Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#89277

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Wkurzyłam się (delikatnie mówiąc) parę tygodni temu.

Chciałam sobie pojechać do parku (ten akurat jest dosyć daleko ode mnie – ok. 20 mil, więc oczywiście samochodem.
W pewnym momencie, zgodnie z przewidywaniem zresztą, autko zaczęło wołać jeść.

Zajechałam więc na najbliższą stację i ustawiłam się w kolejce.
10 stanowisk, ale tylko 8 z benzyną (na pozostałych dwóch tylko ropa dla HGV).
4 zajęte, ale pech chciał że wszystkie zajęte z wlewem po prawej (czyli mojej stronie). Wiem, że teoretycznie mogłabym chyba przeciągnąć rurę i zatankować z drugiej strony, ale bardzo tego robić nie lubię i jest to bardzo niewygodne i niezręczne, nie wiem czy wszystkie pompy na Shellu mają taką możliwość, więc zdecydowałam się poczekać, tym bardziej, że kolejki jako takiej nie było – tylko samochody tankowane już przy stanowiskach.

W pewnym momencie podjechała na stację grupa ok ośmiu, może dziesięciu motocyklistów, kilkoro z nich także by zatankować, a reszta chyba dla towarzystwa.
Dwóch podjechało do lewego wlewu tam gdzie stałam – spoko, nie ma problemu, i tak czekam na prawy.

Problem pojawił się kiedy kierowca tankujący po prawej uiścił zapłatę, wrócił do samochodu i odjechał – wtedy momentalnie motocyklista czekający na kumpla zajął miejsce po prawej – ja zdąrzyłam tylko przekręcić kluczyk w stacyjce.

Rzadko mi się zdarza, bo tego nie lubię, ale zatrąbiłam.
Raczył się zapytać jaki mam problem, na moją odpowiedź, że się wpakował bez kolejki usłyszałam tylko znienawidzone „Sorry, mate” i wrócił do tankowania... Owszem, długo mu to nie zajęło, ale zawsze... żeby było śmieszniej – miał inne lewe pompy wolne, z krórych mógł skorzystać, więc już totalne chamstwo z jego strony.
Nie zrobiłam nic więcej - obsługa stacji nie zareagowała, a poza tym, ich była cała grupa...
Nie wiem co mogłabym zrobić w takiej sytuacji?
Trąbić do upadłego? Podjechać bliżej i próbować onieśmielić?...
Pierwszy raz odkąd jestem w Anglii zdarzyło mi się być świadkiem takiej bezczelności u tubylca...
Mam nadzieję, że ostatni

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (64)
poczekalnia

#89276

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Przeczytałam przed chwilą historię o aniołach, które chcą adoptować psa do idealnych warunków, a zła baba z fundacji im nie dała.
Byłam już dawno temu złą babą z fundacji przez krótki czas.
Absolutnie rozumiem frustrację obu stron, ale oczywiście gros ludzi widzi tylko swoją.
Moje rozmowy z ludźmi - użyje tylko przykładów z przeżyć aniołów, bo to standardowe problemy:

Ja: mieszkają państwo w bloku, nie będzie problemów ze spacerami?
Oni: mamy balkon, w razie czego się wypuści / bez przesady, ile to razy dziennie trzeba z psem wyjść - raz-dwa? (a to byli ludzie, którzy psa aktualnie też mieli) / w dupach się wam poprzewracało, to nie człowiek, żeby miał wymagania

Ja: mają państwo dzieci, nie będzie tutaj problemu?
Oni: to pies ma się dostosować / nie będzie mi się pani w wychowanie dzieci wtrącać / w dupach się wam poprzewracało, to nie człowiek, żeby miał wymagania

Ja: chcą państwo szczeniaka, czy nie lepiej wziąć starszego psa, one też bywają bezproblemowe, częściej niż szczeniaki, ich charakter już widać, tym bardziej z domu tymczasowego
Oni: Stare psy śmierdzą / co mi pani sugeruje, że niedługo umrę? / jak co, to zawsze można psa komuś oddać, nie? / w dupach się wam poprzewracało, to nie człowiek, żeby miał wymagania

Ja: Chcę się upewnić, że pies będzie właściwie żywiony (nie mam preferencji w sprawie karmy, może być gotowane, ale zdrowe dla psa)
Oni: Oj, duża rodzina, to zawsze coś z obiadu zostanie / u nas w Biedronie takie tanie, a smaczne jest / w dupach się wam poprzewracało, to nie człowiek, żeby miał wymagania

Ja: pies to wydatek, rozumieją to państwo, że może zachorować, to zwykle kosztuje
Oni: A to co? wy jako fundacja nie płacicie? To na co żebracie tę kasę? / A na cóż to może taki pies zachorować? Jak będzie miał sraczkę to się mu węgla da (ludzie psa aktualnie mieli) / w dupach się wam poprzewracało, to nie człowiek, żeby miał wymagania

Po 40 takich rozmowach człowiekowi wszystkiego się odechciewa. Potem oczywiście większość tych kretynów opowiada jak to fundacja zła i ma wymagania. A jednak na 100 rozmów 70 psów do rozmówców trafiało, więc źle nie było.

I kwiatek dotyczący właściwie 90% moich rozmówców. Bo ja to jestem TAKI SZLACHETNY, to zamiast marudzic to powinniście mnie po dupie całować, że chcę kundla wziąć.

Ale wiem, to tylko pies, nie wyjdzie z tym, odda się i weźmie następnego.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 50 (74)
poczekalnia

#89271

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Może będzie hejcik, może nie ale. Chcieliśmy pomóc bieżeńcom z Ukrainy. Nie dało się przez gminę, bo .... sam nie wiem czemu. W końcu trafiła do nas rodzina - babuszka Luda (74) i dwóch nastoletnich byczków (17 i 18). Przemeblowaliśmy chałupę, oddaliśmy im dwa pokoje i jedną łazienkę, czyli pół domu. Na początku pieściliśmy ich jak mogliśmy, bo uchodżcy. Co prawda z centralnej Ukrainy (Winnica), no ale. I tu zaczęły się problemy. Chłopaki miały pomalować płot u kontrahenta. Wzięli zaliczkę i zrezygnowali w połowie roboty, bo za ciężko i za mało płatne. Na szczęście ktoś im załatwił robotę przy produkcji kamizelek kuloodpornych w Warszawie. Przez siedem tygodni raz posprzątali dom. Luda nie ogarniała płyty indukcyjnej i mikrofali, więc nie gotowała. Chłopcy byli przyzwyczajeni do posiłków podawanych pod nosek i takie mieli. Luda siedziała i narzekała, bo skuczno. Oczywiście załatwiliśmy im Pesele i konta bankowe oraz zapomogi. Trzeba się było sporo najeździć. Po tych siedmiu tygodniach dostali ultimatum - jeszcze tydzień, najwyżej dwa i idziecie na swoje. My też mamy swoje życie. I magicznie po dwóch dniach okazało się, że mają mieszkanie w Warszawie i pracę dla Ludmiły.
Teraz, bo mamy nadal sporo miejsca, chętnie będę przyjmował uchodźców, ale z zastrzeżeniem, że tydzień, maximum dwa tygodnie.
I tak. Smutno, ale okazuje się, że trzeba odróżniać osoby warte pomocy od pieczeniarzy, którzy kombinują wygodną miejscówkę na czas nieokreślony.
I jeszcze raz powtarzam. Jestem pełen szacunku i współczucia dla
uchodźców, ale tych prawdziwych. I tym oddam nie pół domu, ale cały dom i całe swoje serce.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (81)
poczekalnia

#89260

przez ~Canis79 ·
| było | Do ulubionych
Mieszkam w domu dwu-rodzinnym. Ja z tatą na dole - kuzynka ze swoim mężem i dwojgiem dzieci na górze. Stan prawny: pół domu zapisane na mnie - pół domu na moją kuzynkę.
W przeciwieństwie do mnie mnie, moja familia jest dosyć rodzinna i ..."przedsiębiorcza". Teoretycznie normalni, ułożeni i nie głupi ludzie.

Pierwsza sprawa - wspólny ogród. Gdy moja mama żyła (zmarła 4 lata temu), zwyczajowo w swoim własnym gronie czasem korzystaliśmy z ogrodu w ramach niedzielnego wiosenno - letniego obiadu. Po jej śmierci, jakoś zaprzestaliśmy z tatą jadać na zewnątrz. Szybko obudziłem się z ręką w nocniku - widząc - że rodzinka z góry dosłownie zaanektowała całą zieloną powierzchnię. Huśtawki dla dziecka, basenik, zestaw wypoczynkowy etc...Szpilki nie wciśniesz. W ogóle w sezonie to na zewnątrz spędzają dobre 70% czasu. Od śmierci mamy nie postawiłem stopy w "naszym" ogrodzie. Po prostu czułbym się jak intruz. Uczciwie trzeba przyznać, że nigdy nie byłem osobą która jakoś bawiła się w pielęgnację ogrodu. Nie zmienia to faktu że część tej powierzchni należy do mnie i wydaje mi się że moja rodzinka nie powinna tak z buciorami zagarniać wszystkiego. Wypadałoby uczciwie podzielić ogród (choćby umownie - bez płotu). A kto i czy w ogóle będzie po swojej stronie kosić przysłowiową trawę - to już jego broszka. Chciałbym mieć ten komfort psychiczny, że ktoś do mnie przychodzi i mogę go bez obiekcji ugościć na swojej części ogrodu. Dziś nie mam takiej możliwości.

Druga sprawa - konsultacje.
Ze mną w ogóle nie rozmawiają jeśli chodzi o tematy dotyczące spraw domu i finansów z nim związanych. Łatwiej im pogadać z moim niemal 80-letnim, przygłuchawym i spolegliwym tatą który na wszystko się zgodzi. Bo wg. toku rozumowania mojego protoplasty, "oczywiście" to rodzina, a rodzina nie oszuka.

Trzecia sprawa - inwestycje.
W zeszłym roku wymyślili sobie remont korytarza (część wspólna). Jak to argumentowali? "Wy macie mało gości, ale do nas często ktoś przyjeżdża". Moim zdaniem? Fanaberia. Korytarz wyglądał nie najgorzej. Oczywiście o fakcie dowiedziałem się na jakieś 2 tygodnie przed remontem. Skasowali nas nie mało. Rachunków czy faktur do dziś nie zobaczyłem.

Niedawno przy naszej ulicy trwały jakieś roboty uliczne, które wiązały się z zerwaniem płyt chodnikowych przylegających do naszej posesji. Co sobie spontanicznie wymyśliła rodzinka z góry? Żeby ta firma przy okazji kładzenia płyt na nowo, wybrukowała nam podjazd pod domem (mniej więcej 3 x 4 m). Oczywiście nie za darmo. Koszt ogólny jakieś 6 tys. Naszą część łaskawie wyliczyli na 2 tys. W sumie wybrukowanie podjazdu to sponsoring dla nich. Bo ani ja, ani tata nie mamy auta. Oni mają cztery, z czego jeden lubią parkować bezpośrednio pod naszym balkonem, gdzie od lat było to miejsce parkingowe mamy. Nikomu nie liczę jego dóbr materialnych, ale zawalanie wewnętrznego placu samochodami + bezczelne parkowanie na naszym miejscu pod domem - to gruba przesada.
Przy tej okazji dowiedziałem się nieoczekiwanie od taty, że kilka lat temu wmanewrowali go w partycypowanie w koszty do wymiany bramy ze zwykłej na automatyczną. Tak - zgadza się. Bramy której ja i moi rodzice nie używaliśmy nigdy - gdyż mama parkowała przed domem. Kolejna rzecz którą zasponsorowaliśmy "górze".

W tym tygodniu z zaskoczeniem zauważyłem, że na naszym piętrze - zaraz obok naszych drzwi, wstawili sobie trzy kontenery piwa. Mogli dać na ganek, mogli dać do piwnicy, mogli je postawić koło drzwi na swoim piętrze. Ale nie! Musieli koło naszych! Niby nic, ale odczytałem to bardziej jako zatknięcie flagi. Co następne? Wstawią wózek do naszego przedpokoju?! Pojemniki stały sobie tak 2-3 dni.

Reasumując...Zdaję sobie sprawę że w pewnym sensie sam sobie jestem winien. Lata bycia biernym w tych kwestiach zbierają teraz żniwo. Na swoją obronę mam to, że jestem podręcznikowym przykładem introwertyka i interakcje z ludźmi sprawiają mi niemal fizyczny ból. Jednak wymienione wyżej zachowania, świadczą najgorzej o mojej rodzinie. Jest to tylko kwestią czasu zanim przesadzą konkretnie i rozpęta się piekło.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 30 (74)
poczekalnia

#89265

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Bezczelność linii lotniczych nie przestaje mnie zadziwiać. Wujostwo miało zabukowany lot na Cypr (pierwsze wakacje bez dzieci, złapane w okazyjnej cenie prawie rok wcześniej). Na miesiąc przed wyjazdem dostają informację, że loty zostały zmienione i ich lot został przesunięty o dzień. Niby nie dużo, ale w przypadku zaplanowanego tip top wyjazdu i wycieczek psuje plany. Jakie rozwiązania zaproponowały linie lotnicze? Ciotkostwo może zaakceptować zmianę (bez odszkodowania), wybrać inny termin (tydzień wcześniej/później) albo dostaną zwrot za bilety i mogą kupić inne (oczywiście okazyjne ceny za które bilety pierwotnie były kupowane już od dawna są czczą mrzonką). Łaskawość ich nie zna granic...

Linie lotnicze

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (51)
poczekalnia

#89256

przez ~PKK ·
| było | Do ulubionych
A4 do Krakowa, dokładnie to bramki. Każdy kto tam był, wie ile tych bramek jest, kierowcy powinni się do nich rozjechać i szybko przejechać. No, ale nie, dla kochanych rodaków to zbyt skomplikowane. Wszyscy pchają się do tych dwóch skrajnie przy osi drogi i od bramek ciągnie się korek na kilka set metrów.


No i tu nasza piekielność; Tatę wzięła cholera, więc zjechał na pas awaryjny i nim przejechał do bramek, a (+/-), dwie minuty później byliśmy już po drugiej stronie. Choć pewnie gdybyśmy pojechali "legalnie", to stalibyśmy tam jeszcze z dziesięć.

Sorry za chaotyczność.

A4_Bramki

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 11 (47)
poczekalnia

#89253

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Podziębiłem się i niestety potrzebny antybiotyk. Ok mój lekarz wie przeważnie co łapę i odpowiedni antybiotyk mi daje. A wiem że kosztuje on 12zł bo 30%odpłatności bo kilka razy stawiał mnie na nogach.
Idę do apteki daję receptę. A po chwili słyszę 78zł. WTF???
A czemu? Dziewczyna od razu nabiła probiotyk. Bo trzeba kupić.
Ok do probiotyków nic nie mam choć wolę jogurt niż jakieś piguły, ale Pani pokaże....
Termin do maj 2022.

Szkoda słów.

Apteka

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (87)
poczekalnia

#89252

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dostaliśmy z uczelni plan praktyk:

"Praktyki trwają 4 tygodnie (łącznie 120 godzin lekcyjnych). Wymiar tygodniowy to 30 godzin. Studenta obowiązuje 7-godzinny dzienny czas pracy w godzinach 8-15."

Czyli wg uczelni: 120 godzin lekcyjnych = 4 tygodnie x 30 godzin zegarowych = 5 dni x 4 tygodnie x 7 godzin zegarowych.

Ot, uczelnia wyższa :)


PS. Mój ulubiony zapis w regulaminie praktyk to: "Studentowi nie przysługuje prawo do wynagrodzenia."

studia

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 31 (51)
poczekalnia

#89242

przez ~Grosik102 ·
| było | Do ulubionych
Przeczytałam tu masę historii o callcenter z perspektywy klientka. Teraz opowiem Wam jak to wygląda z drugiej strony i jak bardzo to klienci potrafią być piekielni. Obecna praca nie jest docelowym wyborem w moim życiu, raczej krótkim epizodem w poszukiwaniu lepszej wymarzonej, wiadomo za coś żyć trzeba. Pracuję w dziale obsługi klienta w infolini przychodzącej. Jak to wygląda z perspektywy pracownika takiej infolinii, ludzie są różni wiadomo ale to jakim brakiem kultury musi się czasami borykać.. Najgorszy tym klienta to ten, który dzwoni żeby się wyrzyć. Na infolini, na której pracuję dzwoni się głównie po to aby zgłosić problem. Rozumiem człowiek jes zdenerwowany coś poszło nie po jego myśli, firma nawaliła. Tylko po co obrażać osobę po drugiej stornie słuchawki? Nie zliczę ile razy zostałam nazwana na k. na sz... przedrzeznianie, utrudnianie rozmowy po przez brak współpracy np. pytam o podstawowe dane do weryfikacji aby móc odnaleźć nr zlecenia, ulica, imię nazwisko i spotykam się z odpowiedzią "jak to Pani nie ma przecież dzwonie i na pewno wszystko się wyświetla". Małe złośliwości typy bardzo szybkie dyktowanie danych, żeby tylko wbić szpileczkę. Jestem osobą, która stara się wykonywać swoją dobrze i sumiennie ale kiedy zachowuje się w powyżej opisany sposób bo automatycznie włączam tryb "załatwimy sprawę w czasie ustawowym", przykro mi Kliencie trzeba czekać. Chociaż mogłabym zrobić to od razu ale jak mam słuchać krzyków i przeklinania to dziękuję. Po drugiej stronie też jest człowiek, który chętnie rozwiąże twój problem jeżeli wykażesz się kulturą.

Callcenter

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (68)
poczekalnia

#89220

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia trochę piekielna, trochę zabawna.
Ładnych parę lat temu, kiedy jeszcze studiowałam, miałam w akademiku pewną koleżankę, nazwijmy ją Kaśką. Akademik był lekko nietypowy, bo prywatny, jednak ceny pokoi jeszcze wtedy były podobne do tych na stancjach.
Miałyśmy więc segment i mieszkałyśmy w pięć osób. Ja byłam tam najmłodsza, bo dopiero zaczynałam pierwszy rok.

Kaśka bardzo się tym ekscytowała, że jest już na trzecim roku, jak i reszta towarzystwa i bardzo lubiła to podkreślać. Na przykład stwierdziła, że nie mamy dyżurów w sprzątaniu, bo "oni są już na to za starzy".
Na początku, usłyszałam coś w stylu, że skoro zamieszkałam już wśród takich ludzi jak oni, to powinnam być z tego dumna - tutaj miała na myśli raczej właśnie ich wiek, bo każde z nas studiowało coś zupełnie innego.

Słyszałam co chwila porady jak co układać (na mojej własnej) półce w lodówce, albo jak sprzątać - z czym jakoś nigdy nie miałam większego problemu, bo należę do raczej schludnych osób.
Kiedyś, kiedy coś mi się przeterminowało w lodówce o jakieś może 2 dni (chyba jakieś dwa jogurty z tego co pamiętam), znalazłam karteczkę, że "tylu biednych ludzi by się z tego ucieszyło". Może i racja, ale pytanie, czy to była jej sprawa?
Nie powiem, żebym jej nie odpowiadała na to jakąś ripostą, na co bardzo się oburzała, ale to już zupełnie inna sprawa.
Inne dziewczyny, idąc chyba za jej śladem, też czuły się tam ważniejsze i mądrzejsze z racji wieku, ale aż tak bardzo tego nie okazywały.

Najbardziej jednak rozbawiło mnie, kiedy nie wróciłam na noc do domu i dowiedziała się, że mam chłopaka. Wtedy wzięła mnie na poważną rozmowę o tym, że mogę zajść w ciążę i zawalić pierwszy rok studiów.
Żeby nie było - wiem, że można też trafić na świetne towarzystwo starszych od siebie ludzi, ale ja trafiłam, jak trafiłam. Na drugim roku zmieniłam segment miałam za to super towarzystwo.

Najzabawniejsze jednak, że wtedy rzeczywiście sama czułam jakiś rodzaj nobilitacji, że mieszkam ze starszymi (aż o 2 lata!) osobami.
I dopiero teraz widzę jak z czasem zmienia się perspektywa...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (78)