikt i opowiedzieć się po jej stronie. Z moim ojcem przynajmniej odkąd skończyłam 15 lat żyli jak współlokatorzy - ona miała swoją sypialnię, on swoją i każdy z nich swoje życie. Oczywiście przed znajomymi i rodziną grali szczęśliwe małżeństwo. W końcu ojciec stwierdził, że jest zmęczony takim trybem życia, mnie już na stałe w domu nie ma, więc się wyprowadza do mieszkania po dziadku. Mój ojciec nadal nie ma nikogo, nie zdradził jej, ale ciągle się kłócili. Gdy ojciec próbował mieć z matką normalne stosunki, ta przestała się odzywać.
- Krótko po tym, ja rozstałam się z moim ówczesnym chłopakiem, zaczęła robić mi akcje pod tytułem "zostaniesz starą panną, a ja chcę wnuków doczekać". Byliśmy razem od matury, ale po licencjacie okazało się, że mamy różne wizje na życie - on wyjechał do Norwegii (najpierw ustalaliśmy, że tylko na okres wakacji), potem stwierdził, że jest tam super i tam zostanie. Dostałam się na magisterkę, miałam pracę w Polsce i nie chciałam tego rzucać. Spróbowaliśmy chwilę związku na odległość, ale szybko okazało się, że bardziej trzymało nas przyzwyczajenie niż uczucie. Do dzisiaj się kolegujemy. I to jest również solą w oku mojej matki, bo on ma żonę, a ja narzeczonego i nie powinniśmy się spotykać. A najczęściej spotykamy się w czwórkę. Teraz moja matka naciska na ślub, bo cytując: "ja się starzeję i chciałabym być na ślubie, a i ty nie młodniejesz".

I żeby nie było, kocham moją matkę. Mamy momenty gdy bardzo fajnie się z nią rozmawia, chodzi na zakupy czy do spa. Jednak jeśli robię coś, co nie wpisuje się w scenariusz idealnego życia, wyciąga kartę manipulacji. Staram się jej to pokazywać i stawiać granicę co zaczyna działać. Zobaczymy co będzie dalej.

rodzina matka

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (162)