Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#85924

(PW) ·
| Do ulubionych
Odziedziczył chłop kamienicę. Prawie pustą. Z jednym lokatorem. Lokator płacący. Ponadto odziedziczył ją z Zarządcą.
Ponieważ kamienica jest w stanie wskazującym (na potrzebę remontu), to Inwestor zlecił mi inwentaryzację na potrzebę przyszłego projektu.
No i kiedy ktoś inny niż Zarządca zaczął patrzeć na tą kamienicę okazało się co następuje:

1) Lokator ma psa, a pies wyprowadza się sam na klatkę schodową i strych, sadząc miny gdzie popadnie. Miny są tam w różnym stopniu rozkładu i zmumifikowania, więc to nie jest jakiś jednorazowy wypadek, a lokator - żeby po nich nie stąpać, to miotełką je sobie rozgarnął na drodze od drzwi wejściowych do swojego mieszania.

2) Lokator lubi rożne rzeczy zbierać, a ponieważ nie musi się ograniczać, zapełnił huiwieczym piwnice i strych budynku. Ze wstępnego oglądu są tam jakieś weki porośnięte sfilcowanym kurzem, pościele porozwieszane girlandami nad polami zasuszonych min, bagażnik od "malucha" i kilkanaście metrów sześciennych reklamówek.

3) Lokatorowi pękła rura i zalał mieszkanie piętro niżej. Ktoś wykazał się na tyle małym refleksem, że gdy do tego mieszkania dotarłam, plecha na ścianach była grubości palca, a pomiędzy klepkami parkietu urosła pleśń wielkości podgrzybków.

Z pominięciem Zarządcy, poinformowałam o wszystkim szczęśliwego właściciela tej hodowli grzyba. Zarządca w wyniku konfrontacji przyjął następującą linię obrony:
przesadzam. W budynku jest wszystko ok, a po grzybie wystarczy maznąć wapnem. A ja dramatyzuję i szczuję Inwestora przeciwko Zarządcy, żeby sama przejąć kamienicę w zarząd, a potem postępem przejąć ją na własność.
Aha.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (136)

#85863

(PW) ·
| Do ulubionych
W dużym skrócie, 3 lata temu zmarł mi wujek. A jako, że wcześniej zmarła jego córka i żona, to ostatnie lata korzystał z życia jak tylko mógł. Po prostu nie oszczędzał, kredyty jakie tylko mógł, mieszkanie sprzedał na zasadzie mieszka do śmierci itd.
W każdym razie jako zgodnie z prawem najbliżsi żyjący krewni (potomkowie rodzeństwa rodziców wujka), ja i kuzynka, dostaliśmy kukułcze jajo w postaci spadku czyt. długu.
Oczywiście odrzucony. Pierwszy ja, potem po sprawie sądowej córka i teoretycznie sprawa czysta.
No ale firma co dług wykupiła, nie przyjęła tego do wiadomości i co miesiąc dostajemy pismo aby zapłacić tylko 60 tysięcy złotych, bo skierują sprawę do sądu. Kiedyś zadzwoniłem i informuję iż posiadam notarialne odrzucenie.

Oczywiście, to kiedy Pan zapłaci?

OK, to się bawimy. Jako iż unikam jak mogę podawania moich danych, a poprosili, cóż nazwisko i adres znają to podam, ale poprosili o pesel celem weryfikacji, to podałem pesel jaki kiedyś wymyśliłem do rejestracji na różnych portalach i o dziwo działał. I najlepsze babka w słuchawce potwierdziła iż się... zgadza!

A teraz finał. Pismo z esądu z nakazem zapłaty - moje dane i pesel podany z d..y.
Kto piekielny? Firma windykacyjna, która nie wiem co ugra wiedząc o odrzuceniu spadku, bo prawnik wyjaśnił mi, że moje dane mieli z kopii aktu odrzucenia jako wierzycieli (pesel i imiona rodziców są tam dla nich niejawne),
Czy esąd, co klepnął ot tak pismo bez weryfikacji danych?
Sprzeciw już poszedł poparty aktem i błędnym peselem.
Czekam na rozprawę i zgłosiłem na policję próbę wymuszenia.

Firma windykacyjna

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (184)

#85865

~Pep ·
| Do ulubionych
W domu rodzinnym mama miała pieska i kota. Pies od 8 lat, głupi york, ale bardzo pocieszny.

Odkąd poszłam na studia, a tata wracał tylko na weekendy, mama przebywała ze zwierzakami. Parę dni temu, podczas wypuszczenia psa na podwórko (brak możliwości podkopu, podwórko było dobrze ogrodzone) okazało się, że bramka była uchylona. Psa potrącił samochód. Mama bardzo przeżyła śmierć przyjaciela, bardzo (trzymała martwe ciało zmasakrowanego zwierzaka na rękach, mówiła do niego, widok tragiczny). Poszła kolejnego dnia do babci (swojej mamy, która mieszka po przeciwległej stronie ulicy).

To co powiedziała babcia mnie zszokowało.

>I dobrze. Bardzo dobrze, że go pie*****ął samochód, spokój będzie. Jeszcze tego kota żeby ktoś rozjechał.
>Głupia za psem płacze, a ludzie umierają... U Kazika to jego żona zmarła na raka...

Głupi pies... Który dla mamy był na co dzień jedynym przyjacielem.

Kurpie

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (135)

#85858

(PW) ·
| Do ulubionych
Jako kierowca, który spędza mnóstwo czasu na trasach i autostradach, uznałem że muszę gdzieś w końcu wylać swoje zdenerwowanie spowodowane przez innych kierowców.

Zacznę od tego, że bardzo nie lubię generalizować/uogólniać, ale wniosek nasuwa mi się jeden - nasz naród nie potrafi bezpiecznie się poruszać po ulicach. No bo jak to jest, że gdzie bym się nie jeździł, to wszędzie, ale to wszędzie stawiany jestem w podobnych sytuacjach?

Sytuacja 1:
Jadę sobie spokojnie w kolumnie aut, ok. 80km/h, trzymając odpowiedni odstęp. Nie mija chwila, a widzę w lusterku maskę jakiegoś wysokiego busa. Tak, widzę tylko maskę, gdyż gość "wisi mi tak na zderzaku" tak, że nie widzę nawet jego reflektorów w lusterkach. Co chwila się wychyla, aż w końcu postanawia rozpocząć manewr wyprzedzania na podwójnej ciągłej wzdłuż zakrętu. Z naprzeciwka pojawiają się auta. Bus gwałtownie hamuje i wpycha się przede mnie, przez co ja muszę się stresować niebeczieczną sytuacją i hamować, żeby pan pospieszny nie miał czołówki.

Sytuacja 2:
Zauważyłem, że zawsze gdy trzymam w dużym ruchu odstęp od auta przede mną, zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który musi się tam wepchnąć "na styk", przez co ja tracę bezpieczny dystans od kolejnego auta przede mną. Zawsze to samo.

Sytuacja 3:
Po raz kolejny niebezpieczne wyprzedzanie. Tyle, że w tym wypadku dwa kilometry dalej doganiam tego spieszącego się kierowcę i widzę, jak skręca i parkuje. To chyba najbardziej mnie dziwi. Wcześniej doprowadził do bardzo niebezpiecznej sytuacji tylko po to, aby zyskać ile, 10 sekund czasu? Czy to serio jest tego warte?

Bardzo mnie irytuje wszechobecny pośpiech i przekonanie, że jak się będzie jeździć tak szybko, to się czas zaoszczędzi. Prawda jest taka, że po takich niebezpiecznych manewrach i tak albo znowu się trafi na kolumnę aut, ciężarówkę, światła i inne utrudnienia, które zniwelują to co nadgoniliśmy i ostatecznie wychodzi nam może z 5, 6 minut różnicy w czasie? Ale co tam, lepiej stwarzać zagrożenie na drodze, bo jestem ważniejszy!

ruch_uliczny wyprzedzanie pośpiech

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (119)

#85861

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka ze mnie łamaga, że będąc w ciąży złamałam nogę. Pominę piekielność na SOR-ze.

Po raz pierwszy od kiedy złamałam nogę, sama (wcześniej nie wychodziłam bez męża by niepotrzebnie nie ryzykować upadku) wybrałam się do sklepu, który mam tuż pod domem. Powoli człapię o tej mojej kuli, biorę grzecznie wózek, ustawiam się tak by nikomu nie przeszkadzać. Zostawiam wózek i podchodzę do półki by wybrać interesujące mnie produkty, wracam do mojego wózka, i zaskoczenie. Ktoś połakomił się na wózek. Troszkę opadły mi ręce i cycki. Nie odeszłam jakoś daleko. Wózki stały przy kasach, czyli dla zdrowej osoby kilka sekund by takowy wziąć. A dla mnie ponowne skakanie po wózek z zakupami w ręku. W moim odczuciu jak najbardziej piekielne.

sklepy

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (138)

#85856

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, czy to mi "madkowe" hormony padły na mózg, czy niektórzy po prostu nie powinni mieć dzieci.

Nurtowała mnie jedna kwestia, więc poszukałam w necie jakiegoś forum, żeby poczytać o doświadczeniach innych rodziców. Od wątku do wątku poczytałam na jakimś forum o zwyczajach "sennych" niemowlaków. Jedna wypowiedź przykuła moją uwagę.

"Mój ciężko zasypiał wieczorem, domagał się lulania albo przytulania z nami w łóżku. Potrafił tak marudzić godzinę, zanim zasnął. Pewnego dnia powiedziałam dość, ja też muszę się wyspać i nie będę przyzwyczajać do lulania za każdym razem. Wystawiłam łóżeczko do pokoju starszej córki, jak uznawałam, że czas iść spać, to kładłam do łóżeczka i wychodziłam, potrafił ryczeć 3 godziny, ale nie interesowało mnie to. Czasem do wycia dołączała się córka, bo nie mogła spać, ale nie reagowałam - chciałam, aby nauczyli się, że nie zawsze będę do nich doskakiwać, jak tylko zapłaczą. Teściowa twierdziła, że miesięczny dzieciak jest za mały, aby go zostawiać samego, aby zasnął, ale ja uważam, że nie można dać sobie wejść na głowę, pamiętajcie, mamy, wasze potrzeby są równie ważne, co potrzeby dziecka!".

Pojawiły się dwa głosy mocno krytykujące wpis, jeden nawet sugerujący, że jego autorkę powinna odwiedzić opieka społeczna, ale poza tym same "zachwycone" mamy, piszące:

- Masz rację, dzieci trzeba wychowywać od początku!
- Nie przejmuj się krytyką, niektóre pewnie jeszcze roczniaki lulają do spania!
- Już widać, że święte matki polki by cię najchętniej zjadły!

I teraz się zastanawiam, czy to ze mną jest coś nie tak, że serce mi pęka, jak pomyślę o miesięcznym dziecku płaczącym przez 3 godziny...

rodzice

Skomentuj (74) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (190)

#85846

(PW) ·
| Do ulubionych
Powrót po świętach, lotnisko Okęcie, już siedzę na bramce i widzę taką scenkę (jak się okazuje pierwsza z serii).

Siedzi sobie facet z jakąś babeczką, obok nich walizki, na siedzeniach kurtki. Nie wiem, jak długo siedzieli, ale facet wstał chyba rozprostować kości, w pewnym momencie do opuszczonego przez niego miejsca podchodzi kobieta, bardzo drobniutka i malutka (wyglądała bardzo młodo), chyba z synem (10+?), i po prostu benc, sobie siada na tym opuszczonym przez niego miejscu, no cóż, może go nie zauważyła, choć trudno byłoby.

Jak niektórzy wiedzą, jak już jest blisko do odprawy, tak zwanego boardingu, to ludzie stoją już w kolejce z paszportami w ręku. Gdy już zaczęła się faktyczna odprawa, to ta kobieta z dzieckiem jakby nigdy nic, po prostu wstała i podeszła na początek kolejki, nie przejmując się tymi kilkudziesięcioma osobami, które już stały w kolejce.

No to tak sobie pomyślałem, będzie ciekawie. Następny atak nastąpił przy przechodzeniu z autobusu do samolotu (nie mam pojęcia, dlaczego Polskie Linie Lotnicze nie podstawiają samolotu do rękawa?). Pani z dzieckiem, skoro weszła pierwsza, usiadła w autobusie na końcu. Gdy ludzie zaczęli przechodzić z autobusu do samolotu coś tam w drzwiach samolotu utknęło i stała kolejka na schodkach, wijąc się tak do autobusu. Zgodnie z wcześniejszymi poczynaniami, panienka z okienka ominęła kolejkę i podeszła od razu do schodków, ale chyba nie dała rady się przebić od razu na górę.

Nie wiem czy to jest piekielne, czy po prostu ma na wszystkich wywalone? A może po prostu tak ceni swój czas. Nie wiem, po prostu taka moja obserwacja.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (92)

#85853

(PW) ·
| Do ulubionych
Dla tych, co narzekają na polską służbę zdrowia.

Mam brata - mieszka w Londynie i tam jest objęty ubezpieczeniem zdrowotnym - a tamtejsi lekarze leczą wszystko aspiryną.

Podejrzewał u siebie zaburzenia pracy tarczycy, a szczęśliwym zbiegiem okoliczności ja pracuję w Katedrze Endokrynologii. Podpytałam lekarzy, jakie powinien zrobić badania, żeby potwierdzić lub wykluczyć takie zaburzenia. Z listą badań brat udał się do prywatnego laboratorium podczas swojego pobytu u rodziców na święta. Z badań wyszła choroba Hashimoto i wypadałoby jeszcze do kompletu zrobić usg.

Udał się zatem z tymi wynikami do swojej GP, żeby pokierowała dalej. I brat dostał skierowanie... na badania laboratoryjne, takie same jakich wyniki przedstawił.

Pani doktor, zapytana, po jakie licho zleca je jeszcze raz, odpowiedziała, że tych zrobionych w Polsce nie rozumie...

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (130)

#85904

~Jiana19 ·
| Do ulubionych
W jednym z hipermarketów widziałam wczoraj młodego chłopaka (około 20 lat) na stoisku z bakaliami, stał i obierał z łupek pistacje. Obrane wrzucał do woreczka na zakupy, a łupinki z powrotem do pistacji.

Teraz już wiem, dlaczego mam aż tyle łupinek, jak kupuję pistacje na wagę.

Ciekawa jestem, czy owoce też obiera przed zważeniem?

hipermarket bakalie

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (107)

#85836

~KierownikIC ·
| Do ulubionych
Jestem kierownikiem pociągu.

Dostałem kolejną skargę. Dwie strony A4, w których opisano m. in. to, że paliłem w przedziale papierosa i zachowywałem się wulgarnie wobec pasażerów. Sam pociąg przez większą część trasy miał jechać z otwartymi drzwiami, a gdy podróżny przyszedł mi to zgłosić, to miałem kazać samemu mu je zamknąć. W skardze był numer pociągu, relacja, mój numer służbowy, a także rysopis. Żeby nie było najmniejszej wątpliwości, że skarga dotyczy właśnie mojej osoby.

Tej skargi nie mógł napisać podróżny. Na 99,9% autorem jest jeden z moich współpracowników, który mógł sprawdzić, kiedy i na którym pociągu będę pracował. A kto to może być, mogę jedynie przypuszczać.

W dniu, w którym planowo miałem prowadzić ten pociąg, zmuszony byłem praktycznie w ostatniej wziąć urlop na żądanie, o którym autor nie mógł wiedzieć. W pociągu pracowały dwie moje koleżanki.

Tyle, jeśli chodzi o atmosferę w mojej pracy.

Kolej

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 247 (255)