Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88092

przez Konto usunięte ·
| było | Do ulubionych
Historia #88074 zainspirowała mnie do opisania pewnego zjawiska, nie umiem ocenić, kto jest w tym przypadku piekielny, ale sama sytuacja na pewno jako taka się kwalifikuje. Chodzi mianowicie o wpływ pandemii na dzieciaki. Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę z negatywnego wpływu pandemii na ich rozwój społeczny, czy na obniżenie jakości nauki w zajęciach zdalnych. Mnie jednak najbardziej przeraża ich własne podejście i poziom lęku. Wyobraźcie sobie 6-latków składających sobie życzenia urodzinowe - wśród życzeń np. nowej konsoli czy wszystkich broni w Minecrafcie- żebyś nie umarł na koronawirusa. Albo na podwórku przedszkolnym - kłótnie, że nie będą się bawić z dziećmi z innych grup, bo mogą ich zarazić i pytanie czy huśtawka była dezynfekowana. Albo batalie o zakładanie maseczki- próbuję im tłumaczyć, że na placu zabaw nie potrzebują masek- nie oni i tak założą, bo jest zaraza i trzeba. Potem podbiegają zziajani i twierdzą, że nie mogą oddychać, bo np. grali w piłkę albo w berka z maseczkami na buziach. U niektórych dzieci lęk ten doszedł do takiego etapu, że potrafią wpaść w histerię, bo inne dziecko za blisko podeszło albo odmawiają udziału w zabawach/zajęciach na dywanie, bo jak Pani może kazać nam siedzieć obok siebie i jeszcze np. trzymać się za ręce. Rozmawiałam na ten temat wielokrotnie z rodzicami- większość wcale nie "zaraziła" dzieci tym lękiem, często sami nie wiedzą, skąd takie przesadzone reakcje się wzięły. Zrzucają winę na telewizję/ dziadków/ w czasie pierwszego lockdownu faktycznie się tak pilnowaliśmy, to dzieciaki się wkręciły. U niektórych dzieci nawet tłumaczenia moje, innych nauczycielek i rodziców nie skutkują. Jest zaraza, oni nie chcą umrzeć (autentyczne stwierdzenie z ust 7-latka), oni się muszą chronić maseczkami i płynem do dezynfekcji i proszę stać ode mnie na odległość 2 metrów. A mi jest po prostu przykro, gdy widzę, jak ta pandemia zrujnowała im dzieciństwo.

przedszkole

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (82)
poczekalnia

#88080

przez ~Prith ·
| było | Do ulubionych
No to tak, będzie o piekielnym bracie, może taki swoisty rodzaj deja (patrz: punkt 1. poniżej)...
Jakiś zarys sytuacyjny: mieszkamy w 4 osoby, opisywany brat ma 23 lata (mentalnie dałabym sporo mniej...) i pracuje, dokłada jakieś marne 300 zł do czynszu (ceny pokoi w naszym mieście są chyba od 500 zł + trzeba oczywiście jakoś się wyżywić czy kupić środki higieny osobistej)

Piekielność nr 1: przekonanie, że koleżkowie są ważniejsi od rodziny i olewcze podejście do spraw domowych
Nie ma jakiegoś poczucia, żeby pomagać rodzinie choćby w obowiązkach domowych (chyba, że ktoś poprosi, ale nieraz wtedy marudzi). Jest święcie przekonany, że jak dokłada 300 zł, to ma tu hotel i nic nie musi robić. Gdy miałam matury i nie mogłam gotować, a on miał popołudniową zmianę, to wielce mu przeszkadzała konieczność ugotowania czegoś. Ostatnio twierdzi, że może mnie podwieźć na działkę na prośbę rodziców tylko, jeśli mu zapłacę, "bo nie jest taksówkarzem". Jednocześnie nie poczuwa się do tego, by płacić np. rodzicom za sprzątanie czy gotowanie. Za to koleżkowie - o, ledwo ktoś zadzwoni, to od razu leci pomagać! Podjedzie nawet pod sam dom, jadąc po nocy. Nieraz jeździ do jakichś swoich znajomych na przykład w niedzielę o siódmej, a reaguje marudzeniem na prośbę mamy o zawiezienie babci do szpitala. Jak coś zużyje i trzeba kupić nowe, to sam nie powie. Posprząta tylko, gdy ktoś mu każe, bo "jemu to nie przeszkadza". Do sklepu pojedzie tylko, gdy sobie chce kupić jakieś sosy do zapiekanek czy chipsy. Ostatnio musiałam z ranną nogą i ogólnie chorymi kolanami dźwigać dwie torby zakupów, w tym kocią karmę, bo królewicz oczywiście nie powiedział, że wysypał ostatnią. W sumie strach mu dawać listę zakupów - i tak połowy nie kupi, bo nie chce mu się szukać, także to ja łażę z ciężkimi torbami (choć w sumie to okazja do dotlenienia organizmu).

Piekielność nr 2: jego hipokryzja i podejście do ludzi. Krytykuje ludzi z różnych powodów, a jak sam robi później to samo, to "zmienia zdanie". Mnie, wtedy dwunastolatkę (aktualnie mam 20 lat), wyzywał za oglądanie bajek "bo jestem za duża", a sam nawet dość niedawno takowe oglądał. Gdy byłam w związku na odległość, to twierdził, że "związek na odległość to nie związek", a gdy sam w taki wszedł parę lat później, to też "zmienił zdanie". Takich przykładów jest znacznie więcej. A podejście do ludzi - choćby dziewczyny traktuje przedmiotowo, ma strasznie infantylne podejście do jakichkolwiek relacji ("jak nie ty to sobie znajdę inną"), rodziców traktuje jak zło konieczne, a mnie jak śmiecia, który "tylko umie pyskować do starszych" i służy do gotowania mu obiadków.

Ja mam go dość, ale i tak się we wrześniu wyprowadzam, więc to nie ja zostanę z tym wszystkim. Rodzice również mają go dość i tylko czekają, aż się wyprowadzi. Tylko, że on nie poczuwa się do tego, by się usamodzielnić, bo najzwyczajniej mu wygodnie - ma ugotowane, posprzątane, żarcie w lodówce, internet i telefon też rodzice opłacają. Po prostu mu się nie opłaca. Chciałam sugerować mamie terapię szokową, by się ogarnął. Sama nie mam jakiegoś większego wpływu na sytuację domową, wciąż jestem poniekąd dzieckiem na utrzymaniu rodziców. Kiedyś, gdy mnie porządnie zdenerwował, przestałam robić mu obiady - wytrzymał tydzień tylko dlatego, bo mama kazała mu się ogarnąć. Ktoś też może miał do czynienia z takim "dorosłym dzieckiem" i jakoś poradził sobie z takim pasożytem? Nie rajcuje mnie świadomość, że po moim odejściu rodzice będą musieli się z nim sami męczyć.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (77)
poczekalnia

#88060

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Losowałem i wypadła mi ta oto historia, z 2011.
Wrzucam raczej w ramach przypomnienia, tym bardziej kontrastując z obecną sytuacją. Oceny uważajcie za wyłączone

https://piekielni.pl/19073?fbclid=IwAR3OR1jpfBgcG_yoofCu0uereE9_36Ee3Yd77v3dq216YeP4Rd6znzftVXI

Niby historia a jednak współczesność

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (44)
poczekalnia

#88007

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
W nawiązaniu do historii #88006.

Córka wzięła kota z fundacji, takiego młodego zwykłego dachowca. Starała się go wychowywać wyłącznie w domu, miał zabawki, drapaki i inne cuda.
Dorósł do dwóch lat w zamknięciu. I nie dało się dalej. Niszczył, obsikiwał, był nie do zniesienia.
Zdarzyło się że córka musiała wyjechać na dwa tygodnie więc kot trafił do nas na wieś. Dom z działką, ogrodzony, trawka, krzaczki, drzewka. Nastąpił okresie adaptacji, do bólu śmieszny bo kot nie znając nic oprócz dywanu i twardej podłogi śmiesznie reagował na trawę, muchy, ptaszki, na wszystko. Czołgał się zamiast chodzić, wszystko mu się ruszało, przesadnie reagował.
Po jakimś miesiącu poznał otoczenie, kolegów, bo mamy trzy starsze kastrowane koty i psa. I co? Zupełnie się zmienił. Stał się statecznym kocurem patrolującym otoczenie, z kolegami czasem się bawi, czasem wyjaśniają sobie jakieś nieporozumienia, niczego w domu nie zniszczył, nie nasikał gdzie nie powinien, normalnie wzór. Jak chce wyjść to drze mordę, jak chce wrócić skacze na klamkę.
Wnioskiem moim jest to że kot musi mieć bodźce. Różne, urozmaicone, musi mieć dokąd pójść, czasem mysz czy nornicę złapać. A że upoluje? Gdyby nie miał polować to czym by się żywił w stanie dzikim?
Owszem, bezplanowe rozmnażanie kotów jest złe, nasze są wszystkie kastrowane, ale koty być muszą. W Niemczech swego czasu przesadzili i mieli plagę szczurów.
Dla mnie to kolejny durny temat, piekielny sam w sobie.

Skomentuj (63) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 57 (153)
poczekalnia

#88006

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnimi czasy zauważyłem, że spora część piekielnych reaguje negatywnie na sugestie, że powinni swoje koty trzymać zamknięte w domu. Nie wiem, czy wynika to z (błednego) przekonania, że kotek, który nie obcuje z przyrodą, cierpi jakieś katusze, czy z mylnego postrzegania tego jak działa przyroda (no bo przecież kotek to zwierzę, zwierzę jest naturalne, czyli nie szkodzi naturze, a to, że ma wsparcie logistyczne człowieka, to już takim osobom umyka), czy swojskiego "nie będzie mi jakiś człowiek z internetu mówił jak mam swojego kotka traktować", ale chciałem Wam przekleić tekst, który się ze wszelkimi mitami odnośnie kotów wychodzących rozprawia.

A tu cały tekst:

O dziesięciu SZKODLIWYCH, KOCICH MITACH
Niestety moja praca często z happy endem ma niewiele wspólnego. Zwłaszcza gdy pojawia się sezon na ptaki pogryzione przez koty. Nie lubię robić o tym postów, bo same te zdarzenia są dla mnie wystarczająco przygnębiające, a dyskusje z właścicielami bywają bardzo męczące i stresujące. Jednak po entym przypadku, rok w rok, nie można już wysłuchiwać szkodliwych mitów z przymrużeniem oka. Mogłabym o tym dla świętego spokoju nie pisać. Tylko kto ma wziąć stronę poszkodowanych, jeśli nie ktoś kto próbuje ratować im życie? Za każdym razem mam nadzieję, że tego typu obrazki wywołają chociaż jakieś refleksje...
Ten sam apel tyczy się puszczanych wolno PSÓW, ale powiedzmy sobie szczerze - w przypadku śmiertelności ptaków, koty wiodą prym.
Okres lęgowy to jedyny czas w roku kiedy ptaki mogą się rozmnożyć. Jest to też coroczna ptasia rzeź. Łupem padają zalatane i zajęte rodzicielstwem dorosłe ptaki i niepotrafiące dobrze latać podloty lub bezbronne pisklęta w gniazdach. Praktycznie wszystkie ptaki rozmnażające się w naszym kraju, objęte są ochroną gatunkową.
NAJGORSZE SĄ POWTARZANE MITY:
MIT nr 1
,,Kot przyniósł ptaszka, wypuściliśmy go i odleciał. Pewnie żyje”. Niekoniecznie. Kontakt ptaka ze śliną kota jest śmiertelny w skutkach. Jeśli ptak nie zginie wcześniej w wyniku obrażeń mechanicznych, umiera wśród objawów wstrząsowych wywołanych posocznicą. Może to trwać kilka dni w zależności od wielkości rany i gabarytów samego ptaka. Śmiercią kończy się nawet niewielkie i niewidoczne zadrapanie. Zwierzę bardzo cierpi. Pomoc lekarsko - weterynaryjna jest często bezskuteczna. Odpowiadają za to bakterie beztlenowe obecne w jamie ustnej kota.
MIT nr 2
Jak widać na załączonym obrazku, nie jest prawdą, że ,,koty polują głównie na gryzonie”. Każdego roku z powodu kotów puszczanych samopas na całym świecie ginie niezliczona ilość ssaków, ptaków, gadów, płazów i owadów. W samej Polsce ponad 600 mln ssaków rocznie (gryzonie (w tym wiewiórki, susły, chomiki), ryjówkowate, łasice, nietoperze, zające), czy ponad 100 mln ptaków rocznie. Wiele z nich (w tym też niektóre gryzonie) to gatunki chronione prawem, ginące. Cyfry niewiarygodne? W naszym kraju żyje około 6 mln kotów, zdecydowana większość wychodzi, a jeden kot zabija co najmniej kilkadziesiąt zwierząt rocznie.
MIT nr 3
,,Koty są częścią dzikiej natury, nie wpływają na nią negatywnie. Od wieków były wypuszczane”. Tak, właśnie dlatego niektóre gatunki dzikich zwierząt wyginęły, lub są na skraju zagłady. Dziś mamy już na ten temat wiedzę. W różnych krajach świata koty wychodzące doprowadziły do eksterminacji wielu gatunków dzikich zwierząt, w Europie przyczyniły się do zaniku np. żbika (w wyniku krzyżowania się z nim), zmniejszania populacji głuszca czy zająca. Kot i pies to zwierzęta udomowione przez człowieka, utraciły wiele cech swoich dzikich przodków i są przez nas wspierane, ma to niewiele wspólnego z naturą.
MIT nr 4
,,Kot nie został do końca udomowiony”. Idąc tym tokiem myślenia można to samo powiedzieć o koniach czy psach, które też mogą dziczeć i tworzyć dzikie stada. Uznawane są wtedy jednak za gatunek nienaturalnie występujący w przyrodzie. Inwazyjny.
MIT nr 5
,,Koty prowadzą selekcję naturalną”. Koty w środowisku naturalnym nie zachowują się jak dzikie kotowate Europy. Te mają swoje duże rewiry, gdzie żyją w pojedynkę i nie przebywają w tak ogromnym zagęszczeniu jak kot domowy, a populacja ofiar może się wtedy odradzać na danym terenie. Przy dużym zagęszczeniu kotów domowych ofiary mają małe szanse na przetrwanie. Dlatego w przypadku domowych pupili nie można mówić o selekcji naturalnej.
MIT nr 6
,,Bez kotów wolnościowych zjedzą nas myszy”. Koty nie są naszymi jedynymi sprzymierzeńcami w walce z gryzoniami. O wiele lepiej potrafią sobie z tym poradzić dzikie drapieżniki takie jak łasice, kuny, lisy czy ptaki drapieżne. Jeśli damy im taką szansę.
MIT nr 7
,,Koty puszczane samopas nie są tak szkodliwe dla środowiska jak psy”. Są szkodliwe tak samo. Psy polują po prostu na zwierzęta większych gabarytów, to jedyna różnica. Nietoperze, czy ptaki (najczęstsze ofiary kotów) są tak samo chronione prawem jak np. jeże (najczęstsze ofiary psów).
MIT nr 8
,,Trzymanie kota w domu jest niehumanitarne”. Można poświęcić swojemu pupilowi odpowiednią ilość czasu i uwagi zamiast puszczać go bez kontroli. Puszczając swojego kota samopas narażasz go na możliwość utraty życia lub zdrowia (śmiertelne choroby zakaźne, pasożyty, wypadki komunikacyjne, zatrucia, wnyki).
MIT nr 9
,,Wystarczy obróżka z dzwoneczkiem”. Podloty, które opuszczają gniazdo by uczyć się życia nie potrafią latać, przemieszczają się podskakując, sygnał dźwiękowy nie działa na nie ostrzegawczo. Siedzą w bezruchu czekając na rodziców. Są łatwym łupem, również dla kota z dzwonkiem.
Obróżki z dzwonkami nie są też dobrym wyborem dla samego pupila. Mogą prowadzić do wypadków i zaburzeń psychicznych.
MIT nr 10
,,To nie wina kota, taki jest instynkt”. Dokładnie! Jako właściciel to Ty, jesteś odpowiedzialny za poczynania swojego pupila. Rada: zawsze możesz zacząć wychodzić ze swoim kotem pod kontrolą na spacer, spędzając miło czas.
To co z kotami bezdomnymi spytacie? Ostatnio miałam okazję ,,rozmawiać” z osobą niosącą ,,pomoc” takim zwierzętom, która głosi przekonanie, że kastracja i sterylizacja jest złem i należy pozwalać kotom się mnożyć. Chyba żaden lekarz weterynarii się z tym nie zgodzi. Mam nadzieję, że każdy rozsądnie myślący człowiek wie, że zabiegi te są najskuteczniejszą formą walki z bezdomnością zwierząt, a tym samym walki z ich cierpieniem i problemami dzikiej przyrody.

koty_wychodzace

Skomentuj (34) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (114)
poczekalnia

#87985

przez ~MialamTuKontoAleZapomnialamHasla ·
| było | Do ulubionych
Pragnę dorzucić swoje cegiełki do ostatnich historii osób, ktore pisaly, że są grube i że maja dosyc wytykania tego na każdym kroku.

Chcę wytknąć dwie piekielnosci:
Po pierwsze:obie dziewczyny pisały, jak napisałam wyżej, że je wkurza wytykanie ich wagi. Co zrobiły osoby w komentarzach? Yess, zaczęły wytykać!
Wiecie co, po czymś takim to nawet jak ktoś chciałby schudnąć to by mu się odechciało...
Skupcie sie na temacie historii, a nie na "wymuszaniu" na kimś chudnięcia.

Po drugie:podejście społeczeństwa do bycia grubym...
Też mam problem z nadwagą, chociaż nie jest on tak duży, noszę rozmiar 42. Nie wpasowuję się w definicję osoby "szczupłej", ale sama nie uważam się za grubą. Nie będę się rozpisywać nt mojego stylu życia,ale uważam go za całkiem zdrowy, chociaż nie super fit jak Chodakowska czy Lewandowska;)
Dobrze się czuję ze swoim ciałem i nie chcę chudnąć.
Ale wszyscy na około najwyraźniej tego chcą. Kochana mamusia non stop biadoli, że muszę schudnąć. Teściowa in spe nie mówi mi tego wprost,ale próbuje namawiać swojego syna, by mnie wysłał do dietetyka.Życzliwe koleżanki z pracy też robią uwagi, jak przyniosę sobie na obiad schabowego zamiast sałatki.
A najpiekielniejsze w tym jest to, że mój chłop to 120kg wagi z brzuchem piwnym jak rasowy janusz, i krytyki zero*. ;)
Więc tak,ty kobieto musisz schudnąć jak nosisz XL, bo przecież "gruba" kobieta jest brzydka.
Ale facet im większy tym lepszy, a co!

*ja go próbuję namówić do popracowania nad sobą, ale nie będę do niczego zmuszać, bo to najgorsze co mogłabym zrobić

dieta

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (84)
poczekalnia

#87970

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Nawiązanie do historii #87969 czyli "Kerownik, teściowa i laptok" ciąg dalszy.

Dziękuję za ciekawe komentarze. Wiele osób zrozumiało jak działa taka roszczeniowa osoba, która zamiast się czegoś solidnie nauczyć woli nadużywać notorycznie pomocy najbliższego otoczenia, aż do zmęczenia materiału i powiedzenia głośno i wyraźnie: DOSYĆ! I ten etap mam już właśnie za sobą. A poniżej kilka historyjek, które również miały na to wpływ.

1. Po założeniu światłowodów Idea na osiedlu chodzili przedstawiciele w celu przepisywania do nich umów z TPSA. Było kilka opcji do wyboru. Ja wyliczyłem sobie, że dla potrzeb naszej rodziny wystarczy 10 Mb/s na 2-3 komputery i nie żałuję tego. Nie jest to potęga, ale filmy i gry on-line u dzieciaków chodziły jak należy, a opłata była niska. Po kilku dniach gościliśmy u teściowej kiedy przypadkiem odwiedził ją przedstawiciel. Przy wspólnym stole przedstawił swoje oferty i pyta o wybór opcji. Mamunia wypala: 100 Mb/s plus telefon plus TV.
Pytam się grzecznie po co jej telefon i te 100 mega? Do czego niby je użyje? Do odczytania i napisania dwóch maili co drugi dzień? Do pasjansa off-line? Gier nie uprawia, filmów nie ogląda, w Skype nie potrafi, nie ściąga torrentów... Do czego, bo nie ogarniam?
Moje pytania odleciały w próżnię jaką zlokalizowałem w głębi jej oczu i nie doczekały się odpowiedzi. Do dziś płaci około 120 pln wykorzystując internet może w 5%, ale piszczy, że nie ma pieniędzy...

2. - Kerownik, Eureka! Kupiłam se (!) książkę "Komputer i internet dla seniorów" i tam jest wszystko tak ładnie i prosto opisane, że teraz już nie będę potrzebować Twojej pomocy. Łaski bez! (W domyśle - pałuj się kmiocie, już cię nie potrzebuję, sama se będę mądra).
Myślę sobie - pięknie... byłoby. Odpocząłbym od tłumaczenia oczywistych rzeczy i że komunikat "baza wirusów została zaktualizowana" nie jest podstawą do paniki i nieprzespanej nocy, ale jestem realistą. Daję jej tydzień, max dwa...
... jakieś 10 dni później:
- Kerownik, a bo mi się tu wyświetla i ja nie wiem co...
- A co jest napisane w mądrej książce na ten temat?
- No nie wiem, nie przeczytałam...

3. Mamunia pasjami grała w pasjansa. Taki duży, rozbudowany, skomplikowany. Codziennie po 2-3 godziny ciurkiem, może i więcej - nie zwracałem na to większej uwagi. Przynajmniej spokój był. Jednak któregoś razu coś mnie zastanowiło - jak ona to robi, że każdą partię wygrywa? Fenomen na światową skalę! Może ją jeszcze nauczę grać w szachy, albo w pokera i wystawię do turnieju obstawiając grubo bukmachera?
Przy kolejnej pomocy przy komputerze zajrzałem do ustawień jej pasjansa, a tam zaznaczona opcja "użyj tylko jednego koloru". Oj, nieładnie, żeby tak przyszły mistrz świata w pasjansie sportowym obniżał loty! Przełącznik na "użyj wszystkich kolorów" - cyk!
Patrzę dalej - poziom "nowicjusz". Cyk - i jest "ekspert".
Wyłączyłem, poszedłem do domu. Usiadłem sobie w fotelu bujanym na trawniku, zimne piwko w ręku i - nie wiedzieć czemu - błogi uśmieszek w kącikach ust dopełniał kontemplacji wieczora...

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 79 (127)
poczekalnia

#87916

przez ~Poruszony ·
| było | Do ulubionych
Sytuacja rodem z wariatkowa. Poszedłem do pracy w Wojsku. W sztabie generalnym na ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Po ciężkim miesiącu pracy patrzę na stan konta a tam zamiast należnej wypłaty jest 150 zł. Tak, tak, 150 zł za cały miesiąc pracy. Poszedłem do pokoju w którym przebywała pani odpowiedzialna za zliczanie godzin. I grzecznie mówię że źle wypłacono wynagrodzenie i zamiast całości kwoty wpłyną ochłap w postaci 150 zł. Na co ona żebym.... spiepszał bo ona to liczyła 6 razy i komputery się nie mylą. Na co mówię że komputery i jej liczenie mnie nie interesuje natomiast interesuje mnie to co mam na koncie a błąd jest ewidentny. Na co ona z mordą żebym sperdalał z jej pokoju i przestał się droczyć i przekomarzać bo ona wie lepiej. Walka z nią trwała ponad TRZY godziny. Aż w końcu pokazałem jej wydruk z konta i moje wyliczenia. Ona otworzyła gębę i gapiła się jak idiotka.
Po czym gdzieś zadzwoniła żeby "wyjaśnić" sprawę. I mijają kolejne tygodnie a ja nie mam ani wypłaty ani informacji. Więc udałem się ponownie do jej pokoju i spytałem kiedy dostanę moją należną wpłatę bo zdycham z głodu a ona z twarzą bez wyrazu tępym pustym spojrzeniem wybełkotała "NIE WIEM". I to jest poziom ludzi z wojska. Kobieta ta była znana z tego że lubiła ciągle kupować wódę. Ciągle organizowała popijawy w pracy a to imieniny pułkownika a to urodziny majora. W kupowaniu wódy nie myliła się nigdy :). Zawsze kupowała więcej niż powinna.

To by było na tyle jeżeli chodzi o wojsko polskie :).

wojsko warszawa

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 45 (117)
poczekalnia

#87914

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Tytułem wstępu.
Bohaterowie dramatu:
- [ja]
- [s]ąsiad
- Beat Saber na PSVR
- północ

Dla niewtajemniczonych wytłumaczę co to BeatSaber na PSVR.
To taka gra na konsolę Playstation, w której w wirtualnym świecie przecina się mieczem świetlnym klocki. Jak Jedi :)
Jako, że świat wirtualny wymaga świecących okularów i kontrolerów, to takie też w historii występują.

Gra jest dość dynamiczna, używam jej w rodzaju treningu kardio-fitness, 3h skakania potrafią wycisnąć 7 i 8 poty z człowieka.

Zaczynamy.

Jest lato, dość gorący wieczór, a właściwie to i prawie noc. Dla ułatwienia sobie wentylacji skaczę sobie w grze w samych gatkach.
Muzyka techno miło dudni z głośników a ja zadowolony tnę te klocki na plasterki tracąc kalorie. WTEM! przez dudniące dźwięki przebija się jakiś nieznany mi rytm, coś jak stukanie?, pukanie? DRZWI!!!

Ściszam trochę głośnik i podchodzę otworzyć drzwi.

Otwieram drzwi, za nimi nastawiony na awanturę [s]ąsiad, ale zanim powiedział choćby jedno słowo, powietrze z niego zeszło, skurczył się w sobie i wyszeptał:
[s] - czy... czy można trochę ciszej, północ jest?
[ja] - oczywiście, przepraszam, już ściszam
... i zamknąłem drzwi.

I wtedy do mnie dotarło co się tutaj odbyło - dlaczego z sąsiada zeszło powietrze (i dlaczego nie odzywa się do mnie od 2 lat). Z jego perspektywy sytuacja wyglądała następująco:
- żona suszy mu głowę, że hałas i "idź coś z tym zrób"
- idzie i puka do drzwi
- otwiera mu prawie nagi spory i spocony facet (którego nigdy nie widział na oczy)
- w świecącym (miga jak choinka!) hełmie
- z kontrolerami zwisającymi z rąk (które też migają i wyglądają jak dildosy)
- z tyłu za nim błyska TV
- a na dodatek dudni techno muzyka

Dla niego to było jak spotkanie z Porno Ufoludkiem. Bliskie spotkanie 3 stopnia, którego nie chciałby przeżyć.

Kawalerka

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 65 (129)
poczekalnia

#87881

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
A to było kilka lat temu...
Czasy studiów, ja w wieku 21 lat, lato, upał ze 30 stopni. Wsiadłam po zajęciach do tramwaju i usiadłam wygodnie kierując się w stronę domu. Było dosyć sporo wolnych miejsc, a mimo to jakiś chłopak całą podróż stał nade mną. Początkowo się zaniepokoiłam, ale no cóż jego wybór, może woli postać. Po około 20 minutach podróży usłyszałam dźwięk aparatu dobiegającego z telefonu tego chłopaka. Odwróciłam się w jego kierunku, a on udawał, że nic sie nie stało i na najblizszym przystanku wysiadł. Jak to w lato miałam na sobie luźną bluzeczkę z dekoltem i dopiero w domu ogarnęłam, że ten gość zrobił mi zdjęcie cycków... Nigdy nie miałam dużego biustu i ratowałam sytuację usztywnianymi push-up'ami. Przejrzałam się w lustrze, zrobiłam sobie zdjęcie z jego perspektywy i zaniemówiłam. Mój stanik tak odstawał że patrząc z góry widać było mojego sutka. Całe lato, czy to w sklepie, czy na studiach chodziłam i świeciłam sutkami na prawo i lewo, a w dodatku jakiś gość ma moje zdjęcie.

Od tamtej pory kupuje tylko miękkie staniki.

Widział ktoś może podobną wpadkę czy tylko ja jestem taka wybitna?

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (117)