Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Każdy kto chodzi na siłownię chyba spotkał się z tym problemem, że urządzenie jest zajęte i należy poczekać albo spytać się czy można wskoczyć w trakcie przerwy między seriami. Miałem właśnie taką przerwę by złapać oddech i przy okazji zastanowić się co zrobić w następnej kolejności, widzę jak ktoś do mnie podchodzi więc ściągam słuchawki i się zaczyna:
-Ćwiczysz czy muzyki słuchasz?
-Ćwiczę, zostały mi jeszcze dwie serię, właś...
-Nie ćwiczysz tylko siedzisz i muzyki słuchasz i zajmujesz maszynę, inni też chcą poćwiczyć. Złaź!

Nie mam kłótliwej natury i ustąpiłem, bo wiedziałem, że i tak nie wygram.

Uprzedzając, zwykle jedno ćwiczenie (4 serie) zajmuje mi od 5 do 10 minut, a w tym wypadku dopiero co skończyłem serię, nie minęło nawet 30 sekund.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 8 (46)
poczekalnia
Czytajac historie o temacie kulinarnym i pracy w kuchni przypomniala mi sie sytuacja,ktora powtarzala sie co rano.

Mieszkam w Irlandii i kiedy zaczynalam mpja pierwsza w tym kraju prace wyladowalam jako kelnerka w hotelu.Zmiana ranna zaczynala sie od 8 ale wiadomo kucharz musial byc wczesniej. Zanim bar otwieral sie o 9 musialam przygotowac kawe do parzenia, rozstawic cukier i wszelakie inne czynnosci zwiazane z przygotowaniem sali do obslugi klienta. Jedna rzecz byla dla mnie absurdalna-kazdego ranka, ktorykolwiek kelner zaczynal prace o 8 MUSIAL zejsc do kuchni i poprosic kucharza, aby upiekl slodke buleczki. Jesli ktos zapomnial alno sie spoznil z prosba do kucharza dostawa opierdziel. Zauwazylam, ze dzialo sie to tylko kiedy irlandzki kucharz byl na zmianie, z Polakiem nie mialam najmniejszego problemu bo zawsze jak schodziam do kuchni buleczki juz rosly w piekarniku.

gastronomia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (71)
poczekalnia
W poprzedniej historii pisałem, że zamknęli most... Czyli niemal cały ruch został skierowany na obwodnicę, czyli na trasę szybkiego ruchu. Spodziewałem się, że osoby mniej rozgarnięte za kółkiem będą miały z tym problem... Nie spodziewałem się jednak, że aż tak mnie to uświadomi w ludzkiej niewiedzy, strachu i/lub ignorancji...

Jeżeli dobrze pamiętam z kursu, to do początku pasa zjazdowego należy dojechać prawym pasem utrzymując prędkość ruchu (90-120), płynnie zmienić pas i zacząć zwalniać... Zrozumiałe jest zjechanie na prawy pas nawet 500m przed zjazdem i czołganie się równo z ciężarówkami, a nawet przejazd całej trasy w ten sposób... Ktoś się boi, nie ma doświadczenia... Trudno...

Jednak jak skomplikować tak prostą czynność... Coraz częściej spotykam ludzi, którzy nawet 300 metrów przed zjazdem zjeżdżają na pas awaryjny, a niektórzy nawet już zwalniają. Problem w tym, że pas awaryjny nie jest szeroki, więc lewe koła samochodów są na prawym pasie (opony w całości za linią). Po pierwsze jazda pasem awaryjnym nie jest ani legalna ani bezpieczna, a na dodatek jednak blokują prawy pas...

I właśnie się zastanawiam co myślą sobie ci kierowcy... Czy jest to może zła interpretacja znaków, może nie do końca przemyślana uprzejmość, a może kierują się strachem i chcą jak najszybciej uciec od tych wariatów na lewym pasie...


P.S. Facebook donosi, że na tym zjeździe potrafią się robić korki o 14, dłuższe niż opisywane prze ze mnie odległości zmiany pasów... Z zdjęć jednak jasno wynika, że auta w zatorze grzecznie stoją na prawym pasie do samego zjazdu... Czyli jednak można?

DK/S 12

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 11 (35)
poczekalnia
Słowem wstępu, pracuję wykonując różne ilustracje na zamówienie. Zlecenia znajduję odpowiadając na internetowe oferty pracy zamieszczane na pewnej stronie. Zazwyczaj ludzie są okej, ale piekielne rodzyny czają się wszędzie.
Jest sobie pani, nazwijmy ją [P. Piekielna] i ona szuka artysty który umie robić, to, to i to. Kwalifikuję się? Tak, więc podsyłam swoje ceny i portfolio. Niedługo później dostaję odpowiedź, że P. Piekielna jest zachwycona, ceny jej pasują, ona mnie bierze, ale...no właśnie tu się nagle okazuje, że w sumie to ona sama nie potrzebuje nic, ale zaczyna prowadzić firmę i szuka zespołu. Chwileczkę, nie było o tym wzmianki, ale stwierdziłam, że posłucham co ma mi do powiedzenia. Otóż sprawa przedstawia się tak, ona już ma pierwszego klienta, on chce animację na tyle a tyle konkretnych klatek ect. Ja zrobię, ona odda. Tutaj pada zawrotna zapłata w formie 27$

Ja: A więc mam zrobić całą animację z tą bohaterką? (dostałam zdj postaci którą sobie klient życzy)

P: Tak. Ale będzie jeszcze jedna postać więc ją też zrobisz.
Ja: Czyli aż dwie postacie do animowania za 27$?

P: I tło. Ma być abstraykcyjne i mroczne. Zrobisz je osobno.

Ja: Czyli dwie postacie i jeszcze tło? Przepraszam, ale nie. Normalnie biorę za coś takiego dużo więcej. Nie ma szans, że zrobię tyle roboty za mniej niż normalnie.

P: Ale to ci się opłaci później. Będziemy mieć dużo klientów.

Ja: Przykro mi, ale to dla mnie strata czasu. To nie jest nawet połowa tego co normalnie sobie liczę za taki ogrom pracy.

P: Ale mam to oddać za dwa tygodnie!

Ja: Przykro mi, to nie mój problem. Chyba musisz znaleźć innego artystę.

Tu nastąpiła dość długa cisza. Sądziłam, że P.Piekielna zrozumiała, że po prostu nie ma na co liczyć z mojej strony. Niestety, okazało się, że owa pani będzie kontynuować.

P: Zobacz, w mojej "firmie" artysta zawsze dostaje 50% tego ile klient płaci. To znaczy, że jak zaoferuje 60$ za prostą ilustrację, ty dostaniesz 30$. To więcej niż normalnie.

(Ehm, czyli w praktyce oznacza to tyle, że P.Piekielna bierze 50% niezależnie od tego, czy coś będzie robić czy nie. No uznajmy, że ok, ale nie w momencie, kiedy mam harować za grosze i jeszcze się wyrobić na czas.)

Ja: Tak, ale jeżeli zaoferuje 12$, to wtedy ja dostanę 6$ i będę pracować za dużo mniej niż normalnie. Przykro mi, nie mogę pracować na niestabilnych cenach. Mogę pracować wyłącznie pod warunkiem, że dostanę uczciwą zapłatę.

P: Świetnie, może być. W takim razie zacznijmy od tego, że będziesz co miesiąc robić jedną darmową ilustrację.

Ja: Przepraszam, nie. Nie pracuję za darmo.

P: Ale to będzie później, nie teraz...

Ja: Wciąż, nie będę pracować za darmo. W takim wypadku musisz znaleźć innego artystę.

P: Rozumiem...

I nie, to nie był koniec, ale przynajmniej nie było już tak bardzo upierdliwie.Tu P. Piekielna spróbowała zagrać kartą "Będziemy przyjaciółkami" jakby to miało z góry oznaczać, że już w zasadzie jestem jej winna pracę za pół darmo lub w ogóle darmo.

Zastanawiałam się, jacy naiwniacy w ogóle zgodzili się wziąć w tym udział. Sprawdziłam info na discordzie na którego zostałam zaproszona w ramach "współpracy". No, są już 3 osoby. P.Piekielna, siostra P.Piekielnej i niby ja.

P.Piekielnej dałam do zrozumienia, że w jej projekt nie wchodzę na takich warunkach, ale gdyby chciała zamówić coś u mnie na własną rękę, droga wolna. Jestem ciekawa, czy jeszcze coś wymyśli ;)

Internet grafika praca firma

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (78)
poczekalnia

#84626

~runty19 ·
| było | Do ulubionych
Wiele jest tu historii o piekielności NFZ, pacjentach itd. Ja dołożę swoją cegiełkę, ale z trochę innej strony. Mianowicie, pracuję w prywatnym centrum medycznym na recepcji. Mamy dobrych lekarzy, na wizyty nie trzeba czekać długo, więc w czym problem? A no w pacjentach właśnie (oczywiście nie wrzucam wszystkich do jednego wora), którzy swoim zachowaniem notorycznie utrudniają pracę.

1.Brak kultury
W naszej placówce prosimy pacjentów do stanowiska, więc trzeba chwilkę poczekać na zawołanie z naszej strony. Są pacjenci, którzy nie respektują tej zasady, wchodzą do placówki, od razu siadają przy stanowisku i bez żadnego „dzień dobry”, rzucają cichym „ja do lekarza”. Poproszeni o okazanie dowodu tożsamości (zasada co do pokazania dokumentu jest nam narzucona z góry i musimy tego przestrzegać), zazwyczaj z wielką łaską i westchnieniem niezadowolenia praktycznie rzucają go na biurko. Atmosfera rejestracji takiego pacjenta przebiega w niemiłej atmosferze, często zdarza się, że pacjent, który tak się „spieszy” spędza na recepcji więcej czasu, bo np. nie ma aktywnego ubezpieczenia.

2.Dokument tożsamości
Tak jak wspominałam, pacjent zobowiązany jest pokazać nam dowód lub prawo jazdy, żeby skorzystać z wizyty. Spisujemy z niego też dane, żeby odnaleźć kartę pacjenta w systemie. Rozumiem, że ktoś może obawiać się, że wykorzystamy jego dane np. do wzięcia kredytu, ale trzymanie go kurczowo w dłoni i pokazanie dosłownie na 2 sekundy nie daje nam możliwości odnalezienia pacjenta. Pomijając już fakt, że w karcie wszystkie te „wrażliwe” dane widnieją, więc takie zachowanie powoduje jedynie frustrację z obu stron, ponieważ trzeba ponownie prosić o okazanie dokumentu.

3.Pacjent pt. „nie wiem”
Jestem w stanie zrozumieć, że można nie znać nazwiska lekarza do którego się idzie. Natomiast niektórzy pacjenci nie wiedzą czy idą do kardiologa czy alergologa. Są też tacy, którzy nie wiedzą jakie badania mieli wykonywane. Wtedy sytuacja na recepcji wygląda mniej więcej tak :
[P]acjent – Dzień dobry ja po badania.
[J]a – Dzień dobry, jakie badania Pan/i robił/a?
[P] – Nie wiem, niech pani poszuka, moje nazwisko to Kowalski/a.
[J] – Mamy dużo rodzajów badań : z krwi, histopatologiczne, cytologie, rentgeny itp.
[P] – No to chyba rentgen.

No i zaczyna się szukanie wyniku „chyba rentgenu”. Naprawdę zastanawia mnie to jak można nie wiedzieć co się wykonywało.

4.Pacjent „ja płacę, więc mi się należy”
Większość pacjentów ma u nas ubezpieczenia z prywatnych firm wykupione przez pracodawcę. Nie płacą za nasze usługi bezpośrednio, pracodawca pobiera od nich składki na ubezpieczenie z pensji. Niektórzy pacjenci mają przeświadczenie, że dzięki temu mogą wszystko i mamy obowiązek im to załatwić. Bardzo często żądają rzeczy niemożliwych jak np. wizyta na już. Nie obchodzi ich to, że lekarz ma pełny grafik pacjentów i zazwyczaj nie jesteśmy w stanie wcisnąć go między innych. Wtedy następuje „obraza majestatu” i zaczyna się robić bardzo nieprzyjemnie. Zdarza się, że pacjent krzyczy i wyładowuje swoją frustrację na nas.

To jedynie kilka przykładów najczęstszych zachowań pacjentów. Zdaję sobie sprawę, że ktoś może mieć kiepski nastrój, być zdenerwowany np. przez swoją chorobę, ale wystarczy trochę pomyśleć, żeby współpraca szła sprawnie i szybko, bez niepotrzebnych spięć.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (68)
poczekalnia

#84629

~Paula93 ·
| było | Do ulubionych
Miałam jakiś czas temu stłuczkę nie z mojej winy. Oświadczenie zostało spisane, moje auto zostało naprawione z ubezpieczenia sprawcy. Jest tylko jeden szkopuł: w polskich przepisach jest jakaś furtka, która pozwala ubezpieczycielom na wypłatę kwoty netto. Od naprawy musiałam zapłacić podatek VAT w wysokości 2840zł netto. To samo w kwestii auta zastępczego - ubezpieczyciel płaci kwotę netto, ja płacę podatek.

Dlaczego, skoro nie jest to moja wina? Jestem tak oburzona, że mam ochotę zwrócić się do sprawcy, żeby mi te pieniądze oddał. Przy okazji także stracony czas.

PS: Jeśli to ma znaczenie, auto jest w leasingu na firmę. Leasing jest właścicielem auta, ale w podpisanej z nim umowie jest stosowne zabezpieczenie, dzięki któremu dodatkowe koszta pokrywa użytkownik samochodu.
PS2: Tak, firma może to sobie wrzucić w koszta, ale nie może mieć przecież nieskończenie wiele tych kosztów. Poza tym z jakiegoś nieznanego mi powodu istnieje możliwość odliczeniach jedynie 50% VATu.

pezetu

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 15 (37)
poczekalnia
Dziś jadąc do pracy nadziałem się na wypadek - rowerzystka wpadła pod ciężarówkę. Samego wypadku nie widziałem, ale przyjechałem tuż po - ludzie dopiero biegli, kierowca wyskakiwał z kabiny, ktoś krzyczał, żeby dzwonić po karetkę. Byłem po drugiej stronie skrzyżowania, w samochodzie, więc skorzystałem z tego, że zamknąwszy okna mogłem się odciąć od hałasu ruchliwego skrzyżowania i zadzwoniłem na pogotowie.

Dyspozytorka wypytała mnie o miejsce, a potem zaczęła pytać o stan rannej - o to, czy oddycha, czy ma puls. Wyszedłem więc z samochodu i podszedłem do ofiary - powiem tylko tyle, że dziewczyna wyglądała bardzo źle.

Jacyś ludzie (pielęgniarka i starszy mężczyzna) zabrali się do reanimacji, wyglądało że wiedzą co robią, to nie chciałem im przeszkadzać, poinformowałem tylko dyspozytorkę, że próbują przeprowadzać masaż serca i sztuczne oddychanie. Z kolei inni spontanicznie zaczęli kierować ruchem. Bardzo podobała mi się reakcja Szkotów - nie było gapiów, na miejscu zostali tylko ci, którzy pomagali albo byli świadkami, akcja udzielania pierwszej pomocy była dobrze zorganizowana, ktoś z pobliskiego salonu Vauxhalla przyniósł nożyczki, ktoś inny apteczkę i zestaw pierwszej pomocy... Osoby postronne trzymały się zdala, czasami ktoś tylko podchodził zapytać, czy może pomóc...

Karetka nadjechała błyskawicznie, powiedziałem więc tylko jednemu ze świadków, że jakby kto pytał, to na pogotowie ja dzwoniłem, ale samego wypadku nie widziałem, więc nie będę tłoku robił, bo karetka już jest, a na świadka się nie nadaję, więc po prostu jadę dalej do pracy (tym bardziej, że mój samochód blokował pas do skrętu, którym teraz wszyscy chcieli jechać z racji zablokowanej przez wypadek ulicy prosto).

Przyjechałem do pracy, ludzie pytają czemu się spóźniłem, ponieważ byłem świadkiem dość drastycznych widoków, to musiałem to z siebie wylać i im opowiadam dokładnie co się stało, że dzwoniłem, że podszedłem... A kolega w tym momencie do mnie "i tak blisko stałeś, nie mogłeś chociaż paru fotek cyknąć? A nuż by ktoś kupił, albo przynajmniej nam byś pokazał".

Ręce opadają. Naprawdę, dziewczyna przemielona przez ciężarówkę wraz z rowerem to jest to, co chcesz oglądać do porannej kawy? :/

(a dziewczyny niestety nie udało się uratować: https://www.bbc.co.uk/news/uk-scotland-glasgow-west-48364973 )

ruchliwe skrzyżowanie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (84)
poczekalnia

#84631

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O Policji.

Zgłoszenie o sytuacji niebezpiecznej złożone o godzinie 20:25. Wg. informacji dyspozytora oznaczono je jako "pilne". Policja na miejscu pojawiła się ok. godziny 23:30 kiedy nikogo już nie było.

policja

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (62)
poczekalnia

#84630

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kierunkowskazy, kierunkowskazy...

Stoję sobie na podporządkowanej, przed znakiem STOP (a właściwie linią ciągłą wyznaczającą miejsce, gdzie trzeba się zatrzymać) i mrugam prawym kierunkowskazem, czekając aż na głównej utworzy się luka. Luka się robi, akurat taka, że jak wskoczę i sprawnie przyspieszę, to odległość od tego za mną wciąż będzie bezpieczna.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam, hop, zyg w lusterko, sprzęgło, dwójka, zyg w lusterko - spoko, daleko jest, nawet zwalniać nie musiał, sprzęgło, trójka i przyspiesza...

A takiego!

Auto przede mną postanowiło skręcić w taką boczną drogę i wszystko byłoby ok, gdyby nie pomyliła mu się kolejność czynności. Zdaniem tegoż kierowcy manewr skrętu w prawo wykonuje się tak:
1) Zbliżyć się do krawędzi jezdni (auto małe nie było)
2) Zwolnić niemalże do zera.
3) Wrzucić kierunkowskaz i skręcić.

W sumie nic się wielkiego nie stało, musiałam tylko zwolnić, ale mojemu silnikowi zbytnio się nie spodobało, że przed chwilą wrzuciłam trójkę, a teraz nagle wciskam hamulec. Ale można się pobawić w gdybanie, bo gdybym spanikowała, mogłabym np zgasić silnik, co sprawiłoby kłopoty temu za mną... A wszystko dlatego, że ktoś nie pamięta, że kierunkowskaz włącza się najpierw...

polskie drogi...

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 17 (73)
poczekalnia
Kilka słów o bezmyślności ludzi.
Niedawno było w pracy zebranie na którym powinni być wszyscy, bo temat był ważny.
Dwa dni po spotkaniu podchodzi chłopak i pyta czy wiedziałem o tym i byłem. Mówię że tak, każdy dostał maila odpowiednio wcześniej. On odpowiada, że nie wiedział bo podał maila "jakiegoś starego którego już praktycznie nie używa". I zdziwienie bo "nikt mu nie mówi co się dzieje w firmie".

Praca

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 42 (88)