Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#83894

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kupiliśmy mieszkanie, wydaliśmy sporo pieniędzy + kredyt. Naszymi sąsiadami są znana polska aktorka i jej mąż. Mają agresywnego psa, którego puszczają "luzem" po wspólnym terenie. Pies rzuca się z zębami do wszystkiego co się rusza. Nic nie możemy zrobić, (oprócz wiadomych opcji, na prośby nie reagują) bo mieszkamy w małym mieście i wszyscy się boją reagować.

Nieważne...

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 18 (84)
poczekalnia

#83885

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Staram się to co mam napisać, napisać od czasu pojawienia się na wykopie tego artykułu https://www.wykop.pl/link/4737591/musiala-kleczec-i-przepraszac-tak-kolezanki-upokorzyly-15-letnia-ize/
Lecę od wczoraj na ciężkich psychotropach bo to co się działo w 1994 roku pamiętam do dzisiaj w tedy takiego patola z bezsilności dźgnąłem w szyję cyrklem!
Ale zacznijmy od początku był rok 1993 miałem w tedy 12 lat do nas do klasy został przeniesiony nazwijmy go Seba był z patologicznej dzielnicy, w której była kiedyś szkoła podstawowa która została zlikwidowana. Seba był 3 lata od nas starszy i miał kuratorkę już po tygodniu oblał nam kurtki w szatni gnojówką z cebuli, po czym nie było go w szkole ze 3 dni. Pojawił się z kuratorką która zaczęła się na nas drzeć bo go od początku gnoimy wyzywamy od patoli, meneli, biedaków, gówno burza taka że na zebraniu rodziców straszyła konsekwencjami.
Rok czasu każdy z nas jakoś przebolał ktoś dostał w... oczywiście on jest temu winien bo Sebusia zaczepiał i prowokował, kradzieże to też nie jego wina podpalenie włosów koleżance sama sobie podpaliła. Kradzież plecaka i nasranie do niego bo koleżanka nie chciała odrabiać za niego lekcji ktoś z klasy to zrobił bo Sebusia się chcemy pozbyć.
I tak rok mijał aż ojciec jednej dziewczyny nie wytrzymał i wziął dorwał go kiedyś pod szkołą i pogroził na drugi dzień dziewczyna wylądowała na pogotowiu, ktoś jej w.... na przystanku autubusu. Ojciec tej dziewczyny dorwał gnoja po szkole i dał w pysk, dzieciak miał to nagrane na dyktafonie nikogo to nie zdziwiło że miał w tej chwili włączony dyktafon, facet stracił pracę i miał wyrok, musiał się także wyprowadzić z miasta bo go społeczność nienawidziła za to że przy.... patolowi.
W wieku 13 lat ja wbiłem mu cyrkiel w szyję trafiłem za to do zakładu psychiatrycznego ze zdiagnozowanym rozdwojeniem jaźni na tle nerwowym, dopiero jak zrobiło się gorąco bo psychiatra walnął diagnozę że podłożem mojej choroby są działania Seby. Kuratorium oświaty zajęło się sprawą jak myślicie kogo widzę naj.... żyjącego z waszych pieniędzy pod biedronką tego Sebę. Ja do dzisiaj się muszę użerać z problemami psychicznymi nie jestem w stanie normalnie funkcjonować przez co jestem na rencie nie całe 600zł.
Dla tego jestem za tym żeby takich patoli wy... ze szkoły i umieszczanie ich z takimi samymi patolami w jednej szkole.

szkoła

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (122)
poczekalnia

#83882

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Trafiłem tutaj na sporo historii dotyczących mistrzów kierownicy, którzy to MUSZĄ jechać z włączonymi światłami drogowymi. Moi drodzy towarzysze drogi, karma wróciła.
Otóż- mam dość często okazje jeździć dużym fordem transitem. Jeździmy z zespołem muzycznym po całej Polsce, powrót z koncertu zazwyczaj późno w nocy. Mnie mój instruktor nauczył tak- "Jacek, jak widzisz w oddali światła to zgaś te długie, kultura obowiązuje". Stosuję się tedy tej zasady i uważam ją za zdroworozsądkową. Oczywiście, jak wiemy, nie wszyscy są takimi ideowcami i do wyłączenia "długich" potrzebują... dodatkowego bodźca.
Tu się przyznaję do piekielności... Jak widzę mistrza świata i okolic, który w odległości 100m ode mnie nadal leci z długimi to nie mam skrupułów i błyskam własnymi, które to w transicie są znacznie wyżej niż w osobówkach- tak mniej więcej na poziomie twarzy miłośników jadzy na "długich".
Zemsta jest słodka.

EDIT- dla wszystkich, którzy wydali wyrok że włączam długie i zostawiam na stałe- napisane jest jasno, że błyskam. Na początku z nadzieją, że delikwent się po prostu zagapił i zgasi te długie. A jeżeli i tak ich nie wyłącza to dlatego, że ma w dupie innego użytkownika drogi,a wobec takich stosuję zasadę, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Natomiast Ci którzy już uznali mnie za buraka, powiedzcie mi- co robić? Jechać i udawać że 10 czy 15 samochód z rzędu mnie nie oślepia?

trasa długie samochód

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (125)
poczekalnia

#83878

~Klusek123 ·
| było | Do ulubionych
Historia o hipokryzji i o głęboko zakorzenionej komunie w głowie mojego ojca. Wiem, że w tym momencie część osób stwierdzi w komentarzach, że jestem niewdzięcznym gówniarzem i że narzekam na swojego stwórcę, ale o jego nawykach i zachowaniu można by napisać książkę większą od Biblii.
1. Szkoła:
Mój ojciec skończył technikum, po technikum znalazł pracę i jest z tego dumny. Ja poszedłem inną drogą: liceum i studia, od gimnazjum wielokrotnie mówiłem co chcę robić w życiu. Jednak dla mojego ojca to nie jest argument i jego przekonanie o tym, że teraz to tylko jest praca dla śmieciarzy po jakichkolwiek studiach skutkuje tym, że średnio co dwa dni w domu jest na ten temat awantura.
Samą szkołę ojciec skończył na trójkach. I nie widzę w tym nic złego osobiście, bo nie każdy musi znać się na wszystkim, ale jego ciągłe pretensje do moich ocen, które są "wstydem dla niego" są po prostu nieuzasadnione i żaden argument go nie przekona do tego, że 4 w obecnym czasie w 3 klasie liceum to jest dobra ocena, zwłaszcza z przedmiotów, z których będę pisał maturę. No nie przekonasz i koniec, bo jedyne stwierdzenie jakie usłyszę to "teraz to nauczyciele dają wszystko za ładne oczy, a kiedyś to była nauka"
2. Praca:
Chcę mieć swoje własne pieniądze i nie być ciągle uzależniony od niego. W związku z tym poszedłem jako pomoc do pracy i chodzę regularnie od dwóch lat. Udało mi się odłożyć ładną sumę pieniędzy i stwierdziłem, że teraz czas przygotować się do matury. Nie spodobało się to mojemu ojcu, który na moje argumenty, że to dużo czasu tracę, że to małe pieniądze odpowiada, że może mnie to nauczy szacunku do cudzej pracy (cudzej=jego). Jego praca polega na tym, że siedzi przez 8 godzin na zmianie przed monitorem i gdy wyskoczy alarm, to woła swojego przełożonego, że coś nie działa. I gdyby nie fakt, że co chwila narzeka jaka to jego praca nie jest stresująca to nic bym nie wspomniał na ten temat, ale po prostu nie da się wytrzymać tych ciągłych uwag. Co ciekawe, kiedy pracowałem to ciągle powtarzał, że nie mam żadnych przyjaciół.
3. Pieniądze+ samochód:
Jak już wspomniałem odłożyłem ładną sumkę pieniędzy. Ojciec jednak stwierdził, żebym dorzucił mu się do samochodu, to wpisze mnie do dowodu i też będę miał SWOBODNY (słowo-klucz) dostęp do kluczyków. I tu jest pewien problem, bo wtedy nie miałem jeszcze prawa jazdy. Jednak zaraz po 18 urodzinach to nadrobiłem i zdałem za pierwszym. Ojcu to się jednak nie spodobało,bo samochód, którym jeździł raz w tygodniu będzie wykorzystywany codziennie. Kiedy dzień przed egzaminem pokazywał mi jak jeździ "miszcz kierownicy" opowiedział mi,przez przypadek, że on zdał egzamin dopiero za 12 podejściem. Kiedy wróciłem do domu po zdanym egzaminie, ojciec spalił buraka siedział do końca dnia w swoim pokoju. Jednak kiedy pojechaliśmy po prawo jazdy do urzędu mogłem pomarzyć tylko o kluczykach. "To, że zdałeś egzamin nie oznacza że umiesz jeździć". No dobra, skoro twierdzisz, że nie umiem jeździć to jak zdałem egzamin i jak mam się nauczyć jeździć skoro nie mam samochodu? "Będziesz jeździł pod moim okiem i jak zobaczę, że umiesz jeździć to pojedziesz". Jedyne miejsce po którym mogę jeździć to nasze podwórko. Ale nie to jest najzabawniejsze; bo sam on nie jeździł od 17 lat i musiał uczyć się od nowa jazdy i powtarza mi w kółko, żebym nie popełnił jego błędu. Problem w tym, że na czym skoro nie mogę nawet pojechać prostą ulicą do przodu i do tyłu?
4. Życie społeczne:
Przez wiele lat nie chciałem mówić o tym, ż kim rozmawiam i dlaczego akurat z tym a nie z tamtym (bo na zdjęciach klasowych można poznać charakter każdego). Kiedy jednak powiedziałem raz, że idę do kolegi na imprezę ojca krew nie zalała. I nie chodzi tu o to, że zrobiłbym coś złego, tylko o to, że ja wogóle do tej pory z nikim nie rozmawiałem i pewnie zmyślam, żeby wyciągnąć kasę. Kiedy argumentacja, że przecież jestem razem z tymi ludźmi w szkole, wracam jednym autobusem, piszemy ze sobą codzienne oparta jest stwierdzeniem "ale nigdy nie byli u ciebie w domu a ty się do nich wpraszasz to co o tym pomyślą" to nie ma możliwości jakiejkolwiek rozmowy.
5. Błędne koło hipokryzji:
Mamy samochód, ale nie mogę nim jeździć. Nie mogę nim jeździć bo nie mam doświadczenia. Nie mam doświadczenia bo nie umiem nim jeździć. I tak to się kręci jak opony w polu.
Mam słabe oceny. Są one słabe bo się nie uczę. Skoro się nie uczę to gram. Skoro gram to jestem uzależniony. Skoro jestem uzależniony to trzeba mi zabrać komputer (laptop) żebym nie grał. Skoro zdaję rozszerzoną informatykę i mam z niej prace domową to pewnie jest to wymówka, żeby pograć. Dostaję z tej pracy domowej 4, bo robie tylko część jej na telefonie. Skoro dostaje 4 to mam słabe oceny. I nie przekona się go do tego, że jedno wynika z drugiego.
Nie mam przyjaciół, ale gdy chce gdzieś wyjść to słyszę tylko, że powinienem się wziąć za naukę. Kiedy uczę się po 2-3h dziennie, regularnie, to co chwila powtarza, że mógłbym iść do pracy, żeby zarobić bo moja nauka na nic (według niego) nie wyjdzie. Kiedy pójdę do pracy to słyszę, że nie mam przyjaciół, bo nikt ze mną nie gada. Kiedy wracałem z koleżanką do domu ciotka ciotki pociotki widziała to i już kolejnego dnia wszyscy w rodzinie mówili "Klusek ma dziewczynę". Ojciec dostał pi***olca, kiedy zobaczył jak wygląda ta koleżanka. Stwierdził, że nawet nie umiem sobie znaleźć dziewczyny. Kiedy przyszła do mnie do domu moja dziewczyna stwierdził, że wpływa ona na mnie negatywnie, bo przez nią nie mam przyjaciół... I tak w kółko do śmierci.

Prosiłbym o to, abyście napisali, jakie argumenty mogą przemówić to rozsądku mojego ojca w 3 ostatnich błędnych kołach. Nie obchodzi mnie waszą opinia ekspertów jakie to mam życie rodzinne, bo każdy ma inne, proszę o pomoc w dopasowaniu argumentów tak, aby przekonały one osobą w wieku 50 lat do tego że świat nie jest w pełni taki, jaki się wydaje. Z góry dziękuję za sensowne odpowiedzi. :)

Hipokryzja rodzina

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 53 (91)
poczekalnia
Mojego byłego szefa, M., opisywałem w kilku historiach, między innymi https://piekielni.pl/83841 Generalnie mnie oszczędzał drobnych uszczypliwości, które znosić musieli mniej doświadczeni koledzy i koleżanki z zespołu, ale jedno spięcie się pojawiło, chyba testował, czy stulę uszy po sobie, czy będę walczył. Ale po kolei...

W jednej z historii o M. opisywałem spotkania dzienne, które u nas wprowadził. Na początku M. reklamował je jako dobre narzędzie do komunikowania spraw organizacyjnych i omawiania ich. Problem w tym, że szybko okazało się, iż to działa tylko w jedną stronę - jak M. chciał nas o czymś poinformować, czy wydać polecenie, to spotkania do tego służyły, jak mieliśmy pytania, to mówił, że nie ma teraz czasu, nie wie lub musi się zastanowić. Wiedzieliśmy, że wkrótce będziemy się przesiadać do innej części biurowca i często padały pytania o rozdział miejsc. M. zawsze mówił, że nie wie, ale w swoim czasie się dowiemy.

Dowiedzieliśmy się. Z maila. Mail zawierał rysunek z podziałem miejsc oraz dopisek, że "jeśli komuś nie podoba się miejsce, to może zgłosić się do niego z reklamacją, ale reklamacja nie zostanie i tak uwzględniona. :)"

W zespole zawrzało, bo szef był nielubiany, miał chamskie odzywki do niektórych osób (ale najlepiej jak nikt nie słyszy lub na tyle niejednoznaczne, żeby nie dało się mu za wiele zarzucić), a do tego nie był pomocny, za to wymagający (od innych), sypiący złotymi myślami typu "nadgodziny to dla Ciebie szansa na rozwój" czy "mnie to nie obchodzi jak to zrobisz, ma być zrobione". Jedna osoba nawet stwierdziła, że "chciał zażartować, a znów wyszedł na chama".

Miejsce przydzielone mnie było od strony korytarza, daleko od okien, a ja mam wadę wzroku i przy słabym świetle widzę gorzej, szybciej męczą mi się też oczy. Dodam też, że mam dużą różnicę wad między oczami, więc noszę soczewki, gdyż okulary są niewskazane, różnica między szkłami nie powinna przekraczać 3 Dioptrii, jak różnicę 5D. Niemniej ze swoją wadą się nie kryję i nie raz była obiektem żartów.

Z racji tego, że przydzielone mi miejsce było kiepskie z punktu widzenia mojego wzroku, postanowiłem "złożyć reklamację". Napisałem więc maila do M. z prośbą o zmianę, wyłuszczając mu powody. W odpowiedzi dostałem maila, który podniósł mi ciśnienie. Zaczynał się od "decyzja została podjęta", pisanie w stronie biernej irytuje mnie wyjątkowo, bo decyzje się generalnie same nie podejmują i warto wskazać, kto jest za nią odpowiedzialny. Dalej szedł jakiś bełkot w stylu "2 miejsca temu miałeś jeszcze ciemniejsze miejsce, więc co narzekasz".

Odpisałem mniej więcej tak:
"Przez kogo została podjęta ta decyzja? Chętnie bym z tą osobą porozmawiał na temat zmiany miejsca. Co do tego umiejscowienia 2 miejsca temu, to faktycznie było tam gorzej i bolała mnie głowa, gdy tam siedziałem, a także pogłębiła mi się wada wzroku."

Dzień później M. wezwał mnie do salki i próbował mnie opieprzyć:
[M]: Twoja komunikacja w sprawie podziału miejsc była nieodpowiednia. Siedzimy nie tak daleko od siebie, mogłeś podejść i pogadać.
[J]a: Ty mówisz o nieodpowiedniej komunikacji? Przy takim tekście o reklamacjach? Poza tym, to ty narzuciłeś taką formę komunikacji - mailową. Co najmniej 3 razy pytaliśmy Cię na spotkaniach dziennych, jaki będzie rozdział miejsc, mówiłeś, że nie wiesz, mogłeś to pokazać na spotkaniu dziennym, ale wolałeś napisać, to tak też odpowiedziałem.
[M]: Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji, bo już zakomunikowałem miejsca, a teraz ty chcesz zmiany, Twoja komunikacja była niewłaściwa, przeczytaj sobie jeszcze raz formę twojej wypowiedzi. Nie wiedziałem, że masz wadę wzroku, nie zgłaszałeś jej, więc nie uwzględniałem tego, a teraz twoja prośba mnie wkurzyła.
[J]: Pracujemy ze sobą tyle lat, ciężko mi uwierzyć, że nie wiedziałeś o mojej wadzie wzroku, o której nie raz i nie dwa mówiłem i niejednokrotnie z tego w zespole żartowaliśmy. A moja komunikacja była dostosowana formą do twojej, sam taką formę narzuciłeś, to ty wyjechałeś z nieuwzględnianiem reklamacji, to było takie "może wam się nie podobać, ale gówno z tym zrobicie".
[M]: To był żart, widziałeś tam emotkę?
[J]: No cóż, jakoś zespół nie załapał żartu, byliśmy niezadowoleni, ktoś nawet stwierdził "chciał zażartować, a znów wyszedł na chama".
[M]: Poza tym wyjeżdżasz teraz z wadą wzroku, z bólami głowy, ja myślę, że ta rzekoma wada wzroku to tylko pretekst, bo nie podoba ci się towarzystwo, w którym siedzisz. Ok, nie dałeś mi wyboru pisząc o wadzie i bólach wzroku, muszę ci to miejsce przy oknie dać, ale postawiłeś mnie w głupiej sytuacji, bo muszę wysłać nową komunikację do zespołu. Od tego momentu nie chcę o tej sytuacji więcej słyszeć, nie chcę wracać do tematu.
[J]: Ok, dzięki za przemyślenie sprawy i zmianę miejsca, natomiast pozwolę sobie jeszcze do tematu wrócić. Mam dokumentację poświadczającą moją wadę sięgającą 15 lat wstecz i nie życzę sobie insynuacji, że na ten temat ściemniam, żeby coś ugrać.

Na tym temat powinien się zakończyć i może byłbym trochę zły na formę rozmowy, ale był ciąg dalszy. Następnego dnia koło 13 dostałem wezwanie do salki. M. stwierdził, że kwestia tego, co napisałem w mailu nie daje mu spokoju i nie powinienem był tego robić na piśmie, bo on ma teraz kłopot i go to wkurza, że stracił 5 godzin na grzebanie w tym. Otóż sprawdził moje badania i na wstępnych miałem informację o wadzie, a na okresowych (robione 2 miesiące przed sytuacją) już nie, więc on uznaje, że mi się poprawiło (tak, jasne - nagle po 3 latach siedzenia przy kompie, w tym przez rok prawie po ciemku), więc skoro ja twierdzę, że jest inaczej, to on mnie ponownie wysyła na badania. Powiedziałem, że raczej nielogiczne uważanie, że mi się poprawiło po pracy przy kompie, ale jak chce, to te badania zrobię. I wręczył mi skierowanie.

Oprócz tego na skrzynce czekał już na mnie mail z dyrektorem działu (K., szefem M.) w kopii, informujący mnie, że miejsce przy oknie dostanę, że on nie był świadom mojej wady i w dokumentach tego nie ma, więc kieruje mnie na badania. Wszystko to pisane na korespondencji opisywanej wyżej.

Badania robi się w godzinach pracy, więc skoro wolał mnie wysłać ponownie, żebym sterczał w poczekalni, zamiast robić coś pożytecznego, to jego wybór. Oprócz tego doczytałem przepisy i okazało się, że refundację można mieć też na soczewki, więc przy okazji załatwiłem stosowny kwit i wykupiłem szkła na koszt pracodawcy.

Dodawanie K. też było błędem. Ta sytuacja oraz kwestia ślubu (https://piekielni.pl/83842 oraz https://piekielni.pl/83844) sprawiły, że postanowiłem udać się do K. na rozmowę. Nie na jawną skargę, ale na swego rodzaju negocjacje. Miesiąc później kończyła mi się umowa. Obaw o przedłużenie nie miałem, byłem najbardziej doświadczonym specjalistą, dodatkowo zaangażowanym w ważny projekt, więc większy problem byłby, gdybym powiedział, że odchodzę niż dla mnie, gdyby mnie pożegnali. Generalnie przedłużenie umów wygląda u nas tak, że ostatniego dnia (mniej więcej) szef wzywa do salki i podsuwa umowę do podpisu, zwykle z jakąś podwyżkę, która jest nienegocjowalna, bo umowa już jest przygotowana itd. Budżetem płacowym dysponuje K., kierownicy i menedżerowie mają co najwyżej głos doradczy. Poszedłem więc do K. 3 tygodnie przed końcem umowy, ze 2 tygodnie po sytuacji z miejscami, z pytaniem, czy przewiduje dla mnie przyszłość w firmie, a jeśli tak, to z jakim zakresem obowiązków (mamy menedżera, a pod nim nie ma kierownika - czy jest szansa) i jaką stawką.
[K]: Tak, umowa będzie na czas nieokreślony, stawka X, co do kierownika, to M. uważa, że sam sobie poradzi w kierowaniu zespołem, więc nie przewidujemy.
[J]: Uważam, że dobrze pracuję, zrobiłem to, to i tamto, mam też możliwości w innym mieście, z którego pochodzi moja żona, więc myślałem raczej o stawce Y.
[K]: No cóż, umowa już jest w przygotowaniu, mój szef ją zatwierdził, mogę ci obiecać stawkę Y od nowego roku, gdy będę miał budżet na roczne podwyżki, a teraz chciałbym X.
[J]: Nie do końca podoba mi się obecna sytuacja w zespole, więc uważam, że już teraz powinienem dostać Y.
[K]: Spytam swojego szefa, czy się zgadza i dam ci znać, nic obiecać nie mogę.

Dzień później, rano, dostałem info, że będzie stawka Y. Czyli w sumie mogłem chyba chcieć jeszcze więcej.
2 i pół miesiąca później K. oznajmił nam, że M. rekrutował się wewnętrznie na inne stanowisko (menedżer do spraw projektów, bez zarządzania ludźmi) i dostaniemy nowego szefa - G, znanego nam gościa, bardzo fajnego kolegę, pracował u nas jako specjalista, odszedł do innego zespołu, żeby się rozwijać. Nikt nie wierzył, że M. sam się rekrutował na to stanowisko, jego mina nie mówiła, że cieszy się ze zmiany, to raczej K. słyszał, jak źle się dzieje i mu zasugerował zmianę.

Myślę, że moja rozmowa z K. miała wpływ na to, co się stało, ale inni też przyłożyli rękę do tego. Ja poszedłem po podwyżkę, jedna koleżanka odeszła do innego działu i na rekrutacji wewnętrznej wprost powiedziała, że u nas nie chce już być, bo jest źle, inna koleżanka też się rekrutowała, ale chyba K. zatrzymał jej przejście. G. też odchodząc powiedział jakiś czas wcześniej powiedział, że rozwój to jedno, ale pod M. nie chce już być.

Po pół roku męczarni byliśmy uratowani. Ale to niestety nie był koniec... CDN.

Korpo

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 40 (86)
poczekalnia

#83869

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O premierze Morawieckim...
Nie no żartowałem z Tym, aczkolwiek nie do końca.
Chodzi mi o tak zwaną "Niebieską Kartę". Czyli o przemoc w rodzinie.
Tak się składa, że jako agresor i nałogowy alkoholik mam założoną niebieską kartę przez.... "prawdopodobnie" psycholog ze szkoły w której uczy się moja córka. Piszę prawdopodobnie panią psycholog, bo pani psycholog według informacji udzielonej mi przez kuratorium dzień po założeniu mi niebieskiej karty przez szkołę, przestała pracować w tej szkole... .
Nie będę pisał, żem niewinny, że skąd, że co za bzdury. Minęły 2 miesiące i ochłonąłem, aczkolwiek nie pozostawię tego bez mojej odpowiedzi. Ale chciałbym poruszyć tutaj kuriozum i totalną bzdurę jaką jest cała ta procedura niebieskiej karty i sposób jej prowadzenia.
Wymienię w punktach:
1) Wizyta opieki społecznej - podjazd pod dom służbowym samochodem z napisem opieka społeczna - w pierwszym miesiącu były 3 razy w godzinach od 9:30 do 11.30. W drugi 2 razy w tych samych godzinach.
2) 3 razy wizyta Pana dzielnicowego - oczywiście radiowozem - Piątek do godziny 12-14 - raz w Sobotę ok 18-tej
3) Raz wizyta kuratora sądowego o 10:30 prywatnym samochodem.

Brzmi logicznie ?
To co wspólnego z logiką ma sprawdzanie:
- opieka społeczna - czy dziecko ma BIURKO i WŁASNY pokój ?
- dzielnicowy - liczył ile jest pomieszczeń w domu,
- kurator sądowy - tu chyba nie mam zastrzeżeń poza faktem, że był o 10:30.
Jak dla mnie logiczne, że PRZEMOC to jest wtedy gdy biurka NIE MA. Czyli jak dla mnie to dziecko może być lane non stop, sikać pod siebie ze strachu przed agresorem, ale jak ma biurko to gra muzyka i wszystko pasuje. I nieważne że lekcje i tak odrabia przy kuchennym stole.

Dalej będzie jeszcze bardziej logicznie - minęły 2 miesiące - w/w osoby rozmawiały tylko z moją żoną i to tylko dlatego, że akurat w tym okresie z powodu choroby była w domu. Tak to oboje z żoną pracujemy a córka chodzi do szkoły - tak więc nie ma szans byśmy byli w domu wcześniej niż przed 17-tą.
Do tej pory minęły 2 miesiące -i ze Mną jako AGRESOREM nikt jeszcze nie rozmawiał. W podobnym przedziale czasu w Rwandzie wyrżnięto blisko 800 tys osób.

Teraz wyjaśniam, bo otrzymałem pismo też ze szkoły, że cała ta sytuacja jest wynikiem ANONIMOWEGO DONOSU na mnie i szkoła postanowiła to sprawdzić.
Tak więc drodzy piekielni nie znacie dnia ani godziny kiedy zostaniecie PATOLOGIĄ w oczach sąsiadów i lokalnego społeczeństwa bo niemożliwością jest by opieka społeczna i policja tak sobie bez powodu podjeżdżały i wchodziły do waszego domu bez podstawy. A nie przepraszam jest podstawa - anonimowy donos. Z tego co wiem to z uwagi na spychologię urzędniczą taka sytuacja może potrwać minimum 12 miesięcy i nieważne, że żona pisemnie zaprzecza, że ja przesłałem epuapem pismo ze szkoły i moją dokumentację medyczną, gdzie jasno wynika że nijak nie mogę być alkoholikiem. To trzeba SPRAWDZIĆ. I nie da się tej karty wycofać, zamknąć - tzn można zamknąć gdy "ustanie przemoc w rodzinie". Innej możliwości procedura NK nie ma - chyba że się wyprowadzę albo zamkną mnie w więzieniu.
W tym kraju nawet mordercy mają prawo do adwokata. Tutaj adwokat nie ma uzasadnienia, bo AGRESOR nie jest podejrzanym, tylko to jest procedura SPRAWDZANIA. Tak orzekł nawet Trybunał Konstytucyjny.
Tak więc opieko społeczna,policjo i wszyscy święci- przybywajcie - ale tylko w godzinach swojej pracy ! Kiedy to agresor też jest w pracy : )
Na koniec się zapytam tylko:
A gdzie jest ta faktyczna pomoc gdyby naprawdę działa się krzywda dziecku ?

Piszę tą piekielność teraz, bo do założenia NK uprawnieni są lekarze, szkoła, policja, opieka społeczna a że PIS chciał wprowadzić zmiany w tej przepraszam za ostre słowo debilnej NK to podniósł się hejt, że katotaliban chcą wprowadzić.
Tak tylko dodam - kto chce ten znajdzie więcej informacji:
Przemoc psychiczna kwalifikuje się do założenia NK. Ograniczanie snu, traktowane jest jako przemoc psychiczna - wystarczy że dziecko powie w szkole jakiejś nawiedzonej "misjonarce" że tata każe rano natychmiast stawać do szkoły- no cóż w tym przypadku... witaj w zespole Ty agresorze. Sprawdzimy i dziecko odbierzemy.

niebieska karta

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (149)
poczekalnia

#83867

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie długo..
Rodzina mi się sypnęła. Nie, nie poumierali,choć od śmierci Dziadków się zaczęło...
Moja mama, M,ma siostrę, dajmy na to A. A ma męża, zwanego burakiem, bo taki zwyczajnie jest.
10 lat temu zmarł Dziadek, tata M i A. A pod wpływem buraka, chciała wnieść o zachowek. M ją powstrzymała i przez kilka następnych lat było poprawnie. Wszak Babcia żyła, miała się świetnie i nie było powodów do niesnasek.
Po śmierci Babci się zaczęło... (Dziadkowie mieszkali w domu-parter plus piętro.Na parterze urzędowali Oni, na piętrze za zgodą Dziadków A z burakiem i ich dwójką dzieci. A i burak wyremontowali pod siebie górę, płacili Babci jakieś małe pieniądze za ogrzewanie, prąd itd absolutnie nie adekwatne do zużycia za 4 osoby. 80% kosztów ponosiła Babcia.) A i burak wykombinowali sobie, że skoro oni mieszkają na górze,remont zrobili to do podziału będzie tylko dół plus kawał ziemi. No, kurczę, bardzo nie tak. Mama i A przed notariuszem nabyły spadek i zaczęły między sobą go dzielić. Muszę dodać, że Dziadek za życia dołożył mi, jako wnuczce, dość sporo na mieszkanie, kawalerkę.
Ciotka chciała wszystkie prezenty,łącznie z moim ślubnym(auto po Dziadku-wartość około 5 tys.)darowizny i inne drobne gesty w stronę moją ze strony Dziadków, wciągnąć w masę spadkową.Mama absolutnie się na to nie zgodziła.Wszelkie umowy darowizn spisane były w formie kierunkowe, tzn z konkretnym przeznaczeniem, co nie wlicza się do masy spadkowej. Mama od rodziców nie dostała nic, co można wciągnąć do spadku. Zatem, wg prawa, nic co dostałam ja, nie powinno podlegać podziałowi spadkowemu. Najbardziej A zabolało to że ja w prezencie ślubnym dostałam samochód a jej córki pieniądze i że Dziadek dał mi na mieszkanie. I o to toczył się cały bój. Toczył, bo A chodziła i płakała, jaka to ona poszkodowana,że biedna jest i inne takie. Przez pół roku męczyła moją Mamę,osobiście, telefonicznie, przez osoby trzecie. W końcu dla świętego spokoju Mama odpuściła. Dostała 1/3 tego co powinna za pół domu i może sobie wziąć z Babci domu jakieś pamiątki i ciuchy. Kiedy przyjechała w umówiony dzień, Babci pokoje były "dziwnie" wysprzątane. Brakowało kilku sztuk biżuterii złotej, kilku kryształów... Mama wzięła co chciała, a raczej mogła. Przed samym wyjściem jedna z córek A, rzuciła mojej Mamie pod nogi moje zdjęcie ślubne(stluklo się) i nazwała ją złodziejką(nie dość, że kasy tyle wzięła to jeszcze tu przyszła kraść).
Od tej pory nie mam ciotki(matki chrzestnej) i kuzynek..
Winą mojej mamy było to, że odpuściła ciotce, chcąc z nią zostać w dobrych stosunkach. Ale nie dość, że wzięła mniej to jeszcze z niej złodziejkę zrobili.
P. S. Kilka szczegółów pominęłam bo były nieistotne i nic nie wniosłyby do sprawy.

Rodzina ach rodzina..

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 54 (106)
poczekalnia

#83859

~Naiwniacha ·
| było | Do ulubionych
Co się dzieje z tymi ludźmi...

Pare dobrych miesięcy zajęło mi rozkręcenie własnej działalności gospodarczej. Nikt mi nie pomagał, nawet nie zapytał czy pomocy potrzebuje, załatwiałam wszystko sama m.in. mam tu na mysli sprowadzanie towaru z hurtowni.

Kiedy już na tyle ogarnęłam swój życiowy plan biznesowy i wszystko zdawać by się moglo szło po myśli... stało się, niepotrzebnie otworzyłam dziób...

Kiedy "rodzina" dowiedziała się o moim wielkim małym biznesie, jako że jak na początki szło mi nawet dobrze, odrazu zaczęły się telefony, zaproszenia na różne uroczystości... i próby wyłudzenia kasiory "b my to jesteśmy rodzina, dej nam dej".
Czy musze wsominać, że wcześniej nie było nikogo kto by sie zainteresował moją osobą czy życiem? Nie było nawet jednej osoby, która zaprosiłaby mnie do domu na wykłą kawę czy sama ruszyła 4 litery żeby przyjść i pogadać. Za to, z drugiej ręki dchodziły mnie informacje o tym jaki to wiece powód był ważny nie tylko dla rodzinki, ale i znajomych, który dyskwalifikował mnie do delektowania się ich towarzystwem... Słyszałam niemalże teksty typu :"Za biedna/po co ona przyjdzie tutaj? Kasy nie ma, a gębę to każdy za darmola by dożywił " ( i tak właśnie zostaliśmy wykluceni z towarzystwa, ja i tata)

Czas mijał, kontakt nie odnawiał się, do czasu...
Setki maili, SmS-ów, przychodzących połączeń " Jakże tęskniliśmy! O nasza Najdroższa!"

Sytuacja nr 1 " A może zostałabyś chrzestną"?

Czy to ktoś z rodziny, czy ze znajomych, schemat ten sam...
Komuś urdziło się dziecko, a ty jesteś poprostu najlepszą opcją jaka mogłaby im się trafić.
Jakie to dziwne, ile ostatnio rodzi sie dzieci w twoim otoczeniu i dziwnym trafem wszyscy myślą o Tobie... Ale taty ze sb nie zabieraj, to nie te progi klasowe ( wypowiedz jednej z sióstr taty)

Sytuacja nr 2 " Komunia"
Za 2 dni nasz kochany Marcelek/Brajanek/Nikuś będzie miał komunię, mamy nadzieję, że wpadniesz, nasze dziecko tak cie strasznie cie lubi ( 3/4 nigdy na oczy nie widziałeś), nie wyobrażam sb tego dnia bez CB!

Sytuacja n 3 "Wesele"

Chcesz być świadkową? Ale wpadniesz no nie?
Za miesiąc ślub bierzemy, wpisałam Cie już jako gwarant, no sama widzisz, nie możesz zrezygnować

Sytuacja nr 4 " A może byś dała nam małą pożyczke? Pare tysiecy tylko, wiesz sama jak to jest nie miec"

Sytuacja nr 5 " "My jesteśmy rodzina, nam się poprostu należą twoje pieniądze i już"

Sytuacja nr 6 "My jesteśmy przyjaciółmi, nam się poprostu należą twoje pieniądze i już"

Sytuacja nr 7 " Pojdziemy do kina/restauracji/pizzeri itp. Ale ty płacisz!"

Tych sytuacji mogłabym wymieniać aż po sam milion. Wkurzaja mnie ta "roszczeniowość", a zarazem śmieszy, za każdem razem gdy odmawiam i słysze jaka to ze mnie zimna s**

O piekielności ludzi biznesu, zalewających moją skrzynkę już ni tylko pytaniami, jak rozkręcić taki biznes, ale pełnym pretensji wywodzie, jak to moge im niepowiedzieć, z którymi dokładnie hurtowniami mam podpisane, gdzie byłam/skąd wzięłam/jak wypełniałam, a już w ogóle to TY MI ZAŁATW WSZYSTKO BO TY JUŻ MASZ...

I tylko jedno spostrzerzenie chodzi mi po głowie. Nie ważne ile jesteś wart jako osoba, jak cenna byłaby chwila spędzona w twoim towarzystwie i jak bardzo złote nie byłoby twoje serce, tak w obecnym świecie liczyć się będzie tylko pusty brzdęk pieniądza jako głośne echo próżnych ludzkich pragnień.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (164)
poczekalnia

#83853

~Przyjaciolka ·
| było | Do ulubionych
Będzie długo i chaotycznie, bo to sytuacja sprzed dnia i nadal mnie nosi,z góry przepraszam za błędy. Miałam ja przyjaciółkę z czasów podstawówki, nigdy nie grzeszyła mądrością, ona uważała się za tą ładniejszą, ja miałam być tą do towarzystwa na imprezach. Niestety ku jej zdziwieniu ja poznałam swojego obecnego partnera, wynajelismy nasze pierwsze wspólne mieszkanie. Mój kontakt z nią ograniczył się do minimum. Czasem z nudów spotykalam się z nią na piwo, ale nie miałam ochoty na przyjaźń że względu na to iż jej rozwój zakończył się już w podstawówce. Może jeszcze ja trochę opiszę chociaz większość z was zna dobrze ten typ: kilo tapety ( gdy przykladala telefon do twarzy drugą twarz zostawala na wyswietlaczu) poprawiala to co jakąś godzinę , oczywiście twarz czarna, szyja biała, wyzywające ubrania( W sumie to prawie ich brak) no i główne zainteresowania to mężczyźni z kasą,alkohol i kluby. Wracam do tematu. Po kilku latach zaszlam w ciążę, ona się dowiedziała,pogratulowała i nastała cisza.po miesiącu zadzwoniła z radością oznajmiając że ma faceta od 3 miesięcy i postanowiła zajść w ciążę bo skoro ja będę miała dziecko to ona też chce. No cóż... po chyba kilku tygodniach facet ja zostawił bo dowiedział się że pije i go zdradziła, i tak oto wszystko było moja winą. Ale i tak mi postanowiła wybaczyć bo będę przecież oddawać jej ubranka po moim i będę się opiekować gdy ona pójdzie do pracy,albo jak będzie chciała pobalować. Niestety jej oczekiwania się nie spełniły. Znowu kontakt się urwał, az do tego sylwestra. Głupia ja uległam jej prośbom i wraz z partnerem udaliśmy się do niej. Była bardzo miła i dziękowała że z nią spędzimy sylwestra,że tęskniła. Nad ranem gdy zaczęłam się przebudzac , po cichutku przyszła i weszła na mojego partnera rozebrana i gdy otworzyłam oczy zaczęła udawać zdziwiona i przepraszać że przespala się z moim facetem. On spał jak zabity. W pierwszym momencie nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać z jej marnych intryg. Usłyszałam od niej że nie dopuści abym miała lepsze życie od niej. Z jednej strony chciałam ją udusić,ale z drugiej zrobiło mi się jej żal. Jak strasznie trzeba być zakompleksionym żeby tak postępować? Tylko jej dziecka mi szkoda choć wiem, że ojciec stara się o pozbawienie praw, a my zamierzamy mu pomóc.

Warszawa

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (114)
poczekalnia

#83850

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie długo.
Kupiłam telefon komórkowy z którym to wyjechałam za granicę. Niestety mimo, że oficjalnie sim locka nie posiadał to nie był w stanie współpracować z zagranicznymi kartami sim (pokazywało brak sieci). Po złożonej w salonie reklamacji od ręki dostałam nowy model.
Gwarancja była ważna przez kolejny rok. Po niecałych dwóch latach postanowiłam telefon sprzedać i w tym celu go zrestartowałam do ustawień fabrycznych. Niespodzianka- nie czyta karty sim na której pracował przed restartem.
Mimo braku gwarancji wybrałam się do salonu szukając rady. Miły Pan był w równym szoku co ja, bo w telefonie włączył się sim lock, ale według jego systemów telefon sim locka nie miał prawa mieć. Poradził mi aby zadzwonić na infolinie, ponieważ on już więcej nie był w stanie zrobić.
Po pierwszym kontakcie z infolinią dostałam szybką informacje, że sim lock się jednak w systemie pojawia, ale został nałożony przez angielską sieć więc oni nic z tym zrobić nie mogą- mam się kontaktować z siecią.
Niestety jako, że do Polski wróciłam już dawno to został kontakt przez infolinie. Pani mimo, że bardzo miła co chwila wrzucała mnie na ‚hold’ więc czas rozmowy wynosił ponad godzinę. Po tym czasie dowiedziałam się, że rozmawiała z kierownikiem i to nie oni są odpowiedzielani za tego sim locka tylko producent, ale żeby nie robić mi kłopotu to już się z nim skontaktowali i w ciągu 24 h sim lock ma być zdjęty.
Gdyby tak było, byłoby zdecydowanie za prosto. Chciałam najpierw oddzwonić do pani z infolinii, ale kiedy okazało się, że ta rozmowa kosztowała mnie ponad 100 zł, postanowiłam zadzwonić z powrotem na infolinie producenta.
I tym razem już nie miałam szczęścia do miłych konsultantów:
[K]- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
[J]- (Opowiadam wszystko od początku)
[K]- Proszę w tej sprawie kontaktować się z siecią.
[J]- Pani z sieci poinformowała mnie, że problem leży po państwa stronie.
[K]-Niech pani zapamięta, nasza firma nie jest odpowiedzialna za zakładanie lub zdejmowanie sim locka!!!
[J]- Czy mógłby pan mi chociaż sprawdzić czy zmieniło się cokolwiek w systemie? Podam panu imei.
[K]- Nie mam możliwości sprawdzenia takich rzeczy!!!
[J]- Ostatnio jak dzwoniłam na infolinie sprawdzono mi to bez problemu.
[K]- Coś się Pani pomyliło!!! Nie ma takiej możliwości!!
[J]- Czyli według pana nic się nie da zrobić z tym telefonem i jest do wyrzucenia?
[K]- Mogę panią przełączyć wyżej jak jest pani niezadowolona, ale trzeba będzie czekać!!!
[J]- Poproszę w takim razie.
(Czekałam około 15 minut aby ponownie usłyszeć tego samego piekielnego konsultanta)
[K]-Jednak znalazłem dla Pani rozwiązanie i telefon nie będzie do wyrzucenia. (To zostało wypowiedziane z wyraźnym zaznaczeniem ironii)
[J]-Tak?
[K]- Proszę spróbować zadzwonić ponownie na infolinie sieci, a następnie spróbować uruchomić telefon korzystając z angielskiej karty sim, ponieważ jako, że telefon był wydany w Angli to musiała być niedokładnie zdjęta blokada i uaktywniła się ponownie podczas restartu.
[J]- Czyli przyznaje pan w tym momencie, że od początku wydano mi telefon z wadą i to była kwestia czasu kiedy się uaktywni? Nie widzę podstaw aby ponownie dzwonić na infolinie sieci, kiedy oni twierdzą, że błąd wystąpił po państwa stronie, a do tego nie wiem skąd miałabym wziąć angielska kartę sim.
[K]- Niech Pani zapamięta raz na zawsze, nasza firma nie zdejmuje i nie nakłada blokady sim lock!!!
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że dalsza rozmowa z panem jest bezcelowa i się po prostu rozłączyłam. (Przytoczyłam ją w dużym skrócie, Pan wielokrotnie podnosił głos i zirytowany powtarzał, że on nic nie może zrobić)
W ramach zwieńczenia tej historii dodam, że po kolejnym telefonie do producenta trafiłam w końcu na kompetenentnego pana, który zdjął mi sim locka zdalnie w przeciągu 3 h, wiec da się.

Apple store

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (88)