Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

#84617

(PW) ·
| Do ulubionych
Przed wyborami działała znowu strona, która umożliwia łatwe porównanie swoich poglądów z deklaracjami komitetów wyborczych. Podesłałem link przyjaciołom i znajomym - no i się zaczęło.

Kilkoro z nich (raczej z grona dalszych znajomych) z oburzeniem zarzuciło mi, że kłamię na temat ich poglądów. Zdziwiłem się, bo dawno nie rozmawialiśmy na te tematy, więc przy najbliższym spotkaniu spytałem, o co chodzi.

I okazało się, że moje kłamstwo to wynik, jaki zobaczyli na ww. stronie, bo oni absolutnie nie popierają charakterystycznie ubranego polityka uważanego powszechnie za „oszołoma”. A strona (czyli niby JA) tak pokazuje.

Proszę więc o przedstawienie sprawy po kolei. A było tak:

* odpowiedzieli zgodnie ze swoimi poglądami na 24 pytania na stronie;
* w podsumowaniu zobaczyli wyniki, czyli zgodność ich odpowiedzi z odpowiedziami komitetów wyborczych na TE SAME PYTANIA;
* są oburzeni, że na 80-95 % pytań odpowiedzieli tak samo, jak komitet „oszołoma” (bo oni absolutnie nie zgadzają się z tym panem);
* oni popierają inne partie, dla których zgodność odpowiedzi była w okolicach 30-50% (w przypadku jednego komitetu nie było porównania, gdyż komitet odmówił odpowiedzi);
* i to jest MOJA wina, JA kłamię, razem z tą wredną stroną.

Zastanawiam się, czy o wytłumaczenie ich postępowania prosić socjologów, psychologów czy od razu psychiatrę.

ogłupianie wyborcze

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (206)

#84735

~jlhjlhkjh ·
| Do ulubionych
Mieszkamy razem od 5 lat.

Średnio raz w miesiącu, czasem rzadziej, jeżdżę do rodzinnego miasta na 2-3 dni, czasem tydzień.

Zawsze do niej dzwoniłem, rozmawialiśmy, no normalna rzecz. Ostatnio jednak zrobiła mi gigantyczną awanturę, że mam przestać do niej dzwonić, bo ona nie chce ze mną rozmawiać, nie ma o czym ze mną rozmawiać, chce pobyć sama, a poza ją kontroluję i zmuszam do tłumaczenia się z każdej myśli - tak powiedziała.

No to wziąłem to sobie do serca i przy następnym wyjeździe nie dzwoniłem.

I zgadnijcie, co.

Tak jest - zadzwoniła z pretensjami, czemu do niej nie dzwonię...

kobiety związki

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 122 (214)

#84929

(PW) ·
| Do ulubionych
Praktyki wakacyjne w szpitalu.

Dzień 1.
Przyjmujemy planowo pacjenta na oddział. Pacjent następnego dnia ma mieć przeprowadzony zabieg w sedacji (środki uspokajające, nie ma utraty świadomości - przyp. red.). Odbywa się konsultacja z anestezjologiem.

Dzień 2.
Zabieg zaplanowany na godzinę 9. Jedziemy po pacjenta na salę. Gościa brak. Nie ma go w toalecie ani żadnej innej sali na oddziale. Każde wyjście z oddziału musi być zgłoszone pielęgniarkom. To nie było. Pacjent znajduje się po godzinie. Gdzie był? W kawiarni na parterze, bo mu jeść nie dali, a on był głodny. Zachłystowe zapalenie płuc jest przecież przyjemnym doznaniem. :)

Dzień 3.
Lekarz, który miał wykonać zabieg tego dnia pracuje w innym szpitalu, więc pacjent leży.

Dzień 4.
Zabieg w końcu się udaje.

Dzień 5.
Po pacjenta "zapomina" przyjechać rodzina.

Dzień 6.
Po telefonie do rodziny i pogrożeniu policją w końcu ktoś po pacjenta przyjeżdża.

Pacjent miał być w szpitalu od godziny 9:00 w poniedziałek do godziny 12:00 w środę. Został do wieczora w sobotę. I zadajcie sobie pytanie, kto za to zapłaci? :)

szpital

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (160)

#84945

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia może bardziej śmieszna niż piekielna. Zasłyszana od chrzestnej.

Okres przedświąteczny, chrzestna wybrała się na pocztę, by odebrać paczkę. Stała w dosyć długiej kolejce, gdy na pocztę wszedł kurier znanej firmy. Podszedł do jednego pustego okienka (ubezpieczenia lub kiosk).
K: Dzień dobry, szukam pani Takiej i Takiej, mam dla niej paczkę zaadresowaną na adres poczty.

Pani w okienku popatrzyła dziwnie.
P: Niestety nie pracuje tu taka pani, może jest w którymś z biur położonych w budynku poczty, sprawdzę.

Postukała coś na komputerze, pokręciła głową.
P: Niestety, nie ma takiej tutaj, może pomyliła adresy?

Kurier podziękował, usiadł na krześle i zadzwonił pod numer na paczce.
K: Dzień dobry, tu kurier Znanej Firmy, mam dla pani paczkę, ale wydaje mi się, że źle ją pani zaadresowała.

Chwila przerwy, gdzie pani tłumaczy coś kurierowi.
K: Nie, zaadresowała pani paczkę na Pocztę, a nie pracuje pani tutaj i nie mam komu zostawić tego.

Znowu chwila przerwy.
K: Nie, proszę pani, nie pracuję na poczcie i nie mogę zostawić tu paczki, bo pani nie będzie mogła pokwitować odbioru.

Znowu chwila przerwy.
K: Nie jestem z Poczty, nie mam prawa zostawić tam paczki, kurierów zamawia pani do miejsca, gdzie pani będzie mogła podpisać, że pani odebrała, inaczej może pani złożyć na mnie skargę, że oddałem paczkę niewłaściwej osobie. Mogę pani przywieźć to, gdzie pani tylko chce, ale nie zostawię tego na poczcie.

Po tym rozłączył się i siedział załamany przez kilkanaście minut.

Czy pani podała swój adres domowy? Nie wiem, ale jeżeli nie, to musiała udać się na pewno dalej niż na pocztę, aby paczkę odebrać.

kurierzy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (320)

#84724

(PW) ·
| Do ulubionych
Stereotypy...

Szukałam specjalisty ds. obsługi biura zarządu. W wymaganiach wypunktowana była przynajmniej podstawowa znajomość kodeksu spółek handlowych, ustawy o zamówieniach, procedur zwoływania i protokołowania posiedzeń rad nadzorczych czy walnego zgromadzenia no i Excel na poziomie bardzo dobrym.

Pensja 4,5 brutto w średnim mieście na południu Polski, więc pomimo braków na rynku zgłosił się tabun chętnych. Wpłynęło prawie 150 cv, z czego prawie 100 nadawało się od razu do kosza.

Przede wszystkim zgłosiły się osoby, których nie chciałabym zatrudnić nawet w recepcji. Panienki po ogólniaku z doświadczeniem jako ekspedientka. Na rozmowę od biedy zapraszałam nawet byłe sekretarki z nadzieją, że może ich stanowisko to taka zmyłka. Część z nich oczekiwała dużych pieniędzy za kompletny brak kompetencji. "Bo przecież to rekrutacja do biura zarządu, a biuro zarządu to taki sekretariat, a jeśli sekretariat, to nauczę się książki telefonicznej z firmy i będę ładnie łączyć rozmowy."

Na 150 osób nie zgłosił się nikt, kto znałby dobrze ksh, wymagane podstawy znało 11, ci sami znali również ustawę o zamówieniach publicznych, a do ich nauczenia nie trzeba przecież kończyć prawa.

11 osób na 150 zrozumiało właściwie sens ogłoszenia. Reszta wyobraziła sobie, że to praca sekretarki, a do tego każda ładna się nada.

Zgroza.

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (184)

#84697

~xyzabc ·
| Do ulubionych
Państwowa uczelnia wyższa. Przedmiot flagowy na roku. Stacjonarny tryb studiów.

Żeby uzyskać dopuszczenie do egzaminu, należy podejść do wszystkich kolosów. Kolokwia nie są na ocenę. Przez cały rok zbiera się punkty i należy ich mieć określoną ilość - ale do każdego kolosa trzeba podejść. Terminów drugich brak.

Koleżanka załapała się na mistrzostwa Polski w pewnej dyscyplinie sportowej. Impreza weekendowa.
Okazuje się jednak, że w sobotę katedra organizuje kolosa z wyżej opisanego przedmiotu. Koleżanka idzie do "profesory" i błaga ją o drugi termin. Profesora: "Niech Pani sobie lepiej układa priorytety".

Koleżanka pojechała na zawody. Nie uzyskała zaliczenia. Poprawka we wrześniu.

Aż otworzyłam sobie pierwszy wykład z tego przedmiotu. Pierwsze slajdy poświęcone instrukcji efektywnej nauki. I hasło: "Znajdź sobie hobby".

Śmiechłam.

uczelnia

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (187)

#84934

(PW) ·
| Do ulubionych
Niedaleko mojego domu jest lodziarnia, serwująca modne ostatnio (i naprawdę pyszne) lody naturalne. Właściciele to kilkoro młodych osób.

Ostatnio stałam tam w kolejce, a przede mną obsługiwany był zrzędliwy gość. Pełna profeska, dziewczyna na zaczepki nie reaguje, cały czas się uśmiecha i cierpliwie odpowiada na kolejne pytania. Kiedy podawała rachunek, uśmiechnęła się jeszcze szerzej (chyba z ulgi, że już sobie facet pójdzie :) ), a gość na to:

- No i czego się tak szczerzysz?

Już mnie troszkę irytował i zaczęłam otwierać usta, żeby coś powiedzieć, ale dziewczyna mnie uprzedziła, mówiąc:

-Wie pan, mi za to płacą. A pan jest złośliwy z zamiłowania czy po prostu niewychowany?

Facet się, rzecz jasna, zbulwersował i pierwszy raz w życiu naprawdę usłyszałam mityczną już niemal wiązankę "nie wiesz, kim jestem, znam właściciela, już tu nie pracujesz itd.". Serio, nigdy nie wierzyłam w takie opowieści, a tu proszę, pod samym nosem mam opisywany szeroko gatunek pieniacza "z koneksjami".

Pan niestety najwyraźniej nie miał pojęcia, że obsługująca go dziewczyna jest jedną z właścicielek. Po wyjściu faceta jeszcze rzuciła do dwóch dziewczyn za kontuarem "wybaczcie dziewczyny, pan już chyba do nas nie wróci" z miną, jakby właśnie wygrała na loterii.

Ta sytuacja poprawiła mi humor na resztę popołudnia.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 241 (245)

#84944

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Piekielności ze ścieżki rowerowej.

Ciepła słoneczna niedziela, wielu ludzi korzysta z weekendu - od pieszych przez rolkarzy na cyklistach kończąc. Oto kilka piekielności z dzisiaj.

Jakie jest najlepsze miejsce na spacer z dzieckiem? Nie jest to chodnik czy ścieżka rowerowa, a środek ronda na drodze rowerowej.

Gdzie się ustawić, jeśli chcesz naprawić rower? Stań za zakrętem na ścieżce, tak aby cię nie było widać.

Jeśli chcesz ustalić z kolegą/koleżanką, gdzie chcecie pojechać, najlepsze miejsce to przejście dla pieszych przy ruchliwym skrzyżowaniu.

To sytuacje tylko z dziś.

Ścieżka rowerowa Gdańsk

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (189)

#84737

~pilson ·
| Do ulubionych
Impreza plenerowa z koncertem.

Strefa przy scenie otoczona jest płotem, za płotem jest półtora metra przestrzeni, a dalej stoliki i budy z piwem. Pod scenę nie wpuszczają z piwem, więc ci,, co chcą oglądać, co się dzieje na scenie i pić piwo, stają pod płotem. Też tak sobie stanąłem i nagle mnie ktoś szarpie za ramię. Patrzę, a to jakiś szczerbaty dziadyga się pluje:
- K***a idź se k***a pod scenę, bo k***a zasłaniasz!

Patrzę - pod płotem na całej jego długości stoją dziesiątki ludzi. Nikt do nikogo się nie pluje, tylko dziad do mnie.
- Wszyscy tu stoją - mówię i odwracam się.

Dziad znowu mnie szarpie:
- Co mnie k***a obchodzą wszyscy! Do ciebie mówię! Idź stąd!

Widzę, że kulturą nic wskóram, więc się dostosowuję do poziomu. Podnosząc zaciśniętą pięść, mówię:
- Jeszcze raz mnie dotkniesz albo się chociaż odezwiesz, to ci tak wyk***wię, że cię karetka zabierze.

Pomruczał coś o chamskiej(!) młodzieży, ale się odczepił.

koncert chamstwo

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (185)

#84715

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam rano MZK-ą. Jechała też mała dziewczynka (no może nie taka mała, jakieś 9? 10? lat) i jechał pan w wieku średnim.

Dziewczynka siedzi, pan stoi zaraz przy niej. Autobus skręca, pan traci równowagę i… uderza dziewczynkę swoim wielkim plecakiem prosto w kark, właściwie to praktycznie go na nią upuścił.

Młoda pisnęła, zawołała "aua!", a pan nawet na nią nie zerknął.

Poprawił się i stał dalej.

komunikacja_miejska

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (158)