Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

 

zarchiwizowany

#83180

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Od dłuższego czasu czytam historie na tej cudownej stronie, jednak dzisiaj nareszcie postanowiłem założyć konto. Jak wiecie gimnazja są usuwane. W związku z tym w mojej poprzedniej szkole (jestem w liceum)uczniów z podstawówki z uwagi na niewystarczającą ilość klas zaczęto wpuszczać do gimnazjum( obie szkoły mieszczą się w jednym budynku, są przedzielone drzwiami ). W ciągu zaledwie dwóch tygodni od rozpoczęcia roku zaczęły pojawiać się:
- dziury w ławkach,
- śmieci poupychane gdzie się tylko da,
- wyzywanie starszych uczniów,
- mazanie po wszystkim
i mój osobisty faworyt: wyrzucenie kwiatka przez okno.

A podobno to gimnazjum najbardziej szaleje :)

szkoła

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (21)
zarchiwizowany

#83181

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przestronna i piękna apteka w centrum handlowym. Nie masz numerka? Jesteś niewidzialny. Pomimo że stałam z receptą przy okienku to wzrok pani z okienka omijał moja skromną osobę w sposób nadwyraz sprawny. W pewnym momencie usłyszałam "pani z numerkiem!?" i z za mnie podeszła kolejna osoba.

Jesteśmy tylko numerkami!
Takie czasy nastały :(

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -15 (15)
zarchiwizowany

#83158

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dzisiejsze popołudnie.
Bulwary warszawskie.
I po ścieżkach rowerowych, i po ciągach przeznaczonych tylko i wyłącznie dla ruchu pieszego śmigają szybciej lub wolniej rowerzyści.
W okolicach Poniatowszczaka nadchodzi patrol policyjny - kobieta i mężczyzna. Na pytanie,dlaczego nie zwracają uwagi na pedalarzy nie przestrzegających separacji ruchu pieszego i rowerowego - pani zwraca uwagę na niewłaściwość określenia - pedalarz, a pan twierdzi, że chodnik jest szerszy niż półtora metra i w ten sposób nie ma problemu, żeby sobie pedałowali.
Logika pana porażająca, a pani z taką wrażliwością praca w policji dużo szczęścia w przyszłości.
Nie chciałem się kłócić i psuć fajnego nastroju i odpuściłem.
Wiem - moja wina.
Ani "bufetowa", ani nikt odpowiedzialny za bezpieczeństwo palcem nie kiwnie,żeby ucywilizować pseudo rowerzystów mających głęboko w poważaniu przepisy, logikę i zdrowy rozum.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (28)
zarchiwizowany

#83152

~wiemzamalo ·
| było | Do ulubionych
Mam 20 lat. Mając lat 18, z przyczyn osobistych postanowiłam nie iść do klasy maturalnej, spakować torby i wyjechać z rodzinnego domu, żyć w innym mieście, pracować i szukać siebie.
Tak minęły mi dwa lata. Poznałam dużo nowych ludzi, sporo się nauczyłam, nie tylko o życiu, ale też tak o, praktycznie - a to gotować lepiej, a to pierwszej pomocy zwierzątkom, a to gry na gitarze, a to języka migowego, fotografii analogowej, trochę materiału z fizyki i chemii - ot, z ciekawości, nigdy mi nie szło a spotkałam człowieka, który się tym pasjonował i łopatologicznie mi wytłumaczył. W dwa lata nauczyłam się biegle mówić w dwóch językach, trzeci opanowałam na zasadzie "ja był w sklep kupiono osiem bułki" - bardzo to jeszcze połamane, ale działa.
Przepracowałam w jednej firmie 1,5 roku, później sytuacja przestała mi się podobać i zrezygnowałam z pracy, na rzecz "luźnej" pracy w małym sklepie ogólnospożywczym (na okres przejściowy, żeby mieć więcej czasu i znaleźć coś lepszego). Później pracowałam w restauracji. Na umowę zlecenie. Zwolnili mnie z dnia na dzień, bez żadnego ostrzeżenia, "bo źle pracujesz", "ludzie się skarżą". Ja - zdziwienie, bo nigdy nie słyszałam, żeby ktoś się skarżył, nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi, a przychodząc do pracy po kilku dniach wolnych zawsze słyszałam od koleżanek: "Dobrze że jesteś, tak fajnie się z tobą pracuje!".
No cóż, nie ta praca, to następna, przecież żyję w mieście znanym z najniższego bezrobocia w kraju.
Gdzieś w międzyczasie złożyłam papiery do szkoły, żeby skończyć klasę maturalną.
I co? I siedzę bez pracy. Tydzień, dwa, trzy, miesiąc... Chodzę w różne miejsca, pytam, zostawiam papiery, wszyscy zachwyceni, bo języki, bo umiejętności takie jakich potrzebują, ale kontaktu zero.
W pewnym momencie zaczęło być nieco krucho, mój chłopak dość poważnie zachorował, trzeba było wyłożyć nieco pieniędzy. Zaczęliśmy się zapożyczać u znajomych.
Doszliśmy do momentu, w którym podnosiliśmy meble w poszukiwaniu jakichś zawieruszonych drobnych monet, żeby uzbierać na paczkę makaronu.
Stwierdziłam, że sytuacja jest ciężka i może zgłoszę się do jakiegoś Ośrodka Pomocy po jakiś dodatek mieszkaniowy, żywnościowy, czy jakąkolwiek inną pomoc. To nie może być trudne, tylu ludzi przecież żyje na zasiłkach...

- Dzień dobry, nazywam się Wiemza Mało, chciałam zapytać o możliwość jakiejś pomocy, to znaczy... są jakieś dodatki mieszkaniowe, pomoc żywnościowa? Jestem w takiej sytuacji, bla bla bla, nie mogę znaleźć pracy.

- A ile ma pani lat?

- Dwadzieścia.

- Zdrowa?

- Zdrowa.

- Jakieś języki oprócz polskiego pani zna?

- No tak, angielski, rosyjski, niemiecki, ukraiński i polski migowy.

- ...A pani próbowała w ogóle szukać pracy? Przecież to jest niemożliwe, żeby tu, w Mieście nie mieć pracy, w takim wieku i tym bardziej z językiem rosyjskim, praca na ulicy leży, gdzie pani patrzy. A do X pani składała?

- Tak.

- A do Y? Do Firmy Takiej? W Galerii wszystkie sklepy szukają pracowników! I w Owadzie na kasjerkę szukają.

- Składałam, składałam, tam też, też byłam, a do Owada poszłam jeszcze dziś rano i zastałam zamknięte drzwi i kartkę, że sklep likwidują.

- Aha, no to jest niemożliwe, no w takim wieku nie mieć pracy, wszędzie szukają. Pani do urzędu pracy pójdzie się zarejestrować na bezrobocie to może coś zaradzimy.

Poszłam. Nie zarejestrowałam się. Nie ma terminów. Po prostu nie ma terminów na bycie bezrobotnym.

Sprzedałam już część ważnej dla mnie elektroniki, trochę książek, kilka pluszaków i ręcznie malowane kubeczki. W poniedziałek idę do magazynu na dzień próbny, ciągać paleciaki. Mam nadzieję, że im się spodobam.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (27)
zarchiwizowany

#83147

~bm89 ·
| było | Do ulubionych
Mam pracę i szukam dodatkowej. Znalazłem - 3 godziny dziennie, od poniedziałku do piątku, sortowanie paczek, stawka 13 zł netto i umowa o pracę. Rozmowa z pracodawcą:
- Jestem zatrudniony na umowie o pracę, czy w związku z tym mógłby pan mnie przyjąć na umowie zlecenie i zaoferować wyższą stawkę, jako że nie będzie pan musiał za mnie płacić?
- Tak, mógłbym.
- Ile?
- 14 zł.

O dzięki ci, panie.

praca janusze biznesu

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -6 (22)
zarchiwizowany

#83007

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Zastanawiałam się długo, czy założyć tu konto i to opisać, ale w końcu muszę o tej piekielności komuś powiedzieć.
Jestem z chłopakiem 4 lata. Zerwaliśmy już wcześniej, ale ja, głupia, wróciłam do niego, bo zamydlił mi oczy wizją małżeństwa, bo wiedział, że moim marzeniem jest wczesne zamążpójście. Na początku wakacji wyjechaliśmy do jego rodziny, na Wyspy, aby sobie trochę dorobić. Jego ciocia ma sporą firmę, zatrudniła nas na okres dwóch miesięcy. Na początku było naprawdę fajnie. No właśnie, było. Już w połowie lipca jego wujostwo zaczęło się mnie czepiać, delikatnie mówiąc. Kilka przykładów:
- O, jesteś taka gruba, nie rozumiem czemu on z Tobą jest. (Tak wiem o tym, mam dwa kilo nadwagi, zrzuciłam już 15, resztę też zrzucę)
- Nic tylko wyp*erdalasz ten cukier, ogarnij się. (Pierwszy raz nie muszę liczyć każdej złotówki, kupiłam sobie małe opakowanie ciasteczek i be zjadłam, do tej pory słyszę, że nic, tylko jem cukier)
- Jak jesteś nierobem, to wracaj do Polski, u nas, w Anglii nie ma nierobów, takich jak Ty. (Obowiązują nas trzy przerwy, dwie po 15 minut i jedna 30 minutowa, słyszałam to za każdym razem, gdy jest brałam)
- Jesteś nic nie warta i nic nie potrafisz zrobić dobrze. (Co z tego, że wyrabiałam normę, czasem robiłam o wiele więcej i siedziałam nadgodziny - niepłatne)
Co na to mój chłopak? Rzucił mnie na początku sierpnia. Wcześniej uważał, że to nie w jego interesie stawać po mojej stronie, teraz dopinguje rodzinę i ciśnie mnie razem z nimi :).
Nie, nie mamy 15 lat, jesteśmy po dwudziestce. Nie, nie żałuję, że ze mną zerwał. Tak, nie mogę się doczekać powrotu do domu i pójścia na piwo z naszymi wspólnymi znajomymi, aby powiedzieć im, jak mnie traktował. Skoro on był i jest piekielny, ja też będę, a co!

Praca

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (144)
zarchiwizowany

#83144

~Giovanni ·
| było | Do ulubionych
O tym jak zaborcza kobieta potrafi zniszczyć szansę na miłość.

Byłem w związku z kobietą, którą naprawdę kochałem. Niestety, rozstaliśmy się i kontakt nam się urwał. Przez długi czas nie mogłem o niej zapomnieć i któregoś dnia postanowiłem odnowić kontakt.

Udało się i układało się coraz lepiej. Dużo rozmawialiśmy, spotykaliśmy się i coraz bardziej, na nowo, zbliżaliśmy do siebie.

W międzyczasie spotykałem się, od czasu do czasu na seks, z poznaną w necie laską. Jak to często bywa z takimi pustymi panienkami, ubzdurała sobie, że jesteśmy parą. Tłumaczyłem jej, że spotykamy się tylko i wyłącznie w celu niezobowiązującej kopulacji i że nic do niej nie czuję ani nigdy czuć nie będę. Przez jakiś czas było ok, ale potem znowu zaczynało się trucie o związku i tak w kółko.

Uprzedzając jadowe ataki - wobec tej pierwszej byłem cały czas w porządku, gdyż nie łączył nas związek i nie mieliśmy wobec siebie żadnych zobowiązań. Planowałem zerwać znajomość z tą drugą, jak tylko między mną a pierwszą na nowo się coś pojawi.

Nie było mi to jednak dane... Któregoś dnia, gdy nie widziałem, wzięła mój telefon i przeczytała korespondencję z pierwszą. Następnie wysłała jej serię obraźliwych smsów, w których kazała jej się ode mnie "odwalić". To wystarczyło, by wszelkie szanse na powrót do kobiety, którą kochałem, przepadły nieodwracalnie.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (13)
zarchiwizowany

#83137

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Mam dzisiaj urodziny.
Mieszkamy w jednym domu z piekielnym teściem i jego żoną (od 25-lat macochą mojego męża). Składając życzenia teść życzył mi, żebym była dobrą synową....bo zauważył że macochę męża nie traktuję z należną jej atencją i nie jestem wylewna w uczuciach.
Spieprzył mi humor nawet w urodziny.

teściowie

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -2 (28)
zarchiwizowany

#83138

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wczoraj miałem (nie) przyjemność spędzić 3 godziny w starostwie powiatowym, rejestrując auto. No cóż, nie zawsze przychodząc pół godziny przed otwarciem urzędu dostanie się dobry numerek. Dla zobrazowania sytuacji miałem numer 23, ale to za chwilę.

Tak na prawdę historia dotyczy szczupłej Blondynki, która jak mniemam miała pierwszy numerek. Z od razu Panią pozdrawiam, przekazuje wyrazy uznania za cierpliwość i życzę więcej szczęścia przy kolejnych wizytach w urzędzie.

Czemu... Ta pani spędziła około 2 godziny stercząc przy okienku, aż by się chciało przyrównać "Jak ch... na weselu".

W moim lokalnym urzędzie bileter z ekranami, poczekalnia i okienko informacyjne są na korytarzu, a 6 okienek na sali za przeszklonymi drzwiami (1-5 rejestracja, 6 inne adnotacje). Dodatkowo wspomnę, że kasa do wpłat gotówkowych jest przy głównym wejściu, w innym skrzydle budynku. Jest też tradycja po PRL-owska by przychodzić wcześnie rano i stawać do kolejki. Tak więc urlop i rano do urzędu. Bilet późny, więc wypełniłem wniosek, sprawdziłem w informacji i poszedłem po bułki do pobliskiego sklepu. Gdy wróciłem zaciekawiło mnie czemu przy jednym z okienek jest nadal pierwszy numerek. Na tym etapie zganiałem na zwykłą opieszałość urzędników. Moja ocena się zmieniła po kolejnym wyjściu. Zająłem miejsce z średnim widokiem na pechowe okienko nr 4 i widziałem tamtejszą szamotaninę. Poprzednia teoria upadła, bo Pani stała przy okienku, a przy okazji teoria z zabłądzeniem w drodze do kasy (urzędnicy wstrzymują kolejkę do powrotu petenta). Teoria, że coś brakowało, a Pani pomimo nie sprawdzenia w informacji podeszła do okienka też finalnie upadła bo nikt nic jej nie dowoził, a zresztą nie została by obsłużona. Pozostaje tylko jedna teoria, awaria komputera, co ciekawe tylko na tym stanowisku. W końcu pani wyszła z tablicami pod ręką i wyraźną ulgą na twarzy.

Pani zdążyła zniknąć na schodach, na końcu korytarza i zaczęło się wywoływanie... Numeru 23... Tak, mojego... Przy okienku zeszło mi się około 15-20 minut. Na szczęście przy innym okienku.

urząd

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (14)
zarchiwizowany

#83116

~brylant ·
| było | Do ulubionych
Szedłem sobie ulicą, gdy nagle zaczepił mnie pewien pan i powiedział, że jeśli nie przestanę spotykać się z jego żoną, to zrobi mi poważną krzywdę. Nie wyglądał na takiego, który rzuca słowa na wiatr. Niestety zbyt szybko się oddalił i nie zdążyłem zadać mu bardzo istotnego w tej kwestii pytania.

Rozumiem go i naprawdę bym przestał, bo nie chcę psuć ludziom związku, ale problem polega na tym, że spotykam się obecnie z czterema mężatkami, a on nie powiedział, o którą chodzi...

kobiety związki

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (17)