Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#83149

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o chłopcach dokarmianych przez babcię przypomniała mi moją z czasów, kiedy moje dziecko było na początku rozszerzania diety (niemowlak na mleku + wprowadzane małe porcje "normalnego" jedzenia).

Zostawiliśmy dziecko na kilka godzin u dziadków z instrukcją, co i o której powinno zjeść, np. o 12 i 15 mleko, jeśli koło 13 nie będzie spało, to mogą dać kawałek marchewki*. Zaznaczyłam, że jeśli nie dostanie tej marchewki do 14, to potem mają już nie dawać, bo nie zje jej tyle, żeby się najeść, a potem mleka pije tyle, że ulewa**.

Wracamy koło 16, pytam, kiedy jadło, a w odpowiedzi dostaję, że marchewkę o 15, bo wcześniej się bawili, a potem spało i spacer. Mleka nie dali, bo przecież marchewka lepsza.

Dziecko, jak mnie zobaczyło, od razu do piersi, piło łapczywie, a potem do wieczora problem z ulewaniem.

Wieczorem przez telefon poskarżyłam się swojej mamie, że tamci dziadkowie mnie nie słuchają, że ja lepiej wiem, jak reaguje moje dziecko, a oni i tak zawsze swoje. Mama wsparła słowem, a przy kolejnej okazji zrobiła dokładnie tak samo, z takim samym zakończeniem, bo wydziwiam z tymi porami mleka i marchewka jest lepsza.

*Godziny i marchewka przykładowe, bo tego już dokładnie nie pamiętam.
**Z ulewaniem mieliśmy długo problem, konsultowany z lekarzami, niezdiagnozowany, dziecko z tego wyrosło.

Edit:
Moje dziecko ulewało strasznie, jak zbyt łapczywie jadło, a jadło w ten sposób, jak było bardzo głodne. Normalnie w domu karmione na żądanie, u dziadków czy jak mieliśmy gości, zapomniało, że jest głodne, bo się dużo działo i musiałam pilnować, żeby jadło co najmniej co 3-4 h, bo jak nie, to był problem. Zostawiając dziecko u dziadków mówiłam, o której powinno co jeść, żeby nie ulewało. O problemie z ulewaniem dziadkowie doskonale wiedzieli. Był to o tyle poważny problem, że w pewnym momencie (na szczęście nie za długim) dziecko za mało przybierało na wadze.

Dziadkowie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 77 (107)

#68744

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia koleżanki, dodana za jej pozwoleniem.

Koleżanka była w ciąży, niestety dwa tygodnie przed terminem urodziła martwą dziewczynkę. Mała udusiła się pępowiną.

W szpitalu, w którym rodziła, umieścili ją w sali razem z matkami. Matkami z nowo narodzonymi dziećmi. Pielęgniarki nie mogły zrozumieć, dlaczego jej mąż zrobił taką aferę...

szpital poród

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (396)

#83046

~jakaskasjerka ·
| Do ulubionych
Chciałabym skomentować https://piekielni.pl/82943... Lecz od drugiej strony - od sprzedawcy.

Pracowałam w paru sklepach. Nawet obecnie pracuję w osiedlowym, jednym z kilku w okolicy. A w tych kilku są dwie sieciówki.

"Sprzedajemy" butelki po 50 groszy. W dwóch miejscach doskonale widocznych dla klientów (w tym na drzwiach wejściowych) jest przyklejona informacja, że butelek nie przyjmujemy bez paragonu. Mniej lub bardziej stali klienci czy "zbieracze" oraz znajomi klientów wiedzą, że bez paragonu przyjmujemy butelki, ale po 35 groszy. Niektórym stałym klientom naprawdę nie zależy na tych "groszach", choćby i kupowali 10 butelek dziennie. Ale są też i inni.

Od wewnątrz sytuacja wygląda tak: sklep płaci za każdą butelkę zwrotną 50 groszy dostawcom. Stąd korzystniej dla sklepu jest mieć butelki na wymianę dla dostawców. Na wymianę, ale nie na sprzedaż, bo my nie możemy sprzedać dostawcy butelek. Nie możemy mu też dać butelek od piw, których nie dostajemy czy butelek bezzwrotnych.

Jako, że jestem "nowa" w tym sklepie (pracuję ponad pół roku), nadal trafiają się jednostki, które uporczywie twierdzą, że tych 60 butelek mają z tego sklepu i nigdzie indziej nie kupują... A ja ludzi pierwszy raz na oczy widzę. Nie ma paragonu, nie ma zwrotu za 50 groszy. Bez paragonu zwrot za 35 groszy i to tylko wtedy, gdy mam fizyczną możliwość je przyjąć (puste skrzynki).

A dlaczego ja jako sprzedawca upieram się, żeby klient miał paragon? Bo nie chodzę za nim po zakupach w moim sklepie. Nie widzę, czy kupując u mnie 3 piwa nie poszedł dalej i nie kupił 10 w sieciówce, która sprzedaje piwa w butelkach zwrotnych bez kaucji (doliczają jakiś procent do sprzedaży i butelek nie przyjmują, np. u mnie piwo X jest za 2,20 a u nich za 2,50 - ale mają inne ceny u dostawcy, więc im się to i tak opłaca). Przyjdzie do mnie Pan YZ z tymi 60 butelkami i zażąda pieniędzy, bo on wszystko kupił u nas. To nic, że 10 jest bezzwrotnych, 10 z marki, której nie mamy w sprzedaży i 20 z innej linii produktu, której nikt u nas nawet na oczy nie widział. Ja płacę za butelki źle przyjęte do zwrotów czy na wymianę. Inne niż w sprzedaży, pęknięte, wyszczerbione... To wpływa na moją wypłatę. Wpływa też na wypłatę innych sprzedawców.

- Wszystko kupiłem tu!
- A kiedy to pan kupił?
- Wczoraj! Więc, k***o, oddawaj pieniądze.
- Ale pan wie, że tu są kamery? I ona nagrywają nawet dźwięk?
- A to nie są atrapy?

Większość takich "klientów" ucieka szybciej, niż się pojawia. A ja jako ta "nowa" mam ich codziennie kilku...

Niestety są też tacy, co zwyczajnie próbują wykorzystać fakt, że nie ma ruchu i próbują złamać sprzedawcę, tłukąc butelki, których się nie przyjmie i nawet potrafią rzucić butelką we... We mnie. I to jest tylko sytuacja z ostatnich kilku dni.

Proszę więc Was, drodzy użytkownicy tego zacnego serwisu, żebyście nie gnębili kasjerek i kasjerów za to, że czegoś nie mogą przyjąć. Bo nawet piwo Piekiełko jest inne niż piwo Piekło i jedno można kupić tylko u mnie, a drugie tylko w sieciówce. A jak widzicie, że jakiś klient rzuca w kasjerkę butelką, reagujcie tak, jak moi stali klienci. Być może tylko dzięki nim nadal mam twarz, oczy, uszy czy w ogóle życie.

sklep kaucja butelki butelka piwo życie

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (115)

#83045

(PW) ·
| Do ulubionych
Na stronie TVN24 (uprzedzając debilne komentarze: czytuję różne media, żeby poznać różne punkty widzenia i opinie na temat tej samej sprawy) przeczytałem o debilu, który szalał - a jakże - BMW po osiedlowych uliczkach w Warszawie. Debil debilem, nie pierwszy i nie ostatni.

Przerażające i piekielne jest to, że w komentarzach pod artykułem jacyś jemu równi idioci bronią tego "rajdowca" i obrażają oraz oskarżają o różne rzeczy osoby, które próbowały dokonać obywatelskiego zatrzymania bezmózga stwarzającego zagrożenie.

Ciekawe, czy takie same komentarze głosiliby, gdyby ten kretyn rozwalił ich stojące pod blokiem auta albo zabił idącego chodnikiem członka rodziny ameb intelektualnych piszących te komentarze.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (142)

#83077

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyjacielowi tak się zniefarciło, że jego firma postanowiła nie przedłużać z nim umowy z dnia na dzień w połowie sierpnia, a w jego zawodzie rekrutacja do pracy w 99% branży ma miejsce w maju i czerwcu.

Ponieważ w czerwcu przyjaciel słyszał zapewnienia, że jak najbardziej, w sierpniu podpisuje kolejny kontrakt, jak tylko urlopy się skończą i jego miejsce pracy jest absolutnie bezpieczne, nie szukał niczego innego zawczasu. I zonk, bo czynsz płacić trzeba, a pracy niet, więc chwilowo wylądował w restauracji na zmywaku.

Zapi*rdol jak zapi*rdol, wiedział, na co się pisze, więc nie narzeka. Narzeka za to na rzeczy, które ludzie zostawiają po sobie na talerzach:

- nietknięta porcja, jeszcze ciepła, z petem wetkniętym w środek jedzenia,
- koktajl piwno-ślinowy z garścią petów w kuflu,
- pety w zasadzie we wszystkim,
- zestaw gum do żucia, którym ktoś przykleił filiżankę do spodka,
- pampers z zawartością ukryty w wielkiej stercie papierowych serwetek,
- smarki rozsmarowane wzdłuż brzegu talerza.

Restauracja z tych dla klientów z (dużo) grubszym portfelem. Garniturki, białe kołnierzyki, torebeczki od Prady itd.

Ukułam zatem nową paremię: chcesz poznać człowieka, zacznij po nim sprzątać...

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 149 (169)

#68726

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam 19 lat, więc nie tak dużo czasu minęło, odkąd chodziłam do podstawówki czy gimnazjum, ale aż mam ochotę powiedzieć "co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą".

Droga do mojej szkoły prowadzi też do instytucji wyżej wymienionych.

Parking niedaleko gimnazjum okupowany przez "nałogowych palaczy" nie jest aż takim smutnym widokiem, jak to, że chłopcy niżsi ode mnie o głowę dmuchają mi tym dymem prosto w twarz, kiedy chcę przejść obok nich (chodnik, na którym zwykle stoją jest dosyć wąski), a ich koleżanki, zwykle ubrane w krótkie spódniczki i bluzki z dekoltem do kolan, im przyklaskują i komentują tekstami typu "pewnie sama nie pali, bo nie umie i pewnie cycków nie ma, bo ich nie pokazuje"...

Gimbaza gimbazą, ale żeby dzieci w wieku mniej więcej 7-10 lat kłóciły się o to, kto będzie jaką postacią z GTA V albo wyzywały się od k… ch... p...?! Dzisiaj, wracając ze szkoły, usłyszałam rozmowę dzieciaków na oko 11-letnich o tym, kto może im kupić wódkę albo chociaż piwo.

Zastanawia mnie, czy to ja jestem jakaś dziwna, że takie sytuacje mnie zasmucają, czy jednak ten świat zmierza w złym kierunku?

dzieciaki

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (329)

#68736

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakieś dwie godziny temu zostałam porządnie opierniczona przez przypadkowego przechodnia. Rzekomo chowam, a nie wychowuję swoje dziecko.

Dlaczego pan tak stwierdził?

Cóż, nie zapałałam entuzjazmem na jego propozycję, że moja 14-miesięczna córka może potrzymać na smyczy radośnie hasającego kundelka.

Nie wiem, czy tylko ja uważam, że dziecko, które dopiero jakieś dwa tygodnie temu nauczyło się chodzić z takim zadaniem chyba by sobie nie dało rady?

zagranica

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (264)

#83119

(PW) ·
| Do ulubionych
Z pamiętnika urzędnika...

Pracuję w małym urzędzie gminy, referat komunalny. W urzędzie mamy taki regalik, na korytarzu, na którym są worki na śmieci segregowane. Wiecie, osoby nowo wybudowane, nowi mieszkańcy czy po prostu jakiś potrzebujący przyjdzie, poprosi albo i sam weźmie kilka worków, coby miał w czym wystawić śmieci. Właśnie... Kilka...

Mam pokój i biurko akurat tak usytuowane, że widzę regalik doskonale. W przeciągu miesiąca jedną osobę widziałem już ze 4 razy, jak przychodziła i brała po 1 ROLCE z każdego rodzaju worków na śmieci. 15 sztuk w jednej. Przy czym raz w miesiącu wywożone są odpady segregowane, a za pełne worki wydawane są puste.

I tylko pytanie: po co... Zaoszczędzenie kilku złotych w sklepie na normalnych workach?

urząd gminy

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (110)

#83044

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedługo wyjeżdżam na urlop i przypomniała mi się historia sprzed lat.

Znajomi wybrali się podobnie w ciepłe kraje, ale w większej ekipie: piątka dzieci, trzech ojców, dwie matki i jedna MADKA.

Jej zachowanie dało się we znaki wszystkim. Podam te przykłady, które pamiętam:

1. Gotowanie posiłków.

Spoczywało na całej grupie, jako że nie mieli wykupionego "olinklusif", ale dostęp do kuchni jak najbardziej. Wszyscy kolejno udzielali się gastronomicznie (bez względu na płeć), MADKĘ musiał podczas jej kolejki zastąpić mąż... Ale to samo w sobie nie jest piekielne, nie każdy się w kuchni dobrze czuje. Natomiast robienie córkom zupy w proszku, twierdząc, że "one tego, co ugotowałaś nie lubią", podczas gdy ktoś stał przy garach pół dnia nie jest ok. Zapytano więc dzieci. Lubiły. Zjadły wszystko. Zupa w proszku poszła w kosz, ale mało brakowało.

2. Zajmowanie się dziećmi na plaży.

Najmłodsze 5 lat, najstarsze 15. Przynajmniej jedna osoba miała wartę, jeśli bawiły się na plaży (czasem większość obserwowała dzieci, niekiedy jednak sobie rozmawiali lub czytali książki, ale pilnowano, aby dzieci były pod okiem przynajmniej jednego rodzica).

Do wody wchodziły z dwojgiem, trojgiem dorosłych (i nigdy podczas czerwonej flagi!). MADKA też patrzyła na dzieci, ale tylko swoje i tylko w jednym celu. Co pół godziny przebudzała się z drzemki (ciężko powiedzieć, czy spała faktycznie, leżała z zamkniętymi oczami, z nikim praktycznie nie rozmawiając) i wołała do siebie córki. Potem kazała się im obracać wokół własnej osi, ażeby ustalić, "czy równo się opaliły" (sic!). A jeśli tak nie było w jej opinii, dziewczynka (albo obie) musiała kłaść się koło niej i "doopalić" zbyt bladą stronę.

Po powrocie z plaży nacierała je intensywnie oliwką, żeby je... Nabłyszczyć? Biedne dzieci ciągle się do czegoś lepiły, bo MADKA nie rozumiała, jak i kiedy oliwki należy używać.

3. Zabawa dzieci.

Któregoś popołudnia dzieci bawiły się we wspólnym pokoju, aż młodsza z córek (11 lat) MADKI wpadła z płaczem, że pozostałe dzieci powiedziały jej, że śmierdzi. Na takie wyznanie dziecka MADKA wpadła w szał. Teoretycznie słuszny.

Ale po dopytaniu pozostałych dzieci wyszło na jaw nieporozumienie. Otóż jedenastolatka dostała od MADKI lakier do paznokci i uznała, że wspólny pokój będzie idealnym miejscem, aby urzeczywistnić wizję idealnie pięknego dziecka. Oczywiście dziewczynka nie rozumiała, że nie powinna tego robić przy innych dzieciach (a już na pewno tego, że jest na to za młoda), więc ochoczo się zabrała do pracy. Jako, iż lakier ma dość charakterystyczny i intensywny zapach, pozostałe dzieci powiedziały, żeby przestała albo sobie gdzieś z tym poszła. Zaś na pytanie "a co wam to przeszkadza?”, odpowiedziały zgodnie z prawdą: "śmierdzi".

Mimo to, MADKA nie zrozumiała reakcji dzieci ani rodziców. Jej córeczkę skrzywdzono, ją obrażono itd.

4. Pomoc w organizacji.

MADKA na plażę niosła torebkę. Leżaki, parasol, sprzęty nosił mąż, czasem na dwa razy. Gdy inni uczestnicy wycieczki się zorientowali, jak go wykorzystuje, zaczęli mu pomagać, aby nie dźwigał wszystkiego sam.

5. Wieczorne wyjścia.

Chyba nie muszę pisać, że MADKA z córkami zbierały się na s p a c e r po bulwarach 45 minut minimum? Ani że i tak nikt ich po ciemku nie widział - ani tego, czy miały pasującą sukienkę do sandałków, a sandałki do torebki siostry, a torebkę siostry do kapelusza MADKI itd...

Oczywiście, uprzedzam pytania. Tak, pozostałe małżeństwa to też dorośli ludzie. Tak, niejednokrotnie zwracali uwagę MADCE. A ta? Przytakiwała, no tak, masz rację, ależ oczywiście i na następny dzień powtarzała szopkę. W twarz przyznawała, że faktycznie, niewłaściwie się zachowuje, ale zaraz następował zanik pamięci krótkotrwałej. Wytrzymali jakoś do końca i więcej na wspólny wyjazd nie zapraszali.

MADKA na wakacjach

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (138)

#83038

~rychu ·
| Do ulubionych
Jestem żonaty od 15 lat.

Przed kilkoma laty małżeństwo dopadł kryzys, którego nie udało nam się przezwyciężyć. Dodatkowo, niedawno odkryłem, że żona od dłuższego czasu mnie zdradza, na co udało mi się zdobyć dowody.

Jestem człowiekiem zapobiegawczym, więc intercyza spisana była. Całość majątku należy do mnie, żona nie wniosła nic, a od kiedy jesteśmy małżeństwem nie pracowała.

Sprawa wydaje się prosta, czyż nie? Prawnik, rozwód z jej winy i do widzenia.

Otóż nie ma tak łatwo. Zorientowawszy się, że wraz z małżeństwem skończy się wożenie czterech liter mercedesem, shoppingi i egzotyczne wycieczki, postanowiła podważyć intercyzę, twierdząc, że do jej podpisania została zmuszona.

Sprawa ciągnie się drugi rok.

małżeństwo kobiety

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (187)